#10yrInvasionofUkraine
#Article7 #Article7HungaryNow
Zawsze, kiedy myślisz, że życie w Polsce osiąga swój nadir, to okazuje się, że ktoś właśnie uruchamia odwiert, a dno okazuje się wyłącznie względne. I tak dzisiaj okazało się, że wskutek działań jednego ze skrajnie prawicowych "dziennikarzy", niejakiego Tomasza Duklanowskiego - znanego z pisanych na zamówienie niemiłosiernie nam panującej partii pamfletów, paszkwili i innych pierdół - popełnił samobójstwo nastolatek.
Jak wygląda ciąg przyczynowo-skutkowy? Ano Duklanowski dostaje zlecenie o rozkręceniu medialnie afery pedofilskiej w szeregach Platformy, w którą uwikłana jest prominentna postać z tej partii w zachodniopomorskim - nie jako kat, ale rodzic ofiar. I to w momencie, gdy postępowanie generalnie zakończyło się, gwałciciel dostał wyrok i idzie do pierdla (zapomniał, że w Polsce tylko koloratka chroni przed takim losem), a ofiary próbują sobie ułożyć życie na nowo.
I tutaj nagle wkracza się Duklanowski, opisujący z perwersyjną i dość niepokojącą szczegółowością aferę, przy okazji podając taką ilośc danych osobowych, że tożsamość ofiar zdoła ustalić średnio rozgarnięty szympans. Naturalnie, całości towarzyszyła ogromna kampania w mediach antyspołecznych napędzana przez kadry ultrasów PiSu jeszcze bardziej zdyscyplinowane i zajadłe, niż fanatycy spod znaku SilnychRazem.
Efekt rozpętania takiej kampanii nienawiści nie powinien być trudny do przewidzenia. Szczególnie, gdy żyje się w kraju, w którym opieka psychiatryczna nad młodzieżą byłaby dobrym pomysłem, dzieci traktuje się jak własność i poniża na każdym kroku, a bycie nastolatkiem przypomina poranną przebieżkę po polach Sommy latem 1916 roku, i to w sytuacji, gdy jesteś całkowicie zwyczajnym zjadaczem chleba, a nie dzieckiem polityka i ofiarą pedofila.
Ewidentnie był trudny dla Duklanowskiego, szczególnie, że od kilku lat jest pupilkiem rządu, m.in. odznaczonym przez Andrzeja D. orderami za zasługi. Jakie zasługi? No, dowiedzieliśmy się dzisiaj, jakie są to zasługi.
Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego gardzimy mediami w Polsce, to Duklanowski jest tego przykładem. I to niejednym - a jesli czytacie nas dłużej, niż tylko przez ostatnie kilka dni, to znacie nazwiska innych przykładów patodziennikarstwa, które w Polsce pretenduje do miana opiniotwórczych i rzetelnych.
Obraz: Massacre of the Innocents, Nicolas Poussin, 1625-1629
PS: ***** Radio Szczecin, ***** Radio Poznań, ***** media w Polsce w ogóle. Nie zapraszamy do dyskusji, bo nie ma o czym.
Język mi gwałtownie ubożeje, gdy to czytam. Że tak powtórzę za Adasiem Miauczyńskim: „Kurwa mać! Ja pierdolę!” On tak na serio? Jakim „żodnym” on się czuje, że musi tak deptać innych, by poczuć się kimś lepszym.
Żądza panowania nad drugim człowiekiem odgradza go od realności. Nie zauważa, że pracownicy zdalni i/lub pracujący w ramach nieco skróconego tygodniowego czasu pracy robią to wydajniej.
@Hogata Ty się na tym znasz. Czy też masz wrażenie, że to taki narcyz do sześcianu, iż ludzie w jego odczuciu są tylko przedmiotami służącymi do zaspokajania jego potrzeb? Taki lokalny mentalny pociotek Elona Muska.
„Kiedyś był inny etos życia, pracy. Choć to łatwo powiedzieć, że nas uczono dyscypliny, bo to były inne czasy”.
Ech! Kiedyś to były czasy: można było chł... pracownika wybatożyć, dodatkowe dni pracy na polu wyznaczyć, czynsz i daninę „w naturze” podnieść, żoną jego sobie dogodzić. A teraz: „Mówi też ze smutkiem, że "niestety idziemy w stronę wygodnictwa, roszczeń, chcemy jak najwięcej zarabiać, ale jak najmniej pracować. A […] jeśli chodzi o oddanie się firmie, o lojalność, to obserwuję, że wszystko robi się zimne, wyrachowane. Roszczeniowość pracowników – dodaje – jest totalnym problemem dla pracodawców"”.
Pracownicy wprost torturują go czyniąc mu swą pracą zdalną „gehennę”.
Ludzki z niego pan. A mógł tych „leniwych chłopów” skoszarować...
PS. To „zjawisko” tak mną wstrząsnęło, że po raz pierwszy przekroczyłam tutaj 1000 znaków długości tekstu.
https://krytykapolityczna.pl/kraj/praca-zdalna-niechetni-pracodawcy/
#kolej #lokomotywa #pociag #zdjecie
Zdjęcie lokomotywy oczekujących na przegląd.
Zastanawia mnie reakcja niektórych osób na wczorajszy mój tekst na temat oskarżenia osoby z Białegostoku o „kradzież jedzenia ze śmietnika”.
Oczywiście prawnicy firmy wytoczyli najcięższe działa, czyli sofistykę. To nie był „śmietnik”, tylko „specjalny pojemnik”, to nie była „niczyja własność”, tylko przedmiot umowy pomiędzy jedną a druga firmą świadczącą usługi „utylizacji”, czy innego recyklingu.
W całej tej paplaninie chodzi o ukrycie prostego faktu – wyrzucamy zdatną do spożycia żywność. Koniec tematu. To czy ta żywność potem idzie do „utylizacji”, czy użyjemy innego ładnego słowa w rodzaju „recyklingu” nie ma dla tego faktu żadnego znaczenia.
Cały tekst:
https://wolnelewo.pl/marnowanie-zywnosci-jako-normalna-transakcja-handlowa/