Usuwanie słupków popieram całym sercem.
Systemowo, naturalnie, nie partyzancko. Każdy słupek w śródmieściu jest smutnym świadectwem walki o przestrzeń - jeśli gdzieś go nie ma, prędzej niż później pojawi się tam zaparkowany samochód. Usuwanie słupków więc powinno być naturalnym wynikiem zmiany, dzięki której żaden pojazd w danym miejscu się już nie pojawi.
Okazuje się jednak, że słupki przeszkadzają też pieszym. Pieszym idącym w procesji (serio?).
Mijałem w środę wieczorem dwóch panów, którzy usuwali (młotami, rozbijając w drobny mak) słupek blokujący wjazd na teren kościoła. Spytani dlaczego to robią odparli, że to pod procesję i że to jest teren kościoła, więc mogą. Może źle czytam mapy, ale nie wygląda to jak teren wspólnoty religijnej.
Poinformowany o zdarzeniu dyżurny Straży Miejskiej powiadomił odpowiednie służby i zadzwonił potwierdzając, że panów nawet sprawdził w czasie rzeczywistym na miejskim monitoringu.
Tymczasem kierowcy zyskali nowy, wygodny wjazd na parking parafialny przez sam środek skrzyżowania, z którego, możecie być pewni, bedą korzystać.

