W obronie prototypowania
O wartości prototypów, badań i testowania wiedzą wszyscy, którzy pracują przy rozwoju oprogramowania, w branży automotive czy robotyce. Tymczasem z jakiegoś powodu te same metodologie przeniesione do urbanistyki są w ostatnich miesiącach mieszane z błotem na każdym froncie.
Warto zwrócić uwagę na główne źródło tej krytyki. I nie, wbrew pozorom nie chodzi o hajs. Znacznie większe emocje budzi sam fakt testowania i późniejszego zmieniania czegoś, czego jesteśmy użytkownikami na co dzień.
To tzw. złudzenie głębokości poznawczej (ang. illusion of explanatory depth) - błąd poznawczy polegający na przeświadczeniu, że rozumiemy jakiś temat znacznie lepiej, niż ma to miejsce w rzeczywistości - między innymi dlatego, że mamy z nim ciągłą styczność.
Jeżdżę codziennie samochodem, więc wiem, jak powinno się projektować ulice.
Wchodzę codziennie do internetu, więc wiem, jak powinno się projektować strony internetowe.
Mieszkam w mieszkaniu od urodzenia, więc wiem, jak powinno się projektować wnętrza.
Cytując komentarze krytyków zmian miejskich - niejednokrotnie można przeczytać lub usłyszeć: „ja zrobiłbym to lepiej”, „co za /wstaw inwektywę/ to wymyślił”, „nie można było po prostu wyremontować nawierzchni"?
Tymczasem to nie jest takie proste. Najczęściej nie jesteśmy nawet świadomi, jak wiele pracy, badań, prób i błędów doprowadziło do tego, że korzystanie z miasta jest w większości przypadków bezproblemowe. A przecież jest, w większości przypadków, bezproblemowe.
Istnieją naprawdę źle zaprojektowane miasta – bez koncepcji, bez pomysłu, bez spójnej wizji rozwoju. Ale nawet w miastach, w których żyje się dobrze, da się żyć jeszcze lepiej. Problem w tym, że nie da się tego sprawdzić bez testowania różnych rozwiązań, ponieważ są to zbyt zasobożerne inwestycje.
1/2
#gliwice #urbanistyka #prototypowanie