Dziękuję wszystkim śledzącym to wydanie #LiveZRoweru. Jestem już w domu, zdążyłem spłukać z siebie tonę kurzu, a teraz siedzę nad michą nie-kurry curry z ryżem, a obok na biurku siedzi kota i mruczy.
Całkiem fajna wycieczka wyszła. Szkoda, że te dwa mosty na trasie są takie trefne, bo pewnie bym wracał w ich okolice. Gdyby Zalew Koronowski znajdował się w województwie zachodniopomorskim, to pewnie byłyby już wyremontowane i stanowiły część fajnej trasy rowerowej…
Szkoda też, że Zalew nie leży gdzieś bliżej mnie, bo z tych 144 kilometrów aż 90 to dojazd i powrót.
Przy okazji: Gdy szykowałem się do wyjazdu, zastanawiałem się, czy nie podładować komputerka, bo miał tylko 32% baterii. W końcu jechałem w długą trasę, w sporej części w lasach, gdzie ładowanie ze słońca jest słabsze. Ze starym GPS od Lezyne w życiu nie wyjechałbym w taką trasę bez pełnego naładowania.
Właśnie sprawdziłem i ciągle ma 27% procent. Owszem, mam pewne zastrzeżenia do nawigacji w tym ustrojstwie, ale do tego, na ile wystarcza naładowanie Dury, po prostu nie mogę się przyczepić.