Dreame poszerza ofertę robotów. Do Polski wchodzą modele Matrix10 Pro, L50 Ultra AE i D30 Ultra

Chiński producent odkurzaczy automatycznych uzupełnił właśnie swoje polskie portfolio o trzy nowe konstrukcje.

Modele Matrix10 Pro, L50 Ultra AE oraz D30 Ultra zostały zaprojektowane tak, aby wypełnić luki w różnych segmentach cenowych, oferując przy tym rozwiązania techniczne znane do tej pory głównie z najdroższych flagowców.

Matrix10 Pro: system automatycznej wymiany padów

Najwyżej pozycjonowaną nowością jest Matrix10 Pro, który stanowi nieco skromniejszą, ale wciąż zaawansowaną alternatywę dla modelu Ultra. Najważniejszym wyróżnikiem tej konstrukcji jest stacja dokująca, która potrafi samodzielnie wymieniać pady mopujące wewnątrz robota. Urządzenie dobiera jeden z trzech rodzajów mopa (termiczny, szorujący lub chłonny) w zależności od tego, jaki rodzaj nawierzchni ma w danej chwili sprzątać.

Pod kątem czysto mechanicznym robot dysponuje siłą ssania na poziomie 30 000 Pa i wykorzystuje podwójną szczotkę główną, która ma minimalizować problem wplątywania się długich włosów. Sama stacja bazowa nie tylko opróżnia zbiornik na kurz, ale też myje mopy w wodzie o temperaturze 100°C, osusza je gorącym powietrzem i automatycznie dozuje odpowiednie środki czyszczące.

L50 Ultra AE: rozwiązanie dla posiadaczy zwierząt

Kolejny model, L50 Ultra AE, to propozycja dla osób, które zmagają się z dużą ilością sierści na podłogach. Producent zastosował tu specjalną szczotkę TriCut, wyposażoną w mechaniczne ostrza rozcinające zaplątane włosy. Rozwiązanie to ma zapobiegać blokowaniu się wałka i eliminować konieczność jego ręcznego czyszczenia.

Urządzenie oferuje siłę ssania wynoszącą 28 000 Pa oraz system wysuwanych mopów, które ułatwiają sprzątanie wzdłuż krawędzi mebli i listew przypodłogowych. W przypadku wjazdu na dywan, robot potrafi unieść mokre pady na wysokość 10,5 mm, co ma chronić tkaniny przed wilgocią. Stacja dokująca, podobnie jak w wyższym modelu, oferuje funkcję sterylizacji mopów we wrzątku.

D30 Ultra: funkcje premium w niższym budżecie

Ostatnią z nowości jest D30 Ultra, pozycjonowany jako następca budżetowego modelu D20. Mimo niższej ceny, sprzęt przejął kilka technologii z wyższych serii, w tym mechanizm MopExtend RoboSwing, który fizycznie przesuwa moduł mopujący do samych krawędzi ścian.

Robot dysponuje siłą ssania 25 000 Pa i wykorzystuje czujniki ultradźwiękowe do rozpoznawania dywanów. Jego stacja bazowa pozwala na około 100 dni pracy bez konieczności wymiany worka na kurz, a po zakończeniu cyklu sprzątania automatycznie myje i suszy elementy mopujące.

Ceny i oferta premierowa

Wszystkie trzy modele marki Dreame są już dostępne w regularnej sprzedaży. Cena katalogowa modelu Matrix10 Pro wynosi 3 999 zł, a w ramach oferty premierowej (do 19 maja) można go kupić z kuponem rabatowym o wartości 200 zł. L50 Ultra AE kosztuje 2 499 zł (w promocji taniej o 100 zł), natomiast bazowy model D30 Ultra został wyceniony na 1 699 zł.

Dreame wprowadza Airstyle Pro do stylizacji włosów

#D30Ultra #Dreame #iMagazine #inteligentnyDom #L50UltraAE #Matrix10Pro #nowościProduktowe #odkurzaczAutomatyczny #robotSprzątający

Bez wieżyczki laserowej i brudnych mopów. MOVA wchodzi do Polski z robotami o dużej mocy

Na polskim rynku inteligentnego sprzątania robi się tłoczno, a marka MOVA postanowiła wejść do gry, uderzając w najsłabsze punkty konkurencji.

Producent wprowadza jednocześnie dwie serie robotów, które pokazują różne podejście do czystości: ewolucyjny model P70 Pro Ultra z wyparzaniem mopów we wrzątku oraz rewolucyjną serię S70 Roller, która zamiast tradycyjnych padów wykorzystuje puszysty wałek myjący podłogę wyłącznie świeżą wodą.

MOVA P70 Pro Ultra: sterylizacja w 100°C

Model P70 Pro Ultra to bezpośredni następca popularnego modelu P50, ale skala zmian sugeruje zupełnie nową generację. Najbardziej imponującym parametrem jest siła ssania, która wzrosła z 19 000 Pa do aż 30 000 Pa, co pozwala podobno na skuteczne usuwanie zanieczyszczeń nawet z gęstych dywanów.

Producent postawił na higienę w stacji bazowej. Podczas gdy standardem rynkowym jest pranie mopów w letniej wodzie, P70 Pro Ultra wykorzystuje system grzewczy PTC, który podgrzewa wodę do 100°C. Takie wyparzanie padów eliminuje bakterie i bez trudu usuwa tłuste plamy. Całość dopełnia system MaxiReach, czyli wysuwane ramię szczotki bocznej i mopa, co pozwala robotowi doczyścić narożniki i krawędzie przy listwach bez zostawiania martwych stref.

Seria S70 Roller: rezygnacja z tradycyjnego mopowania

Największą innowacją jest jednak seria S70 Roller. MOVA zdecydowała się na całkowity reset w kwestii mycia podłóg. Zamiast płaskich padów, które jedynie przecierają nawierzchnię, zastosowano 27-centymetrowy, szybkoobrotowy wałek rolkowy (technologia nazwana przez producenta HydroForce). System 12 dysz stale podaje na niego świeżą wodę, a mechanizm odsysający natychmiast odprowadza brudną ciecz do oddzielnego zbiornika. Dzięki temu urządzenie nigdy nie myje podłogi brudnym elementem, co powinno eliminować smugi.

Seria S70 wyróżnia się też unikalną konstrukcją:

  • Brak wieżyczki laserowej: dzięki ukrytej nawigacji CovertSense (opartej na czujnikach DToF), robot ma tylko 90 mm wysokości. To pozwala mu wjechać pod niskie sofy i meble, pod którymi modele z wystającym laserem zawsze utykały.
  • Pokonywanie wysokich progów: flagowy model S70 Ultra Roller posiada zawieszenie StepPro 2.0, które pozwala mu przejeżdżać przez progi o wysokości do 40 mm.
  • Moc 32 000 Pa: najwyższy model z serii S oferuje rekordową siłę ssania, co czyni go jednym z najmocniejszych urządzeń na rynku.

Ceny i majowa promocja na start

Wszystkie nowości od MOVA trafiają do sprzedaży w Polsce 6 maja 2026 roku. Do końca miesiąca (31 maja) urządzenia będą dostępne w specjalnej ofercie promocyjnej w największych sieciach handlowych:

  • MOVA P70 Pro Ultra: cena katalogowa 2999 zł (dostępna z 13% rabatem).
  • MOVA S70 Pro Roller: cena katalogowa 3399 zł (dostępna z 12% rabatem).
  • MOVA S70 Ultra Roller: cena katalogowa 4299 zł (dostępna z 9% rabatem).

Nowe roboty można znaleźć m.in. w RTV Euro AGD, Media Expert, MediaMarkt oraz na Allegro. Biorąc pod uwagę parametry techniczne i innowacyjny system mopowania wałkiem, MOVA może poważnie namieszać w segmencie premium.

MOVA idzie dalej niż roboty sprzątające. Asystent AI przypinany do smartfona i głośniki na start

#HydroForce #inteligentnyDom #MOVA #MOVAP70ProUltra #MOVAS70Roller #odkurzaczAutomatyczny #robotSprzątający #technologieSprzątania

Tani Smart Home wreszcie ma sens. Sprzęty IKEA dogadują się z Samsung SmartThings bez dodatkowego huba

Budowanie inteligentnego domu z urządzeń różnych marek to często technologiczny koszmar pełen zrywających się połączeń i konieczności kupowania kolejnych „bramek”. Samsung i IKEA postanowili to w końcu naprawić. Aż 25 urządzeń szwedzkiego giganta zyskało właśnie natywną integrację z platformą SmartThings.

Jeśli kiedykolwiek próbowałeś spiąć tanie, ale bardzo przyzwoite akcesoria z IKEA z poważniejszym systemem Smart Home, wiesz, że wymagało to posiadania bramki DIRIGERA i sporo cierpliwości. Nowe porozumienie między markami całkowicie eliminuje ten problem.

Magia standardu Matter-over-Thread

Kluczem do sukcesu jest wykorzystanie protokołu Thread 1.4. Dzięki temu 25 najpopularniejszych urządzeń z IKEA (w tym inteligentne żarówki, gniazdka, sensory ruchu, temperatury, wilgotności, jakości powietrza i czujniki zalania) może łączyć się ze środowiskiem Samsung SmartThings bezpośrednio – bez żadnych sprzętowych pośredników.

To jednak nie tylko marketingowa naklejka „kompatybilne”. Integracja jest głęboka i pozwala na budowanie świetnych, zautomatyzowanych scen.

Przykłady? Czujniki jakości powietrza i temperatury z IKEA mogą teraz bezpośrednio karmić danymi system SmartThings, który na ich podstawie stworzy „Raport środowiska snu” lub automatycznie uruchomi tryb osuszania w klimatyzatorze. Prawdziwym hitem jest jednak obsługa bezprzewodowego, fizycznego pilota IKEA (z charakterystycznym pokrętłem) – można nim teraz precyzyjnie regulować natężenie i temperaturę światła w całym ekosystemie SmartThings, co jest znacznie wygodniejsze niż ciągłe odblokowywanie smartfona.

To doskonała wiadomość dla każdego, kto chce zbudować solidny inteligentny dom, nie wydając przy tym fortuny na peryferia.

Telewizor rozmawia z lodówką? Samsung pokazuje przyszłość inteligentnego domu z ekosystemem SmartThings

#automatykaDomowa #czujnikiIKEA #ikea #inteligentnyDom #matter #samsungSmartThings #smartHome #Thread14

Niewidzialny lokaj: jak smart home Xiaomi staje się po prostu domem

Wyobraź sobie typowy wieczór. Wracasz do domu po wielu godzinach intensywnej pracy, spotkań, podejmowania dziesiątek decyzji i ciągłego ścigania deadline’ów. Przekraczasz próg swojego mieszkania i jedyne, o czym marzysz, to zrzucić z siebie ten cały mentalny ciężar.

Przez lata branża technologiczna wmawiała nam, że rozwiązaniem naszych problemów jest inteligentny dom, który w rzeczywistości… dokładał nam obowiązków. Dostaliśmy systemy, które owszem, spinały światła, rolety i zamki w ramach jednej aplikacji, ale wciąż wymagały od nas bycia domowymi administratorami IT. Musieliśmy programować sztywne scenariusze: „jeśli jest 20:00, a ja nacisnę ten guzik, to przygaś światło do 30%”. To nie był smart home. Popularna wciąż wśród konsumentów smart home aplikacja IFTTT, programująca zdarzenia w smart home ma… 15 lat! To był po prostu gigantyczny, wirtualny pilot, który przenosił zmęczenie decyzyjne z fizycznych przełączników na ekran smartfona. Nie na tym polega prawdziwy smart home i dobrze, że ktoś wreszcie to zrozumiał.

Ten przestarzały paradygmat klasycznego smart home wreszcie ulega zmianie – i to dzięki Xiaomi. Technologia przestaje być zbiorem gadżetów, którymi musisz zarządzać, a staje się niewidzialnym lokajem. Zaczyna po prostu… rozumieć, czego w danej chwili potrzebujesz.

Jedyni na świecie. Od opaski na nadgarstku po auto w garażu

Zanim jednak przejdziemy do tego, jak to działa w praktyce, musimy uzmysłowić sobie jedną, fundamentalną rzecz. Kiedy inni producenci mówią o „ekosystemie”, mają zazwyczaj na myśli telefon łączący się ze słuchawkami i telewizorem. Ewentualnie dorzucą do tego pralkę.

Z perspektywy Xiaomi to zaledwie ułamek możliwości.

Ogłoszona przez producenta technologicznego strategia „Human x Car x Home” to nie jest kolejny, pusty slogan reklamowy. To bezprecedensowy na skalę światową projekt. Pomyśl o tym: trudno wskazać dziś na rynku jakikolwiek inny ekosystem, który miałby w swoim portfolio tak potężny i spójny przekrój własnych rozwiązań. Xiaomi to obecnie marka, która jako pierwsza potrafi tak kompleksowo zamknąć Cię w jednej, płynnej bańce komfortu. Budzisz się rano (Home), sprawdzasz powiadomienia na tablecie z rodziny REDMI, zakładasz na nadgarstek smartwatch Xiaomi, pijesz kawę, po czym schodzisz do garażu, wsiadasz do w pełni elektrycznego Xiaomi SU7 Ultra (Car) i ruszasz do biura, mając w kieszeni flagowego Xiaomi 17 Ultra (Human). To nie są trzy urządzenia na krzyż. To ocean możliwości – od małego Air Fryera w kuchni, przez oczyszczacze, wielkie pralko-suszarki, hulajnogi elektryczne, aż po samochody. Wszystko zintegrowane w jeden, oddychający Twoim rytmem cyfrowy organizm.

Miloco i multimodalność: dom, który patrzy, słucha i rozumie

Sercem tej rewolucji jest Miloco (znane też jako Xiaomi Local Copilot). Słowo klucz w tym przypadku to „multimodalność”. Brzmi jak termin z podręcznika inżynierii, ale w praktyce to czysta cyfrowa magia, z którą obcujemy na co dzień. Nie męczy, a po prostu działa.

Zamiast polegać na sztywnych regułach z aplikacji, co było domeną starszych systemów smart home, Miloco (wykorzystujące zaawansowany model MiMo-VL-Miloco-7B) analizuje rzeczywistość dokładnie tak, jak robi to człowiek: łącząc obraz, dźwięk i kontekst. Co to oznacza w praktyce? Wyobraź sobie, że siadasz wieczorem z książką na kanapie. Kamera z domowego ekosystemu to zauważa (percepcja wizualna), a system sam, bez żadnej Twojej ingerencji, dostosowuje lampę do czytania.

A jeśli stoisz w kuchni, mając całe dłonie w cieście i chcesz wyłączyć radio? Wystarczy, że pokażesz do kamery kciuk w górę lub znak „OK” (rozpoznawanie gestów), a system natychmiast zareaguje. Twój dom nie czeka na komendy. On się ich domyśla. W ekstremalnych scenariuszach potrafi nawet dobrać barwę nastrojowego oświetlenia w salonie na podstawie… koloru świeżych kwiatów, które właśnie postawiłaś na stole.

Prywatność absolutna, czyli potęga Edge AI

Tu w głowie wielu z nas zapala się czerwona lampka. „Zaraz, mój dom ma na mnie patrzeć i mnie słuchać? A co z moją prywatnością?”. I to jest moment, w którym inżynierowie Xiaomi zagrali va banque.

Cała ta analityczna praca Miloco opiera się na lokalnym przetwarzaniu danych (Edge AI). Oznacza to, że obraz z kamer i dźwięk z mikrofonów nie wędrują na żadne serwery w chmurze na drugim końcu świata. Cały proces analityczny odbywa się tu i teraz, wewnątrz krzemu urządzeń w Twoim własnym domu. Co to daje Tobie? Po pierwsze: całkowity spokój ducha i gwarancję prywatności, której nikt nie jest w stanie naruszyć. Po drugie: totalną niezależność. Pada Ci domowy router? Operator ma awarię sieci na osiedlu? Twój inteligentny dom od Xiaomi i tak będzie działał perfekcyjnie, bo nie potrzebuje zewnętrznego internetu do „myślenia”.

Ekosystem w służbie odzyskanego czasu

Ta potężna inteligencja tchnęła nowe życie w urządzenia, które do tej pory traktowaliśmy czysto użytkowo. Weźmy na warsztat nową pralko-suszarkę Mijia Front Load Washer Dryer 9kg EU. Na papierze to świetny sprzęt, optymalizujący miejsce w łazience. W ekosystemie Xiaomi to urządzenie, o którym po załadowaniu możesz po prostu zapomnieć. AI samodzielnie dobierze parametry cyklu do załadunku, oszczędzając wodę i prąd, a po cichym zakończeniu pracy, wyświetli Ci dyskretne powiadomienie na ekranie telewizora w salonie, akurat między odcinkami serialu lub wibrując na Twoim smartwatchu. Tobie pozostaje jedynie schować suche i czyste ubrania do szafy.

Podobna ewolucja czeka flagowe roboty sprzątające, jak te z serii Xiaomi X20 Max. Kiedyś takie urządzenia wymagały od nas ciągłej asysty i ręcznego mapowania. W koncepcji inteligentnego ekosystemu, do którego konsekwentnie zmierza Xiaomi, sprzęt ma nie tylko sprzątać, ale wręcz rozumieć przestrzeń. Docelowo robot wyruszy w trasę bezbłędnie omijając przeszkody, a gdy system rozpozna, że w kuchni rozsypało się coś więcej, automatycznie zwiększy w tym miejscu siłę ssania, zdejmując ten obowiązek z Twojej głowy.

Z poziomu tabletu z rodziny REDMI, leżąc wygodnie na kanapie, nie tylko konsumujesz treści rozrywkowe, ale masz pełen podgląd na ten domowy balet technologii. A wspomniany smartwatch dawno przestał być tylko przedłużeniem telefonu – jest Twoim osobistym, zawsze dostępnym asystentem, który doskonale dogaduje się z Air Fryerem w kuchni, dopiekającym właśnie Twój obiad. To wszystko po prostu działa. Bez wysiłku, bez nerwów i – co najważniejsze – bez myślenia o samej technologii.

Ważne pytanie: czy stać Cię na stratę czasu?

Decyzja o wyborze ekosystemu smart home to coś więcej niż pójście do sklepu z elektroniką. To inwestycja w to, jak będzie wyglądała Twoja codzienność. Xiaomi, zdejmując z nas ciężar zarządzania każdym sprzętem z osobna, łącząc samochody, sprzęt AGD i elektronikę osobistą w jedną, potężną, a jednocześnie strzegącą naszej prywatności sieć, stworzyło środowisko idealne. Środowisko, które po prostu zarabia dla nas czas.

Jeśli planowałeś ewolucję swojego mieszkania w prawdziwie inteligentną przestrzeń, trudno o lepszy moment niż ten. Właśnie wystartował Xiaomi Fan Festival 2026 pod hasłem „Smart Living, Made Yours”. Na oficjalnej stronie – mi.com – znajdziecie mocne obniżki obejmujące pełne portfolio: od flagowych smartfonów, przez pralko-suszarkę Mijia, roboty sprzątające, tablety REDMI, smartwatche, po mniejsze urządzenia z rodziny AIoT. Jak celnie podsumowuje to samo Xiaomi w ramach idei Smart Living, Made Yours – to znakomita okazja, by bez pustoszenia portfela wreszcie zatrudnić w domu niewidzialnego lokaja, który zdejmie z Twoich barków ciężar codziennych, rutynowych decyzji.

Materiał powstał przy współpracy z marką Xiaomi

Rusza Xiaomi Fan Festival 2026. Smartfony i sprzęt domowy z rabatami sięgającymi 1000 zł

 

#automatyzacja #EdgeAI #ekosystemXiaomi #inteligentnyDom #Miloco #smartHome #SmartLiving #xiaomi #XiaomiFanFestival2026

Arcydzieła na ścianie, ale tylko z abonamentem. Samsung rozbudowuje wirtualną galerię

Posiadanie oryginalnego płótna Jacksona Pollocka to przywilej garstki najbogatszych ludzi na świecie. Dzięki nowym technologiom, słynne obrazy mogą zagościć w naszych salonach, zamieniając czarne prostokąty ekranów w artystyczny element wystroju wnętrza.

Firma Samsung ogłosiła właśnie nawiązanie partnerstwa z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w San Francisco, rozbudowując swój wirtualny katalog.

To pierwsza tego typu współpraca południowokoreańskiego producenta z instytucją z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. W połowie marca udostępniono 34 nowe dzieła ze zbiorów tego muzeum. Użytkownicy mogą teraz wyświetlać w swoich domach prace najbardziej wpływowych artystów XX wieku. Na liście zadebiutowały między innymi:

  • „The Flower Carrier” autorstwa Diego Rivery (z 1935 roku)
  • „Femme au chapeau”, które namalował Henri Matisse (z 1905 roku)
  • „Display Cakes” Wayne’a Thiebauda (z 1963 roku)
  • „Guardians of the Secret” Jacksona Pollocka (z 1943 roku)
  • „New York City 2” Pieta Mondriana (z 1941 roku)

Telewizor, który udaje płótno. Czy to działa?

Oczywiście wyświetlanie sztuki na zwykłym, błyszczącym ekranie przypominałoby oglądanie jej na tablecie – po prostu mija się z celem. Dlatego modele z serii The Frame i The Frame Pro zaprojektowano pod kątem imitacji materiału. Ekrany posiadają certyfikaty wierności barw (Pantone) oraz głęboko matową, antyrefleksyjną powłokę.

I choć brzmi to jak typowy bełkot z folderu reklamowego, w odpowiednim oświetleniu i z opcjonalnymi, wymiennymi ramkami, ten sprzęt faktycznie potrafi do złudzenia przypominać klasyczny obraz powieszony na ścianie. W wyższych modelach z serii Pro iluzję potęguje dodatkowy moduł bezprzewodowy, który pozwala na ukrycie wszystkich szpecących kabli.

Gdzie tkwi haczyk?

Rozbudowa cyfrowej galerii robi wrażenie, ponieważ platforma oferuje już dostęp do obszernego katalogu liczącego ponad 5000 dzieł autorstwa ponad 800 artystów. Trzeba jednak pamiętać o stronie finansowej całego przedsięwzięcia.

Dostęp do pełnego katalogu sztuki nie jest bowiem darmowym, miłym dodatkiem wbudowanym w drogi telewizor. Aby skorzystać z oferty muzeum z San Francisco, należy założyć konto użytkownika i wykupić cykliczny, płatny abonament. Ponadto, usługa zadziała tylko wtedy, gdy posiadamy jeden ze wskazanych modeli (wspierane są m.in. serie The Frame, Micro RGB, czy wybrane tegoroczne modele Neo QLED i OLED). Wirtualna sztuka to wciąż towar mocno ekskluzywny.

#aplikacjeSmartTV #inteligentnyDom #Samsung #SamsungArtStore #SFMOMA #subskrypcje #sztukaNowoczesna #telewizorySamsung #theFrame #TheFramePro

Asystent Google odchodzi do lamusa. Gemini dla Google Home wchodzi do Europy, ale omija Polskę

Użytkownicy inteligentnych głośników i ekranów od Google z utęsknieniem czekają na moment, w którym wysłużonego i coraz częściej zawodzącego Asystenta zastąpi nowa generacja AI.

Koncern z Mountain View właśnie otworzył bramy dla programu Gemini for Home w 16 nowych krajach. Niestety, my znów musimy obejść się smakiem. Nie ma co ukrywać – obecny Asystent Google potrafi mocno zirytować, nierzadko gubiąc kontekst prostych poleceń. Lekarstwem na te bolączki ma być głęboka integracja z modelem Gemini. Po udanych testach w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku, Google postanowiło wreszcie wypuścić swoją nową usługę na szersze wody.

Wielka ekspansja (niemal) całej Europy

Zgodnie z najnowszymi informacjami, program wczesnego dostępu (Early Access) trafia właśnie do 16 nowych państw i zyskuje wsparcie dla 7 kolejnych języków. Na liście szczęśliwców znalazła się niemal cała Europa Zachodnia i Północna – w tym Wielka Brytania, Niemcy (Austria, Szwajcaria), Francja, Hiszpania, Włochy oraz kraje skandynawskie. Nowości dotarły również do Japonii, Australii i Nowej Zelandii.

Polski i języka polskiego w tym zestawieniu niestety zabrakło. Zważywszy na fakt, że obsługa komend głosowych w naszym języku od lat traktowana jest przez Google nieco po macoszemu, taki stan rzeczy nie powinien dziwić, choć z pewnością rozczarowuje. Aby skorzystać z nowości (nawet przebywając w obsługiwanym regionie), użytkownicy muszą ręcznie wyrazić na to zgodę z poziomu aplikacji Google Home.

Koniec z gadulstwem i szybsze reakcje

Ominięcie Polski boli tym bardziej, że zmiany wprowadzane przez Gemini to nie tylko marketingowe obietnice, ale realna poprawa komfortu użytkowania inteligentnego domu. Wśród najważniejszych nowości, którymi chwali się producent, znajdziemy:

  • Zauważalnie wyższą prędkość: czas reakcji na podstawowe komendy (jak gaszenie światła) spadł nawet o 40%.
  • Koniec z rozwlekłymi odpowiedziami: Gemini zostało zmuszone do zwięzłości. Ustawianie minutnika czy alarmu ma być teraz błyskawiczne i pozbawione niepotrzebnego, werbalnego potwierdzania każdego kroku.
  • Lepsze rozumienie kontekstu: sztuczna inteligencja bez problemu odróżnia teraz główną lampę od małego oświetlenia bocznego, a także rozumie komendy pokroju „ustaw światło na kolor oceanu”.
  • Alarmy oparte na wydarzeniach: asystenta można poprosić na przykład o „ustawienie budzika na początek meczu ulubionej drużyny”.
  • Wyszukiwanie wideo na żywo: posiadacze subskrypcji Google Home Premium mogą w czasie rzeczywistym pytać AI o to, co aktualnie rejestrują ich domowe kamery Nest.

Globalne wdrażanie aktualizacji rozpoczęło się dzisiaj i potrwa około tygodnia. Nam pozostaje trzymać kciuki, by polscy inżynierowie pracujący w strukturach Google zdołali wkrótce przeforsować wdrożenie naszego języka do tego programu.

Gemini w Google Home w końcu przyspiesza. Ale w Polsce i tak musisz obejść system

#Aktualizacje #AsystentGoogle #Gemini #Google #GoogleHome #inteligentnyDom #smartHome #sztucznaInteligencja

Monitoring bez kabli i Wi-Fi. TP-Link idzie na całość i rzuca na rynek kamery na kartę SIM i słońce

Kiedyś instalacja monitoringu oznaczała kucie ścian i ciągnięcie kilometrów kabli zasilających oraz sieciowych. TP-Link właśnie udowodnił, że te czasy odeszły do lamusa.

Producent wprowadza do Polski aż dziesięć nowych urządzeń z serii Tapo. Zamiast jednak gubić się w gąszczu modeli i marketingowych haseł, warto zauważyć jedno: cała ta potężna premiera sprowadza się w praktyce do trzech kluczowych filarów. To pełna niezależność (modemy LTE + panele solarne), maksymalna wygoda instalacji oraz podwójne obiektywy.

Tapo C615G KIT

 

Kamera w środku lasu. Brzmi świetnie, ale czy zadziała?

Najciekawiej w nowym zestawieniu wypada model Tapo C615G KIT. To urządzenie zaprojektowane do pracy w ekstremalnych warunkach izolacji – na przykład na placu budowy lub odległej działce rekreacyjnej. Kamera łączy się z siecią za pomocą wbudowanego modemu 4G LTE, a zasilanie czerpie w 100% z dedykowanego panelu słonecznego. Zestaw wyceniono na bardzo rozsądne 450 zł.

Należy jednak pamiętać, że pełna niezależność na papierze brutalnie zderzy się z rzeczywistością. Skuteczność tego zestawu będzie w stu procentach uzależniona od siły zasięgu lokalnego operatora komórkowego oraz od tego, czy polska, kapryśna zima dostarczy panelom wystarczająco dużo słońca, by podtrzymać zasilanie akumulatora.

Tapo C465

Rozdzielczość 4K i magnetyczna wygoda

Drugim filarem nowej oferty są kamery takie jak Tapo C465 (ok. 560 zł), z panelem słonecznym zintegrowanym bezpośrednio w obudowie. Urządzenie rejestruje niezwykle ostry obraz w jakości 4K UHD (8MP). Marketing uwielbia znaczek „4K”, bo pozwala on na łatwe odczytywanie tablic rejestracyjnych, ale w praktyce tak wysoka rozdzielczość oznacza błyskawiczne zapychanie miejsca – warto więc od razu doliczyć do budżetu pojemną kartę pamięci lub subskrypcję w chmurze.

C615F KIT

Dla szukających ułatwień montażowych producent przygotował z kolei zestawy C615F KIT oraz C425 KIT wyposażone w magnetyczne uchwyty, które pozwalają na błyskawiczną zmianę kąta widzenia bez użycia narzędzi.

Tapo C645D KIT

Dwa obiektywy dla lepszej kontroli

Ostatnim mocnym akcentem są urządzenia z podwójną optyką. Zewnętrzna kamera Tapo C645D KIT (ok. 760 zł) łączy obiektyw szerokokątny do ogólnego poglądu terenu z obrotowym teleobiektywem do śledzenia detali. Podobny zabieg zastosowano w domowym modelu Tapo C245D (ok. 210 zł), który jednak – w trosce o intymność domowników – został wyposażony w tak potrzebną, fizyczną przesłonę obiektywu.

TP-Link wyraźnie upraszcza instalację monitoringu domowego i zdejmuje z naszych barków problem okablowania. Prawdziwy test tych rozwiązań rozegra się jednak nie w tabelkach ze specyfikacją, a w codziennym użytkowaniu na polskiej prowincji. To tam, w mroźne, pochmurne dni bez mocnego zasięgu LTE, okaże się, gdzie kończy się wygoda, a gdzie zaczyna technologiczna frustracja.

Spokój w obliczu burzy. TP-Link odpowiada na nowe regulacje FCC i planuje produkcję w USA

#bezpieczeństwoDomu #inteligentnyDom #kameraLTE #kameraNaKartęSIM #kameraZPanelemSłonecznym #monitoringBezprzewodowy #Tapo #TapoC615GKIT #TPLINK

Jonr wchodzi do Polski z własnymi fabrykami i robotem od 5-centymetrowych progów

Rynek autonomicznych odkurzaczy nad Wisłą pęka w szwach, ale to nie zniechęca kolejnych graczy. Właśnie zadebiutowała u nas marka Jonr, która do 2029 roku chce zagarnąć nawet 20 proc. europejskiego tortu.

To ekstremalnie agresywny i odważny cel w segmencie, gdzie lojalność klientów wobec iRobota czy Roborocka buduje się latami. Chiński producent ma jednak w zanadrzu nietypowe rozwiązania, którymi chce rozbić ten rynkowy beton.

Własna produkcja zamiast naklejania logo

Większość nowych marek AGD opiera się dziś na zewnętrznych podwykonawcach (ODM). W praktyce oznacza to wysyp identycznych, sklonowanych urządzeń, które różnią się od siebie wyłącznie kolorem obudowy i logotypem. Jonr deklaruje, że obiera inną drogę – firma twierdzi, że w pełni kontroluje cały cykl powstawania sprzętu we własnych fabrykach.

Za wprowadzenie urządzeń do Polski odpowiada firma Upun. Mają już oni na koncie wprowadzanie nad Wisłę marek takich jak TomTom czy Cecotec, co daje nadzieję na sensowne zorganizowanie dystrybucji, a nie tylko jednorazowy „strzał” sprzedażowy.

Płaskie odkurzacze i obietnica wielkich progów

Na start do polskich sklepów trafiają trzy modele. Pierwsze dwa to ultralekkie odkurzacze pionowe myjące podłogę: H2 oraz H2 Pro. Producent chwali się technologią Zero G, która pozwala na pracę w pozycji całkowicie płaskiej (180 stopni). Odkurzacz ma wtedy zaledwie 10,8 cm wysokości, co pozwala na wygodne sprzątanie pod niskimi meblami bez utraty mocy ssania.

Prawdziwym testem dla marki będzie jednak autonomiczny X9 Pro. Urządzenie posiada zaawansowaną stację dokującą (automatyczne mycie mopa gorącą wodą, suszenie i uzupełnianie płynów), ale to nie ona jest tu najważniejsza. Producent deklaruje, że jego robot potrafi pokonywać progi o wysokości aż 50 mm. Na papierze brzmi to jak absolutny przełom i wybawienie dla posiadaczy starszych mieszkań z wysokimi listwami. Tę imponującą obietnicę z dużą przyjemnością zweryfikujemy jednak podczas pierwszych redakcyjnych testów.

Czy specyfikacja wystarczy do sukcesu?

Sprzęt jest już dostępny w sieciach takich jak Media Expert, Neonet czy na Allegro. Ceny skalkulowano rozsądnie: za podstawowy odkurzacz pionowy Jonr H2 zapłacimy 849 zł, mocniejszy H2 Pro to wydatek 999 zł, z kolei flagowy robot X9 Pro kosztuje 3799 zł.

Jonr wchodzi na rynek z bardzo ciekawymi rozwiązaniami inżynieryjnymi. Należy jednak pamiętać, że papier przyjmie każdą specyfikację. W segmencie, który nie wybacza błędów w oprogramowaniu i awaryjności, same „bajery” to za mało. O tym, czy nowa marka faktycznie uszczknie 20 proc. rynku, zdecyduje wyłącznie to, jak jej roboty poradzą sobie w starciu z polskim kurzem, a nie w sterylnym laboratorium producenta.

Cecotec oficjalnie w Polsce. Hiszpańska marka AGD zaprezentowała portfolio w Warszawie

#inteligentnyDom #Jonr #JonrH2 #JonrX9Pro #odkurzaczPionowy #robotySprzątające #sprzętAgd #Upun

Inteligentny dom z problemami. Standard Matter zawodzi w Apple i Google

Sprzęt smart home od firmy Ikea od lat cieszy się ogromną popularnością ze względu na przystępną cenę i prostotę obsługi.

Niestety, po wprowadzeniu do oferty nowych urządzeń wspierających protokół Matter over Thread, użytkownicy zaczęli masowo zgłaszać problemy z ich konfiguracją.

Ikea oficjalnie odniosła się do tych doniesień. Przedstawiciele firmy przyznali, że część klientów napotyka trudności podczas dodawania sprzętu do domowej sieci. Problem ten obnaża jednak znacznie poważniejszą wadę samego standardu Matter, który w teorii miał stanowić uniwersalne rozwiązanie dla całej branży.

Koniec marzeń o jednym standardzie

Początkowe założenia protokołu Matter były niezwykle obiecujące – jedno urządzenie miało bezproblemowo współpracować z każdą platformą, niezależnie od tego, czy mówimy o Apple Home, Asystencie Google czy systemie Amazon Alexa. Najnowszy raport serwisu The Verge wskazuje jednak, że technologiczni giganci porzucili ducha współpracy na rzecz promowania własnych, zamkniętych ekosystemów.

W efekcie obietnica rozwiązań typu „plug and play” okazała się mitem. Ciężar zapewnienia poprawnej kompatybilności ponownie spadł na barki samych producentów sprzętu. Sytuacja wróciła do punktu wyjścia sprzed premiery standardu Matter.

Usterki w ekosystemie Apple Home

Szczególnie dotkliwie odczuwają to użytkownicy rozwiązań od Apple. Próby znalezienia uniwersalnej metody naprawy błędów spełzły na niczym. Na podstawie zgłoszeń i testów wyłoniono kilka najczęściej powtarzających się problemów:

  • Proces dodawania urządzeń do aplikacji Apple Home często zawiesza się, co ostatecznie skutkuje błędem przekroczenia czasu żądania.
  • Wielokrotne próby parowania i usuwania sprzętu tworzą w systemie błędne stany resztkowe, które ustępują dopiero po dłuższym czasie.
  • W przypadku korzystania z nowej bramki Dirigera jako mostka, świeżo dodane akcesoria mogą być niewidoczne do momentu ręcznego zrestartowania zarówno samego huba, jak i routerów brzegowych Apple.

Sytuacja ta pokazuje, że branża smart home nadal boryka się z fundamentalnymi problemami integracji. Ujednolicenie rynku za pomocą jednego standardu jest kluczowe dla spopularyzowania tej technologii, dlatego najwięksi gracze na rynku będą zmuszeni w końcu wypracować działający kompromis.

#AppleHome #IkeaDirigera #IkeaMatter #IkeaSmartHome #inteligentnyDom #problemyZMatter #protokółMatter #Thread #urządzeniaSmartHome2026

Kolejne odejście z Apple. Szef sprzętu smart home przechodzi do Oura

Apple traci jednego z kluczowych menedżerów odpowiedzialnych za rozwój urządzeń domowych.

Jak donosi Bloomberg, Brian Lynch – dyrektor odpowiadający za hardware w segmencie smart home – opuszcza firmę i dołącza do producenta inteligentnych pierścieni Oura.

Lynch pracował w Apple od lat i od 2022 roku nadzorował rozwój sprzętu w ramach inicjatyw związanych z domem. Wcześniej był zaangażowany m.in. w projekt samochodu Apple oraz rozwój iPodów. W nowej roli obejmie stanowisko wiceprezesa ds. inżynierii sprzętu w Oura.

Kolejny problem dla smart home Apple

Odejście Lyncha to nie jest odosobniony przypadek. To już druga głośna zmiana kadrowa w tym zespole w ostatnich latach – wcześniej firmę opuścił DJ Novotney, odpowiadający za zarządzanie programami w dziale urządzeń domowych.

Zmiany kadrowe zbiegają się w czasie z problemami projektowymi. Apple od dłuższego czasu pracuje nad własnym urządzeniem smart home z ekranem, które ma być centralnym punktem sterowania domem. Premiera tego produktu była już kilkukrotnie przesuwana – według doniesień powodem są m.in. opóźnienia w rozwoju Siri.

Siri wciąż kluczowa

Nowe urządzenia Apple dla domu mają w dużej mierze opierać się na możliwościach asystenta głosowego. To właśnie Siri ma odpowiadać za personalizację i integrację danych w ekosystemie. Problem w tym, że rozwój tej technologii nie nadąża za ambicjami sprzętowymi.

Mimo tych trudności Apple nie rezygnuje z segmentu smart home. W planach mają znajdować się kolejne urządzenia, w tym m.in. wideodomofon z obsługą Face ID oraz integracją z inteligentnymi zamkami.

Odejście Lyncha to kolejny sygnał, że Apple wciąż szuka właściwego kierunku dla swojego ekosystemu domowego. Firma ma ambicje, by uczynić smart home jednym z filarów przyszłego wzrostu, ale na razie projekt pozostaje w fazie przeciągających się prac i wewnętrznych zmian.

Rewolucja na palcu. Nowy Luna Ring odpowie na twoje pytania o zdrowie

#Apple #AppleHardware #AppleNews #ApplePlotki #AppleSmartHome #Bloomberg #BrianLynch #inteligentnyDom #iOS #Oura #Siri #smartHome #technologia #urządzeniaDomowe #wearables