Prądem po asfalcie, czyli Exlantix ES i ET na Silesia Ring

Silesia Ring pod koniec marca potrafi być kapryśny, ale tym razem asfalt był łaskawy, a atmosfera w padoku gęstniała od wysokiego napięcia. Dosłownie.

Marka Exlantix, nowa siła w segmencie premium należąca do giganta Chery, nie przyjechała do Kamienia Śląskiego jedynie po to, by grzecznie się przedstawić. To była próba sił, w której limuzyna ES i SUV o oznaczeniu ET musiały udowodnić swoją wartość tam, gdzie błędy konstrukcyjne wychodzą na jaw najszybciej – na torze wyścigowym.

Wydarzenie „Exlantix E-Performance Experience” odcięło się od nudnych prezentacji w hotelowych lobby na rzecz intensywnej sesji w warunkach jazdy dynamicznej.

Miałem okazję sprawdzić oba modele w scenariuszach, które wyciskały z nich siódme poty. Od slalomów i procedur launch control w modelu ES, po odcinki off-roadowe, gdzie ET musiał pokazać, że jego pneumatyczne zawieszenie to coś więcej niż tylko techniczna deklaracja w cenniku.

Exlantix ES, czyli aerodynamika w służbie emocji

Kiedy pierwszy raz patrzysz na Exlantixa ES, masz wrażenie, że auto zostało uformowane przez wiatr, a nie przez dłuto projektanta. I nie jest to złudzenie – współczynnik oporu powietrza wynoszący C = 0,205 to wynik z absolutnej czołówki, który przekłada się na zaskakującą ciszę w kabinie, nawet gdy wskazówka prędkościomierza zbliża się do torowych limitów. Ta elektryczna limuzyna o mocy 480 KM to rasowy sprinter. Wciśnięcie pedału przyspieszenia skutkuje natychmiastowym wbiciem w fotel – setka pojawia się na liczniku po zaledwie 4,2 sekundy. Pierwsze mocne hamowanie z trzech cyfr przed ciasnym nawrotem nie było jednak testem dla auta, tylko dla mojej głowy; sześciotłoczkowe zaciski potrafią zatrzymać ten wóz ze 100 km/h na dystansie zaledwie 32,9 metra, co budzi niemały respekt.

Jednak to nie prosta startowa zrobiła na mnie największe wrażenie, a sposób, w jaki ES radzi sobie z prawami fizyki w łukach. Dzięki platformie z nisko położonym środkiem ciężkości i inteligentnemu napędowi na cztery koła AWD, auto prowadzi się precyzyjnie, choć w najciaśniejszych nawrotach fizyki nie oszukasz – przez ułamek sekundy czuć masę baterii, która próbuje wypchnąć przód auta na zewnątrz. Czuć jednak, że inżynierowie spędzili setki godzin na zestrojeniu zawieszenia pneumatycznego z aktywnymi amortyzatorami CDC. ES nie tylko błyskawicznie przyspiesza, ale też daje kierowcy poczucie kontroli, którego czasem brakuje w ciężkich samochodach elektrycznych.

ET, czyli SUV, który potrafi zaskoczyć poza asfaltem

Jeśli ES jest precyzyjnym skalpelem, to Exlantix ET jest wszechstronnym krążownikiem. Ten potężny SUV, mierzący niemal pięć metrów długości, zaskakuje zwrotnością, choć jego masa własna wynosząca 2450 kg budziła początkowo moje obawy o stabilność w slalomie. ET korzysta z tego samego układu napędowego co mniejszy brat, co pozwala mu osiągnąć 100 km/h w 4,8 sekundy.

Prawdziwym „momentem prawdy” nie był jednak tor, a próba terenowa. ET dysponuje zawieszeniem pneumatycznym, które pozwala regulować prześwit w zakresie od 120 do 180 mm, a jego zdolność brodzenia sięga aż 70 centymetrów.

Przyznam, że widok luksusowego SUV-a wjeżdżającego w tak głęboką wodę z absolutnym spokojem byłby momentem, w którym przestałbym patrzeć na to auto jak na „bulwarówkę”. Niestety akurat takiego testu nie dało się przeprowadzić ze względu na rozstaw osi auta i zbyt ostry spadek terenu przy wjeździe do „kałuży”. Niemiej producent zapewnia, że się da.

W kabinie panuje atmosfera skupienia na komforcie – fotele z ośmiopunktowym masażem i system audio iFlytek sprawiają, że nawet trudniejszy teren pokonuje się w warunkach niemal salonowych. Nawet na nierównym terenie, który zmusza pojedyncze koła do oderwania się od powierzchni dynamicznie przekazywany moment obrotowy na koła, które wciąż mają kontakt z podłożem skutecznie pozwalał pokonać przeszkodę.

Architektura 800V jako technologiczny as w rękawie

To, co faktycznie wyróżnia oba modele, kryje się w ich „genetyce”. Mowa o architekturze 800V. Podczas imprezy na Silesia Ringu mogliśmy w praktyce sprawdzić, co to oznacza, gdy kończy się prąd.

Wykorzystując szybkie ładowarki o mocy do 290 kW, uzupełnienie energii od 30% do 80% zajmowało zaledwie 15 minut. To czas, w którym ledwie zdążysz wypić kawę. Exlantix obiecuje, że zaledwie 5 minut pod ładowarką pozwoli na przejechanie dodatkowych 120–150 kilometrów (zależnie od modelu).

Przy zasięgach sięgających 600 kilometrów w modelu ES, tradycyjne planowanie trasy pod gniazdko przestaje być uciążliwym rytuałem.

Wnętrza obu samochodów to udane połączenie jakości i nowoczesności. Skóra Nappa, podsufitki z Alcantary i ogromne dachy panoramiczne tworzą klimat, w którym po prostu chce się przebywać. System multimedialny z ekranem 15,6 cala działa płynnie, a asystent głosowy pozwala zarządzać funkcjami bez walki z dotykowym menu. Miłym zaskoczeniem jest obecność języka polskiego w interfejsie systemu pokładowego, wielu konkurentów z Państwa Środka (GAC, XPENG) wciąż polskiego się nie nauczyło).

Exlantix pokazuje, że nowoczesna mobilność to nie tylko cyferki w tabelkach, ale przede wszystkim realne osiągi i technologia, która faktycznie ułatwia życie. Po dwóch dniach na torze jedno jest pewne: to nie jest kolejna nieśmiała próba wejścia na rynek, to mocne otwarcie gry, w której chińskie marki premium przestają być jedynie ciekawostką, a stają się realną alternatywą. Model ES dostępny w jedynej, „wszystkomającej” wersji premium wyceniono na 329 900 zł, natomiast pokaźny, komfortowy elektryczny i bogato wyposażony SUV Exlantix ET Premium (również jedyna wersja wyposażenia) kupimy za 349 900 zł. Wygląd aut? Możecie go ocenić na moich zdjęciach, które załączam poniżej.

Exlantix ES i ET – galeria












#Architektura800V #CheryPolska #EXLANTIXES #EXLANTIXET #ładowanie290KW #samochodyElektrycznePremium #SilesiaRing #testySamochodówElektrycznych

762 km zasięgu i dwubiegowa skrzynia. Elektryczny Mercedes Klasy C debiutuje z architekturą 800 V [galeria]

Mercedes-Benz zaprezentował pierwszą w pełni elektryczną generację Klasy C. Zamiast polegać na dotychczasowych schematach, producent ze Stuttgartu przebudował architekturę napędu, wprowadzając dwubiegową przekładnię oraz 800-woltową instalację. Ale to nie jedyne nowości.

Na papierze i w specyfikacjach nowa limuzyna imponuje, ale za tymi liczbami kryje się rozwiązanie, które może realnie zmienić sposób, w jaki „elektryki” tej klasy radzą sobie na autostradach.

Z punktu widzenia designu nowa elektryczna Klasa C podąża za aerodynamicznym, zaokrąglonym trendem marki ze współczynnikiem oporu powietrza od 0,22, co jest bardzo dobrym wynikiem. Najważniejsze rzeczy dzieją się jednak pod nadwoziem, gdzie Mercedes wdrożył rozwiązania mające wycisnąć maksymalną efektywność z każdego kilowata.

330 kW pod ładowarką i rynkowy ewenement na tylnej osi

W debiutującej, topowej wersji C 400 4MATIC zastosowano akumulator o pojemności użytecznej 94 kWh. To w połączeniu z architekturą 800 V daje wyniki, które stawiają to auto w czołówce segmentu premium (wśród aut klasy średniej (segment D)). Maksymalna moc ładowania prądem stałym (DC) wynosi imponujące 330 kW. Jasne, są auta teoretycznie ładujące się szybciej (pod warunkiem, że znajdziemy szybsze ładowarki), ale propozycja ze Stuttgartu to górna półka jeżeli chodzi o tempo ładowania. W optymalnych warunkach zaledwie 10 minut podpięcia do sieci pozwala na zwiększenie zasięgu nawet o 325 kilometrów (według cyklu WLTP). Deklarowany przez producenta zasięg w cyklu mieszanym dla tej wersji to aż 762 kilometry – to jedna z najwyższych wartości na rynku. Samochód jest przystosowany do ładowania dwukierunkowego, dzięki czemu może służyć jako ogromny powerbank.

Prawdziwym „killer feature” jest jednak dwubiegowa przekładnia na tylnej osi. To rozwiązanie, które do tej pory było domeną nielicznych aut, jak sportowe Porsche Taycan, a teraz trafia do limuzyny klasy średniej. Pierwszy bieg (przełożenie 11:1) odpowiada za dynamikę przy ruszaniu i efektywność w ruchu miejskim. Drugi bieg (5:1) aktywuje się przy wyższych prędkościach, obniżając zużycie energii na autostradzie. W wariantach 4MATIC przedni silnik jest w razie braku obciążenia fizycznie odłączany. Taka konfiguracja w modelu C 400 generuje do 360 kW (489 KM) i pozwala na sprint do setki w 4,0 sekundy.

Zawieszenie czytające mapy i obietnice AI

Pod kątem jezdnym nowa Klasa C stawia na predykcję. Opcjonalne zawieszenie pneumatyczne AIRMATIC komunikuje się w chmurze z systemem Car-to-X oraz Mapami Google. W teorii potrafi ono przygotować siłę tłumienia na ułamek sekundy przed progiem zwalniającym lub utrzymać obniżony prześwit w korku, „wiedząc”, że auto za chwilę wznowi jazdę po szybkiej trasie. Rozwiązanie wcześniej pojawiło się w nowej klasie S, o której już pisaliśmy.

Luksus, który uczy się drogi z chmury. Nowy Mercedes Klasy S zadebiutował w Polsce

Na uwagę zasługuje również pragmatyczne zarządzanie ciepłem. Wieloźródłowa pompa ciepła odzyskuje energię z napędu, baterii i otoczenia, obiecując nagrzanie kabiny przy -7 stopniach dwukrotnie szybciej niż w klasycznym aucie spalinowym.

We wnętrzu debiutuje system operacyjny MBUX czwartej generacji, który integruje modele ChatGPT4o, Microsoft Copilot oraz Google Gemini. Według deklaracji producenta oprogramowanie samo dobiera odpowiednie narzędzie w zależności od zadanego pytania, choć jak płynnie to przełączanie działa w praktyce – dopiero sprawdzimy.

Papier przyjmie wszystko, a 762 km i dwubiegowa skrzynia w teorii brzmią jak recepta na idealnego elektryka w trasy. Pytanie brzmi, ile z tej obietnicy ostanie się w rzeczywistych, redakcyjnych testach zderzonych z brutalną fizyką i autostradowymi prędkościami. Poniżej galeria.

Elektryczny Mercedes Klasy C – galeria























 

#Architektura800V #EV #KlasaC #ładowanieDC #MBUXHyperscreen #mercedesBenz #nowościMotoryzacyjne #samochodyElektryczne

BMW obniża próg wejścia do elektrycznej „Neue Klasse”. Nowe iX3 40 z napędem na tył i architekturą 800 V

Zaledwie kilka tygodni po zaprezentowaniu nowej generacji modelu iX3 (w topowej odmianie 50 xDrive), BMW odsłania karty w kwestii tańszej alternatywy.

Do gamy dołącza nowy model podstawowy – BMW iX3 40. I choć słowo „podstawowy” w świecie motoryzacji często zwiastuje bolesne kompromisy, Bawarczycy udowadniają, że nowa platforma Neue Klasse nawet w bazowej specyfikacji ma wiele do zaoferowania.

Prawdziwe BMW? 320 koni mechanicznych i napęd na tył

Zamiast układu na obie osie, w wariancie iX3 40 inżynierowie postawili na klasykę gatunku, czyli napęd na tylne koła. Sercem tego elektrycznego SAV-a (Sport Activity Vehicle) jest silnik synchroniczny z napędem elektrycznym (EESM) dostarczający moc rzędu 235 kW, czyli 320 KM.

Jak na auto otwierające cennik, to wartość, która z nawiązką wystarczy do dynamicznego poruszania się zarówno w mieście, jak i na autostradzie.

Nowa generacja napędu i ponad 600 km zasięgu

Prawdziwa siła tego modelu tkwi jednak w architekturze. BMW chwali się wdrożeniem szóstej generacji technologii eDrive (Gen6), która została zbudowana od podstaw w technologii 800 V. To kluczowa informacja, bo oznacza gotowość na ultraszybkie ładowanie (co na trasach powoli staje się ważniejsze niż sama wielkość baterii).

Producent deklaruje, że dzięki wysokiej sprawności napędu, zapotrzebowanie na energię w cyklu mieszanym (WLTP) wynosi zaledwie 14,6 kWh/100 km. Jeśli te deklaracje pokryją się z rzeczywistością, iX3 40 powinno zaoferować imponujący zasięg do 635 kilometrów na jednym ładowaniu. Warto jednak pamiętać, że to wartości homologacyjne, które zweryfikujemy podczas pierwszych, redakcyjnych testów drogowych.

Zgodnie z oficjalnym komunikatem, model trafi na europejskie rynki już latem 2026 roku. To kluczowa premiera, bo to właśnie ten „bazowy” wariant będzie stanowił o sprzedażowym być albo nie być dla elektrycznej linii Neue Klasse w segmencie SUV.

Nowe BMW i3 wchodzi do gry. Drugi model Neue Klasse zadebiutował [galeria]

#Architektura800V #BMWIX3 #BMWIX340 #napędNaTył #NeueKlasse #premieraMotoryzacyjna2026 #samochodyElektryczne #SAV

Duża modernizacja Volvo EX90. Nowy rocznik z architekturą 800V, a obecni właściciele dostaną prezent

Chociaż może właściwszym stwierdzeniem w kontekście obecnych właścicieli topowego, elektrycznego SUV-a Volvo, byłoby, że dostaną rekompensatę a nie prezent. Oto co ogłosiło Volvo.

Volvo ogłosiło kluczowe zmiany dla swojego flagowego, elektrycznego SUV-a EX90, które wejdą w życie wraz z rocznikiem modelowym 2026. To nie jest drobny lifting – to potężna modernizacja, która rozwiązuje największe bolączki pierwszej wersji modelu. Główne nowości to przejście na architekturę 800 V oraz zupełnie nowy komputer centralny, który zostanie za darmo zamontowany także w autach z rocznika 2025.

Koniec problemów z ładowaniem (?)

Najważniejszą zmianą techniczną jest rezygnacja z instalacji 400 V na rzecz nowoczesnej architektury 800 V. W praktyce oznacza to rewolucję w szybkości ładowania. Podczas gdy obecny model osiąga maksymalnie 250 kW, nowa wersja będzie w stanie przyjąć moc nawet 350 kW na odpowiednio szybkiej ładowarce. Według Volvo, pozwoli to na uzupełnienie zasięgu o 250 kilometrów (wg WLTP) w zaledwie 10 minut. To duży skok w porównaniu do średnio 145 kilometrów w tym samym czasie w poprzedniku.

Nowy komputer i darmowa wymiana

Producent wziął sobie do serca uwagi dotyczące powolnego i niestabilnego oprogramowania. Volvo EX90 (2026) otrzyma zupełnie nowy komputer centralny z podwójnym procesorem Nvidia Drive AGX Orin. Ma to zapewnić wysoką wydajność i wreszcie pozwolić na pełne wykorzystanie zaawansowanych systemów bezpieczeństwa, w tym lidarów.

Co najważniejsze, Volvo ogłosiło, że nabywcy aut z rocznika 2025 będą mogli umówić się w autoryzowanym serwisie na bezpłatną wymianę jednostki centralnej na nową. To godny pochwały ruch w stronę pierwszych klientów.

Lista nowości jest dłuższa. Volvo obiecuje lepsze przyspieszenie i wyższą efektywność energetyczną. Wśród opcji pojawi się także szklany dach o elektrycznie regulowanej przezroczystości, znany z modelu ES90 (również budowanego w oparciu o architekturę 800 V). Samochód będzie również korzystał z danych zbieranych przez inne pojazdy marki, aby ostrzegać kierowców o potencjalnych zagrożeniach na drodze, takich jak śliska nawierzchnia czy wypadki.

Wprowadzone zmiany czynią z Volvo EX90 znacznie bardziej dopracowany i konkurencyjny produkt na rynku elektrycznych SUV-ów premium. Modernizacja kluczowych podzespołów pokazuje, że firma słucha głosów klientów i jest gotowa na kosztowne, ale potrzebne usprawnienia, by umocnić swoją pozycję w segmencie. Szkoda jednak, że część zmian została niejako wymuszona opiniami klientów. Utracone zaufanie znacznie trudniej odbudować.

Następca bestsellera będzie w pełni elektryczny. Volvo zapowiada model EX60

#aktualizacja #Architektura800V #motoryzacja #news #NvidiaDrive #samochódElektryczny #SUV #szybkieładowanie #Volvo #VolvoEX90