Kilka dni temu minął mi miesiąc na Mastodonie, a nadal zaglądam na fejsbuka. Smuteczek, ale ciągle jest tam kilka osób, które lubię czytać, a które nie publikują nigdzie indziej.
Jednakowoż ostatnio najczęściej tam zaglądam po to, by kasować swoje stare wpisy.
Najpierw zacząłem usuwać wszystko co fb podsuwał we "Wspomnieniach". Założenie było proste: za rok nie będzie już żadnych wspomnień, tablica będzie pusta. Miło. No ale w międzyczasie trochę się zniecierpliwiłem, więc wyczaiłem jak usunąć wszystko naraz, albo choćby partiami, ale tak by nie zamykać konta. Udało się częściowo, posty starsze niż jakieś 8 lat nijak nie dają się usunąć hurtem (dzięki, Zuck!). No więc znów mi się zwolniło. I tak sobie klikam - co otworzę fb, to kasuję kilka postów.
I muszę przyznać, że jest to dość smętne doświadczenie: poprzetykana śmiesznymi memami kronika bulwersu, irytacji, bezsilności, strasznej polityki i strasznych na nią reakcji. Czarne Protesty, wycinanie lasów przez Szyszkę, covidowa depopulacja, zamarzający uchodźcy, protesty o TK, brednie o szczepionkach powodujących autyzm i tak dalej.
Dziwne uczucie gdy się to przegląda tak w masie, dziwnie tak sobie uświadomić, czym się żyło ostatnie kilka/naście lat, i że faktycznie były to głównie rzeczy albo nastrajające depresyjnie, albo podnoszące ciśnienie. I że chcąc nie chcąc, zostało się wessanym przez tą spiralę kontrowersji i zaprogramowanego algorytmem zaangażowania.
Lepsze to niż wizyta u psychoterapeuty, widać wszystko jak na dłoni, oczy otwierają się same i to w szybkim tempie. Nie trzeba miesięcy rozkmin, wystarczy kilka minut skrolowania w przeszłość.
Jestem już na roku 2012 :)
Let's the healing begin!

