Jak Prawo o ruchu drogowym definiuje „dostawę" oraz „dostawcę"? Otóż nie definiuje. W przepisach znajdziemy kilkadziesiąt definicji, ale próżno szukać tam słowa na „d".
Przywykliśmy myśleć, że dostawcą jest duży van dowożący towar do sklepu czy restauracji. W praktyce jednak — zwłaszcza w dobie aplikacji do zamawiania jedzenia — „pojazdem wykonującym dostawę” może być równie dobrze zwykła osobówka. Razem z tym rozszerzyło się też społeczne przyzwolenie: wystarczy włożyć za szybę kartkę „dostawa”.
Żeby nie było nieporozumień: praca kuriera to ciężka robota i byłoby świetnie, gdyby firmy kurierskie miały realnie możliwość stawania w miejscach, w których mogą bezpiecznie dokonać rozładunku, choć nie zawsze jest to możliwe.
Na miejscu postojowym oznaczonym jako “dostawa” mógłbym zaparkować maluchem, pod warunkiem że dowożę “towar” (długopis? paczkę chusteczek?) na który posiadam fakturę.
Prawnicy zajmujący się prawem drogowym zwracają uwagę, że “dostawa” to oznaczenie zbyt ogólne. Przepisy nie precyzują, kto jest „dostawcą” ani co musi przewozić pojazd. Ciężko wobec tego wyciągać jakiekolwiek konsekwencje.
Tabliczka „Dostawy” jest więc prawnie nieprecyzyjna. Ale społeczne przyzwolenie na parkowanie gdziekolwiek pod pretekstem „wchodzę tylko na chwilę” — to już zupełnie inna historia.
A propos zdjęcia: na płytę Rynku nie mogą wjeżdżać żadne pojazdy, nawet takie z dostawami.
