NASA trenuje powrót na Księżyc w makiecie Blue Origin

Problem w tym, że firmy Muska i Bezosa wciąż uczą się, jak tam lądować.

Po niedawnym sukcesie załogowej misji Artemis II, apetyty na powrót człowieka na powierzchnię Srebrnego Globu są większe niż kiedykolwiek.

Srebrny Glob jest już w Google Maps. Czy misja Artemis II i ludzie we wszechświecie mają jeszcze naukowy sens?

NASA z optymizmem celuje w lądowanie już w 2028 roku, opierając swoje nadzieje na dwóch technologicznych gigantach: SpaceX oraz Blue Origin. Aby pokazać, że program posuwa się naprzód, agencja kosmiczna ogłosiła rozpoczęcie treningów w pełnowymiarowym prototypie kabiny załogowej lądownika Mark 2 od firmy Jeffa Bezosa. Jednak nie da się ukryć pewnego niewygodnego faktu – jak dotąd żadna z tych firm nie udowodniła, że potrafi bezpiecznie posadzić tego typu maszynę na Księżycu.

Półtora metra kabiny zamiast piętnastometrowej rakiety

To, co trafiło do Johnson Space Center, to mierząca cztery i pół metra makieta dolnej sekcji lądownika. Moduł posłuży do testów typu „human-in-the-loop”, co w korporacyjnej nowomowie oznacza po prostu sprawdzanie, czy astronauci zmieszczą się w środku w skafandrach, jak będzie przebiegać komunikacja z Ziemią i czy włazy nie blokują się przy próbie wyjścia na zewnątrz. To oczywiście kluczowy etap projektowania, ale warto pamiętać o proporcjach. Docelowy lądownik Mark 2, ze wszystkimi zintegrowanymi systemami i zbiornikami paliwa, będzie mierzył blisko 16 metrów. Ćwiczenia w jego wycinku na Ziemi to jedno, ale zbudowanie całości zdolnej do lotu w próżni to zupełnie inna liga wyzwań.

Bezzałogowe testy i ostrożny harmonogram

Zanim ktokolwiek zaryzykuje życie załogi, sprzęt musi sprawdzić się w warunkach rzeczywistych. Blue Origin testuje obecnie w komorach próżniowych NASA bezzałogową wersję swojego lądownika (Endurance/MK1), która ma polecieć z ładunkiem badawczym jeszcze w tym roku. Z kolei na rok 2027 zaplanowano misję Artemis III, w ramach której astronauci w statku Orion mają przetestować procedury dokowania z lądownikami Blue Origin i SpaceX… o ile oczywiście na niskiej orbicie okołoziemskiej znajdzie się cokolwiek, do czego będzie można zadokować. Ostatnie lata boleśnie udowodniły, że powrót do technologii miękkiego lądowania na Księżycu wciąż stanowi dla współczesnych inżynierów ogromne wyzwanie.

Kosmiczny wyścig z kalendarzem

Entuzjazm NASA jest zrozumiały, bo agencja musi podtrzymywać medialne zainteresowanie (i finansowanie) programu Artemis. Jednak za kulisami ćwiczeń z makietami toczy się wyścig z czasem. Zarówno Elon Musk, jak i Jeff Bezos stoją przed dużym wyzwaniem technologicznym.

Zbudowanie lądownika, który będzie w stanie bezpiecznie dostarczyć ludzi na powierzchnię Księżyca i, co ważniejsze, wystartować z niej z powrotem, to inżynieryjny Mount Everest współczesnej astronautyki. Treningi w metalowej puszce w Houston to miły akcent, ale prawdziwym testem dla tego programu nie będzie ergonomia foteli, lecz fizyka lądowania. Zegar do 2028 roku tyka nieubłaganie.

#BlueOrigin #eksploracjaKosmosu #iMagazine #Kosmos #lądownikKsiężycowy #NASA #programArtemis #SpaceX #technologia

Mise Artemis II spoléhala na evropskou vědu, ta však nyní čelí nejistotě

Podle vyjádření astrofyzika Jonathana McDowella se objevují signály, že Spojené státy mohou do budoucna klást menší důraz na mezinárodní partnerství. Rétorika Spojených států se tak posouvá od spolupráce k posilování amerického vedení ve vesmíru.

https://pepikhipik.com/2026/05/07/mise-artemis-ii-spolehala-na-evropskou-vedu-ta-vsak-nyni-celi-nejistote/

Punkt bez powrotu. Misja Artemis II opuściła orbitę Ziemi i leci w stronę Księżyca

To już oficjalne. Po pomyślnym, trwającym niemal 6 minut odpaleniu głównych silników statku Orion, czworo astronautów misji Artemis II weszło na trajektorię, z której nie ma już odwrotu. Po raz pierwszy od ponad pół wieku ludzkość wyruszyła w głęboki kosmos.

Mniej więcej trzy czwarte żyjącej obecnie populacji Ziemi nigdy nie widziało na własne oczy (nawet na ekranach telewizorów) momentu, w którym ludzie opuszczają niską orbitę okołoziemską. Ostatni taki manewr miał miejsce w 1972 roku podczas misji Apollo 17. Teraz historia dzieje się na nowo.

Manewr „translunar injection” (TLI) polegał na precyzyjnym odpaleniu głównego silnika na 5 minut i 50 sekund, co nadało statkowi Orion odpowiednią prędkość, by wyrwać się z objęć ziemskiej grawitacji. Zanim podjęto tę kluczową decyzję, załoga (Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen) spędziła niezwykle intensywny dzień na orbicie, rygorystycznie testując systemy podtrzymywania życia i ręcznego sterowania (nie wszystko poszło jak trzeba, Outlook się wysypał, o czym pisałam wcześniej).

Jak poinformował Howard Hu, kierownik programu Orion ze strony NASA, wszystkie 24 silniki manewrowe spisały się bez zarzutu, a statek reagował na polecenia pilota lepiej, niż zakładały to symulacje. Sukces ten to gigantyczny krok dla całej inicjatywy Artemis. Orion zbliży się do powierzchni Księżyca już w najbliższy poniedziałek, a powrót i wodowanie na Oceanie Spokojnym zaplanowano na 10 kwietnia.

#ArtemisII #astronomia #eksploracjaKosmosu #Księżyc #lotyZałogowe #NASA #programArtemis #statekOrion

NASA wstrzymuje projekt Gateway na rzecz bazy na Księżycu i atomu

Zamiast budowy stacji orbitalnej, priorytetem stają się szybkie lądowania i ciężki sprzęt na powierzchni.

Z najnowszego oficjalnego komunikatu amerykańskiej agencji kosmicznej wyłania się obraz mocnego zderzenia z geopolityczną rzeczywistością. Pod ogromną presją czasu i w ramach wyścigu mocarstw, NASA ogłasza drastyczną rewizję programu Artemis. Na stół wjeżdża komercjalizacja, pośpiech i – co najbardziej zaskakujące – napęd nuklearny.

NASA może wyłączyć działającą sondę. Tymczasem Juno odkrywa potężne burze na Jowiszu

Baza zamiast stacji na orbicie

„Sukces lub porażka będą mierzone w miesiącach, a nie latach” – te słowa administratora NASA, Jareda Isaacmana, najlepiej oddają nowy, napięty ton agencji. Największą ofiarą tej zmiany priorytetów jest projekt księżycowej stacji Gateway. Agencja oficjalnie poinformowała o zamiarze „zapauzowania Gateway w jej obecnej formie”. Zamiast pompować miliardy w port przesiadkowy, NASA przerzuca wszystkie siły bezpośrednio na powierzchnię Księżyca.

Budowa stałej amerykańskiej bazy została rozpisana na trzy błyskawiczne etapy. Zacznie się od komercyjnych misji i lądowań (nawet co pół roku). Następnie, przy wsparciu m.in. Japońskiej Agencji Eksploracji Aerokosmicznej (JAXA), na Księżyc trafią pierwsze moduły mieszkalne, co utoruje drogę do stworzenia trwałej placówki dla astronautów.

Atomowy statek i drony nad Marsem

Zmiana paradygmatu dotyka nie tylko Srebrnego Globu, a nowy komunikat wykracza daleko poza dotychczasowe, zachowawcze plany eksploracji. NASA zapowiedziała wystrzelenie w stronę Marsa przed końcem 2028 roku statku Space Reactor-1 Freedom. Ma to być pierwszy w historii międzyplanetarny statek kosmiczny napędzany energią jądrową.

Zgodnie z zapowiedziami, maszyna ma dostarczyć na Czerwoną Planetę ładunek o nazwie Skyfall – flotę helikopterów klasy Ingenuity. To wyraźny sygnał, że nuklearny napęd przestaje być pieśnią przyszłości, a staje się dla agencji kluczowym narzędziem do transportu ciężkich ładunków w głęboki kosmos.

Kto utrzyma niską orbitę?

Nowy plan obnaża też wyzwanie związane ze starzejącą się Międzynarodową Stacją Kosmiczną (ISS). Z komunikatu wynika, że agencja szuka rozwiązań, by uniknąć luki w amerykańskiej obecności na niskiej orbicie okołoziemskiej.

Nową propozycją jest dobudowanie do ISS państwowego modułu, który posłuży jako fundament dla dołączanych stacji komercyjnych. Gdy ISS ostatecznie zakończy swoją misję, moduły prywatnych firm mają się odłączyć i operować samodzielnie. To sprytny manewr, w którym NASA chce stać się jedynie „jednym z wielu klientów” prywatnych laboratoriów, kupując sobie wolne ręce i budżet do walki o Księżyc i Marsa.

Księżycowa katapulta od SpaceX. Elon Musk pokazuje, jak zrewolucjonizować transport surowców w kosmosie

#bazaNaKsiężycu #eksploracjaMarsa #NASA #programArtemis #SpaceReactor1Freedom #stacjaGateway #stacjeKomercyjne #wyścigKosmiczny

Kolejny cios dla Boeinga. NASA traci cierpliwość i anuluje ważny element księżycowej rakiety

Koszmar wizerunkowy i finansowy Boeinga trwa w najlepsze. Po głośnej aferze ze statkiem Starliner, który uwięził astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej na dziewięć miesięcy, NASA zadaje firmie kolejny bolesny cios.

Z powodu gigantycznych opóźnień i przekroczenia budżetu agencja rezygnuje z kluczowego elementu rakiety księżycowej, za który miał odpowiadać amerykański gigant.

Relacje na linii Boeing – NASA są obecnie napięte do granic możliwości. Najnowsze doniesienia wskazują, że amerykańska agencja kosmiczna postanowiła znacząco przebudować swój flagowy program księżycowy Artemis, a główną ofiarą tych zmian jest wart 3,2 miliarda dolarów kontrakt podpisany z Boeingiem w 2022 roku.

Kasa płynie, postępów brak

Sprawa dotyczy potężnego, górnego stopnia rakiety (Exploration Upper Stage – EUS), który miał być sercem zmodernizowanej wersji ogromnej rakiety SLS (Block 1B). Ten zaawansowany element miał być wyposażony w większe zbiorniki paliwa i cztery potężne silniki RL10, co miało umożliwić transport cięższych ładunków i załogi na Księżyc w późniejszych fazach programu.

Problem w tym, że projekt zamienił się w finansową studnię bez dna. Raport biura audytorskiego NASA wykazał, że koszty stworzenia samego stopnia EUS drastycznie wymknęły się spod kontroli – z początkowo szacowanych 982 milionów dolarów w 2017 roku, kwota ta urosła do prognozowanych 2,8 miliarda dolarów. Co gorsza, termin oddania sprzętu przesunął się z 2021 na 2027 rok, co bezpośrednio zagrażało harmonogramowi misji Artemis 4.

NASA wybiera alternatywę

Agencja powiedziała wreszcie „dość”. Zdecydowano się anulować kosztowną aktualizację rakiety do wersji Block 1B i pozostać przy jej obecnej, sprawdzonej konfiguracji. Ten ruch ma pozwolić na utrzymanie szybszego tempa lotów, ale oznacza również wyrzucenie do kosza całego projektu EUS od Boeinga.

Według nieoficjalnych informacji agencji Bloomberg, NASA zamierza zastąpić rozwiązanie Boeinga górnym stopniem Centaur V (pochodzącym z rakiety Vulcan), produkowanym przez United Launch Alliance (ULA). Sytuacja jest o tyle ironiczna, że ULA to spółka joint venture należąca po połowie do… Boeinga i Lockheed Martin. Mimo to, odcięcie od wyłącznego kontraktu to dla Boeinga potężny cios finansowy (wymuszający dzielenie się zyskami) i kolejna rysa na reputacji.

Utracone zaufanie

Odstawienie Boeinga na boczny tor w programie Artemis dobitnie pokazuje, że problemy firmy sięgają znacznie głębiej niż tylko nieudane loty komercyjne na ISS. Amerykański gigant lotniczy będzie musiał wykonać tytaniczną pracę, aby odbudować zaufanie NASA i udowodnić, że wciąż potrafi być wiarygodnym, strategicznym partnerem w podboju kosmosu. Szczególnie że w tle cały czas pręży muskuły SpaceX, które jest gotowe przejąć każdy ułamek kosmicznego tortu. Zatem Boeing na Księżyc nie poleci – ale Apple, owszem

iPhone oficjalnie leci na Księżyc. NASA kończy z biurokracją i wpuszcza nowoczesne smartfony na pokład Artemis

#BoeingNASA #eksploracjaKosmosu #EUS #ExplorationUpperStage #misjaNaKsiężyc #opóźnieniaBoeing #programArtemis #rakietaSLS #statekStarliner #UnitedLaunchAlliance