Spór o dane dla AI. Twórcy z YouTube pozywają Apple za rzekome naruszenie praw autorskich

Trzech popularnych twórców z YouTube’a wytoczyło ciężkie działa przeciwko firmie z Cupertino. Zarzucają oni Apple, że korporacja miała nielegalnie pobierać ich chronione prawem autorskim materiały wideo, omijając wewnętrzne mechanizmy platformy. Cel? Trenowanie własnych modeli sztucznej inteligencji.

Jak informuje serwis MacRumors (powołując się na dokumenty sądowe), do sądu federalnego w Kalifornii wpłynął pozew zbiorowy przeciwko twórcy iPhone’a. Za oskarżeniami stoją kanały h3h3 Productions, MrShortGameGolf oraz Golfholics. Sprawa rzuca światło na to, w jaki sposób technologiczni giganci pozyskują gigantyczne zbiory danych niezbędne do rozwoju nowoczesnych usług AI.

Kwestia kontroli odtwarzania treści

Główny zarzut twórców dotyczy naruszenia amerykańskiej ustawy o prawach autorskich (DMCA). Według pozwu, choć ich filmy są publicznie dostępne do oglądania na platformie, Apple miało omijać sposób, w jaki YouTube kontroluje odtwarzanie treści. Zamiast korzystać ze standardowego strumieniowania, systemy korporacji miały masowo pobierać pliki na własne serwery, by wykorzystać je w procesie uczenia maszynowego.

Twórcy twierdzą w pozwie, że sukces finansowy najnowszych, generatywnych produktów Apple nie byłby w ogóle możliwy bez ich autorskiego wkładu w postaci tysięcy godzin nagrań.

Problem całej Doliny Krzemowej

Warto jednak zaznaczyć, że Apple nie jest jedyną firmą, która znalazła się na celowniku wspomnianych youtuberów. Ci sami twórcy złożyli niemal identyczne pozwy przeciwko innym gigantom technologicznym, w tym firmom takim jak Meta, Nvidia, ByteDance oraz Snap.

Sprawa może być istotna dla całej branży, ponieważ dotyczy fundamentalnego pytania: czy publicznie dostępne treści można legalnie i bez dodatkowej zgody wykorzystywać do trenowania modeli AI. Branża sztucznej inteligencji mierzy się z coraz większym kryzysem prawnym – wcześniej podobne procesy wytoczono firmom OpenAI oraz Microsoft za wykorzystywanie artykułów prasowych. Apple nie skomentowało sprawy do momentu publikacji tego materiału.

Elon Musk zmusza bankierów do opłacania bota Grok

#AI #Apple #AppleIntelligence #DMCA #pozewZbiorowy #prawaAutorskie #sztucznaInteligencja #uczenieMaszynowe #YouTube

Betty Boop, Panna Marple i „Na Zachodzie bez zmian” za darmo. Dzień domeny publicznej 2026 w USA

Wraz z nadejściem nowego roku, tysiące dzieł kultury z 1930 roku traci w Stanach Zjednoczonych ochronę majątkowych praw autorskich. Do domeny publicznej trafiają ikony kina, literatury i animacji, w tym pierwsze powieści o Nancy Drew oraz debiutanckie występy psa Pluto.

Jak co roku, Center for The Study of The Public Domain przy Duke University opublikowało listę dzieł, które 1 stycznia 2026 roku przechodzą do domeny publicznej w USA. Oznacza to, że mogą być one legalnie kopiowane, udostępniane i adaptowane bez konieczności uzyskiwania zgody czy wnoszenia opłat.

Literatura: od Faulknera do Agathy Christie

Rok 1930 był niezwykle płodny dla literatury światowej. Od 1 stycznia w USA uwolnione zostają m.in.:

  • William Faulkner, Kiedy umieram (As I Lay Dying).
  • Agatha Christie, Morderstwo na plebanii (The Murder at the Vicarage) – pierwsza powieść, w której pojawia się panna Marple.
  • Dashiell Hammett, Sokół maltański (The Maltese Falcon).
  • Carolyn Keene, Nancy Drew – pierwsze cztery tomy serii, zaczynając od The Secret of the Old Clock.
  • Zygmunt Freud, Kultura jako źródło cierpień (Civilization and Its Discontents).

Ikony popkultury: Betty Boop i Pluto

Do domeny publicznej trafiają także pierwotne wersje słynnych postaci animowanych. W 1930 roku w kreskówce Dizzy Dishes zadebiutowała Betty Boop (choć w tej wczesnej wersji posiadała jeszcze psie uszy).

Wolny od praw autorskich staje się również pies Rover (później przemianowany na Pluto), który pojawił się w filmach Disneya The Chain Gang oraz The Picnic. Należy jednak pamiętać, że nowsze wersje tych postaci nadal podlegają ochronie, a ich nazwy i wizerunki są chronione prawami do znaków towarowych.

Kino: Dietrich, Garbo i John Wayne

Wśród filmów, które stają się dobrem wspólnym, znajdują się prawdziwe klasyki:

  • Na Zachodzie bez zmian (All Quiet on the Western Front) – zdobywca Oscara za najlepszy film.
  • Błękitny anioł (The Blue Angel) oraz
  • Maroko (Morocco) z Marleną Dietrich.
  • Anna Christie – pierwszy film dźwiękowy z Gretą Garbo.
  • Droga olbrzymów (The Big Trail) – pierwsza główna rola Johna Wayne’a.
  • Sucharki w kształcie zwierząt (Animal Crackers) z Braćmi Marx.

Muzyka: kompozycje i nagrania

W przypadku muzyki sytuacja jest dwutorowa. Do domeny publicznej trafiają kompozycje muzyczne z 1930 roku, takie jak I Got Rhythm Gershwinów czy Georgia on My Mind Hoagy’ego Carmichaela. Dodatkowo, na mocy ustawy Music Modernization Act, uwolnione zostają nagrania dźwiękowe sprzed 100 lat, czyli z 1925 roku.

Obejmuje to historyczne rejestracje utworów w wykonaniu m.in. Bessie Smith, Louisa Armstronga czy Marian Anderson.

Ważne zastrzeżenie: USA a Europa

Należy pamiętać, że powyższa lista dotyczy prawa amerykańskiego, gdzie ochrona autorska trwa zazwyczaj 95 lat od publikacji. W Polsce i większości krajów Unii Europejskiej obowiązuje zasada „70 lat od śmierci twórcy”. Oznacza to, że niektóre dzieła wolne w USA mogą być wciąż chronione w Europie (np. utwory W. Somerseta Maughama, który zmarł w 1965 roku, w UE będą chronione do 2036 roku). Z drugiej strony, dzieła autorów zmarłych w 1955 roku są już w domenie publicznej w Europie, niezależnie od daty publikacji ich konkretnych utworów.

Z muzyką (nagraniami) jest jeszcze inaczej. Podczas gdy Amerykanie cieszą się właśnie z uwolnienia nagrań Louisa Armstronga z 1925 roku, w Polsce (i krajach UE) ochrona wygasła w 1995 roku, po 70, a nie 100 latach jak w USA.

#AgathaChristie #BettyBoop #Disney #domenaPubliczna #DukeUniversity #filmy #książki #Kultura #Pluto #prawaAutorskie #PublicDomainDay #usa

Disney kontra Google – spór o prawa autorskie w erze AI nabiera mocy

Czy Google właśnie odkryło, że Myszka Miki też ma prawników? Disney wysłał do Mountain View pismo, które brzmi jak wezwanie: „zaprzestańcie natychmiast” – bo rzekomo naruszacie nasze prawa autorskie na „masową skalę”.

Czytaj dalej:
https://pressmind.org/disney-kontra-google-spor-o-prawa-autorskie-w-erze-ai-nabiera-mocy/

#PressMindLabs #disney #gemini #google #openai #prawaautorskie

Disney kontra Google - spór o prawa autorskie w erze AI nabiera mocy | PressMind Labs

Czy Google właśnie odkryło, że Myszka Miki też ma prawników? Disney wysłał do Mountain View pismo, które brzmi jak wezwanie: "zaprzestańcie natychmiast" - bo rzekomo naruszacie nasze prawa autorskie na "masową skalę".

PressMind Labs: AI, technologie i przyszłość cyfrowego świata

Meta „pomaga” twórcom. Od teraz sami musicie ścigać złodziei swoich Reelsów

Meta (Facebook) ogłosiła wprowadzenie nowego narzędzia „Content Protection”. W teorii ma ono pomóc twórcom w walce z plagą kopiowania wideo. W praktyce, jest to cyniczne zepchnięcie całej odpowiedzialności i „brudnej roboty” śledczej na samych twórców.

Zamiast proaktywnie blokować kradzione treści i karać złodziei, Meta daje twórcom… panel, w którym sami mogą klikać. Poświęcając swój czas nie na tworzenie treści, lecz na… śledzenie tych, którzy ich okradają. Co im zresztą i tak realnie niewiele daje.

Jak działa ta iluzja ochrony?

Nowe narzędzie automatycznie wykryje Reelsy, które w całości lub częściowo kopiują oryginalną pracę twórcy. Następnie twórca, zamiast pracować nad nowym materiałem, musi zalogować się do panelu i ręcznie zdecydować, co zrobić ze skradzionym klipem:

  • Track (Śledź): najbardziej cyniczna z opcji. Twórca może dodać do klipu małą etykietę z linkiem do swojego profilu (atrybucja). W praktyce: złodziej nadal ma Twój film, nadal nabija na nim zasięgi (i generuje przychód Mecie), ale łaskawie dostaje „etykietkę”, że to Twoje. Absurd? Nie jedyny.
  • Block (Blokuj): pozwala ukryć skopiowany klip. I tyle. Złodziej nie otrzyma absolutnie żadnych konsekwencji za kradzież od Mety. Meta NIC mu nie zrobi (bo przecież swoimi amoralnymi działaniami zwiększa zasięgi i zwiększa dochód Mety).
  • Release (Uwolnij): pozwala zignorować kradzież, czyli po prostu godzisz się na to, by Cię okradano…

Kpina z twórców: złodziej nie poniesie kary

Tu dochodzimy do sedna absurdu. Jak słusznie zapewne już zauważasz Drogi Czytelniku, co z tego, że namierzysz bota z Wietnamu? Pójdziesz na lokalny posterunek? Meta doskonale o tym wie i wprost przyznaje, że wybranie opcji „Blokuj” w żaden sposób nie nałoży automatycznej kary na konto, które dopuściło się kradzieży.

To jest iluzja działania i walka z wiatrakami. Twórca marnuje swój uniwersalny zasób – czas – na zabawę w „koci-koci łapci” z botami, które po zablokowaniu założą trzy nowe konta w pięć minut. Meta umywa ręce, a problem zostaje nierozwiązany. Ale za to w raportach kwartalnych Meta będzie mogła się pochwalić akcjonariuszom: „wspomagamy twórców!”.

Haczyk? Ochrona tylko dla Facebooka

Na domiar złego, narzędzie jest oferowane tylko twórcom, którzy publikują swoje Reelsy na Facebooku. System co prawda wykryje kopie na Instagramie, ale jeśli jesteś twórcą działającym tylko na IG, to Meta ma Cię w nosie, choć IG to też przecież Meta. Absurd? Owszem, kolejny.

Narzędzie jest wdrażane globalnie dla twórców w programie monetyzacji lub tych, którzy już korzystali z Rights Managera.

Unia stawia zarzuty: Meta i TikTok nie chroniły dzieci. Grozi im 6% kary z globalnych obrotów

#contentProtection #facebook #instagram #kradziezWideo #krytyka #meta #news #ochronaTresci #prawaAutorskie #reels

🛜 Jakie jest Wasze stanowisko wobec korzystania z nielegalnych serwisów streamingowych?

#miniankiety #streaming #piractwo #treścicyfrowe #rozrywka #prawaautorskie

📺 Całkowicie akceptuję - to ekonomiczna alternatywa dla drogich subskrypcji.
32.4%
⚖️ Uważam, że jest to zrozumiałe w obliczu wysokich kosztów legalnych platform.
13.5%
🤔 Jestem niezdecydowany/a - widzę argumenty po obu stronach.
16.2%
💳 Preferuję płacenie za legalne usługi mimo wyższych kosztów.
13.5%
🚫 Zdecydowanie potępiam - to naruszenie praw autorskich.
2.7%
📱 Nie korzystam z żadnych serwisów streamingowych#miniankiety.
21.6%
Poll ended at .

Apple Intelligence uczone na pirackich książkach? Gigant pozwany przez naukowców

Apple musi zmierzyć się z poważnymi oskarżeniami, które uderzają w fundamenty ich nowej (wciąż niedostępnej w Polsce) platformy AI.

Naukowcy złożyli pozew zbiorowy przeciwko firmie, twierdząc, że ich książki zostały nielegalnie wykorzystane do trenowania modeli językowych Apple Intelligence bez żadnej licencji ani zgody.

Sprawa, wytoczona przez profesorów Susanę Martinez-Conde i Stephena Macknika, dotyczy dwóch publikacji naukowych. Autorzy zarzucają, że ich prace znalazły się w ogromnym zbiorze danych „Books3”, który był częścią większej biblioteki „The Pile”, oficjalnie wykorzystanej przez Apple do szkolenia swoich modeli, w tym OpenELM. Problem w tym, że „Books3” był zbiorem znanym z tego, że zawierał około 186 tysięcy pirackich kopii książek, a dzieła powodów znajdowały się na liście tychże tytułów.

100 milionów miejsc pracy zagrożonych. Bernie Sanders proponuje „podatek od robotów”

W pozwie złożonym w piątek po południu czytamy, że Apple, korzystając z tego zbioru, w całości skopiowało chronione prawem autorskim prace i bezpośrednio naruszyło prawa ich oraz innych twórców. Co istotne, zbiór „Books3” został usunięty z publicznego dostępu w październiku 2023 roku właśnie z powodu masowego łamania praw autorskich, jednak zdążył już posłużyć jako „pożywka” dla wielu modeli AI. W tym, jak się okazuje, także Apple Intelligence.

Sprawa jest daleka od prostej i wpisuje się w szerszą, nierozstrzygniętą jeszcze debatę prawną dotyczącą tego, czy trenowanie AI na publicznie dostępnych, ale chronionych prawem danych, mieści się w ramach tzw. dozwolonego użytku („fair use”). Sądy w Stanach Zjednoczonych wydawały dotąd różne, często sprzeczne orzeczenia. Kluczowe dla autorów będzie udowodnienie, że Apple faktycznie wykorzystało ich konkretne książki w procesie treningowym, co może być trudne, gdyż firma nie ujawnia szczegółowej listy przetworzonych dokumentów.

Autorzy pozwu domagają się procesu z udziałem ławy przysięgłych, odszkodowania pieniężnego oraz sądowego zakazu dalszego wykorzystywania ich prac przez Apple. Jeśli naruszenie zostanie uznane za umyślne, amerykańskie prawo przewiduje kary sięgające nawet 150 000 dolarów za każde pojedyncze dzieło. Wyrok w tej sprawie może stać się ważnym precedensem dla całej branży technologicznej i zdefiniować na nowo zasady gry na rynku sztucznej inteligencji. O ile w ogóle kiedykolwiek zapadnie.

Kolejne trzęsienie ziemi w Apple? Firma ma aktywnie szukać następcy szefa od AI

#AI #Apple #AppleIntelligence #Books3 #fairUse #naukowcy #news #OpenELM #piractwo #pozew #prawaAutorskie #proces #sztucznaInteligencja #ThePile

OpenAI wprowadza zmiany w Sora. Lepsza kontrola dla twórców i nowy model zarabiania

Sam Altman, CEO OpenAI, zapowiedział dwie kluczowe zmiany w funkcjonowaniu modelu do generowania wideo Sora.

To pierwsza tak istotna aktualizacja strategii od czasu premiery narzędzia, która jest bezpośrednią odpowiedzią na opinie użytkowników i, co najważniejsze, właścicieli praw autorskich. Zmiany dotyczą zarówno kontroli nad generowanymi treściami, jak i monetyzacji usługi. O samej technologii Sora pisaliśmy już szerzej na łamach iMagazine.

Sora, rewolucyjny generator wideo od OpenAI, trafia na iPhone’a. Jest jednak pewien haczyk, a nawet dwa

Pierwsza i najważniejsza zmiana to ukłon w stronę właścicieli praw autorskich. OpenAI przyznało, że użytkownicy pokochali tworzenie „interaktywnej fikcji fanowskiej”, czyli generowanie filmów z udziałem znanych postaci z popkultury. W odpowiedzi na to firma wprowadzi szczegółowe narzędzia kontroli dla twórców. Będą oni mogli precyzyjnie określić, w jaki sposób ich postacie mogą być wykorzystywane przez AI, włącznie z całkowitym zablokowaniem takiej możliwości. Altman podkreślił, że celem jest stworzenie na tyle atrakcyjnego systemu, by wielu twórców chciało w nim uczestniczyć, ale ostateczna decyzja zawsze będzie należeć do nich. W swoim wpisie zwrócił też szczególną uwagę na „niezwykłą kreatywność Japonii”, doceniając głęboką więź użytkowników z japońskimi treściami.

Nadgryzieni 512: Japonia – prawie wszystko co musisz wiedzieć przed pierwszą podróżą

Druga zmiana ma charakter biznesowy. Altman otwarcie przyznał, że generowanie wideo jest bardzo kosztowne, a popularność Sory przerosła oczekiwania firmy – użytkownicy tworzą znacznie więcej materiałów, niż początkowo zakładano. W związku z tym OpenAI musi zacząć zarabiać na generowaniu wideo. Planowane jest wprowadzenie modelu monetyzacji, którego kluczowym elementem ma być dzielenie się przychodami z tymi właścicielami praw autorskich, którzy zdecydują się udostępnić swoje postacie do wykorzystania przez użytkowników. Dokładny model finansowy jest jeszcze w fazie testów, ale ma to być sposób na stworzenie sprawiedliwego i zrównoważonego ekosystemu.

CEO OpenAI zapowiedział, że użytkownicy powinni spodziewać się bardzo szybkiego tempa zmian, porównując obecny okres do „wczesnych dni ChataGPT”. Przyznał, że firma będzie popełniać błędy, ale zamierza szybko na nie reagować, wsłuchując się w opinie społeczności. Doświadczenia i rozwiązania wypracowane przy okazji rozwoju Sory mają być w przyszłości konsekwentnie wdrażane w pozostałych produktach OpenAI.

OpenAI udostępniło AI Sora – generatywną sztuczną inteligencję do tworzenia wideo

#AI #generowanieWideo #monetyzacja #news #OpenAI #prawaAutorskie #SamAltman #Sora #sztucznaInteligencja #technologia

Dwóch autorów oskarża Apple o nielegalne szkolenie AI na pirackich książkach

Dwóch autorów, Grady Hendrix i Jennifer Robertson, wniosło pozew zbiorowy przeciwko Apple w północnej Kalifornii, donosi Reuters.

Twierdzą, że Apple użyło pirackiego zestawu danych Books3, zawierającego ich publikacje, do trenowania modeli językowych OpenELM i prawdopodobnie także Foundation Language Models.

Pozew żąda m.in.:

  • uznania sprawy za pozew zbiorowy,
  • odszkodowań i zwrotów strat,
  • zakazu dalszego używania nielegalnych materiałów,
  • zniszczenia wszystkich modeli i zestawów treningowych wykorzystujących pirackie książki,
  • zwrotu kosztów prawnych.

Z pozwu:

Ale Apple buduje część nowego przedsięwzięcia przy użyciu Books3, zbioru danych pirackich książek chronionych prawem autorskim, który zawiera opublikowane dzieła Powodów i Klasy. Apple wykorzystało Books3 do szkolenia swoich modeli językowych OpenELM. Apple prawdopodobnie trenowało również swoje modele językowe Foundation przy użyciu tego samego pirackiego zbioru danych.

Sprawa przypomina wcześniejsze procesy: Anthropic zapłacił 1,5 mld USD w podobnym przypadku, podczas gdy Meta wygrała w sądzie, bo użycie książek uznano za fair use.

Potężny cios dla branży AI. Anthropic zapłaci 1,5 mld dolarów i zniszczy dane z pirackich książek

#AITrainingDataset #AppleAI #AppleIntelligence #Books3Dataset #FoundationLanguageModels #OpenELM #pirackieKsiążkiAI #pozewZbiorowyApple #prawaAutorskie #sprawySądoweAI

Dania jako pierwsza w UE chroni obywateli przed deepfake. Twarz i głos na równi z prawem autorskim

Dania wprowadziła przełomową nowelizację prawa, która daje jej obywatelom realne narzędzia do walki z nieautoryzowanym wykorzystaniem ich wizerunku i głosu przez sztuczną inteligencję.

Nowe przepisy, uznawane za pierwsze tego typu w Unii Europejskiej, rozszerzają ochronę znaną z prawa autorskiego na cyfrową tożsamość każdej osoby.

W Danii weszła w życie przełomowa ustawa, która po raz pierwszy w Unii Europejskiej przyznaje obywatelom prawa autorskie do ich własnej twarzy i głosu. Celem regulacji jest wzmocnienie ochrony przed nadużyciami związanymi z technologiami deepfake i sztuczną inteligencją.

Główne…

— Michał Podlewski (@trajektoriePL) August 26, 2025

W odpowiedzi na rosnące zagrożenia związane z AI i technologią deepfake, duński parlament znowelizował krajową ustawę o prawie autorskim. Zmiana ta stanowi kamień milowy w debacie o ochronie tożsamości w erze cyfrowej. Od teraz każda osoba, której twarz lub głos zostaną wykorzystane do stworzenia syntetycznych materiałów bez jej zgody, będzie mogła bronić swoich praw na tej samej podstawie, co artyści chroniący swoje utwory i występy.

Prawo autorskie do własnej podobizny

Mechanizm przyjęty przez Duńczyków jest prosty i wydaje się skuteczny. Nowe prawo stanowi, że cyfrowe klonowanie lub generowanie wizerunku i głosu jest formą „wykonania”, do którego wyłączne prawa ma osoba, której dane (wizerunek) dotyczą.

Oznacza to, że firmy i osoby prywatne, które chciałyby wykorzystać czyjąś podobiznę w materiałach generowanych przez AI – czy to w reklamach, filmach, czy aplikacjach – muszą uzyskać na to jednoznaczną, uprzednią zgodę. Brak pozwolenia jest traktowany jako naruszenie praw autorskich.

Konkretne narzędzie w walce z nadużyciami

Do tej pory ofiary deepfake’ów w Europie musiały opierać swoją obronę na ogólnych przepisach o ochronie dóbr osobistych lub RODO, co często było procesem skomplikowanym i nie zawsze skutecznym.

Duńskie rozwiązanie daje obywatelom do ręki bezpośrednie i znacznie potężniejsze narzędzie. Umożliwia nie tylko blokowanie dystrybucji nielegalnych materiałów, ale także dochodzenie odszkodowań na znacznie klarowniejszych zasadach.

Europejski precedens i wzór do naśladowania

Decyzja Danii jest bacznie obserwowana w całej Unii Europejskiej. Eksperci podkreślają, że może ona stać się modelem dla przyszłych regulacji na poziomie wspólnotowym, w tym dla implementacji unijnego Aktu o sztucznej inteligencji (AI Act).

Podczas gdy inne kraje wciąż debatują nad formą ochrony przed cyfrową kradzieżą tożsamości, Dania pokazała, że skuteczne działania można oprzeć na istniejących i sprawdzonych ramach prawa autorskiego, dostosowując je do wyzwań XXI wieku.

Naukowcy znaleźli sposób na deepfake’i. Ukryli tajny kod w świetle

#AI #cyberbezpieczeństwo #Dania #deepfake #news #ochronaDanych #prawaAutorskie #prawo #RODO #sztucznaInteligencja #UniaEuropejska #ustawa #wizerunek

YouTube pod piracką banderą? Platforma oskarżana o czerpanie zysków z nielegalnych filmów

Na platformie YouTube bez większego trudu można znaleźć pełne wersje filmowych hitów, od klasyków kina po niedawne premiery.

Choć proceder ten nie jest nowy, w sieci ponownie rozgorzała dyskusja na temat odpowiedzialności giganta za nielegalne treści. Głos w tej sprawie zabrał m.in. Artur Kurasiński, znany w branży technologicznej publicysta i przedsiębiorca, który w swojej analizie stawia tezę, że YouTube nie tylko przymyka oko na piractwo, ale wręcz na nim zarabia, a jego systemy ochrony praw autorskich są nieskuteczne.

YouTube użyje AI do wykrywania kont nieletnich. Nowe, automatyczne ograniczenia już w tym miesiącu

Problem nie polega jedynie na dostępności nielegalnych kopii filmów, ale na monetyzacji, jaka się z tym wiąże. Jak zauważa w swoim wpisie Artur Kurasiński, wiele z tych materiałów jest opatrzonych reklamami serwowanymi przez Google. Oznacza to, że zyski z milionów wyświetleć generowanych przez pirackie treści trafiają bezpośrednio do kasy właściciela platformy.

„YouTube stał się w praktyce piracką platformą VOD, tylko dostępną bez VPN w przeglądarce i wspieraną przez reklamodawców typu Coca-Cola, Apple czy Amazon” – czytamy w analizie.

Autor, powołując się na śledztwo „New York Timesa”, przytacza przykłady filmów takich jak „John Wick 2” czy „Paddington 2”, które były dostępne w całości przez wiele tygodni, a film „Heathers” z 1989 roku zdobył siedem milionów wyświetleń, zanim został usunięty. Pirackie materiały są często wgrywane na kanały o mylących nazwach, z minimalnie zmodyfikowanym obrazem (np. dodaną ramką czy lustrzanym odbiciem), aby oszukać automatyczny system Content ID, który w założeniu ma identyfikować i blokować takie treści.

YouTube Premium Lite już w Polsce. Tańszy abonament, ale z pewnymi ograniczeniami

Formalnie, zgodnie z amerykańską ustawą DMCA, YouTube jest zobowiązany do usuwania treści naruszających prawa autorskie. W praktyce jednak, jak podkreśla Kurasiński, cała odpowiedzialność jest przerzucona na właścicieli tych praw. To oni muszą samodzielnie wyszukiwać nielegalne kopie i zgłaszać je do usunięcia, co przy skali zjawiska jest zadaniem niemal niewykonalnym.

„Przy tysiącach kanałów i milionach minut treści dziennie jest to syzyfowa praca. A nawet gdy uda się coś usunąć to taka treść wraca chwilę później pod innym adresem” – kwituje autor.

Problem ten rodzi fundamentalne pytanie o etykę i odpowiedzialność największych platform cyfrowych. Zdaniem krytyków, główny cel YouTube’a – maksymalizacja czasu, jaki użytkownik spędza w serwisie – stoi w sprzeczności z interesem twórców i właścicieli praw autorskich. Kiedy w grę wchodzą miliardowe przychody z reklam, walka z piractwem może schodzić na dalszy plan. Całą analizę Artura Kurasińskiego można przeczytać na jego stronie.

#ArturKurasiński #ContentID #DMCA #filmy #Google #news #piractwo #prawaAutorskie #vod #Wideo #YouTube