Czerwca)
Jesienią 1956 roku przed poznańskim sądem stają trzej mężczyźni, oskarżeni o udział w brutalnym zabójstwie kaprala Urzędu Bezpieczeństwa Zygmunta Izdebnego. Odwilż polityczna spowoduje, że dostaną nadzwyczaj łagodne wyroki
Pociąg z Obornik wtacza się wolno o 13.47 na peron poznańskiego Dworca Głównego.

Jest czwartek 28 czerwca 1956 roku. Od trzech godzin w mieście leje się krew. Zacięte walki toczą się pod gmachem Wojewódzkiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego na Kochanowskiego. Próbują go zdobyć poznańscy robotnicy, uzbrojeni w karabiny z opanowanego przez nich wcześniej więzienia i z lokalu Przysposobienia Wojskowego. Trwa wymiana ognia.

A w całym mieście - polowanie na ubowców.
Kapral Zygmunt Izdebny o tym wszystkim nie ma pojęcia. Wysiada jak co dzień z pociągu w mundurze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ma niespełna dwadzieścia sześć lat, mieszka w Marlewie, niedużej wsi między Rogoźnem i Wągrowcem. Idzie do pracy. Od listopada 1955 roku jest zatrudniony jako wartownik w gmachu Wojewódzkiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa. Tego samego, który broni się właśnie przed zbuntowanymi poznaniakami.

#poznan #cytadela

Między Muzeum Wojska Polskiego a Muzeum Historii Polski architekci zaprojektowali tunel wiatrowy, gdzie każdy z gości może zupełnie za darmo sprawdzić swoją aerodynamikę! 🌬️

#Warszawa #cytadela #MHP