Jedna rzecz, do której doszedłem w ostatnich tygodniach jeśli chodzi o #gry to to, że coraz bardziej unikam tytułow takich jak Destiny czy The Division. I wcale nie przez aspekt sezonowy, jakieś wpadające znikąd FOMO czy też konieczność ogarniania tego czy tamtego.

Po prostu strasznie nie mam ochoty grać z ludźmi, gdy pojawia się coś bardziej wymagającego. Nie wiem, może to już jest #starość, a może zmęczenie materiału, ale tak jak kiedyś z jakieś 6-7 lat temu chętnie latałem na raidy czy Trialsy, to teraz ta chęć mi totalnie zanikła.

Może to przez fakt, że jest to wymagające większego skupienia, a ja po wielu godzinach spędzonych w biurze mam ochotę przy grach się... rozerwać. Dlatego nie mam problemu z graniem w takiego Paydaya (na trójkę czekam jak zły!) czy też nawet Diablo, bo w kooperacji bawię się całkiem dobre i na luzie. Natomiast spinanie się w aktywnościach endgame'owych to dla mnie zbyt duży wysiłek.

Już odchodzę zupełnie od faktu, że w wiele z tych gier najlepiej grało mi się solo, bo w samym The Division spędziłem lekko ponad 1000h biegając po Dark Zone. Koniec końców może kiedyś mi wróci ochota na #TeamSpoceni, ale teraz... no nie, wolę pofarmić poziomy w Diablo czy Battlefieldzie.

#Gry #Giereczkowo #Games #Gierki #Gaming