Polski kabaret z nutą gorzkiego kakao, czyli wielkie zwarcie Nadwornego Kronikarza Skansenu
Są takie wieczory, kiedy człowiek po całym dniu ciężkiej pracy chce po prostu usiąść na kanapie, włączyć poważny program publicystyczny i dowiedzieć się czegoś sensownego o świecie. Jako Nadworny Kronikarz Skansenu niezmiernie sobie pluralizm medialny. Dlatego też mój wybór padł na pewną głośną debatę telewizyjną, prowadzoną przez konkurencyjną Czaplę. I wiecie co? Przeżyłam tak głęboki szok poznawczy, że dosłownie oniemiałam. Nastawiałam się na rzetelną, wyważoną dyskusję, tymczasem okazało się, że włączyłam… regularny, pierwszorzędny, polityczny kabaret, w którym nagle pękły wszelkie tamy poprawności. Przy tej ramówce ,,Koń Polski ” wydaje się być zupełnie bez polotu. Uderzyła mnie przede wszystkim radykalna, wręcz niewiarygodna zmiana narracji samej prowadzącej. Gdzie podziała się dawna, aptekarska ostrożność w tematach stosunków międzynarodowych? Gdzie to tonowanie nastrojów? Bronienie politycznego Guru? Gwiazdeczka Mainstreamu, bez rękawiczek, ostro i bezkompromisowo zaczęła dociskać polityków w kwestii bolesnej historii i bezradności naszych własnych władz. Kiedy w studiu na poważnie debatuje się o odbieraniu orderów, a sondaże krzyczą, że ponad 90% obywateli widzi „klapki na oczach” rządu – wiesz, że stara opowieść medialna właśnie rozsypała się w pył. Słoneczna Hydra zmieniła gadkę tak drastycznie, jakby nagle przestała czytać partyjne przekazy, a zaczęła na głos recytować komentarze wściekłej ulicy!. Wprost nie do wiary!
A w samej sekcji komentarzy? Tam to dopiero zaczął się czysty, nieskażony niczym teatr absurdu. Rządowa odklejka jak zawsze zaprezentowała swój „uroczy przekaz dnia”. Ostatnio, z okazji rocznicy wyborów prezydenckich, postanowili uroczyście podsumować głowę państwa, ale zamiast merytorycznego uderzenia, jedna z europosłanek zafundowała nam językowy rykoszet stulecia. Chciała zaatakować i z pełną powagą ogłosiła światu tyradę o „wkładaniu szprychy w koła”. No i internet zapłonął, bo ta biedna, pojedyncza szprycha wciskana z impetem w całe koło idealnie podsumowała poziom intelektualny tych rocznicowych rozliczeń. Nic dziwnego, że naród oglądający ten spektakl po prostu nie wytrzymał i zaczął walić prosto z mostu. Internetowa kawiarnia poszła szeroko: „Wystrugajcie order z kartofla i niech mu go pan Pomidor-Gomułka zawiezie!” – grzmiał jeden z widzów, przypominając stary cytat, że trudno o szacunek innych, skoro sami siebie nie szanujemy. Inni, patrząc na popisy młodego posła w studiu, podsumowywali bez litości: „Niech on idzie do domu mleko wypić… SZOK, JAK TAKI CZŁOWIEK JEST POSŁEM!”. Ktoś inny natychmiast przeszedł do konkretów bytowych i bezczelnie zapytał : „Eeeej, panie Pośle, jakim samochodem na koszt podatnika jeździsz? Podaj tylko markę i wersję wyposażenia…. weź nie bądź wiśnia!”. Festiwal pytań retorycznych i teorii spiskowych rozkręcił się na dobre. „Kiedy będziemy mieli Polskiego premiera?” – pytał zrezygnowany internauta, podczas gdy inny, prosto z Kijowa, nadawał meldunek godny alternatywnej rzeczywistości: „Przestańcie straszyć wojną! Ryzyko trafienia przez rakietę to szansa jak na wygranie w totolotka, a to wszystko nadajecie, żeby usprawiedliwić system SAFE!”. Całość błyskotliwie i niezwykle trzeźwo podsumował geopolityczny strateg-amator, ubolewający, że gdybyśmy tylko mądrze żyli między sąsiadami, czerpalibyśmy pełnymi garściami z Jedwabnego Szlaku, a tak – nadstawiamy po raz setny drugi policzek.
W pewnym momencie puściłam kolejny materiał i kocim krokiem udałam się do kuchni. Rzetelne raportowanie politycznych narracji w połączeniu ze zmianą frontu atmosferycznego za oknem potrafi wybić z rytmu i obniżyć zdolności kognitywne mózgu, który po występie Słonecznej Hydry i tak już dostał lekkiego zwarcia na kablach. Postawiłam więc na aromatyczny kubek mojej ulubionej mikstury. W tle leciał kolejny, elektryzujący news. Słuchałam tego wszystkiego z otwartymi z wrażenia ustami i podobnie jak Miranda zastanawiałam się, czy nie powinnam pójść w jej ślady i puścić transcendentalnego pawia… I dokładnie w tym momencie, z tego wszystkiego, z czystego, autentycznego odrętwienia – popełniłam błąd kardynalny. Jeden nieskoordynowany ruch przy przesypywaniu kakao, złośliwe buchnięcie pary z naczynia i… zamiast transcendentalnego pawia nastąpiła totalna, brązowa katastrofa na miarę Czarnobyla. W ułamku sekundy durny, ciemnobrązowy proszek zasyfił absolutnie wszystko: blaty, lodówkę, podłogę i mnie samą. Moja świeżo odkurzona, lśniąca kuchnia zamieniła się w śliską, kakaową breję, w której brodzenie na bosaka – bo w tym całym chaosie nie miałam pod ręką innych suchych pantofli na zmianę – groziło wywaleniem orła na posadzce. Kiedy w panice spróbowałam to zmyć, kakao rozmazało się pod mopem jeszcze bardziej, tworząc idealną, nieprzepuszczalną i potwornie śliską powłokę. Ręce mi opadły. Taki mój mój kronikarski komentarz do odsłuchanego wcześniej politycznego kabaretonu.
I wiecie co? Siedząc bezpiecznie w salonie i patrząc z dystansu na to pobojowisko, które sama stworzyłam, doznałam nagłego olśnienia. Moja kuchnia to idealna, namacalna metafora tego całego kabaretu, który chwilę wcześniej oglądałam na ekranie!. Wokół nas trwa przecież dokładnie taki sam, wielopoziomowy paraliż, bunt i cyrkowe sztuczki. W Ministerstwie Sprawiedliwości mamy regularny dwuwład – resort odwołuje rektora, ignoruje Trybunał, a prawo marze się, klei i ślizga jak moje nieszczęsne kakao pod wpływem wody. W gospodarce nadal trwa jazda bez trzymanki – dowiadujemy się o kolejnych wetach wokół systemu SENT. Mikroprzedsiębiorcy drżą przed drakońskimi karami za najmniejszy błąd, czując się niszczeni przez bzdurne rozwiązania. Strach paraliżuje biznes, dokładnie tak, jak mnie sparaliżował widok tej śliskiej podłogi. A w Służbie Więziennej wrze tak, że klawisze wychodzą tłumnie na ulice śpiewać swoją partyturę – bo uwierzyły, że świadczenia mieszkaniowe, które im obiecano, są nienaruszalne (tymczasem czerwcowa rzeczywistość bezczelnie wycięła ich z budżetu). U mnie w kuchni kakao też dokonało samowolnego opuszczenia szafek i wyszło na kafelki, ogłaszając absolutne nieposłuszeństwo wobec mopa. Obiecywałam sobie porządek, a wyszło… jak u premiera na wieczność. Wszystko mi zabrano. Pożądany ciepły napój oraz złudzenia. W debatach rocznicowych opozycja próbuje włożyć „szprychę w koła” prezydentury – i radzi sobie z tym wyzwaniem językowym równie sprawnie, jak ja ze stabilnym wsypywaniem kakao do słoika. Pełna koordynacja ruchowa i logiczna. Referendum krakowskie chcą unieważnić, a w samorządach karuzela stanowisk kręci się w najlepsze – odwołani wiceprezydenci błyskawicznie, bez mrugnięcia okiem, dostają miękkie lądowanie w zarządach miejskich spółek. Chciałoby się rzec za internetowym klasycznym komentarzem: „ja pierdole, ten do Tworek się raczej nadaje, a nie na ciepły stołek”.
Różnica polega na tym, że w politycznych układach winni zawsze spadają na cztery łapy i dostają luksusową posadkę w radzie nadzorczej. W mojej kuchni grawitacja okazała się bezpartyjna – durny proszek spadł na dół i żadne oficjalne oświadczenie tego nie cofnie. Na szczęście, w przeciwieństwie do naszych wspaniałych elit, które każdej nacji kłaniają się w pas, wiążąc błyszczące lakierki, ja przynajmniej potrafię podjąć świadomą, asertywną i do bólu pragmatyczną decyzję: skoro w państwie wszystko jest zabierane, a politycy zajmują się wkładaniem szprych w koła, to ja zabieram stąd samą siebie. Ogłaszam strajk generalny, odmawiam dalszego procedowania z mopem i ewakuuję się na bezpieczną pozycję na salonową kanapę. Kuchnia poczeka na powrót koalicjanta domowego. On przynajmniej ma stabilne zapasy energii do zarządzania tym kryzysem. A zmiana narracji w mediach głównego nurtu, bunt klawiszy o kasę na mieszkania i ten cały polityczny teatr? Cóż, skoro nawet w telewizji programy publicystyczne zamieniają się w farsę, to i ja poczekam, aż opadnie kurz. Albo raczej: kakaowy pył. Z durnym proszkiem – tak jak z durną polityką – nie ma co walczyć na bosaka.
#autoironia #blogSatyryczny #humor #kakaowyCzarnobylWKuchni #kuchniaJakoMetaforaPaństwa #polityka #PolskaWOparachAbsurdu #społeczneNastroje #transcendentalnyPawMirandy #wkładanieSzprychWKoła #Wordpress #wpadkiJęzykowePolityków



