Volvo Cars zderza się z trudnym rynkiem. 627 mln zł zysku operacyjnego i rekordowy udział elektryków

Szwedzki producent samochodów opublikował wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 roku.

Choć globalne zawirowania – w tym spadek zaufania konsumentów w USA, ostra walka cenowa w Chinach oraz presja rynkowa – uderzyły w ogólne przychody, Volvo z sukcesem broni się w najważniejszym dla siebie segmencie. Samochody w pełni elektryczne stanowią już blisko jedną czwartą całej sprzedaży marki, co jest najlepszym wynikiem wśród tradycyjnych producentów aut premium.

Zysk operacyjny (EBIT) grupy wyniósł w pierwszym kwartale 627 milionów złotych (1,6 mld SEK), przy marży na poziomie 2,2%. Przychody zamknęły się w kwocie 28,46 mld złotych (spadek z 32,50 mld zł w analogicznym okresie rok wcześniej). Jak przyznaje CEO marki, Håkan Samuelsson, początek 2026 roku uwidocznił wyraźny podział między tym, co firma jest w stanie skutecznie kontrolować, a wymagającym, zewnętrznym środowiskiem makroekonomicznym.

Elektryki ciągną wóz. Nadjeżdża EX60

Mimo spowolnienia na globalnym rynku i ogólnego spadku wolumenu sprzedaży, dostawy aut w pełni elektrycznych (BEV) wzrosły w pierwszym kwartale o 12%. Udział pojazdów na prąd w całkowitej sprzedaży Volvo Cars osiągnął poziom 24% (wobec 19% rok temu), a doliczając hybrydy plug-in, zelektryfikowane modele stanowią już 47% wolumenu. Na rynkach europejskich marka pozostaje jednym z najszybciej rosnących graczy w segmencie premium BEV, notując m.in. rekordowy kwartał w Wielkiej Brytanii.

Kluczowym elementem napędzającym optymizm inwestorów ma być jednak nowy model – EX60. Producent oficjalnie potwierdził, że produkcja tego w pełni elektrycznego SUV-a właśnie się rozpoczęła, a pierwsze dostawy do klientów zaplanowano na lato. Zamówienia na nowy model konsekwentnie przekraczają prognozy, a marże na zakontraktowanych dotąd egzemplarzach są wyższe od zakładanych.

Volvo EX60 i EX60 Cross Country. Szwedzi wchodzą „all-in” i kończą dyskusję o zasięgu. 810 km i pneumatyka w standardzie przygody

Ostre cięcia kosztów i trudne rynki poza Europą

Zarząd Volvo Cars nie ukrywa, że sytuacja poza Starym Kontynentem jest skomplikowana. Rynek w Stanach Zjednoczonych wciąż notuje spadki po wycofaniu rządowych dopłat, co uderzyło w sprzedaż zelektryfikowanych wariantów. W Chinach z kolei trwa mordercza rywalizacja cenowa z lokalnymi gigantami. Szwedom udało się tam co prawda obronić swój udział w rynku, w czym pomógł debiut zmodernizowanego modelu XC70 w wersji PHEV z napędem na przednie koła, ale presja na zyski pozostaje ogromna.

Odpowiedzią na rynkową niepewność jest bezwzględny plan oszczędnościowy. Firma deklaruje, że jest na dobrej drodze do zredukowania kosztów o dodatkowe 1,96 mld złotych (5 mld SEK) ponad ubiegłoroczne cięcia. Zgłoszone przez Volvo wolne przepływy pieniężne na poziomie -3,92 mld zł (wobec -2,47 mld zł rok wcześniej) są natomiast, według deklaracji firmy, w pełni zgodne z planem. Wynikają one z czynników sezonowych oraz kapitałochłonnego, strategicznego budowania zapasów przed globalnym uderzeniem modelu EX60.

#BEV #biznes #EX60 #HåkanSamuelsson #motoryzacja #rynekEV #samochodyElektryczne #Volvo #VolvoCars #wynikiFinansowe

1000 koni mechanicznych i debiut w Europie. BYD rzuca wyzwanie producentom supersamochodów modelem DENZA Z

Chiński gigant BYD kojarzy się na Zachodzie głównie z rosnącą sprzedażą przystępnych cenowo aut elektrycznych. Podczas targów w Pekinie producent udowodnił jednak, że zamierza agresywnie wejść w segment zdominowany do tej pory przez tradycyjne marki z Europy.

Nowy model DENZA Z to elektryczny supersamochód, który ma rozpędzać się do setki w niespełna dwie sekundy. Co ciekawe, jego oficjalna, światowa premiera odbędzie się na Starym Kontynencie.

DENZA, pozycjonowana jako technologiczna marka premium w portfolio BYD, zaprezentowała w stolicy Chin swój najnowszy projekt. Model Z to dowód na to, że firma chce rywalizować nie tylko ceną, ale i czystymi osiągami.

Inżynieria ekstremalnych osiągów

DENZA Z została stworzona z myślą o ekstremalnych parametrach na drodze i torze. Zespół napędowy generuje ponad 1000 koni mechanicznych, co według producenta pozwala na przyspieszenie od 0 do 100 km/h w czasie poniżej dwóch sekund. Aby okiełznać taką moc, inżynierowie zastosowali system DiSus-M, czyli zaawansowane, inteligentne zawieszenie magnetoreologiczne.

Sama konstrukcja nadwozia to połączenie włókna węglowego i funkcjonalnej aerodynamiki – widoczne wloty powietrza w masce nie są jedynie ozdobą, ale pełnią funkcję kanałów zwiększających docisk przy wysokich prędkościach. O zasilanie układu zadba autorska bateria Blade 2. generacji, współpracująca z technologią ultraszybkiego uzupełniania energii FLASH Charging.

Trzy wersje i start w Goodwood

Projekt nadwozia nadzorował globalny zespół pod kierownictwem Wolfganga Eggera, dyrektora ds. designu BYD. W Pekinie zaprezentowano produkcyjną wersję auta z miękkim, składanym dachem, ale producent ogłosił uruchomienie konkursu na ostateczne nazwy dla łącznie trzech wariantów: Standard, Convertible (kabriolet) oraz Track (wersja torowa).

Z rynkowego punktu widzenia najciekawszy jest jednak sam proces wprowadzenia auta do sprzedaży. Model Z rozpoczął już rygorystyczne testy i próby bicia rekordów czasowych na legendarnym niemieckim torze Nürburgring Nordschleife. Z kolei jego pełnoprawna, światowa premiera odbędzie się latem w Wielkiej Brytanii, podczas prestiżowego Goodwood Festival of Speed.

To niezwykle jasny sygnał, że BYD zamierza wkrótce śmiało wkroczyć w segment supersamochodów i odebrać część rynku tradycyjnym, europejskim producentom.

Pół miliona złotych za chińskiego grand tourera. DENZA Z9GT uderza z mocą 1156 KM i ładowaniem w 9 minut

#BYD #DENZAZ #DiSusM #EV #GoodwoodFestivalOfSpeed #motoryzacja #Nurburgring #samochodyElektryczne #supersamochody #szybkieładowanie

Nowe ekrany, większy zasięg i zasilanie z bagażnika. Audi gruntownie odświeża Q4 e-tron [galeria]

Audi zaprezentowało zmodernizowaną wersję swojego elektrycznego bestsellera – modelu Q4 e-tron.

Zamiast skupiać się wyłącznie na drobnych zmianach kosmetycznych, producent postawił na solidny zastrzyk nowej technologii. Odświeżona odsłona może pochwalić się większym zasięgiem, wyższą mocą ładowania i – po raz pierwszy w historii marki – możliwością dwukierunkowego transferu energii.

Z punktu widzenia codziennej użyteczności, największą nowością w Q4 e-tron jest technologia Vehicle-to-Load (V2L). Oznacza to, że samochód może pełnić funkcję potężnego powerbanku, oddając energię do urządzeń zewnętrznych (np. do naładowania roweru elektrycznego). Proces ten odbywa się przez gniazdo w bagażniku (które oferuje ciągłą moc 2,3 kW) lub przez specjalny adapter wpinany w port ładowania (do 3,6 kW). Na wybranych rynkach (Niemcy, Austria, Szwajcaria) zintegrowano również funkcję Vehicle-to-Home (V2H), która pozwala przekształcić auto w domowy magazyn energii, współpracujący na przykład z instalacją fotowoltaiczną.

Szybsze ładowanie i wydajniejszy napęd

Inżynierowie z Ingolstadt przeprojektowali tylny silnik elektryczny (AP350) i elektronikę mocy, co przełożyło się na wyższą wydajność całego układu. Efektem tych zmian jest wzrost ogólnej efektywności napędu o około 10% względem poprzedniej generacji. W praktyce oznacza to wyraźnie poprawione zasięgi – model Q4 Sportback e-tron performance może teraz pokonać do 592 kilometrów na jednym ładowaniu.

Poprawiono także czas spędzany przy ładowarkach:

  • W wersjach Q4 SUV i Sportback e-tron quattro performance maksymalna moc ładowania prądem stałym (DC) wzrosła ze 175 kW do 185 kW.
  • Pozwala to na uzupełnienie akumulatora (wariant 82 kWh) od 10 do 80 procent w około 27 minut.
  • W ciągu zaledwie 10 minut można zwiększyć zasięg nawet o 185 kilometrów.

Auto zyskało funkcję Plug & Charge, umożliwiającą automatyczną autoryzację i rozpoczęcie ładowania natychmiast po wpięciu kabla na kompatybilnych stacjach. Użytkownicy potrzebujący auta do zadań specjalnych docenią też zwiększenie maksymalnej masy holowanej przyczepy w wersjach z napędem quattro – wzrosła ona o 400 kg i wynosi teraz 1800 kg.

Ekrany dla wszystkich i ChatGPT

Wnętrze przeszło prawdziwą cyfrową rewolucję, którą producent określa mianem „digital stage”. Centrum dowodzenia to teraz połączone w spójną całość 11,9-calowe cyfrowe zegary i 12,8-calowy ekran dotykowy MMI. Po raz pierwszy w tym segmencie pojawił się opcjonalny, 12-calowy wyświetlacz przeznaczony wyłącznie dla pasażera siedzącego z przodu.

Cały system oparty jest o Android Automotive OS, a sterowanie głosowe wspiera zintegrowany ChatGPT, który pozwala na naturalną komunikację i wyszukiwanie informacji. Do tego producent dorzuca wyświetlacz head-up z funkcją rozszerzonej rzeczywistości, naniesiony na dwie odrębne płaszczyzny widzenia kierowcy.

Audi A6 e hybrid – kilka słów o najważniejszych opcjach i polecane wyposażenie [wideo]

Zewnętrzne zmiany stylistyczne są stonowane, ale zauważalne: grill Singleframe jest teraz lakierowany pod kolor nadwozia , a nowe tylne światła OLED drugiej generacji zyskały system ostrzegania o bliskości innych pojazdów.

Zamówienia na zmodernizowane Audi Q4 e-tron będzie można składać w Europie od maja, a pierwsze egzemplarze trafią do klientów latem 2026 roku. W Niemczech cennik otwiera kwota 47 500 euro za wersję z bazowym akumulatorem 63 kWh. Poniżej galeria zdjęć i technicznych infografik dotyczących nowego Audi Q4 e-tron.





















#AndroidAutomotiveOS #Audi #ChatGPT #EV #motoryzacja #Q4ETron #samochodyElektryczne #SUV #szybkieładowanie #V2L #VehicleToLoad

Elektryczny kompakt po liftingu. Volkswagen rusza z przedsprzedażą modelu ID.3 Neo

Niemiecki producent oficjalnie otwiera polskie cenniki dla zmodernizowanej wersji swojego elektrycznego bestsellera.

Volkswagen ID.3 Neo przyciąga nie tylko gruntownie przeprojektowanym wnętrzem, ale przede wszystkim zoptymalizowanym napędem, który na papierze pozwala pokonać ponad 600 kilometrów na jednym ładowaniu. Znamy już pełen przekrój cen i dostępnych wariantów.

W ubiegłym roku do europejskich klientów trafiło około 78 tysięcy egzemplarzy ID.3, co czyni ten model jednym z najważniejszych elektrycznych graczy na Starym Kontynencie. Wersja z przydomkiem Neo to odpowiedź producenta na pierwsze lata rynkowych doświadczeń i uwagi płynące od samych kierowców.

Nowe otwarcie dla elektrycznego Volkswagena. ID.3 Neo ma zmazać grzechy poprzednika [galeria]

Najistotniejsze modyfikacje zaszły „pod maską”. Inżynierowie z Wolfsburga skupili się na optymalizacji wydajności całego układu napędowego. Efektem tych prac jest homologowany zasięg sięgający do 629 kilometrów (w cyklu pomiarowym WLTP) dla wariantu z największym ogniwem. Na liście nowości technologicznych wyróżnia się także opcjonalny system wsparcia kierowcy – Connected Travel Assist. Oprogramowanie to zostało rozbudowane o funkcję automatycznego czytania sygnalizacji świetlnej i samodzielnego wyhamowywania pojazdu przed skrzyżowaniami.

Struktura oferty i polski cennik

Volkswagen zdecydował się na dość elastyczną budowę oferty, wprowadzając trzy rozmiary akumulatorów, trzy poziomy mocy silnika oraz trzy główne warianty wyposażenia (Trend, Life, Style).

Cennik otwiera bazowa wersja Trend, wyceniona na 152 990 zł. W tej kwocie klient otrzymuje silnik o mocy 170 KM oraz akumulator o pojemności 50 kWh (netto). Biorąc pod uwagę obecne realia rynkowe, utrzymanie progu wejścia w okolicach 150 tysięcy złotych pozycjonuje odświeżonego ID.3 jako rozsądną, konkurencyjną propozycję w segmencie aut kompaktowych.

Kolejne stopnie w oficjalnym cenniku prezentują się następująco:

  • Wersja Life (silnik 190 KM, akumulator 58 kWh) – od 169 890 zł.
  • Wersja Life (silnik 231 KM, akumulator 79 kWh) – od 185 490 zł.
  • Topowa wersja Style (silnik 231 KM, akumulator 79 kWh) – od 198 590 zł.

Ruch Volkswagena to wyraźny sygnał, że firma na bieżąco koryguje swój kurs w segmencie elektromobilności. Odświeżenie materiałów we wnętrzu i poprawa parametrów energetycznych to racjonalny lifting, który powinien pomóc niemieckiej marce w utrzymaniu wysokich słupków sprzedaży na coraz bardziej zatłoczonym rynku.

#cenySamochodów #ConnectedTravelAssist #elektromobilność #EV #ID3Neo #motoryzacja #samochodyElektryczne #Volkswagen

ID. Buzz bez ograniczeń. Volkswagen wprowadza napęd 4×4 i większy uciąg

Elektryczny van Volkswagena doczekał się technologicznej aktualizacji, która znacząco podnosi jego wartość użytkową.

Do oferty dołącza model ID. Buzz Pro wyposażony w napęd na cztery koła 4MOTION. Oprócz zastrzyku mocy, niemiecki producent rozwiązuje problem limitowanej masy holowanej, a przy okazji dorzuca wyczekiwane funkcje w oprogramowaniu – na czele z zasilaniem zewnętrznych urządzeń i obsługą jazdy za pomocą jednego pedału.

Do tej pory ID. Buzz był ciekawym i przestronnym autem, ale brak napędu na obie osie i skromne możliwości w kwestii holowania ograniczały jego zastosowanie w turystyce i pracy. Volkswagen uzupełnia te luki, wprowadzając wariant wyposażony w dwa silniki elektryczne (po jednym na każdą oś).

VW ID Buzz – ikona designu

Nowy układ generuje łączną moc 340 KM (250 kW), ale z perspektywy praktycznej najważniejszą zmianą jest podwyższenie maksymalnej masy przyczepy do 1800 kilogramów. Taka zmiana pozycjonuje elektrycznego vana jako pełnoprawne auto do ciągnięcia łodzi, cięższych przyczep kempingowych czy sprzętu rekreacyjnego.

Samochód jako mobilny powerbank

Kolejną istotną innowacją, która wchodzi wraz z aktualizacją, jest system vehicle-to-load (V2L). Pozwala on na dwukierunkowy przepływ energii – akumulator trakcyjny pojazdu może służyć do zasilania urządzeń zewnętrznych.

Przy użyciu odpowiedniego adaptera (podłączanego do gniazda ładowania) auto może oddawać prąd o mocy do 2 kW. To parametry wystarczające, by podczas weekendowego wyjazdu naładować kilka rowerów elektrycznych, podłączyć projektor czy zasilić sprzęt kempingowy.

Oprogramowanie nadrabia zaległości

Aktualizacja sprzętowa pociągnęła za sobą również zmiany w systemach pokładowych. Volkswagen wreszcie udostępnia funkcję klasycznej jazdy przy użyciu jednego pedału (one-pedal driving), w której do płynnego wytracania prędkości i zatrzymania pojazdu wystarczy samo odpuszczenie pedału przyspieszenia. Rozbudowano także system wsparcia kierowcy (Connected Travel Assist), który teraz potrafi czytać sygnalizację świetlną i automatycznie wyhamować auto przed czerwonym światłem.

Modernizacji doczekało się również samo centrum zarządzania – system infotainment Innovision zyskał nowy, zintegrowany sklep z aplikacjami, pozwalający na pobieranie platform streamingowych, gier czy narzędzi parkingowych bezpośrednio do pamięci samochodu. Zmieniono przy tym układ przycisków na kierownicy, co ma ułatwić nawigację po nowych cyfrowych funkcjach.

#4MOTION #aktualizacjaOprogramowania #EV #IDBuzz #motoryzacja #napędNaCzteryKoła #samochodyElektryczne #V2L #VehicleToLoad #Volkswagen

Nie tylko prąd. Chińczycy uderzają w pragmatyzm i wchodzą do Polski z dwoma światami napędów

Ofensywa motoryzacyjna z Państwa Środka nabiera tempa. Changan, jeden z największych chińskich koncernów motoryzacyjnych, oficjalnie potwierdził modele, z którymi zadebiutuje na polskim rynku.

Zamiast opierać swoją strategię wyłącznie na elektromobilności, producent przyjął bardzo pragmatyczne podejście, wprowadzając na start cztery pojazdy: dwa w pełni elektryczne oraz dwa z klasycznym napędem spalinowym.

Oficjalna, lokalna premiera marki zaplanowana jest na 7 maja w Warszawie. To wtedy poznamy pełne specyfikacje techniczne, plany rozwojowe importera oraz polskie cenniki debiutujących aut. Warto zaznaczyć, że w kolejnych miesiącach oferta ma zostać rozszerzona również o wariant z napędem hybrydowym typu plug-in.

Elektryczna linia Deepal

Dla zwolenników jazdy bezemisyjnej i nowinek technologicznych przygotowano dwa modele sprzedawane pod submarką Deepal:

  • Deepal S05 (to ten ze zdjęcia na otwarciu): to w pełni elektryczny pojazd celujący w wyższy segment kompaktowych SUV-ów. Za jego wygląd odpowiada Europejskie Centrum Projektowe Changan zlokalizowane we włoskim Turynie. W pełni naładowana bateria ma pozwalać na pokonanie dystansu do 485 kilometrów. Architektura pojazdu umożliwia korzystanie z szybkich ładowarek prądu stałego (DC) – zaledwie 15 minut ładowania ma przekładać się na odzyskanie ponad 240 kilometrów zasięgu. Samochód został standardowo wyposażony w 17 systemów wspomagających kierowcę, co umożliwia mu półautonomiczną jazdę na poziomie 2.

Deepal S07 (fot. materiały prasowe)

  • Deepal S07: producent określa ten model mianem swojego najbardziej zaawansowanego technologicznie pojazdu na polskim rynku. Najważniejsze parametry jazdy są tu rzutowane bezpośrednio w polu widzenia kierowcy za pomocą wyświetlacza wykorzystującego technologię rozszerzonej rzeczywistości. Nad bezpieczeństwem czuwa rozbudowany pakiet systemów ADAS, wspierany przez wbudowany system monitorowania zmęczenia kierowcy.

Spalinowa alternatywa z serii CS

Changan nie zapomina o polskiej specyfice i klientach, którzy nie są jeszcze gotowi na pełną elektryfikację. Do oferty trafią dwa nowoczesne auta napędzane silnikami benzynowymi, wykorzystującymi autorską technologię BlueCore:

Changan CS55 PLUS (fot. materiały prasowe)

  • CS55 PLUS: kompaktowy SUV segmentu C, zaprojektowany z myślą o uniwersalnym, miejskim i pozamiejskim użytkowaniu. Na liście jego standardowego wyposażenia znalazł się między innymi system kamer o zasięgu 540 stopni, wzbogacony o funkcję „przezroczystego podwozia”, która znacząco ułatwia manewrowanie. Bezpieczeństwo wspierają systemy wykrywania martwego pola (BSD) oraz automatycznego hamowania awaryjnego (AEB).

Changan CS75 PLUS (fot. materiały prasowe)

  • CS75 PLUS: znacznie większy, rodzinny SUV reprezentujący segment D. Model ten charakteryzuje się bardzo pojemnym bagażnikiem. Producent deklaruje, że zastosowany w nim wariant silnika BlueCore zaoferuje kierowcom dynamikę należącą do czołówki w tej klasie pojazdów, przy jednoczesnym utrzymaniu spalania na optymalnym poziomie.

To dwutorowe podejście może okazać się znacznie skuteczniejsze niż ofensywa oparta wyłącznie na elektromobilności, którą forsuje część azjatyckiej konkurencji. Changan nie próbuje na siłę przekonać Polaków do jednej, słusznej wizji zeroemisyjnej motoryzacji – po prostu daje im wybór. I to właśnie ten rynkowy pragmatyzm może być największą przewagą marki na starcie.

Czwarty największy producent aut w Chinach wchodzi do Polski. Changan wprowadzi elektrycznego SUV-a Deepal S05

#BlueCore #Changan #chińskieSamochody #Deepal #motoryzacja #rynekMotoryzacyjnyWPolsce #samochodyElektryczne #samochodySpalinowe #SUV

Elektryczne Porsche Cayenne Coupé. Stylistyka z 911 i 1156 KM mocy

Niemiecki producent poszerza gamę swoich bezemisyjnych SUV-ów o wariant, na który czekało wielu estetów.

Nowe Porsche Cayenne Coupé Electric to nie tylko opadająca linia dachu nawiązująca do klasycznej „dziewięćset jedenastki”, ale przede wszystkim wymierne korzyści aerodynamiczne. Na szczycie gamy debiutuje wersja Turbo, której osiągi wprawiają w zakłopotanie niejedno typowo sportowe auto.

Z inżynieryjnego punktu widzenia zmiana kształtu nadwozia to w przypadku aut elektrycznych gra o bardzo wysoką stawkę – zasięg. Charakterystycznie opadająca linia dachu (znana w nomenklaturze Porsche jako „flyline”) pozwoliła obniżyć samochód o 24 milimetry względem standardowego SUV-a. Przełożyło się to na doskonały współczynnik oporu powietrza Cd na poziomie 0,23. W efekcie wersja Coupé jest w stanie przejechać na jednym ładowaniu do 669 kilometrów (w cyklu WLTP), czyli o 18 kilometrów więcej od swojego standardowego odpowiednika.

Co istotne, sportowy profil nie zabił całkowicie walorów użytkowych. Bagażnik nadal oferuje od 534 do 1347 litrów pojemności, a pod przednią maską wygospodarowano dodatkowy, 90-litrowy „frunk” na kable. Auto pociągnie też przyczepę o masie do 3,5 tony.

Trzy warianty, ekstremalne osiągi i polskie ceny

Wraz z premierą rynkową klienci otrzymują do wyboru trzy warianty napędowe. Każdy z nich korzysta z adaptacyjnego zawieszenia pneumatycznego PASM:

  • Cayenne Coupé Electric: model bazowy generuje 408 KM, ale w trybie overboost z Launch Control wartość ta rośnie do 442 KM. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 4,8 sekundy. Cennik startuje od 463 000 złotych.
  • Cayenne S Coupé Electric: złoty środek w ofercie. W trybie overboost kierowca ma do dyspozycji 666 KM, co pozwala na urwanie okrągłej sekundy w sprincie do setki (3,8 s). Cena wyjściowa: 570 000 złotych.
  • Cayenne Turbo Coupé Electric: topowa odmiana, która zrywa z jakimikolwiek kompromisami. Układ napędowy z aktywnym systemem Launch Control generuje aż 1156 KM. Efekt to przyspieszenie do 100 km/h w 2,5 sekundy. Za takie osiągi trzeba zapłacić co najmniej 740 000 złotych.

Ładowanie 800 V i odchudzanie z włókna węglowego

Wszystkie nowe modele opierają się na architekturze 800 V, co pozwala na bardzo szybkie uzupełnianie energii. Podpięte do odpowiedniej ładowarki prądu stałego (DC), Cayenne Coupé jest w stanie przyjmować prąd z mocą do 390 kW (a w optymalnych warunkach nawet 400 kW). W praktyce oznacza to skrócenie przymusowych postojów w trasie do kilkunastu minut.

Zegarki konfigurowane jak sportowe 911. Porsche Design otwiera nową manufakturę w Szwajcarii

Dla najbardziej wymagających przygotowano opcjonalny pakiet Lightweight Sport. Zastępuje on szklany dach panelem z włókna węglowego. W połączeniu ze specjalnymi, 22-calowymi felgami i karbonowymi dodatkami pozwala to na urwanie z całkowitej masy pojazdu 17,6 kilograma. Wnętrze w tej konfiguracji zyskuje z kolei klasyczny sznyt dzięki środkowym panelom foteli pokrytym wzorem Pepita.

Porsche sprytnie pokazuje, że w erze elektromobilności sylwetka może być nie tylko stylistycznym kaprysem, ale realnym narzędziem poprawy efektywności. I to może być najciekawsza wiadomość z tego debiutu. Poniżej kilka zdjęć elektrycznej nowości z Zuffenhausen:





#Cayenne #CayenneCoupéElectric #EV #motoryzacja #nowości #Porsche #premieryMotoryzacyjne #samochodyElektryczne #SUV

Otwierany dach i szybsze ładowanie zimą. Renault 4 E-Tech electric Plein Sud debiutuje w cennikach [galeria]

Jesienią ubiegłego roku mieliśmy okazję dokładnie sprawdzić, jak na drodze radzi sobie nowe Renault 4 E-Tech (pełną recenzję i galerię znajdziecie tutaj). Teraz Francuzi dorzucają do oferty wariant, który najmocniej gra na sentymentach.

Wersja Plein Sud otrzymała duży, płócienny dach, ale to nie jedyna nowość. Renault przy okazji aktualizuje technologię i system zarządzania energią we wszystkich odmianach tego modelu.

Nazwa Plein Sud to bezpośrednie nawiązanie do historycznego wariantu Plein Air, w którym zrezygnowano z drzwi i dachu na rzecz maksymalnego otwarcia na świat. Nowoczesna, elektryczna interpretacja jest oczywiście znacznie bardziej cywilizowana, ale zachowuje klimat pierwowzoru dzięki elektrycznie odsuwanemu dachowi z czarnego płótna o wymiarach 92 na 80 centymetrów.

Konstrukcja dachu bez kompromisów

Co istotne z inżynieryjnego punktu widzenia, Renault 4 E-Tech od początku było projektowane z myślą o takiej wersji. Dzięki temu mechanizm nie wymusił drastycznego obniżenia podsufitki – miejsca nad głową ubyło zaledwie o 2-4 centymetry (906 mm z przodu i 813 mm z tyłu).

Aby nie dociążać i tak stosunkowo ciężkiego „elektryka”, stelaż dachu wykonano z tworzyw sztucznych zamiast metalu, a samo poszycie (zaprojektowane wspólnie z firmami Webasto i Haartz) składa się w trzy, a nie w cztery fałdy. O odpowiednią akustykę w kabinie dba z kolei wysuwany automatycznie deflektor, który minimalizuje zawirowania powietrza podczas jazdy z otwartym dachem. Mechanizmem można sterować za pomocą fizycznego przycisku lub komendą głosową wydaną wirtualnemu asystentowi Reno.

Ważne aktualizacje dla wszystkich wersji R4

Debiut wersji Plein Sud zbiega się w czasie z istotną aktualizacją technologiczną całej gamy modelowej. Renault wprowadza zaawansowany system monitorowania kierowcy (wykorzystujący kamerę w słupku A) oraz asystenta awaryjnego zatrzymania, który samodzielnie wyhamuje auto na pasie ruchu, jeśli wykryje, że kierowca zasłabł i puścił kierownicę. Poprawiono również asystenta ekojazdy – system działa teraz predykcyjnie, zaczytując dane z map i podpowiadając optymalne momenty na odpuszczenie pedału przyspieszenia.

Najważniejszą zmianą dla codziennego użytkowania jest jednak modyfikacja układu zarządzania temperaturą baterii. Renault zastosowało nowy wymiennik ciepła woda–woda. Efekt? Znacznie krótsze czasy ładowania zimą przy wykorzystaniu funkcji planowania podróży. W temperaturze 0°C uzupełnienie energii od 15 do 80 procent zajmuje teraz 50 minut (zamiast godziny), a przy siarczystym mrozie -20°C czas ten skrócono z 1 godziny i 45 minut do 1 godziny i 10 minut.

Zamówienia na Renault 4 E-Tech w wersji Plein Sud można już składać. Cennik tego wariantu (z wyposażeniem Iconic) startuje od 169 500 złotych. Zapraszamy do obejrzenia galerii najnowszych zdjęć tego modelu, którą znajdziecie poniżej.





Auto tygodnia #59 – Renault 4 E-Tech: powrót legendy w elektryzującym stylu [galeria]

#EV #ładowanieZimą #nowościMotoryzacyjne #otwieranyDach #PleinSud #Renault #Renault4ETech #samochodyElektryczne

Volvo uruchamia produkcję EX60. Nowy elektryk uderza w rynek obietnicą 810 km zasięgu

Koniec zapowiedzi, czas na dostawy. Volvo Cars oficjalnie rozpoczęło produkcję swojego najnowszego, w pełni elektrycznego SUV-a – modelu EX60.

Auto zjeżdża z taśm zmodernizowanej fabryki w Torslanda i na papierze zapowiada się na jeden z najmocniejszych debiutów tego roku w klasie premium. Pytanie brzmi, ile z tych spektakularnych liczb ostanie się na asfalcie.

EX60 to bezpośredni, elektryczny następca popularnego XC60 i zarazem pierwszy model „na prąd” od Volvo, który został w całości zaprojektowany i jest produkowany w Szwecji. Z perspektywy rynkowej to właśnie specyfikacja napędu robi tu największe wrażenie, choć wymaga zdrowego, redakcyjnego dystansu.

Deklaracje, które zadecydują o rynkowym być albo nie być

Według oficjalnych materiałów producenta EX60 ma oferować zasięg na poziomie do 810 kilometrów. Volvo dodaje do tego deklarację równie imponującego czasu ładowania – uzupełnienie energii od 10 do 80 procent ma zajmować w optymalnych warunkach zaledwie 16 minut, co mocno sugeruje zastosowanie nowoczesnej architektury wysokiego napięcia (najpewniej 800 V). Volvo pozycjonuje ten model również rozsądnie cenowo – koszt zakupu ma być porównywalny z dobrze znaną wersją XC60 plug-in hybrid.

Jeśli te potężne parametry (zasięg plus czas ładowania) realnie przełożą się na codzienną eksploatację, EX60 może stać się elektrykiem, który ostatecznie wyeliminuje z trasy jakiekolwiek kompromisy. Póki co zainteresowanie klientów zaskoczyło samych Szwedów. Popyt – szczególnie w Niemczech i na rodzimym rynku – przewyższył początkowe prognozy do tego stopnia, że fabryka w Torslanda po raz pierwszy w historii będzie pracować na podwyższonych obrotach również w okresie letnim.

Megacasting, czyli technologiczny lifting fabryki

Samo uruchomienie produkcji wymagało od Volvo inwestycji rzędu 10 miliardów koron szwedzkich (około 4 mld zł). Dla fanów technologii najciekawszą zmianą jest wdrożenie w Torslandzie procesu „megacastingu” – odlewania dużych elementów konstrukcyjnych z aluminium w jednym, litym kawałku. To bezpośrednio zmniejsza masę pojazdu, co z kolei jest kluczowe dla walki o wyższe zasięgi. Oprócz tego na terenie zakładu zbudowano nową fabrykę baterii.

Pierwsze egzemplarze nowego EX60 mają trafić do klientów w Europie już na początku zbliżającego się lata. I to będzie ten moment, kiedy te wspaniale brzmiące 810 kilometrów wreszcie zderzy się z twardą rzeczywistością.

Volvo EX60 i EX60 Cross Country. Szwedzi wchodzą „all-in” i kończą dyskusję o zasięgu. 810 km i pneumatyka w standardzie przygody

#elektromobilność #EV #EX60 #megacasting #nowościMotoryzacyjne #produkcjaAut #samochodyElektryczne #szybkieładowanie #Volvo

Niemcy gonią Chiny na ich własnym boisku. Volkswagen rzuca wszystko na jedną kartę

Volkswagen przestał eksportować Europę do Chin. Zrozumiał, że aby przetrwać na największym rynku świata, musi przestać narzucać swoje reguły i zacząć uczyć się od konkurencji.

Strategia „in China, for China” to nie jest wybór – to operacja ratunkowa, w której stawką jest utrzymanie udziałów rynkowych topniejących na rzecz marek takich jak BYD czy Xpeng.

Podczas Auto China 2026 w Pekinie niemiecki koncern zaprezentował plan, który ma odwrócić negatywny trend. Do 2030 roku Grupa planuje wprowadzić w Chinach aż 50 zelektryfikowanych modeli. Skala ofensywy jest imponująca, ale to, co dzieje się pod blachą, jest jeszcze ważniejsze: drastyczne skrócenie cykli projektowych i postawienie wszystkiego na lokalny software.

Agentic AI: próba zasypania przepaści oprogramowania

Chińscy klienci nie kupują już samochodów dla „niemieckiej precyzji pasowania blach”, ale dla cyfrowego doświadczenia. Volkswagen, chcąc nadgonić gigantyczny dystans w dziedzinie oprogramowania, zaprezentował system „Agentic AI”.

To próba wyjścia poza proste komendy głosowe. Pokładowy agent ma analizować intencje i kontekst, przejmując kontrolę nad złożonymi funkcjami pojazdu. Co istotne, system ma przetwarzać dane lokalnie, co jest ukłonem w stronę prywatności, ale też wymogiem chińskiego regulatora. Czy to wystarczy, by dogonić systemy od NIO czy Huawei? To ambitna deklaracja, którą rynek zweryfikuje w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy.

Cztery filary ofensywy – od budżetu po luksus

Prezentowane w Pekinie modele nie są przypadkową listą nowości, ale precyzyjnie rozplanowanym systemem ataku na różne segmenty rynku:

  • ID. UNYX 09 (segment innowacji): najciekawszy model w zestawieniu, bo stworzony wspólnie z Xpeng w zaledwie 24 miesiące. To tempo pracy, które ma pokazać, że VW potrafi porzucić europejską biurokrację na rzecz chińskiej zwinności.
  • ID. AURA T6 (segment technologii): pierwszy model na nowej architekturze CEA. To tu zadebiutuje system Agentic AI oraz nawigacja na autopilocie (NOA), która ma radzić sobie nie tylko na autostradach, ale i w gęstym miejskim ruchu.
  • Audi E7X (segment premium): SUV zbudowany z koncernem SAIC, który docelowo ma oferować jazdę zautomatyzowaną na poziomie 3 (L3). Słowo „docelowo” jest tu kluczowe – na razie to obietnica technologicznej potęgi.
  • JETTA X (segment entry): próba walki o masowego, mniej zamożnego klienta, gdzie chińskie marki obecnie nie dają Niemcom żadnych szans.

Volkswagen przestał udawać, że wie lepiej, czego potrzebuje chiński kierowca. Niemiecki gigant po raz pierwszy w historii gra według zasad narzuconych przez innych. To ryzykowna i kosztowna gra, ale jedyna, która daje szansę na pozostanie w pierwszej lidze najtrudniejszego rynku świata.

Grupa Volkswagen trzyma gardę. Hybrydy i Škoda ciągną wyniki w trudnym kwartale

#agenticAI #AutoChina2026 #nowościMotoryzacyjne #rynekChiński #SAIC #samochodyElektryczne #technologiaAI #Volkswagen #Xpeng