Twój smart home obniży koszty ubezpieczenia. Samsung i Ergo Hestia nagrodzeni za nietypowy projekt

Zalane mieszkanie lub zwarcie instalacji elektrycznej to koszmar każdego właściciela. Co jednak, gdyby sprzęt AGD nie tylko informował o awarii, ale jednocześnie ułatwiał zarządzanie polisą ubezpieczeniową?

Samsung i ERGO Hestia udowadniają, że inteligentny dom może przynieść wymierne korzyści finansowe i zdobywają za to branżowe wyróżnienie.

Ubezpieczenie prosto z aplikacji do zarządzania pralką

Współpraca giganta technologicznego i dużej grupy ubezpieczeniowej opiera się na popularnej platformie SmartThings. Użytkownicy podłączonych do sieci urządzeń AGD marki Samsung zyskują bezpośredni dostęp do specjalnych ofert ubezpieczeniowych przygotowanych przez ERGO Hestię (we współpracy z globalnym reasekuratorem Munich Re).

Samsung stawia na sztuczną inteligencję. Przegląd oferty telewizorów na 2026 rok

Zamiast wypełniać skomplikowane formularze u agenta, cały proces zawarcia umowy został mocno uproszczony i przeniesiony do cyfrowego środowiska. Klienci mogą zarządzać swoją ochroną majątkową dokładnie z tego samego miejsca, z którego na co dzień sterują domową elektroniką.

Prewencja zamiast kosztownej likwidacji szkód

Połączenie rynku smart home z sektorem ubezpieczeń to ważny krok w rozwoju obu branż. Systemy inteligentnego domu potrafią na bieżąco monitorować zagrożenia, takie jak wyciek wody, pojawienie się dymu czy nieautoryzowane otwarcie drzwi, pozwalając na błyskawiczną reakcję i zminimalizowanie strat.

Dla firm ubezpieczeniowych obecność takich czujników oznacza mniejsze ryzyko wypłaty potężnych odszkodowań. Dla samego użytkownika to z kolei szansa na optymalizację kosztów samej polisy. Mamy tu do czynienia z przejściem od tradycyjnego, reaktywnego modelu ubezpieczeń do aktywnej prewencji i zapobiegania szkodom.

Branża docenia nowy rynkowy standard

Inicjatywa łącząca domowe ekosystemy z ubezpieczeniami została właśnie doceniona przez rynek. Redakcja „Gazety Ubezpieczeniowej” przyznała firmom wyróżnienie za innowacyjność.

Nagroda ta potwierdza szerszy trend, który powoli dociera do Polski: urządzenia domowe przestają być tylko gadżetami ułatwiającymi sprzątanie czy gotowanie. Stają się centralnymi hubami informacyjnymi, które na bieżąco dbają o nasze bezpieczeństwo i mogą realnie obniżyć koszty utrzymania nieruchomości.

#ERGOHestia #innowacje #insurtech #inteligentnyDom #MunichRe #Samsung #smartHome #SmartThings #sprzętAgd #ubezpieczenieMieszkania

Napęd na cztery koła i nawigacja bez kabli. Roboty koszące Segway Navimow z nagrodami Red Dot

Konkurs Red Dot Design Awards to jedno z najstarszych wyróżnień w dziedzinie wzornictwa przemysłowego.

W tegorocznej edycji jury doceniło dwa bezprzewodowe roboty koszące marki Segway Navimow: modele X4 oraz H2. Za projektem obu urządzeń stoją konkretne rozwiązania techniczne, pozwalające na mapowanie ogrodu i koszenie trawy bez konieczności rozkładania fizycznych przewodów ograniczających.

Navimow X4: napęd AWD i radzenie sobie ze stromymi wzniesieniami

Pierwszym z nagrodzonych urządzeń jest model X4. To pierwszy robot w ofercie producenta wyposażony w napęd na cztery koła (AWD). Wykorzystuje on dwa niezależne silniki skrętu, co pozwala maszynie na pokonywanie wzniesień o nachyleniu sięgającym 84 proc.

Z punktu widzenia budowy, uwagę zwraca zastosowanie technologii Xero-Turn. Opiera się ona na mimośrodowej rotacji przednich kół, dzięki czemu kosiarka może obracać się w miejscu bez zrywania darni. System nawigacji zrezygnował z zewnętrznych anten na rzecz potrójnej częstotliwości RTK zintegrowanej z zestawem trzech kamer. Moduł ten pozwala na automatyczne mapowanie terenu i wykrywanie przeszkód w zakresie 360 stopni. Deklarowana wydajność modelu X4 to skoszenie do 2000 metrów kwadratowych w ciągu 8 godzin pracy.

Navimow H2: skanowanie 3D i koszenie krawędzi

Drugi wyróżniony model, Navimow H2, zaprojektowano z myślą o trawnikach o powierzchni od 500 do 3000 metrów kwadratowych. Urządzenie wyróżnia się konstrukcyjnie przesuniętą tarczą tnącą, co ma ułatwiać docinanie trawy tuż przy krawędziach i obrzeżach ogrodu.

System nawigacji w tym modelu opiera się na technologii EFLS LiDAR+, która współpracuje z Network RTK oraz modułem wizyjnym. Połączenie tych czujników umożliwia tworzenie trójwymiarowych map ogrodu w czasie rzeczywistym i optymalizację ścieżek koszenia. Producent podaje, że wbudowane kamery reagują na obiekty o wielkości od 1 centymetra i potrafią rozpoznać ponad 200 rodzajów przeszkód – od mebli ogrodowych po zwierzęta domowe.

Nagrody Red Dot dla modeli X4 i H2 to kolejne wyróżnienie branżowe dla robotów Segway. W ubiegłym roku seria Navimow X3 otrzymała statuetkę iF Design Award. Według danych firmy badawczej Euromonitor International, Segway Navimow utrzymał w latach 2024-2025 pierwszą pozycję na świecie pod względem sprzedaży detalicznej w kategorii bezprzewodowych robotów koszących.

Robot koszący do najtrudniejszych zadań – Segway Navimow X430 (cz. 1) [wideo]

#inteligentnyDom #kosiarkiBezprzewodowe #Lidar #nawigacjaRTK #RedDotDesignAwards #robotyKoszące #SegwayNavimow #technologieDoOgrodu

Zanim powstał SmartThings i Galaxy Watch. Tak Samsung wymyślił połączony świat w 1999 roku

Pamiętasz rok 1999? Większość z nas łączyła się z internetem przez piszczący modem, a szczytem mobilnej technologii był telefon z wężem i wystającą anteną.

W tym samym czasie w laboratoriach Samsunga powstawały już urządzenia, które o dwie dekady wyprzedzały swoją epokę. Zamiast produkować tylko izolowane sprzęty RTV i AGD, Koreańczycy zaczęli projektować system, w którym wszystko miało się ze sobą komunikować. Dziś nazywamy to inteligentnym domem, ale fundamenty pod aplikację SmartThings wylano ponad ćwierć wieku temu.

Zegarek z telefonem i MP3 w komórce. Inżynieryjne szaleństwo lat 90.

Pod koniec lat 90. rynek elektroniki użytkowej wyglądał zupełnie inaczej. W polskich domach królowały pękate telewizory z serii Plano oraz biurkowe monitory SyncMaster. Zmiana nadeszła, gdy do gry weszły rozwiązania ściśle multimedialne, takie jak choćby pierwsze odtwarzacze MP3 z kultowej serii Yepp. Jednak to, co Samsung prezentował za zamkniętymi drzwiami i na technologicznych targach, wręcz wyprzedzało czas.

Samsung stawia na sztuczną inteligencję. Przegląd oferty telewizorów na 2026 rok

W 1999 roku producent pokazał prototypy, które dzisiaj uznalibyśmy za standard, ale wtedy brzmiały jak rekwizyty z filmów science fiction. To właśnie wtedy zaprezentowano pierwszy na świecie telefon, który można było nosić na nadgarstku – bezpośredniego praprzodka dzisiejszych smartwatchy. Równolegle firma pochwaliła się komórką z wbudowanym odtwarzaczem plików MP3 oraz modelem wyposażonym w zintegrowany tuner telewizyjny. Jakby tego było mało, zaprezentowano gigantyczny, jak na ówczesne standardy, projekcyjny telewizor HDTV o przekątnej 65 cali.

Od „cyfrowej konwergencji” do ekosystemu w kieszeni

Wielu producentów próbowało wtedy tworzyć nowatorskie gadżety, ale kluczem do przetrwania okazało się połączenie ich w jedną sieć. Samsung nazwał to zjawisko „cyfrową konwergencją”. W praktyce oznaczało to budowanie pierwszego ekosystemu – sprzętów domowych, osobistych i mobilnych, które miały w przyszłości wymieniać się danymi.

Producent postawił wszystko na jedną kartę, inwestując potężne pieniądze w podzespoły, które miały zasilić ten nowy, połączony świat. W 1999 roku opracowano pierwszą pamięć 1Gb DDR SDRAM, bez której dzisiejsze zaawansowane komputery i smartfony nie mogłyby funkcjonować. W tym samym czasie inżynierowie marki przeprowadzili pierwsze publiczne testy technologii IMT-2000 opartej o standard cdma2000. W dużym uproszczeniu: były to fundamenty pod rozwój sieci 3G, która wkrótce potem pozwoliła nam na swobodne przeglądanie internetu z poziomu telefonu. To dzięki tym, z pozoru nudnym, inwestycjom w układy scalone, dziś możemy z drugiego końca świata uruchomić pralkę czy sprawdzić podgląd z kamer domowych za pomocą jednej aplikacji.

#ciekawostkiTechnologiczne #gadżetyRetro #historiaTechnologii #inteligentnyDom #Samsung #SmartThings #sprzętRTV #telefonyKomórkowe

Cristiano Ronaldo z nowym kontraktem. Piłkarz został twarzą robotów sprzątających i sprzętu AGD

Kiedy myślisz o Cristiano Ronaldo, przed oczami masz rygorystyczne treningi i piłkarskie rekordy. Od dziś do tego zestawienia musisz dorzucić… inteligentne urządzenia sprzątające i sprzęt do pielęgnacji.

Marka Dreame Technology ogłosiła właśnie globalne partnerstwo z legendą futbolu. Angażując jednego z najpopularniejszych sportowców globu, producent wysyła jasny sygnał: gramy o najwyższą stawkę i pozycję lidera w segmencie premium sprzętu domowego.

Z boiska do inteligentnego domu. Dreame pręży muskuły

Producent inteligentnego sprzętu domowego oficjalnie potwierdził zawarcie umowy, na mocy której Cristiano Ronaldo został jego nowym, globalnym ambasadorem. Biznesowo to niezwykle przemyślany ruch. Wizerunek Portugalczyka jest na całym świecie synonimem niezachwianej samodyscypliny, wytrwałości i nieustannego dążenia do perfekcji. Dreame wyraźnie chce, by dokładnie te same cechy kojarzyły się z ich technologicznymi rozwiązaniami.

Główna kampania będzie opierać się na haśle „Dreame to Win”. Producent wykorzystuje popularność sportowca, by podkreślić swoją gotowość do objęcia przywództwa na światowym rynku zaawansowanych urządzeń gospodarstwa domowego. To czytelny krok w stronę utrwalenia wizerunku marki premium po latach dynamicznej, międzynarodowej ekspansji.

Nie tylko roboty sprzątające. Co dokładnie będzie promował CR7?

Jeśli myślicie, że piłkarz będzie pojawiał się wyłącznie na pudełkach autonomicznych odkurzaczy, jesteście w błędzie. Partnerstwo z Ronaldo obejmuje niemal cały ekosystem produktów z portfolio firmy. Wizerunek sportowca będzie oczywiście wspierał sprzedaż urządzeń sprzątających przeznaczonych zarówno do domu, jak i na zewnątrz.

Na tym jednak nie koniec. Globalna współpraca dotyczy również szerokiej gamy małego i dużego sprzętu AGD, rozwiązań kuchennych oraz zaawansowanych urządzeń z kategorii pielęgnacji osobistej (takich jak np. suszarki do włosów).

Inwestycje w technologie zamiast marketingowej nowomowy

Branża domowej elektroniki użytkowej nie wybacza kompromisów, a wieloletnie, gigantyczne inwestycje Dreame w silniki wysokoobrotowe oraz systemy sterowania oparte na sztucznej inteligencji właśnie procentują. Klienci oczekują dziś urządzeń, które realnie wyręczą ich w domowych obowiązkach. Sam zawodnik przyznał, że do podjęcia współpracy z marką przekonały go przede wszystkim innowacje, które podnoszą jakość życia i ułatwiają codzienne funkcjonowanie. Zaangażowanie tak potężnego nazwiska do globalnej promocji to ostateczny dowód na to, że rywalizacja na rynku technologii smart home weszła właśnie w zupełnie nową, znacznie droższą fazę.

Dreame poszerza ofertę robotów. Do Polski wchodzą modele Matrix10 Pro, L50 Ultra AE i D30 Ultra

#CristianoRonaldo #DreameTechnology #DreameToWin #inteligentnyDom #nowościTechnologiczne #robotySprzątające #smartHome #sprzętAgd

Dreame poszerza ofertę robotów. Do Polski wchodzą modele Matrix10 Pro, L50 Ultra AE i D30 Ultra

Chiński producent odkurzaczy automatycznych uzupełnił właśnie swoje polskie portfolio o trzy nowe konstrukcje.

Modele Matrix10 Pro, L50 Ultra AE oraz D30 Ultra zostały zaprojektowane tak, aby wypełnić luki w różnych segmentach cenowych, oferując przy tym rozwiązania techniczne znane do tej pory głównie z najdroższych flagowców.

Matrix10 Pro: system automatycznej wymiany padów

Najwyżej pozycjonowaną nowością jest Matrix10 Pro, który stanowi nieco skromniejszą, ale wciąż zaawansowaną alternatywę dla modelu Ultra. Najważniejszym wyróżnikiem tej konstrukcji jest stacja dokująca, która potrafi samodzielnie wymieniać pady mopujące wewnątrz robota. Urządzenie dobiera jeden z trzech rodzajów mopa (termiczny, szorujący lub chłonny) w zależności od tego, jaki rodzaj nawierzchni ma w danej chwili sprzątać.

Pod kątem czysto mechanicznym robot dysponuje siłą ssania na poziomie 30 000 Pa i wykorzystuje podwójną szczotkę główną, która ma minimalizować problem wplątywania się długich włosów. Sama stacja bazowa nie tylko opróżnia zbiornik na kurz, ale też myje mopy w wodzie o temperaturze 100°C, osusza je gorącym powietrzem i automatycznie dozuje odpowiednie środki czyszczące.

L50 Ultra AE: rozwiązanie dla posiadaczy zwierząt

Kolejny model, L50 Ultra AE, to propozycja dla osób, które zmagają się z dużą ilością sierści na podłogach. Producent zastosował tu specjalną szczotkę TriCut, wyposażoną w mechaniczne ostrza rozcinające zaplątane włosy. Rozwiązanie to ma zapobiegać blokowaniu się wałka i eliminować konieczność jego ręcznego czyszczenia.

Urządzenie oferuje siłę ssania wynoszącą 28 000 Pa oraz system wysuwanych mopów, które ułatwiają sprzątanie wzdłuż krawędzi mebli i listew przypodłogowych. W przypadku wjazdu na dywan, robot potrafi unieść mokre pady na wysokość 10,5 mm, co ma chronić tkaniny przed wilgocią. Stacja dokująca, podobnie jak w wyższym modelu, oferuje funkcję sterylizacji mopów we wrzątku.

D30 Ultra: funkcje premium w niższym budżecie

Ostatnią z nowości jest D30 Ultra, pozycjonowany jako następca budżetowego modelu D20. Mimo niższej ceny, sprzęt przejął kilka technologii z wyższych serii, w tym mechanizm MopExtend RoboSwing, który fizycznie przesuwa moduł mopujący do samych krawędzi ścian.

Robot dysponuje siłą ssania 25 000 Pa i wykorzystuje czujniki ultradźwiękowe do rozpoznawania dywanów. Jego stacja bazowa pozwala na około 100 dni pracy bez konieczności wymiany worka na kurz, a po zakończeniu cyklu sprzątania automatycznie myje i suszy elementy mopujące.

Ceny i oferta premierowa

Wszystkie trzy modele marki Dreame są już dostępne w regularnej sprzedaży. Cena katalogowa modelu Matrix10 Pro wynosi 3 999 zł, a w ramach oferty premierowej (do 19 maja) można go kupić z kuponem rabatowym o wartości 200 zł. L50 Ultra AE kosztuje 2 499 zł (w promocji taniej o 100 zł), natomiast bazowy model D30 Ultra został wyceniony na 1 699 zł.

Dreame wprowadza Airstyle Pro do stylizacji włosów

#D30Ultra #Dreame #iMagazine #inteligentnyDom #L50UltraAE #Matrix10Pro #nowościProduktowe #odkurzaczAutomatyczny #robotSprzątający

Bez wieżyczki laserowej i brudnych mopów. MOVA wchodzi do Polski z robotami o dużej mocy

Na polskim rynku inteligentnego sprzątania robi się tłoczno, a marka MOVA postanowiła wejść do gry, uderzając w najsłabsze punkty konkurencji.

Producent wprowadza jednocześnie dwie serie robotów, które pokazują różne podejście do czystości: ewolucyjny model P70 Pro Ultra z wyparzaniem mopów we wrzątku oraz rewolucyjną serię S70 Roller, która zamiast tradycyjnych padów wykorzystuje puszysty wałek myjący podłogę wyłącznie świeżą wodą.

MOVA P70 Pro Ultra: sterylizacja w 100°C

Model P70 Pro Ultra to bezpośredni następca popularnego modelu P50, ale skala zmian sugeruje zupełnie nową generację. Najbardziej imponującym parametrem jest siła ssania, która wzrosła z 19 000 Pa do aż 30 000 Pa, co pozwala podobno na skuteczne usuwanie zanieczyszczeń nawet z gęstych dywanów.

Producent postawił na higienę w stacji bazowej. Podczas gdy standardem rynkowym jest pranie mopów w letniej wodzie, P70 Pro Ultra wykorzystuje system grzewczy PTC, który podgrzewa wodę do 100°C. Takie wyparzanie padów eliminuje bakterie i bez trudu usuwa tłuste plamy. Całość dopełnia system MaxiReach, czyli wysuwane ramię szczotki bocznej i mopa, co pozwala robotowi doczyścić narożniki i krawędzie przy listwach bez zostawiania martwych stref.

Seria S70 Roller: rezygnacja z tradycyjnego mopowania

Największą innowacją jest jednak seria S70 Roller. MOVA zdecydowała się na całkowity reset w kwestii mycia podłóg. Zamiast płaskich padów, które jedynie przecierają nawierzchnię, zastosowano 27-centymetrowy, szybkoobrotowy wałek rolkowy (technologia nazwana przez producenta HydroForce). System 12 dysz stale podaje na niego świeżą wodę, a mechanizm odsysający natychmiast odprowadza brudną ciecz do oddzielnego zbiornika. Dzięki temu urządzenie nigdy nie myje podłogi brudnym elementem, co powinno eliminować smugi.

Seria S70 wyróżnia się też unikalną konstrukcją:

  • Brak wieżyczki laserowej: dzięki ukrytej nawigacji CovertSense (opartej na czujnikach DToF), robot ma tylko 90 mm wysokości. To pozwala mu wjechać pod niskie sofy i meble, pod którymi modele z wystającym laserem zawsze utykały.
  • Pokonywanie wysokich progów: flagowy model S70 Ultra Roller posiada zawieszenie StepPro 2.0, które pozwala mu przejeżdżać przez progi o wysokości do 40 mm.
  • Moc 32 000 Pa: najwyższy model z serii S oferuje rekordową siłę ssania, co czyni go jednym z najmocniejszych urządzeń na rynku.

Ceny i majowa promocja na start

Wszystkie nowości od MOVA trafiają do sprzedaży w Polsce 6 maja 2026 roku. Do końca miesiąca (31 maja) urządzenia będą dostępne w specjalnej ofercie promocyjnej w największych sieciach handlowych:

  • MOVA P70 Pro Ultra: cena katalogowa 2999 zł (dostępna z 13% rabatem).
  • MOVA S70 Pro Roller: cena katalogowa 3399 zł (dostępna z 12% rabatem).
  • MOVA S70 Ultra Roller: cena katalogowa 4299 zł (dostępna z 9% rabatem).

Nowe roboty można znaleźć m.in. w RTV Euro AGD, Media Expert, MediaMarkt oraz na Allegro. Biorąc pod uwagę parametry techniczne i innowacyjny system mopowania wałkiem, MOVA może poważnie namieszać w segmencie premium.

MOVA idzie dalej niż roboty sprzątające. Asystent AI przypinany do smartfona i głośniki na start

#HydroForce #inteligentnyDom #MOVA #MOVAP70ProUltra #MOVAS70Roller #odkurzaczAutomatyczny #robotSprzątający #technologieSprzątania

Tani Smart Home wreszcie ma sens. Sprzęty IKEA dogadują się z Samsung SmartThings bez dodatkowego huba

Budowanie inteligentnego domu z urządzeń różnych marek to często technologiczny koszmar pełen zrywających się połączeń i konieczności kupowania kolejnych „bramek”. Samsung i IKEA postanowili to w końcu naprawić. Aż 25 urządzeń szwedzkiego giganta zyskało właśnie natywną integrację z platformą SmartThings.

Jeśli kiedykolwiek próbowałeś spiąć tanie, ale bardzo przyzwoite akcesoria z IKEA z poważniejszym systemem Smart Home, wiesz, że wymagało to posiadania bramki DIRIGERA i sporo cierpliwości. Nowe porozumienie między markami całkowicie eliminuje ten problem.

Magia standardu Matter-over-Thread

Kluczem do sukcesu jest wykorzystanie protokołu Thread 1.4. Dzięki temu 25 najpopularniejszych urządzeń z IKEA (w tym inteligentne żarówki, gniazdka, sensory ruchu, temperatury, wilgotności, jakości powietrza i czujniki zalania) może łączyć się ze środowiskiem Samsung SmartThings bezpośrednio – bez żadnych sprzętowych pośredników.

To jednak nie tylko marketingowa naklejka „kompatybilne”. Integracja jest głęboka i pozwala na budowanie świetnych, zautomatyzowanych scen.

Przykłady? Czujniki jakości powietrza i temperatury z IKEA mogą teraz bezpośrednio karmić danymi system SmartThings, który na ich podstawie stworzy „Raport środowiska snu” lub automatycznie uruchomi tryb osuszania w klimatyzatorze. Prawdziwym hitem jest jednak obsługa bezprzewodowego, fizycznego pilota IKEA (z charakterystycznym pokrętłem) – można nim teraz precyzyjnie regulować natężenie i temperaturę światła w całym ekosystemie SmartThings, co jest znacznie wygodniejsze niż ciągłe odblokowywanie smartfona.

To doskonała wiadomość dla każdego, kto chce zbudować solidny inteligentny dom, nie wydając przy tym fortuny na peryferia.

Telewizor rozmawia z lodówką? Samsung pokazuje przyszłość inteligentnego domu z ekosystemem SmartThings

#automatykaDomowa #czujnikiIKEA #ikea #inteligentnyDom #matter #samsungSmartThings #smartHome #Thread14

Niewidzialny lokaj: jak smart home Xiaomi staje się po prostu domem

Wyobraź sobie typowy wieczór. Wracasz do domu po wielu godzinach intensywnej pracy, spotkań, podejmowania dziesiątek decyzji i ciągłego ścigania deadline’ów. Przekraczasz próg swojego mieszkania i jedyne, o czym marzysz, to zrzucić z siebie ten cały mentalny ciężar.

Przez lata branża technologiczna wmawiała nam, że rozwiązaniem naszych problemów jest inteligentny dom, który w rzeczywistości… dokładał nam obowiązków. Dostaliśmy systemy, które owszem, spinały światła, rolety i zamki w ramach jednej aplikacji, ale wciąż wymagały od nas bycia domowymi administratorami IT. Musieliśmy programować sztywne scenariusze: „jeśli jest 20:00, a ja nacisnę ten guzik, to przygaś światło do 30%”. To nie był smart home. Popularna wciąż wśród konsumentów smart home aplikacja IFTTT, programująca zdarzenia w smart home ma… 15 lat! To był po prostu gigantyczny, wirtualny pilot, który przenosił zmęczenie decyzyjne z fizycznych przełączników na ekran smartfona. Nie na tym polega prawdziwy smart home i dobrze, że ktoś wreszcie to zrozumiał.

Ten przestarzały paradygmat klasycznego smart home wreszcie ulega zmianie – i to dzięki Xiaomi. Technologia przestaje być zbiorem gadżetów, którymi musisz zarządzać, a staje się niewidzialnym lokajem. Zaczyna po prostu… rozumieć, czego w danej chwili potrzebujesz.

Jedyni na świecie. Od opaski na nadgarstku po auto w garażu

Zanim jednak przejdziemy do tego, jak to działa w praktyce, musimy uzmysłowić sobie jedną, fundamentalną rzecz. Kiedy inni producenci mówią o „ekosystemie”, mają zazwyczaj na myśli telefon łączący się ze słuchawkami i telewizorem. Ewentualnie dorzucą do tego pralkę.

Z perspektywy Xiaomi to zaledwie ułamek możliwości.

Ogłoszona przez producenta technologicznego strategia „Human x Car x Home” to nie jest kolejny, pusty slogan reklamowy. To bezprecedensowy na skalę światową projekt. Pomyśl o tym: trudno wskazać dziś na rynku jakikolwiek inny ekosystem, który miałby w swoim portfolio tak potężny i spójny przekrój własnych rozwiązań. Xiaomi to obecnie marka, która jako pierwsza potrafi tak kompleksowo zamknąć Cię w jednej, płynnej bańce komfortu. Budzisz się rano (Home), sprawdzasz powiadomienia na tablecie z rodziny REDMI, zakładasz na nadgarstek smartwatch Xiaomi, pijesz kawę, po czym schodzisz do garażu, wsiadasz do w pełni elektrycznego Xiaomi SU7 Ultra (Car) i ruszasz do biura, mając w kieszeni flagowego Xiaomi 17 Ultra (Human). To nie są trzy urządzenia na krzyż. To ocean możliwości – od małego Air Fryera w kuchni, przez oczyszczacze, wielkie pralko-suszarki, hulajnogi elektryczne, aż po samochody. Wszystko zintegrowane w jeden, oddychający Twoim rytmem cyfrowy organizm.

Miloco i multimodalność: dom, który patrzy, słucha i rozumie

Sercem tej rewolucji jest Miloco (znane też jako Xiaomi Local Copilot). Słowo klucz w tym przypadku to „multimodalność”. Brzmi jak termin z podręcznika inżynierii, ale w praktyce to czysta cyfrowa magia, z którą obcujemy na co dzień. Nie męczy, a po prostu działa.

Zamiast polegać na sztywnych regułach z aplikacji, co było domeną starszych systemów smart home, Miloco (wykorzystujące zaawansowany model MiMo-VL-Miloco-7B) analizuje rzeczywistość dokładnie tak, jak robi to człowiek: łącząc obraz, dźwięk i kontekst. Co to oznacza w praktyce? Wyobraź sobie, że siadasz wieczorem z książką na kanapie. Kamera z domowego ekosystemu to zauważa (percepcja wizualna), a system sam, bez żadnej Twojej ingerencji, dostosowuje lampę do czytania.

A jeśli stoisz w kuchni, mając całe dłonie w cieście i chcesz wyłączyć radio? Wystarczy, że pokażesz do kamery kciuk w górę lub znak „OK” (rozpoznawanie gestów), a system natychmiast zareaguje. Twój dom nie czeka na komendy. On się ich domyśla. W ekstremalnych scenariuszach potrafi nawet dobrać barwę nastrojowego oświetlenia w salonie na podstawie… koloru świeżych kwiatów, które właśnie postawiłaś na stole.

Prywatność absolutna, czyli potęga Edge AI

Tu w głowie wielu z nas zapala się czerwona lampka. „Zaraz, mój dom ma na mnie patrzeć i mnie słuchać? A co z moją prywatnością?”. I to jest moment, w którym inżynierowie Xiaomi zagrali va banque.

Cała ta analityczna praca Miloco opiera się na lokalnym przetwarzaniu danych (Edge AI). Oznacza to, że obraz z kamer i dźwięk z mikrofonów nie wędrują na żadne serwery w chmurze na drugim końcu świata. Cały proces analityczny odbywa się tu i teraz, wewnątrz krzemu urządzeń w Twoim własnym domu. Co to daje Tobie? Po pierwsze: całkowity spokój ducha i gwarancję prywatności, której nikt nie jest w stanie naruszyć. Po drugie: totalną niezależność. Pada Ci domowy router? Operator ma awarię sieci na osiedlu? Twój inteligentny dom od Xiaomi i tak będzie działał perfekcyjnie, bo nie potrzebuje zewnętrznego internetu do „myślenia”.

Ekosystem w służbie odzyskanego czasu

Ta potężna inteligencja tchnęła nowe życie w urządzenia, które do tej pory traktowaliśmy czysto użytkowo. Weźmy na warsztat nową pralko-suszarkę Mijia Front Load Washer Dryer 9kg EU. Na papierze to świetny sprzęt, optymalizujący miejsce w łazience. W ekosystemie Xiaomi to urządzenie, o którym po załadowaniu możesz po prostu zapomnieć. AI samodzielnie dobierze parametry cyklu do załadunku, oszczędzając wodę i prąd, a po cichym zakończeniu pracy, wyświetli Ci dyskretne powiadomienie na ekranie telewizora w salonie, akurat między odcinkami serialu lub wibrując na Twoim smartwatchu. Tobie pozostaje jedynie schować suche i czyste ubrania do szafy.

Podobna ewolucja czeka flagowe roboty sprzątające, jak te z serii Xiaomi X20 Max. Kiedyś takie urządzenia wymagały od nas ciągłej asysty i ręcznego mapowania. W koncepcji inteligentnego ekosystemu, do którego konsekwentnie zmierza Xiaomi, sprzęt ma nie tylko sprzątać, ale wręcz rozumieć przestrzeń. Docelowo robot wyruszy w trasę bezbłędnie omijając przeszkody, a gdy system rozpozna, że w kuchni rozsypało się coś więcej, automatycznie zwiększy w tym miejscu siłę ssania, zdejmując ten obowiązek z Twojej głowy.

Z poziomu tabletu z rodziny REDMI, leżąc wygodnie na kanapie, nie tylko konsumujesz treści rozrywkowe, ale masz pełen podgląd na ten domowy balet technologii. A wspomniany smartwatch dawno przestał być tylko przedłużeniem telefonu – jest Twoim osobistym, zawsze dostępnym asystentem, który doskonale dogaduje się z Air Fryerem w kuchni, dopiekającym właśnie Twój obiad. To wszystko po prostu działa. Bez wysiłku, bez nerwów i – co najważniejsze – bez myślenia o samej technologii.

Ważne pytanie: czy stać Cię na stratę czasu?

Decyzja o wyborze ekosystemu smart home to coś więcej niż pójście do sklepu z elektroniką. To inwestycja w to, jak będzie wyglądała Twoja codzienność. Xiaomi, zdejmując z nas ciężar zarządzania każdym sprzętem z osobna, łącząc samochody, sprzęt AGD i elektronikę osobistą w jedną, potężną, a jednocześnie strzegącą naszej prywatności sieć, stworzyło środowisko idealne. Środowisko, które po prostu zarabia dla nas czas.

Jeśli planowałeś ewolucję swojego mieszkania w prawdziwie inteligentną przestrzeń, trudno o lepszy moment niż ten. Właśnie wystartował Xiaomi Fan Festival 2026 pod hasłem „Smart Living, Made Yours”. Na oficjalnej stronie – mi.com – znajdziecie mocne obniżki obejmujące pełne portfolio: od flagowych smartfonów, przez pralko-suszarkę Mijia, roboty sprzątające, tablety REDMI, smartwatche, po mniejsze urządzenia z rodziny AIoT. Jak celnie podsumowuje to samo Xiaomi w ramach idei Smart Living, Made Yours – to znakomita okazja, by bez pustoszenia portfela wreszcie zatrudnić w domu niewidzialnego lokaja, który zdejmie z Twoich barków ciężar codziennych, rutynowych decyzji.

Materiał powstał przy współpracy z marką Xiaomi

Rusza Xiaomi Fan Festival 2026. Smartfony i sprzęt domowy z rabatami sięgającymi 1000 zł

 

#automatyzacja #EdgeAI #ekosystemXiaomi #inteligentnyDom #Miloco #smartHome #SmartLiving #xiaomi #XiaomiFanFestival2026

Arcydzieła na ścianie, ale tylko z abonamentem. Samsung rozbudowuje wirtualną galerię

Posiadanie oryginalnego płótna Jacksona Pollocka to przywilej garstki najbogatszych ludzi na świecie. Dzięki nowym technologiom, słynne obrazy mogą zagościć w naszych salonach, zamieniając czarne prostokąty ekranów w artystyczny element wystroju wnętrza.

Firma Samsung ogłosiła właśnie nawiązanie partnerstwa z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w San Francisco, rozbudowując swój wirtualny katalog.

To pierwsza tego typu współpraca południowokoreańskiego producenta z instytucją z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. W połowie marca udostępniono 34 nowe dzieła ze zbiorów tego muzeum. Użytkownicy mogą teraz wyświetlać w swoich domach prace najbardziej wpływowych artystów XX wieku. Na liście zadebiutowały między innymi:

  • „The Flower Carrier” autorstwa Diego Rivery (z 1935 roku)
  • „Femme au chapeau”, które namalował Henri Matisse (z 1905 roku)
  • „Display Cakes” Wayne’a Thiebauda (z 1963 roku)
  • „Guardians of the Secret” Jacksona Pollocka (z 1943 roku)
  • „New York City 2” Pieta Mondriana (z 1941 roku)

Telewizor, który udaje płótno. Czy to działa?

Oczywiście wyświetlanie sztuki na zwykłym, błyszczącym ekranie przypominałoby oglądanie jej na tablecie – po prostu mija się z celem. Dlatego modele z serii The Frame i The Frame Pro zaprojektowano pod kątem imitacji materiału. Ekrany posiadają certyfikaty wierności barw (Pantone) oraz głęboko matową, antyrefleksyjną powłokę.

I choć brzmi to jak typowy bełkot z folderu reklamowego, w odpowiednim oświetleniu i z opcjonalnymi, wymiennymi ramkami, ten sprzęt faktycznie potrafi do złudzenia przypominać klasyczny obraz powieszony na ścianie. W wyższych modelach z serii Pro iluzję potęguje dodatkowy moduł bezprzewodowy, który pozwala na ukrycie wszystkich szpecących kabli.

Gdzie tkwi haczyk?

Rozbudowa cyfrowej galerii robi wrażenie, ponieważ platforma oferuje już dostęp do obszernego katalogu liczącego ponad 5000 dzieł autorstwa ponad 800 artystów. Trzeba jednak pamiętać o stronie finansowej całego przedsięwzięcia.

Dostęp do pełnego katalogu sztuki nie jest bowiem darmowym, miłym dodatkiem wbudowanym w drogi telewizor. Aby skorzystać z oferty muzeum z San Francisco, należy założyć konto użytkownika i wykupić cykliczny, płatny abonament. Ponadto, usługa zadziała tylko wtedy, gdy posiadamy jeden ze wskazanych modeli (wspierane są m.in. serie The Frame, Micro RGB, czy wybrane tegoroczne modele Neo QLED i OLED). Wirtualna sztuka to wciąż towar mocno ekskluzywny.

#aplikacjeSmartTV #inteligentnyDom #Samsung #SamsungArtStore #SFMOMA #subskrypcje #sztukaNowoczesna #telewizorySamsung #theFrame #TheFramePro

Asystent Google odchodzi do lamusa. Gemini dla Google Home wchodzi do Europy, ale omija Polskę

Użytkownicy inteligentnych głośników i ekranów od Google z utęsknieniem czekają na moment, w którym wysłużonego i coraz częściej zawodzącego Asystenta zastąpi nowa generacja AI.

Koncern z Mountain View właśnie otworzył bramy dla programu Gemini for Home w 16 nowych krajach. Niestety, my znów musimy obejść się smakiem. Nie ma co ukrywać – obecny Asystent Google potrafi mocno zirytować, nierzadko gubiąc kontekst prostych poleceń. Lekarstwem na te bolączki ma być głęboka integracja z modelem Gemini. Po udanych testach w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku, Google postanowiło wreszcie wypuścić swoją nową usługę na szersze wody.

Wielka ekspansja (niemal) całej Europy

Zgodnie z najnowszymi informacjami, program wczesnego dostępu (Early Access) trafia właśnie do 16 nowych państw i zyskuje wsparcie dla 7 kolejnych języków. Na liście szczęśliwców znalazła się niemal cała Europa Zachodnia i Północna – w tym Wielka Brytania, Niemcy (Austria, Szwajcaria), Francja, Hiszpania, Włochy oraz kraje skandynawskie. Nowości dotarły również do Japonii, Australii i Nowej Zelandii.

Polski i języka polskiego w tym zestawieniu niestety zabrakło. Zważywszy na fakt, że obsługa komend głosowych w naszym języku od lat traktowana jest przez Google nieco po macoszemu, taki stan rzeczy nie powinien dziwić, choć z pewnością rozczarowuje. Aby skorzystać z nowości (nawet przebywając w obsługiwanym regionie), użytkownicy muszą ręcznie wyrazić na to zgodę z poziomu aplikacji Google Home.

Koniec z gadulstwem i szybsze reakcje

Ominięcie Polski boli tym bardziej, że zmiany wprowadzane przez Gemini to nie tylko marketingowe obietnice, ale realna poprawa komfortu użytkowania inteligentnego domu. Wśród najważniejszych nowości, którymi chwali się producent, znajdziemy:

  • Zauważalnie wyższą prędkość: czas reakcji na podstawowe komendy (jak gaszenie światła) spadł nawet o 40%.
  • Koniec z rozwlekłymi odpowiedziami: Gemini zostało zmuszone do zwięzłości. Ustawianie minutnika czy alarmu ma być teraz błyskawiczne i pozbawione niepotrzebnego, werbalnego potwierdzania każdego kroku.
  • Lepsze rozumienie kontekstu: sztuczna inteligencja bez problemu odróżnia teraz główną lampę od małego oświetlenia bocznego, a także rozumie komendy pokroju „ustaw światło na kolor oceanu”.
  • Alarmy oparte na wydarzeniach: asystenta można poprosić na przykład o „ustawienie budzika na początek meczu ulubionej drużyny”.
  • Wyszukiwanie wideo na żywo: posiadacze subskrypcji Google Home Premium mogą w czasie rzeczywistym pytać AI o to, co aktualnie rejestrują ich domowe kamery Nest.

Globalne wdrażanie aktualizacji rozpoczęło się dzisiaj i potrwa około tygodnia. Nam pozostaje trzymać kciuki, by polscy inżynierowie pracujący w strukturach Google zdołali wkrótce przeforsować wdrożenie naszego języka do tego programu.

Gemini w Google Home w końcu przyspiesza. Ale w Polsce i tak musisz obejść system

#Aktualizacje #AsystentGoogle #Gemini #Google #GoogleHome #inteligentnyDom #smartHome #sztucznaInteligencja