Usuwanie słupków popieram całym sercem.

Systemowo, naturalnie, nie partyzancko. Każdy słupek w śródmieściu jest smutnym świadectwem walki o przestrzeń - jeśli gdzieś go nie ma, prędzej niż później pojawi się tam zaparkowany samochód. Usuwanie słupków więc powinno być naturalnym wynikiem zmiany, dzięki której żaden pojazd w danym miejscu się już nie pojawi.

Okazuje się jednak, że słupki przeszkadzają też pieszym. Pieszym idącym w procesji (serio?).

Mijałem w środę wieczorem dwóch panów, którzy usuwali (młotami, rozbijając w drobny mak) słupek blokujący wjazd na teren kościoła. Spytani dlaczego to robią odparli, że to pod procesję i że to jest teren kościoła, więc mogą. Może źle czytam mapy, ale nie wygląda to jak teren wspólnoty religijnej.

Poinformowany o zdarzeniu dyżurny Straży Miejskiej powiadomił odpowiednie służby i zadzwonił potwierdzając, że panów nawet sprawdził w czasie rzeczywistym na miejskim monitoringu.

Tymczasem kierowcy zyskali nowy, wygodny wjazd na parking parafialny przez sam środek skrzyżowania, z którego, możecie być pewni, bedą korzystać.

#gliwice #slupkoza

Słupkoza - zjawisko, które zaczyna się jako forma leczenia, potem staje się objawem, a na końcu przeradza się w chorobę, która toczy miasto.

Każdy słupek jest smutnym świadectwem tego, że ktoś tu próbował lub próbował będzie zaparkować. Że bez fizycznej bariery (obok zakazów i prawa) — by się udało.

Większość tych miejsc i tak jest objęta zakazem:
za blisko skrzyżowania, przejścia dla pieszych, na drodze pożarowej czy zapobiegający jeździe wzdłuż po chodniku.

Słupki zastępują egzekwowanie przepisów. To dość jasny sygnał: system kuleje, służb nie wystarcza, a kary są zbyt niskie, żeby kogokolwiek powstrzymać.

Dla porównania:
zaparkowanie na przystanku — do 100 zł
wyrzucenie papierka na przystanku — do 500 zł

I potem dziwimy się, że miasto trzeba „uzbrajać” w słupki.

#gliwice #parkowanie #słupkoza