Elektryczne Porsche Cayenne Coupé. Stylistyka z 911 i 1156 KM mocy

Niemiecki producent poszerza gamę swoich bezemisyjnych SUV-ów o wariant, na który czekało wielu estetów.

Nowe Porsche Cayenne Coupé Electric to nie tylko opadająca linia dachu nawiązująca do klasycznej „dziewięćset jedenastki”, ale przede wszystkim wymierne korzyści aerodynamiczne. Na szczycie gamy debiutuje wersja Turbo, której osiągi wprawiają w zakłopotanie niejedno typowo sportowe auto.

Z inżynieryjnego punktu widzenia zmiana kształtu nadwozia to w przypadku aut elektrycznych gra o bardzo wysoką stawkę – zasięg. Charakterystycznie opadająca linia dachu (znana w nomenklaturze Porsche jako „flyline”) pozwoliła obniżyć samochód o 24 milimetry względem standardowego SUV-a. Przełożyło się to na doskonały współczynnik oporu powietrza Cd na poziomie 0,23. W efekcie wersja Coupé jest w stanie przejechać na jednym ładowaniu do 669 kilometrów (w cyklu WLTP), czyli o 18 kilometrów więcej od swojego standardowego odpowiednika.

Co istotne, sportowy profil nie zabił całkowicie walorów użytkowych. Bagażnik nadal oferuje od 534 do 1347 litrów pojemności, a pod przednią maską wygospodarowano dodatkowy, 90-litrowy „frunk” na kable. Auto pociągnie też przyczepę o masie do 3,5 tony.

Trzy warianty, ekstremalne osiągi i polskie ceny

Wraz z premierą rynkową klienci otrzymują do wyboru trzy warianty napędowe. Każdy z nich korzysta z adaptacyjnego zawieszenia pneumatycznego PASM:

  • Cayenne Coupé Electric: model bazowy generuje 408 KM, ale w trybie overboost z Launch Control wartość ta rośnie do 442 KM. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 4,8 sekundy. Cennik startuje od 463 000 złotych.
  • Cayenne S Coupé Electric: złoty środek w ofercie. W trybie overboost kierowca ma do dyspozycji 666 KM, co pozwala na urwanie okrągłej sekundy w sprincie do setki (3,8 s). Cena wyjściowa: 570 000 złotych.
  • Cayenne Turbo Coupé Electric: topowa odmiana, która zrywa z jakimikolwiek kompromisami. Układ napędowy z aktywnym systemem Launch Control generuje aż 1156 KM. Efekt to przyspieszenie do 100 km/h w 2,5 sekundy. Za takie osiągi trzeba zapłacić co najmniej 740 000 złotych.

Ładowanie 800 V i odchudzanie z włókna węglowego

Wszystkie nowe modele opierają się na architekturze 800 V, co pozwala na bardzo szybkie uzupełnianie energii. Podpięte do odpowiedniej ładowarki prądu stałego (DC), Cayenne Coupé jest w stanie przyjmować prąd z mocą do 390 kW (a w optymalnych warunkach nawet 400 kW). W praktyce oznacza to skrócenie przymusowych postojów w trasie do kilkunastu minut.

Zegarki konfigurowane jak sportowe 911. Porsche Design otwiera nową manufakturę w Szwajcarii

Dla najbardziej wymagających przygotowano opcjonalny pakiet Lightweight Sport. Zastępuje on szklany dach panelem z włókna węglowego. W połączeniu ze specjalnymi, 22-calowymi felgami i karbonowymi dodatkami pozwala to na urwanie z całkowitej masy pojazdu 17,6 kilograma. Wnętrze w tej konfiguracji zyskuje z kolei klasyczny sznyt dzięki środkowym panelom foteli pokrytym wzorem Pepita.

Porsche sprytnie pokazuje, że w erze elektromobilności sylwetka może być nie tylko stylistycznym kaprysem, ale realnym narzędziem poprawy efektywności. I to może być najciekawsza wiadomość z tego debiutu. Poniżej kilka zdjęć elektrycznej nowości z Zuffenhausen:





#Cayenne #CayenneCoupéElectric #EV #motoryzacja #nowości #Porsche #premieryMotoryzacyjne #samochodyElektryczne #SUV

Namiot dachowy, który zamienia się w salon. Thule prezentuje płaski model Widesky

Tradycyjne namioty dachowe typu hardshell często mają jedną zasadniczą wadę – ich konstrukcja sprawia, że służą niemal wyłącznie do spania. Szwedzka marka Thule postanowiła rozwiązać ten problem.

Nowy model Widesky został zaprojektowany tak, aby zaoferować użytkownikom przestrzeń wypoczynkową również w ciągu dnia, nie tracąc przy tym na aerodynamice i łatwości obsługi.

Większość namiotów w twardej obudowie otwiera się w kształt trójkątnego klina. Thule podeszło do tematu inaczej, unosząc również przednią część dachu, co pozwala na swobodne siedzenie w wyprostowanej pozycji. Najciekawszym rozwiązaniem jest jednak modularny materac, który można szybko przekształcić w oparcie, tworząc wewnątrz namiotu wygodną sofę.

To rozwiązanie szczególnie docenią osoby spędzające w trasie całe dnie. Zamiast chować się przed deszczem w kabinie auta, zyskują wygodne miejsce, w którym mogą wypić poranną kawę czy popracować z laptopem na kolanach. Za błyskawiczne rozkładanie i zamykanie całości odpowiadają siłowniki gazowe oraz zintegrowany system linek ściągających, dzięki czemu przygotowanie obozowiska zajmuje dosłownie kilka sekund.

Lekka inżynieria i aerodynamika

Z perspektywy kierowcy najważniejsze są jednak parametry transportowe. Inżynierom udało się zamknąć te funkcje w bardzo kompaktowej formie. Zamknięty namiot ma zaledwie 20 centymetrów wysokości, co znacząco ogranicza opory powietrza podczas szybszej jazdy. Całość waży niespełna 68 kilogramów. Takie parametry osiągnięto dzięki zastosowaniu aluminiowej obudowy oraz podłogi o strukturze plastra miodu.

Niska masa własna sprawia, że Widesky bez problemu mieści się w limitach nośności dachów większości standardowych samochodów osobowych, nie ograniczając się wyłącznie do dużych SUV-ów czy aut terenowych.

Detale i wyposażenie

Przestrzeń wewnątrz dopełniają duże, panoramiczne okna, panele z siatki zapewniające wentylację oraz zintegrowane, ściemniane oświetlenie LED. Wnętrze wykończono ocieplanym, filcowym sufitem, a do dyspozycji użytkowników oddano cztery wewnętrzne kieszenie na sprzęt. Praktycznym dodatkiem jest aluminiowa drabinka, którą można zamontować po dowolnej stronie pojazdu – jej transportowy pokrowiec służy na biwaku jako wiszący organizer na drobiazgi. Do budowy poszycia wykorzystano grube materiały pochodzące z recyklingu.

Rynkowa premiera Thule Widesky została zaplanowana na kwiecień 2026 roku. Producent ustalił cenę na polskim rynku na 15 999 złotych.

Kino pod namiotem bez przedłużacza. Samsung dorzuca powerbank do projektora The Freestyle Gen. 2

#akcesoriaSamochodowe #camping #hardshell #namiotyDachowe #nowości #outdoor #podróże #Thule #ThuleWidesky

Zmierzch ostentacji. Bentley Home próbuje sprzedać nam „cichy luksus”

Bentley, marka łączona dotąd z luksusową motoryzacją, ale też potężnymi wykończeniami i blaskiem we wzornictwie, gwałtownie skręca w stronę subtelności.

Podczas Milan Design Week 2026 zobaczyliśmy linię, jaka bardziej niż na robieniu wrażenia, skupia się na przetrwaniu. To nie tylko wybór estetyczny, to precyzyjna strategia rynkowa.

Współczesny luksus z najwyższej półki ma być „cichy”, namacalny i – co istotne – zrównoważony. Bentley Home mocno eksponuje naturalne surowce: wełnę, len czy żywice. To odpowiedź na zmianę gustów, ale i narastającą presję otoczenia. Zamiast lśniącego drewna dostajemy szelak nakładany ręcznie, co ma potęgować grę światła. Brzmi to wyśmienicie, o ile nie zapomnimy, że to również sposób na odświeżenie wizerunku w czasach, w jakich nadmiar stał się niemodny.

Aerodynamika w salonie?

Zamiast pełnego spisu produktów, warto przyjrzeć się dwóm obiektom. Sofa Embrace to odejście od ciężkich ram na rzecz skórzanej skorupy, jaka faktycznie wygląda lekko. Największe zdziwienie budzi jednak siedzisko Continuum. Producent twierdzi, że w jego ramę subtelnie wpleciono „właściwości aerodynamiczne”.

To uroczy ukłon w stronę inżynierii z Crewe, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że w meblu stojącym w statycznym salonie aerodynamika przydaje się mniej więcej tak samo, jak spoiler w wózku sklepowym. Niemniej, jako rynkowy wyróżnik, działa.

Inwestycja w autentyczność

Luxury Living Group, partner marki, otwarcie przyznaje: nabywcy szukają teraz autentyczności, jaka przetrwa lata. Bentley Home dostarcza meble, jakie z godnością przyjmują upływ czasu. To dojrzałe podejście, odcinające się od jednorazowego blichtru. Pytanie tylko, czy ten „cichy luksus” nie stanie się następnym, głośnym trendem, jaki przeminie równie szybko, co moda na wysoki połysk.

Bentley odmienia brzmienie. Seria Virtuoso to absolutna precyzja audio [galeria]

#BentleyHome #cichyLuksus #design #luksusoweMeble #MilanDesignWeek #nowości #rzemiosło #wnętrza

Toyota Yaris Cross po liftingu. Bestseller w nowej odsłonie

Yaris Cross pozostaje zdecydowanym liderem sprzedaży Toyoty w Europie. W 2025 roku nabywców znalazło przeszło 200 000 egzemplarzy tego miejskiego auta.

Producent odświeża ten pojazd, wprowadzając zmiany obejmujące stylistykę, napędy oraz wyposażenie. Segment miejskich crossoverów to dziś jeden z najbardziej rywalizujących rynków na Starym Kontynencie, dlatego szybka modernizacja lidera ma realne znaczenie dla pozycji marki.

Dotychczasowe atuty modelu, takie jak funkcjonalność i niskie zużycie paliwa, zostały uzupełnione o zrewidowaną estetykę (możecie ją ocenić na zdjęciach prasowych) oraz wyższą moc. Japońska marka stawia na ewolucję sprawdzonych rozwiązań, aby sprostać wymaganiom osób szukających wyższej dynamiki przy zachowaniu oszczędności.

Zmieniony przód i dwa rodzaje napędu

Najwięcej nowości widać w przedniej części pojazdu. Nowa osłona chłodnicy ma strukturę plastra miodu, co nadaje autu wyraźniejszy rys. Zmieniono również przednie reflektory. W ofercie pojawiają się nowe felgi oraz lakiery, w tym głęboki odcień Precious Bronze, łączony z czarnym dachem.

Pod maską pracują sprawdzone układy hybrydowe o pojemności 1.5. Nabywcy mają teraz wybór między wariantem 116 KM oraz mocniejszym, osiągającym 130 KM (ten drugi występuje również z opcją inteligentnego napędu na wszystkie koła AWD-i). Niezależnie od wybranej wersji, średnie zużycie paliwa pozostaje na niskim poziomie, mieszcząc się – według specyfikacji – w przedziale od 4,4 do 5,1 litra na sto kilometrów.

Ekologiczne materiały i sportowy styl

Wersja Executive otrzymała zupełnie nową tapicerkę SakuraTouch. Powstaje ona z materiałów z recyklingu oraz komponentów roślinnych. Zastosowanie takiego rozwiązania ma ograniczać emisję CO2 o 95% względem zastosowania skóry naturalnej.

Zwolennicy bardziej zadziornych rozwiązań mogą z kolei sięgnąć po odmianę GR SPORT. Wyróżnia się ona sztywniejszym zestrojeniem zawieszenia oraz wnętrzem wykończonym materiałem Ultrasuede. Charakterystyczne logotypy GR na fotelach oraz kierownicy nawiązują do wyścigowego oddziału japońskiej marki.

Start w maju

Polska przedsprzedaż odświeżonego modelu rusza w maju, wówczas też zobaczymy zmiany w cenniku. Natomiast pierwsze egzemplarze pojawią się w salonach po wakacjach. Biorąc pod uwagę stabilną popularność poprzednika, nowa wersja ma solidne podstawy, by obronić tytuł najchętniej wybieranej Toyoty w regionie.

Toyota buduje oprogramowanie w Polsce. Wrocław otrzymał centrum IT na całą Europę

#AWDI #crossover #GRSport #hybryda #lifting #motoryzacja #nowości #toyota #YarisCross

Otwarta legenda Porsche 911 GT3 S/C. Wolnossący motor, manual i wiatr we włosach [galeria]

Niemiecki producent przygotował prawdziwe święto dla motoryzacyjnych purystów.

Nowe Porsche 911 GT3 S/C to przełomowy moment w dziejach marki – pierwszy w historii model z tej linii wyposażony w w pełni automatyczny, składany dach. W dobie wszechobecnej elektryfikacji, Stuttgart oddaje w ręce kierowców maszynę, która stawia na emocje, wolnossącą moc i konsekwentne odchudzanie konstrukcji.

Ten samochód to hołd dla tradycji, który łączy najlepsze cechy limitowanych edycji Speedster oraz S/T. Pozwala cieszyć się unikalnym brzmieniem wysokoobrotowego boksera bez żadnych barier, stając się jednym z ostatnich bastionów analogowej motoryzacji.

Serce maszyny: 9000 obrotów i manualna przekładnia

Za plecami pasażerów pracuje znany z modelu GT3 sześciocylindrowy motor o pojemności 4,0 litrów. Generuje on moc 375 kW (510 KM). To klasyczna jednostka wolnossąca, której wskazówka obrotomierza zatrzymuje się dopiero na wartości 9000 obr./min.

Inżynierowie nie poszli na ustępstwa w kwestii zaangażowania kierowcy. Nowy wariant występuje wyłącznie z lekką, sześciobiegową skrzynią manualną o skróconych przełożeniach. W efekcie sprint od 0 do 100 km/h zajmuje 3,9 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi 313 km/h.

Każdy gram na wagę złota

Choć kabriolety z natury są cięższe od wersji zamkniętych, w Stuttgarcie zadbano o utrzymanie masy na poziomie zaledwie 1497 kilogramów. Osiągnięto to dzięki zapożyczeniu komponentów z ekstremalnej wersji S/T. Z włókna węglowego wykonano przednią pokrywę, błotniki oraz drzwi.

W standardzie zastosowano układ ceramiczno-węglowy (PCCB), który jest lżejszy o ponad 20 kg od tradycyjnych rozwiązań. Dodatkowo zamontowano felgi ze stopów magnezu oraz lekki akumulator, co dodatkowo redukuje masę nieresorowaną i poprawia zwinność auta.

Przyjemność z jazdy pod gołym niebem

Największą nowością jest magnezowy stelaż dachu, który składa się w 12 sekund, nawet podczas jazdy z prędkością do 50 km/h. Kabina została urządzona tak, by nic nie rozpraszało podczas podróży.

Zamiast nowoczesnych przycisków, motor uruchamia się tradycyjnym przełącznikiem zapłonu. Cyfrowe wskaźniki posiadają tryb ograniczający liczbę informacji do minimum, pozwalając skupić się wyłącznie na drodze i obrotach silnika.

Oferta dla wybranych

Dla osób szukających jeszcze większej indywidualizacji przygotowano pakiet Street Style. Wprowadza on unikalne grafiki, akcenty w odcieniu Pyro Red i luksusowe wykończenie wnętrza skórą oraz materiałem Race-Tex.

Cennik w Polsce startuje od kwoty 1 433 000 złotych. Pakiet Street Style wymaga dopłaty w wysokości 151 000 złotych. Biorąc pod uwagę, że to prawdopodobnie jedna z ostatnich okazji na zakup wolnossącego Porsche z ręczną skrzynią, chętnych zapewne nie zabraknie.

845 koni i dziury w kluczyku. Porsche świętuje 50 lat modelu 935 [galeria]

Pełną galerię zdjęć z nowym Porsche 911 GT3 S/C znajdziecie poniżej.








#911GT3SC #GT3 #kabriolet #manualnaSkrzyniaBiegów #motoryzacja #nowości #Porsche #Porsche911 #samochodySportowe #silnikWolnossący

Historyczny sukces Apple. iPhone 17 deklasuje azjatyckich rywali

Po raz pierwszy w historii pierwszych kwartałów roku, firma z Cupertino stanęła na najwyższym stopniu podium globalnej sprzedaży smartfonów.

Jak wynika z najnowszego raportu Counterpoint Research, nieustanny popyt na modele z serii iPhone 17 wywindował Apple na sam szczyt. Najciekawsze jest jednak to, że ten rekord pada w momencie, gdy reszta mobilnego świata pogrąża się w kryzysie dostaw.

Tajemnica tego sukcesu leży w mistrzowskim zarządzaniu łańcuchem dostaw oraz pozycjonowaniu produktów w segmencie ultra-premium. Rynek technologiczny dusi się obecnie z powodu niedoborów pamięci DRAM oraz NAND. Kiedy producenci sprzętu z Androidem muszą przenosić rosnące ceny podzespołów bezpośrednio na portfele swoich klientów (co natychmiast mrozi popyt), marże Apple są na tyle stabilne, że gigant w ogóle tego nie odczuł. Wręcz przeciwnie – dzięki tak zwanej „lepkości ekosystemu” i świetnym programom wymiany (trade-in), firma zanotowała pięcioprocentowy wzrost sprzedaży rok do roku.

Brutalna prawda w liczbach

Zamiast wdawać się w zawiłe szczegóły ekonomiczne, spójrzmy na zestawienie największych rynkowych graczy z pierwszych miesięcy 2026 roku. Zmiany wyraźnie pokazują, kto najmocniej oberwał rykoszetem przez braki na rynku pamięci:

  • Apple: 21% udziału w rynku (wzrost o 5%)
  • Samsung: 20% udziału w rynku (spadek o 6%)
  • Xiaomi: 12% udziału w rynku (potężny spadek aż o 19%)
  • OPPO: 11% udziału w rynku (spadek o 4%)
  • vivo: 8% udziału w rynku (spadek o 2%)

Co ciekawe, w zestawieniu pozytywnie wyróżnia się Google oraz stosunkowo młoda marka Nothing (odnotowując wzrosty na poziomie odpowiednio 14% i 25%). Ich całkowity wolumen sprzedaży jest jednak wciąż na tyle mikroskopijny, że analitycy wrzucają je do wspólnego worka z napisem „Inne”.

Trudne czasy dla budżetowców

Eksperci z Counterpoint nie mają złudzeń – ten specyficzny kryzys potrwa najpewniej aż do końca 2027 roku. Oznacza to, że producenci zdominowani przez tańsze urządzenia będą zmuszeni do cięć. Spodziewamy się usuwania z ofert najbardziej budżetowych, niskomarżowych modeli i ratowania budżetów poprzez promowanie sprzętu odnawianego. W tym samym czasie Apple może spokojnie patrzeć w przyszłość, udowadniając, że hermetyczny, dopracowany system operacyjny to najlepsza tarcza na rynkowe zawirowania.

Obudowy dla iPhone 17 Pro Max – co wybrać?

#Apple #CounterpointResearch #ekosystemApple #iPhone17 #nowości #rynekSmartfonów #Samsung #sprzedaż #technologie

Chrome zyska „pamięć krótkotrwałą”. AI skojarzy fakty z kart, które już zamknąłeś

Ile razy zdarzyło wam się czytać artykuł, otworzyć nową kartę, by coś sprawdzić, i zapomnieć szczegółów z poprzedniej strony? Google chce rozwiązać ten problem.

Nadchodząca funkcja w Chrome sprawi, że sztuczna inteligencja będzie „świadoma” całej twojej sesji przeglądania, a nie tylko tego, co masz aktualnie na ekranie.

Jak donosi serwis Digital Trends, w testowej wersji przeglądarki (Chrome Canary) odkryto funkcję o nazwie „Ask Google about previous tab”. To mała rewolucja w sposobie, w jaki wchodzimy w interakcję z asystentem AI.

Koniec z „kopiuj-wklej”

Do tej pory, jeśli chcieliśmy zapytać bota o coś, co czytaliśmy chwilę wcześniej, musieliśmy kopiować tekst lub ręcznie streszczać kontekst. Nowy moduł AI w Chrome (oparty na Gemini) ma działać inaczej – będzie „rozumiał” ciągłość przeglądania. Przykładowo: czytasz recenzję restauracji na jednej karcie, przełączasz się na mapę i pytasz bota: „Czy serwują tam dania wegańskie?”. Chrome zrozumie, że „tam” odnosi się do restauracji z poprzedniej, nieaktywnej już karty.

Jak to działa?

Na Androidzie użytkownicy testowi mogą dodać „ostatnią kartę” do zapytania za pomocą przycisku „+” w pasku adresu.

Przeglądarka analizuje przepływ informacji między kartami, co pozwala na zadawanie pytań uzupełniających bez konieczności ciągłego powtarzania, o co chodzi.

Kiedy w Polsce?

Tu musimy ostudzić entuzjazm. Funkcja została zauważona w wersji Canary (wczesna beta), co oznacza, że długa droga przed nią do stabilnego wydania. Dodatkowo, biorąc pod uwagę ostrożność Google we wdrażaniu funkcji generatywnego AI w Unii Europejskiej, polscy użytkownicy mogą poczekać na nią znacznie dłużej niż koledzy z USA.

Mimo to, jest to jasny sygnał: Google chce, aby Chrome stał się czymś więcej niż oknem na świat – ma być asystentem, który „czyta” internet razem z nami przez ramię.

YouTube chowa przycisk „Nie lubię” w Shorts. Będzie trudniej trenować algorytm?

#AI #Android #Gemini #GoogleChrome #nowości #przeglądarka #sztucznaInteligencja

Premiera Maca mini i Maca Studio z Apple M5 podczas WWDC 2026

Według najnowszych doniesień Marka Gurmana z Bloomberga, Apple planuje wprowadzenie nowych komputerów Mac mini i Mac Studio w połowie 2026 roku.

Harmonogram obejmuje: Mac mini z procesorami Apple M5 i M5 Pro oraz Maca Studio z Apple M5 Max i M5 Ultra. Premiera może nastąpić w okolicy przyszłorocznej konferencji WWDC 2026.

Mac mini nie wymaga dużych zmian konstrukcyjnych po niedawnej modernizacji, a dostępność procesorów M5 Pro nie powinna opóźniać premiery. W przypadku Mac Studio wprowadzenie procesora M5 Ultra może tłumaczyć późniejszy termin.

Mimo że Apple ma także w planach nowe monitory na początek 2026 roku, prawdopodobnie nie wpłynie to znacząco na czas wprowadzenia desktopów, które mają swoją niszową grupę odbiorców.

#2026 #Apple #AppleSilicon #desktop #komputery #M5 #M5Max #M5Pro #M5Ultra #MacMini #MacStudio #nowości #premiera #technologia

Nowe AirPods Pro przyniosą trzy duże zmiany w strategii Apple

Choć AirPods Pro 3 zadebiutowały tej jesieni, już pojawiają się przecieki o kolejnym modelu.

Według Bloomberga nowe AirPods Pro z kamerami podczerwieni (IR) mają wspierać funkcje Apple Intelligence.

To wydanie ma oznaczać trzy kluczowe zmiany w strategii firmy:

  • Nowy cykl premier – po raz pierwszy Apple może wprowadzić kolejne AirPods Pro rok po roku, zamiast co trzy lata.
  • Zmiana w linii produktów – nowy model nie zostanie nazwany AirPods Pro 4, lecz ma być droższą wersją AirPods Pro 3, z kamerami i funkcjami AI.
  • Wyższa cena – obecne AirPods Pro 3 kosztują 249 USD, natomiast wariant z kamerami może przekroczyć 279–299 USD.
  • Jeśli plotki się potwierdzą, Apple szykuje przełom w swojej ofercie słuchawek, stawiając na większe zróżnicowanie i integrację z inteligentnymi funkcjami systemu.

    #AI #AirPods #AirPodsPro #Apple #AppleIntelligence #audio #innowacje #nowości #Plotki #słuchawki #Sprzęt #technologie

    Siri obsługuje teraz rutyny Samsung SmartThings

    Samsung ogłosił aktualizację, która umożliwia uruchamianie rutyn SmartThings za pomocą Siri.

    Dzięki temu użytkownicy iPhone’ów i Apple Watchów mogą głosowo sterować urządzeniami SmartThings i automatyzacjami, takimi jak „Dzień dobry”, „Wychodzę z domu” czy „Dobranoc”.

    Nowa integracja pozwala np. włączyć światła, ekspres do kawy i podnieść rolety jednym poleceniem Siri. Działa również na Apple Watchu, gdzie można przeglądać i kontrolować grupy urządzeń bezpośrednio z nadgarstka.

    Aktualizacja rozszerza też wsparcie dla Live Activities na iOS, umożliwiając podgląd do pięciu ostatnio używanych urządzeń (np. oczyszczaczy powietrza, klimatyzatorów czy robotów sprzątających).

    To kolejny krok Samsunga w stronę lepszej współpracy między ekosystemami Apple i Galaxy, co znacząco upraszcza życie w mieszanych technologicznie domach.

    Siri z Gemini to sytuacja „win-win”? Amerykanie są optymistami. My – nie.

    #Apple #AppleWatch #automatyzacja #Ekosystem #IoT #iPhone #nowości #Samsung #Siri #smartHome #SmartThings #technologia