Od czasu, kiedy Ru była ranna, Lulu próbowała wykorzystać okazję by ją zdominować (a potem wyzdrowiała i role się odwróciły), między moimi kotkami istnieje napięcie.
Przez długi czas dom był podzielony, przynajmniej z punktu widzenia Lulu. Ona miała swoje terytorium, a na teren Ru nie wchodziła — musiała mieć ważny powód (jak burza), a nawet wtedy była spięta, syczała na wszystko. Ru z kolei czuła się swobodniej, chodziła po pokojach Lulu, choć do niej nie podchodziła, ani nie kładła się na jej miejscówkach.
W końcu Lulu zaczęła znów odwiedzać mój pokój, czyli serce terytorium Ru. Najpierw przychodziła rzadko, i wskakiwała na wzmacniacz, czyli miejsce, z którego Ru nigdy nie korzystała. Później zaczęła przychodzić do mnie na kolana. W końcu zaczęła spędzać tu sporo czasu, przychodząc sama i kładąc się na środku mojego materaca.
Wcześniej Ru nauczyła się, że jak kładę się na materacu, to jest czas drzemki i wskakiwała mi na klatę. Natomiast kiedy Lulu leży na materacu, to ona korzysta z okazji i zajmuje moją klatę. Ru już nie wskakuje — na początku krążyła dookoła, nie mogąc znaleźć rozwiązania; później przestała reagować.
Wymyśliłem więc, że kładąc się na materacu, odsunę Lulu i nie pozwolę jej wskoczyć, dopóki Ru nie wskoczy. Zadziałało — Ru wskoczyła na klatę, Lulu weszła za nią na kolana, powąchała jej tyłek, zasyczała i położyła się do mnie tyłkiem, niby obrażona. Po kilku sekundach jednak odwróciła się na pieszczoty, i jakoś leżały w zgodzie.
Dziś znów spróbowałem, ale po wąchaniu Lulu, zasyczała i poszła sobie.
Jeszcze długa droga…









