Range Rover „London Collection”. Kompletna mapa Londynu i koniec ery hybrydowych „alibi”

W styczniu, gdy przyglądałem się edycjom Hoxton i Belgravia, pisałem, że to czysta kosmetyka – ładna, biżuteryjna, ale wciąż tylko kosmetyka.

Teraz Range Rover domyka swoją „londyńską kolekcję”, wprowadzając brakujące ogniwa: Battersea i Westminster. I o ile pierwsze dwie dzielnice były modowym manifestem, o tyle nowości wnoszą do gry to, na co fani marki czekali najbardziej: zasięg, który zmienia zasady gry w segmencie luksusowych hybryd.

Londyn ma wiele twarzy. Range Rover ubiera swoje modele w klimat Hoxton i Belgravii [galeria]

Od „Satin Gold” do politycznej powagi

Wersje, które znaliśmy do tej pory (Evoque Hoxton i Velar Belgravia), to propozycja dla tych, którzy lubią „satin everything” i złote detale. Teraz dołączają do nich cięższe kalibry:

  • Range Rover Sport Battersea Edition: zapomnij o artystycznym nieładzie. Tutaj rządzi industrialny mrok inspirowany słynną elektrownią. Czerń na dachu, czerń na 22-calowych kutych felgach i pakiet Black. To samochód, który wygląda, jakby sam generował prąd, a nie tylko go zużywał.
  • Range Rover Westminster Edition: flagowiec w wersji „dyplomatycznej”. Fornir Natural Black Birch z inkrustacją nawiązującą do Downing Street 10 to detal, który jednych zachwyci, a innych rozbawi, ale w tej klasie to właśnie takie smaczki budują wartość kolekcjonerską.

Koniec ery „hybrydowego alibi”

Najważniejszą informacją nie są jednak nowe kolory skóry, a fakt, że każda z tych edycji to hybryda typu plug-in (PHEV), która w końcu przestaje być tylko podatkowym unikiem. Ktoś w końcu zrozumiał, że plug-in to nie bag-in (ciężkie akumulatory bez pożytku).

Zasięg w modelu Sport Battersea Edition dochodzący do 118 km to moment przełomowy. Do tej pory luksusowe hybrydy pozwalały na bezemisyjne przejechanie z garażu do pierwszej kawiarni. O ile ta była na rogu. Najbliższym. Teraz dostajemy zasięg, który realnie pozwala zapomnieć o silniku spalinowym w codziennym cyklu miejskim. Według danych producenta, te 118 km pokrywa 75% typowych tras klientów. W praktyce oznacza to, że Range Rover stał się luksusowym elektrykiem z „zapasowym” silnikiem na weekendowe wypady do posiadłości za miastem.

Podsumowanie: biżuteria, która działa

Range Rover London Collection to majstersztyk monetyzowania brytyjskiego pochodzenia. Brytyjczycy wzięli sprawdzone modele, ubrali je w lokalny kontekst i doprawili technologią, która ma sens. O ile Hoxton i Belgravia to estetyczne dodatki podlane modą na matowe wykończenia, o tyle Battersea i Westminster to jedne z niewielu luksusowych SUV-ów na rynku 2026, w których napęd PHEV przestaje być marketingowym „alibi” i staje się realną korzyścią.

To droga biżuteria, ale w końcu taka, której bateria nie rozładuje się po wyjeździe z Chelsea. Na koniec obowiązkowa galeria.





#edycjaSpecjalna #hybrydaPlugIn #iMagazineMoto #JLR #Londyn #motoryzacja #PHEV #RangeRover

Paradoks na stacjach paliw. Benzyna zdrożała o połowę, ale jazda hybrydą plug-in potrafi kosztować mniej niż 18 lat temu

Benzyna jest dziś o blisko połowę droższa niż w czasach debiutu pierwszych hybryd z wtyczką. Paradoksalnie koszt przejechania 100 kilometrów takim autem może być dziś niższy. To wyraźnie pokazuje, jak bardzo na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zmieniła się efektywność oraz architektura napędów PHEV, co doskonale widać na przykładzie rynkowych nowości.

Cofnijmy się do 2008 roku. Na rynek (chiński) trafia model BYD F3DM – uznawany przez producenta za jeden z pierwszych seryjnych pojazdów typu plug-in. Litr benzyny PB95 kosztował wówczas w Polsce około 4,50 zł. Wspomniany pojazd zużywał średnio 7,8 litra paliwa na 100 kilometrów po wyczerpaniu prądu, co przekładało się na koszt przejazdu rzędu 35 zł.

Dziś za litr popularnej „95-ki” trzeba zapłacić w okolicach 6,50 zł. Wprowadzony właśnie do polskich salonów model BYD ATTO 2 DM-i, będący dobrym reprezentantem najnowszej fali hybryd, zużywa w cyklu mieszanym (według laboratoryjnej normy WLTP) 5,1 l/100 km. Przeliczając to wyłącznie na benzynę, daje to około 33 zł za dystans 100 kilometrów. Zestawienie to jasno obrazuje, jak optymalizacja technologiczna zniwelowała kilkunastoletnie wzrosty cen surowców.

Trend, który zmienił branżę

Sekret tej redukcji kosztów leży w odwróceniu inżynieryjnych proporcji. Kiedyś hybryda plug-in była po prostu autem spalinowym, które „przy okazji” mogło powoli przejechać kilkanaście kilometrów na prądzie. Dziś środek ciężkości został przeniesiony na akumulatory, a tego typu samochody projektuje się z myślą o jeździe elektrycznej.

Wspomniany chiński model, podobnie jak wielu jego europejskich czy japońskich konkurentów, opiera się na wydajnym silniku elektrycznym (145 kW) i pojemnym akumulatorze (18 kWh w wersji Boost). Oznacza to, że przez większość czasu kierowca korzysta wyłącznie z prądu, a tradycyjny silnik spalinowy stanowi jedynie awaryjne wsparcie lub przydaje się w dłuższych trasach. Konstrukcja oferująca około 90 kilometrów zasięgu na prądzie i łączny dystans do 1000 kilometrów (z pełnym bakiem) staje się powoli rynkowym standardem dla tego segmentu.

Redakcyjny test rzeczywistości

Zanim jednak uwierzymy w magię cyferek, musimy postawić wyraźną granicę między deklaracjami WLTP a drogową fizyką. Teza o bezwzględnej opłacalności ma rację bytu tylko wtedy, gdy użytkownik traktuje hybrydę plug-in zgodnie z jej przeznaczeniem.

Nowoczesne auta PHEV to pojazdy ciężkie – najwyższa wersja ATTO 2 waży ponad 1600 kilogramów. Spalanie rzędu 5 litrów jest możliwe wyłącznie w sytuacji, gdy samochód jest regularnie ładowany z gniazdka. Należy do tego doliczyć również rosnące koszty samej energii elektrycznej. Jeśli zignorujemy wtyczkę i zrobimy z hybrydy klasyczne auto spalinowe wożące na pokładzie ciężki, martwy balast w postaci rozładowanego akumulatora, fizyki nie oszukamy. Zużycie benzyny natychmiast przewyższy katalogowe deklaracje, a pozorna oszczędność zniknie.

Przez 18 lat napędy PHEV bez wątpienia dojrzały jako technologia. Z niszowych ciekawostek stały się realną alternatywą pozwalającą na omijanie stacji benzynowych szerokim łukiem podczas codziennych dojazdów. By jednak obietnice producentów miały przełożenie na stan naszego portfela, wymagają od nabywcy absolutnej zmiany przyzwyczajeń.

#ATTO2DMI #BYD #cenyPaliw #hybrydaPlugIn #kosztyEksploatacji #motoryzacja #normyWLTP #PHEV #samochodyHybrydowe #spalanie

Toyota tnie ceny modelu Prius. Słynna hybryda plug-in mocno tanieje, ale to nadal propozycja dla firm

Rynek motoryzacyjny w 2026 roku przynosi kolejne obniżki. Toyota ogłosiła ostre cięcia w cenniku swojego flagowego modelu hybrydowego.

Prius z bieżącego rocznika tanieje o 17 tysięcy złotych, a dzięki nowym przepisom, przedsiębiorcy mogą zyskać na tym aucie jeszcze więcej przy rozliczeniach podatkowych.

Piąta generacja Toyoty Prius to bez wątpienia najciekawsza odsłona w historii tego modelu. Pod maską pracuje układ 2.0 Hybrid Dynamic Force Plug-in o łącznej mocy 233 KM, co pozwala na sprint do setki w 6,7 sekundy. Najważniejsza jest tu jednak pojemna bateria (13,6 kWh), która pozwala na pokonanie nawet 86 kilometrów wyłącznie na prądzie.

Duży rabat, ale tanio wciąż nie jest

Japoński producent zdecydował się uciąć ceny z rocznika 2026 o równe 17 000 zł. Warto jednak spojrzeć na tę promocję chłodnym okiem. Nawet po tak dużym rabacie, najtańsza wersja Priusa kosztuje niemal 180 tysięcy złotych. To wciąż bardzo wysoki próg wejścia, który dla wielu indywidualnych nabywców szukających oszczędnego auta na co dzień, będzie po prostu barierą nie do przeskoczenia.

W praktyce oznacza to, że nowa Toyota Prius pozostaje samochodem z wyższej półki cenowej, a jej główną grupą docelową nie jest przysłowiowy Kowalski, ale floty i osoby prowadzące działalność gospodarczą. To właśnie tam ta obniżka robi największą różnicę.

Nowe limity i optymalizacja podatkowa

Zgodnie z nowymi limitami amortyzacji i rat leasingowych, które weszły w życie 1 stycznia 2026 roku, przedsiębiorcy decydujący się na auto emitujące poniżej 50 g CO2 na kilometr mogą zastosować wyższy limit wynoszący 150 tys. zł. Prius (z emisją na poziomie 36-47 g/km) wpasowuje się w te widełki, co pozwala na realną optymalizację kosztów w firmie.

Jak prezentuje się cennik po odliczeniu rabatu? Producent zrezygnował z zasypywania klientów dziesiątkami opcji i postawił na trzy konkretne warianty wyposażenia (do każdego dorzucając w standardzie potrzebne kable do ładowania):

  • Comfort (od 176 900 zł): wersja bazowa, w której dostajemy już rozsądne minimum – m.in. 17-calowe felgi aluminiowe, 12,3-calowy ekran systemu multimedialnego oraz pakiet systemów bezpieczeństwa T-MATE.
  • Prestige (od 188 900 zł): srodkowy wariant dorzuca 19-calowe felgi, nowoczesne cyfrowe lusterko wsteczne oraz zaawansowane światła matrycowe LED.
  • Executive (od 205 900 zł): topowa odmiana, która rozpieszcza wentylowanymi fotelami, systemem kamer 360 stopni i zaawansowanym asystentem parkowania. Za dopłatą 11 000 zł można ją wyposażyć w dach z panelami fotowoltaicznymi.

Więcej o tym modelu przeczytacie w starszym wydaniu iMagazine.

iMagazine 1/2024 – na nowy rok!

#hybrydaPlugIn #leasingDlaFirm #obniżkiCen #PHEV #podatki #rynekMotoryzacyjny #samochodyHybrydowe #toyota #ToyotaPrius

Jaecoo 8 wjeżdża do Polski. 428 KM, AR HUD i bateria, która zawstydza niektóre elektryki [galeria]

Chińska motoryzacja nie zwalnia tempa i uderza w segment premium. Wystartowała przedsprzedaż modelu Jaecoo 8 Super Hybrid, największego SUV-a w gamie marki.

Zamiast tanich plastików dostajemy rozszerzoną rzeczywistość, adaptacyjne zawieszenie i hybrydę plug-in z akumulatorem o imponującej pojemności (jak na PHEV-a).

Na polskim rynku debiutuje właśnie duży SUV mierzący 4820 mm długości i 1930 mm szerokości. Jaecoo 8 Super Hybrid został zaprojektowany z myślą o przewożeniu siedmiu pasażerów, choć dla zwolenników klasyki przewidziano także konfigurację pięcioosobową z ciemnym wnętrzem. Prawdziwą sensacją jest jednak to, co azjatyccy inżynierowie ukryli pod maską i w podłodze.

Super Hybrid, czyli hybryda na sterydach

Większość europejskich hybryd plug-in (PHEV) dysponuje bateriami o pojemności od 12 do 20 kWh. Jaecoo 8 nokautuje te wyniki, oferując akumulator trakcyjny o pojemności 34,5 kWh.

Taka pojemność pozwala na pokonanie 134 km w trybie czysto elektrycznym. Baterię można ładować prądem stałym (DC) z mocą do 70 kW. Uzupełnienie energii od 30% do 80% na szybkiej ładowarce zajmuje według producenta zaledwie 25 minut. Sam układ napędowy opiera się na silniku spalinowym 1.5 T-GDI, przekładni 3DHT i napędzie na obie osie, realizowanym dzięki dodatkowemu silnikowi z tyłu.

Cały ten zestaw generuje łącznie 428 KM i 580 Nm momentu obrotowego. Mocne parametry pozwalają na przyspieszenie od 0 do 100 km/h w czasie 5,8 sekundy.

Rozszerzona rzeczywistość i 14 głośników

Wnętrze flagowego modelu marki Jaecoo to sygnał, że producent celuje w zamożniejszego, wymagającego klienta. Tutaj uwaga, producent nie ujawnił w komunikacie oficjalnego cennika, odsyłając zainteresowanych do formularza rezerwacyjnego, jednak eksperci rynkowi szacują, że cena tego modelu będzie oscylować wokół 220 tysięcy złotych.

Na desce rozdzielczej królują podwójne wyświetlacze, ale to, co najbardziej przyciąga uwagę fanów technologii, to wyświetlacz przezierny (HUD). System ten funkcjonuje w technologii rozszerzonej rzeczywistości (AR), nakładając ostrzeżenia i wskazówki nawigacyjne bezpośrednio na pole widzenia kierowcy.

O komfort podróżujących dba adaptacyjne zawieszenie CDC (Continuous Damping Control), którego zadaniem jest ograniczanie przechyłów dużego nadwozia. Wyposażenie obejmuje także:

  • System audio marki Sony składający się z 14 głośników, w tym przetworników umieszczonych w zagłówku fotela kierowcy.
  • Wentylowane, podgrzewane i regulowane elektrycznie przednie fotele.
  • Rozbudowane funkcje masażu dla kierowcy i pasażera z przodu.
  • Bezprzewodową obsługę Android Auto i Apple CarPlay oraz ładowarkę indukcyjną o mocy 50 W.

Oferta na start

Przedsprzedaż ruszyła online za pośrednictwem oficjalnego formularza (w którym nie ma ceny produktu). Początkowo klienci mogą wybierać spośród trzech lakierów (Olive Gray, Khaki White oraz Iridium Silver z czarnym dachem), które nie wymagają żadnej dopłaty. Marka próbuje przyciągnąć klientów znacznie wydłużonym pakietem ochronnym. Samochód objęty jest 7-letnią gwarancją mechaniczną (z limitem do 150 000 km) lub opcją 3-letnią bez limitu przebiegu. Sama bateria wysokonapięciowa oraz silnik trakcyjny otrzymały z kolei ochronę na 8 lat lub 160 000 km. Na zachętę, w ramach przedsprzedaży, producent oferuje pakiety ubezpieczeń OC/AC za przysłowiową złotówkę. Cena, jak wspomniałem, nie została podana w oficjalnym komunikacie, spodziewamy się poziomu około 220 tys. zł.






Jaecoo 7 Offroad AWD – chińska ofensywa z offroadowym pazurem

#ARHUD #chińskieSamochody #hybrydaPlugIn #JAECOO8 #motoryzacja2026 #OMODAJAECOO #PHEV #zasięgElektryczny #zawieszenieCDC

Nowy Mercedes GLE to cyfrowy czołg. Zawieszenie sterowane z chmury i potężny centralny komputer w kabinie

Standardowe liftingi ograniczają się do nowych zderzaków i zmiany kształtu reflektorów. Mercedes podszedł do sprawy inaczej i w zmodernizowanym GLE zmodyfikował aż 3000 komponentów.

Zamiast tradycyjnego radia dostajemy chłodzony cieczą centralny komputer, a pneumatyczne zawieszenie uczy się drogi, pobierając dane o zdarzeniach z chmury od innych samochodów. I co najważniejsze – pod maską wciąż znajdziemy potężne V8. Nowy Mercedes GLE wjeżdża na rynek w wersji po kuracji odmładzającej. Z zewnątrz rozpoznamy go po nowej osłonie chłodnicy, podświetlanej gwieździe i przeprojektowanych reflektorach z funkcją DIGITAL LIGHT (które na asfalcie potrafią wyświetlać symbole ostrzegawcze). Najważniejsze zmiany zaszły jednak tam, gdzie nie widać ich na pierwszy rzut oka – w układach jezdnych i cyfrowym mózgu maszyny.

Zawieszenie, które „czyta w chmurach”

Największe wrażenie w specyfikacji robi opcjonalny układ E-ACTIVE BODY CONTROL. To potężny, pracujący pod napięciem 48 V system połączony z pneumatyką AIRMATIC. Jak to działa w praktyce? Samochód nie tylko skanuje drogę przed maską za pomocą kamer, ale też może korzystać z danych Car-to-X o zdarzeniach drogowych, przekazywanych na bieżąco przez inne pojazdy. Elektronika przetwarza te informacje i z ułamkiem sekundy wyprzedzenia dostosowuje twardość amortyzatora na konkretnym kole. Różnica nie polega na tym, że GLE wymyśla tu koło na nowo — po prostu robi to szybciej, płynniej i bardziej przewidywalnie niż większość rynkowej konkurencji.

Dla fanów jazdy w terenie (albo po prostu wyjeżdżania z głębokich zasp) Mercedes zostawił też efektowny i w praktyce zaskakująco skuteczny „tryb wolnego koła”. Jeśli utkniesz w piasku, auto potrafi rytmicznie „podskakiwać” na zawieszeniu, naprzemiennie zwiększając i zmniejszając nacisk na koła, aby samodzielnie wygrzebać się z pułapki.

Centralny mózg pod deską rozdzielczą

We wnętrzu główne miejsce zajmuje system operacyjny MB.OS. Wymaga on tak dużej mocy obliczeniowej, że inżynierowie musieli zastosować do głównego komputera chłodzenie cieczą. W standardzie kierowca otrzymuje MBUX Superscreen – gigantyczną taflę szkła, pod którą ukryto trzy 12,3-calowe ekrany.

Ekran przed pasażerem to nie tylko gadżet. Dzięki wydajności systemu pasażer może oglądać filmy lub grać w gry w trakcie jazdy. Aby nie rozpraszać osoby prowadzącej auto, system śledzi gałki oczne kierowcy – jeśli ten spojrzy w prawo, ekran pasażera natychmiast się przyciemni. Z kolei sam kierowca na postoju może korzystać z wbudowanych aplikacji biurowych, w tym prowadzić wideokonferencje przez Microsoft Teams.

Mechanika trzyma się mocno: V8 i ponad 100 km na prądzie

Mimo cyfrowej rewolucji, inżynierowie ze Stuttgartu nie zapomnieli o tym, co najważniejsze w dużym SUV-ie. Wszystkie wersje silnikowe oferowane w Europie to hybrydy, współpracujące z napędem na cztery koła 4MATIC (który potrafi żonglować momentem obrotowym między osiami w proporcji od 0 do 100%).

W ofercie wyróżniają się trzy skrajnie różne podejścia do napędu, które zadowolą każdego klienta:

  • Rozsądek i oszczędność: hybryda plug-in GLE 450e (326 KM) imponuje obietnicą zasięgu. Na samym prądzie potrafi przejechać do 106 km (w cyklu WLTP), co oznacza, że dla wielu użytkowników silnik spalinowy będzie włączał się tylko podczas weekendowych wyjazdów za miasto.
  • Klasyka na trasy: diesle (350d i 450d) zostały wyposażone w miękkie hybrydy (ISG) i, jako nowość w klasie, dostały system elektrycznego dogrzewania katalizatora, aby spełniać najbardziej rygorystyczne normy emisji spalin nawet na zimnym silniku.
  • Brutalna siła: na szczycie „cywilnej” gamy (pomijając wersje AMG) stoi GLE 580 z potężnym, 4-litrowym silnikiem V8 o mocy 537 KM i 750 Nm momentu obrotowego.

Całości dopełnia off-roadowy gadżet w postaci „przezroczystej maski”. System kamer 360 stopni generuje na ekranie wirtualny widok tego, co znajduje się dokładnie pod przednimi kołami, pozwalając precyzyjnie ominąć ostre kamienie czy głębokie koleiny bez wychylania się przez szybę.

Nowy Mercedes GLE udowadnia, że w motoryzacji premium wyścig zbrojeń przeniósł się z pojemności silników na architekturę oprogramowania. To nie jest już samochód, który po prostu jedzie — to system, który podejmuje decyzje szybciej, niż kierowca zdąży je zauważyć.

Zapraszamy do obejrzenia potężnej galerii zdjęć nowego Mercedesa GLE, którą znajdziecie poniżej.















Der neue Mercedes-Benz GLE, 2026 Lackierung: MANUFAKTUR Côte d’Azur hellblau metallic Polsterung: Leder sattelbraun / schwarz The new Mercedes-Benz GLE, 2026. Exterior: MANUFAKTUR Côte d’Azur light blue metallic Interior: Leather saddle brown / black



Luksus, który uczy się drogi z chmury. Nowy Mercedes Klasy S zadebiutował w Polsce

#CarToX #EACTIVEBODYCONTROL #hybrydaPlugIn #lifting #MBOS #MBUXSuperscreen #MercedesGLE #MOPF #motoryzacja2026 #nowyMercedes #SUVPremium #V8

639 KM i wtyczka w zderzaku. Nowe Audi RS 5 wchodzi w erę hybryd plug-in. Znamy ceny w Polsce

Audi Sport przełamuje kolejne bariery i wjeżdża w erę elektryfikacji. Polska oferta marki właśnie poszerzyła się o nowe Audi RS 5, które po raz pierwszy w historii sportowej dywizji z Ingolstadt jest hybrydą typu plug-in.

Zamiast narzekać na rygorystyczne normy spalin, inżynierowie dorzucili silnik elektryczny do podwójnie doładowanego V6, tworząc maszynę o potężnych parametrach.

Liczby, które zamykają pewną epokę

Pod maską pracuje znany silnik 2.9 V6 biturbo, który teraz współpracuje z układem elektrycznym. Ten duet generuje imponującą łączną moc systemową na poziomie 470 kW, czyli aż 639 KM. Maksymalny moment obrotowy wynosi potężne 825 Nm. To parametry, które wprowadzają RS 5 na terytorium supersamochodów. I jednocześnie definitywnie zamykają erę lekkich, czysto spalinowych modeli z linii RS.

Najciekawszą inżynieryjną nowinką nie jest jednak sama moc, a sposób jej przenoszenia na asfalt. Audi chwali się nową architekturą tylnej osi i debiutującym w seryjnym modelu napędem quattro z systemem Dynamic Torque Control. W praktyce to elektromechaniczne wektorowanie momentu obrotowego – system, który aktywnie i błyskawicznie rozdziela siłę napędową między tylne koła, ponoć zauważalnie poprawiając stabilność i skrętność auta.

To konieczny kompromis. Zastosowanie hybrydy plug-in zwiększa masę pojazdu przez ciężką baterię. W zamian kierowca zyskuje jednak dostęp do natychmiastowego uderzenia momentu obrotowego (silnik elektryczny nie musi „wkręcać się” na obroty) oraz innowacyjne, zaawansowane układy wspierające trakcję.

T

Sportowiec na prąd? 80 kilometrów po mieście

Obecność wtyczki w zderzaku to nie tylko ukłon w stronę homologacji, ale i realna zmiana w codziennym użytkowaniu. Według deklaracji producenta, nowe RS 5 pozwala na przejechanie ponad 80 kilometrów w trybie w pełni elektrycznym w warunkach miejskich. W drodze do biura auto może poruszać się bezszelestnie, by na weekendowej trasie wykorzystać pełen, brutalny potencjał spalinowej V-szóstki.

Pół miliona na start. Cennik i dostępność

Nowe modele można już konfigurować i zamawiać w polskich salonach. Cennik nie pozostawia złudzeń – to liga premium. Za wersję RS 5 Limousine trzeba zapłacić co najmniej 510 000 zł. Bardziej praktyczna odmiana kombi, czyli kultowy RS 5 Avant, startuje od kwoty 515 600 zł. Oczywiście mówimy tu o cenach startowych – zaznaczenie kilku opcji z łatwością wywinduje tę kwotę znacznie wyżej.

Dla przedsiębiorców producent przygotował przykładową kalkulację leasingową: przy 10% opłaty wstępnej, umowie na 36 miesięcy i limicie przebiegu na poziomie 15 000 km rocznie, miesięczna rata za bazowy wariant Limousine wynosi 4289 zł netto.

To już nie jest RS w klasycznym rozumieniu. To zupełnie nowa definicja sportowego Audi, która ma udowodnić, że potężna moc i wtyczka mogą iść w parze, otwierając zupełnie nowy rozdział w historii marki.

Audi zapowiada A2 e-tron. Premiera mniejszego modelu na prąd

#AudiRS5 #AudiRS5Avant #AudiRS5Limousine #AudiSport #cenySamochodów #hybrydaPlugIn #noweAudi2026 #PHEV #samochodySportowe

Omoda 7 debiutuje u nas. Hybrydowy SUV od 169 900 zł

Omoda 7 oficjalnie wjeżdża do polskich salonów.

Ten przestronny, hybrydowy SUV typu plug-in (PHEV) oferuje całkowity zasięg do 1100 kilometrów, a jego wyjściowa cena startuje od 169 900 zł. Oficjalna sprzedaż rusza na bazie cennika opublikowanego na 2026 rok.

Nowy model zapowiada się jako solidny przedstawiciel swojego segmentu, mierzący 4660 mm długości przy rozstawie osi wynoszącym 2720 mm. To zdaniem producenta idealna propozycja dla osób, które chcą jeździć na co dzień głównie na prądzie, ale bez stresu związanego z poszukiwaniem ładowarek w trakcie dłuższych podróży.

Jeden napęd, duży zasięg

Omoda 7 jest oferowana z jednym, zelektryfikowanym układem napędowym, określanym jako „Super Hybrid System”. To hybryda z możliwością doładowywania z gniazdka, w której główną osią jest motor elektryczny, wspierany przez silnik spalinowy 1.5 T-GDI pracujący jako generator i wsparcie całego napędu.

Łączna moc układu wynosi 279 KM, natomiast maksymalny moment obrotowy to 365 Nm. Samochód otrzymał wydajną baterię litowo-żelazowo-fosforanową (LFP) o pojemności 18,4 kWh. W trybie czysto elektrycznym (EV) pojazd ma być zdolny pokonać dystans do 90 kilometrów na jednym ładowaniu. Zasięg całkowity, przy w pełni naładowanym akumulatorze i zalanym do pełna 60-litrowym baku, ma wynosić do 1100 kilometrów.

Trzy warianty i mnóstwo dodatków

Cennik zorganizowano wokół trzech przejrzystych poziomów, z których już absolutnie bazowa odmiana jest bardzo bogato wyposażona:

  • Comfort (169 900 zł) – w standardzie znajdują się 19-calowe obręcze kół, duży 15,6-calowy ekran dotykowy, podgrzewane fotele przednie, bezprzewodowa ładowarka do smartfonów oraz bezprzewodowa obsługa interfejsów Apple CarPlay i Android Auto.
  • Luxury (179 900 zł) – środkowy poziom dokłada 20-calowe felgi, otwierany dach panoramiczny, system kamer 540 stopni, wentylowane fotele z przodu, przesuwny ekran centralny oraz zestaw audio sygnowany marką Sony.
  • Premium (184 900 zł) – flagowa wersja wyróżnia się dodatkowo funkcją masażu dla kierowcy i pasażera oraz inteligentnym asystentem zdalnego parkowania z poziomu kluczyka.

Bardzo mocnym argumentem z punktu widzenia kosztów utrzymania jest długa ochrona serwisowa. Cały pojazd objęty został gwarancją na 7 lat z limitem 150 tysięcy kilometrów. Sama bateria trakcyjna otrzymała natomiast ochronę na 8 lat lub 160 tysięcy kilometrów. Klienci decydujący się na auto z inauguracyjnej oferty otrzymują możliwość wykupienia pakietu ubezpieczenia za symboliczną złotówkę.

Chińska ofensywa cenowa. OMODA i JAECOO tną ceny – po dopłatach te auta kosztują 109 900 zł

#cenaOmoda7 #ChińskieSamochodyWPolsce #hybrydaPlugIn #noweSUVY2026 #Omoda7 #Omoda7Zasięg #OmodaGwarancja #OmodaPHEV #SuperHybridSystem #wymiaryOmoda7