Skanowanie oczu na Tinderze i Zoomie. Tak wygląda nowy certyfikat człowieczeństwa
Wyobraź sobie, że przed wejściem na wideorozmowę ze współpracownikami albo przed przesunięciem profilu w prawo w aplikacji randkowej, musisz bezspornie udowodnić, że jesteś żywym człowiekiem.
I to nie klikając w obrazki z sygnalizacją świetlną, ale skanując własną tęczówkę. To nie kadr z „Łowcy Androidów”, to nasza nowa rzeczywistość. Tinder i Zoom wdrażają technologię biometryczną, by walczyć z plagą botów i deepfake’ów. Za wszystkim stoi twórca ChatGPT, co nadaje tej historii wyjątkowo ironiczny wymiar.
Plaga idealnych oszustów
Zarówno platformy randkowe, jak i narzędzia korporacyjne mają dziś ten sam, gigantyczny problem: sztuczna inteligencja stała się zbyt doskonała w udawaniu nas samych. Na Tinderze plaga botów to już nie tylko irytujące, fałszywe profile, ale potężny przemysł oszustw matrymonialnych. Jak wyliczają amerykańscy śledczy, tylko w zeszłym roku ofiary zmanipulowane przez algorytmicznie zoptymalizowanych naciągaczy straciły ponad miliard dolarów (sic!). Boty potrafią dziś prowadzić rozmowy tak przekonujące, że użytkownicy nie zauważają momentu, w którym zaczyna się manipulacja.
Zupełnie inna, ale równie kosztowna skala problemu dotyka Zooma. Przypadek z Hongkongu, gdzie pracownik przelał 25 milionów dolarów, będąc w pełni przekonanym, że rozmawia na wideo ze swoim dyrektorem finansowym (który w rzeczywistości był perfekcyjnym deepfakiem), obudził korporacje z letargu. Wideokonferencja przestała być gwarantem autentyczności.
Zeskanuj oko, odbierz odznakę
Odpowiedzią na ten kryzys zaufania ma być World ID – cyfrowy paszport stworzony przez firmę World (dawniej Worldcoin). Użytkownicy Tindera i Zooma będą mogli dobrowolnie zeskanować swoją tęczówkę oka za pomocą specjalnego urządzenia w kształcie kuli (tzw. Orb) lub dedykowanej aplikacji. Tęczówka jest bowiem unikalna w stopniu znacznie wyższym niż odcisk palca.
Po udanej weryfikacji użytkownik otrzyma na swoim profilu specjalną odznakę „dowodu człowieczeństwa” (proof of humanity). Oznacza to, że zyskamy narzędzie pozwalające na pierwszy rzut oka odróżnić żywego rozmówcę od nawet najbardziej zaawansowanego, algorytmicznego oszusta. Firma chwali się, że do tej pory z jej weryfikacji skorzystało już 18 milionów osób.
Strażak, który sam podłożył ogień
W całej tej innowacji kryje się jednak fascynujący paradoks. Jednym z założycieli i szefem firmy World jest Sam Altman – ten sam człowiek, który stoi na czele OpenAI. To właśnie potężne modele językowe i generatory wideo tworzone przez jego firmę dały oszustom narzędzia do masowego tworzenia botów i deepfake’ów, z którymi teraz walczą Tinder i Zoom.
Podczas piątkowej prezentacji w San Francisco Altman stwierdził, że wkrótce w internecie będzie więcej treści stworzonych przez AI niż przez ludzi, ale „nie boi się przyszłości, dopóki potrafimy je od siebie odróżnić”. Trudno jednak nie zauważyć rynkowego sprytu tej strategii: gigant technologiczny najpierw dostarcza narzędzia, które niszczą zaufanie w cyfrowym świecie, a następnie oferuje nam biometryczne rozwiązanie tego problemu. Pytanie tylko, czy jesteśmy gotowi oddawać najbardziej wrażliwe dane biometryczne w zamian za cyfrową wiarygodność. W przeciwieństwie do skradzionego hasła, zrabowanego skanu tęczówki nie da się już nigdy zresetować.
Sam Altman ma potężny problem. ChatGPT to nie jest nowy Windows
#cyberbezpieczeństwo #deepfake #OpenAI #oszustwaWSieci #SamAltman #skanowanieTęczówki #sztucznaInteligencja #Tinder #tożsamośćCyfrowa #WorldID #Zoom