Mikołaj Rotnicki

5 Followers
0 Following
1 Posts
Specjalista ds. dostępności – „ewangelista”, szkoleniowiec, konsultant, audytor. Propagator filozofii uniwersalnego projektowania. Współtwórca rozwiązań i aplikacji mobilnych wspierających osoby z niepełnosprawnością wzroku. Autor artykułów i publikacji poświęconych dostępności i nowoczesnym technologiom asystującym. Pasjonat urządzeń z logo nadgryzionego jabłka.
Bloghttps://a11y.report/
Profilehttps://a11y.report/author/admin/

Przez lata szukałem sensownych argumentów przeciwko wciskaniu feminatywów na siłę – i w końcu trafiłem na coś, co rozwala całą dyskusję: oficjalną lekcję szkolną „Płeć a rodzaj gramatyczny wyrazów” na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej.

To jest po prostu złoto: rzetelne, bez ideologii, z tabelkami i przykładami dla liceum. I tu jest najlepszy paradoks – to szkolne podstawy gramatyki, coś, co każdy uczeń szkoły średniej powinien wiedzieć na pamięć (bo to materiał licealny, przygotowujący do matury z języka polskiego). A jednak w gorących dyskusjach o „wykluczaniu”, „widoczności” czy „psuciu języka” jakby nikt tej lekcji nie przeczytał.

Czarno na białym: rodzaj gramatyczny to arbitralna cecha języka, nie płeć biologiczna. Stół męski, choć bezpłciowy. Dziecko nijakie, choć ma płeć. Profesor może być kobietą, choć forma bazowa jest męska – wystarczy dodać przymiotnik lub czasownik w formie żeńskiej, np. „nowa profesor przyszła” zamiast „nowy profesor przyszedł”. Większość ludzi, którzy forsują prezeskę, ministerkę czy koordynatorkę, po prostu tego nie rozumie albo nie chce zrozumieć.

Męska forma generyczna obejmuje obie płcie – tak samo jak „Polacy” obejmuje wszystkie obywatelki i obywateli. Rada Języka Polskiego w stanowisku z 2019 roku (i w późniejszych wyjaśnieniach) mówi jasno: obie formy – męska i żeńska – są poprawne i dopuszczalne w polszczyźnie. Jednocześnie podkreśla, że kobieta ma prawo wybrać, w jakiej formie chce być określana (np. „jestem profesorem” albo „jestem profesorką”), a inni powinni ten wybór szanować – nie poprawiać na siłę, nie wymuszać jednej wersji. W sytuacjach ogólnych, zbiorowych lub gdy płeć nie jest istotna (np. w tytułach stanowisk, dokumentach, nazwach grup), męska forma generyczna nadal pozostaje naturalna i poprawna – nie jest „wykluczająca” z punktu widzenia normy językowej. Ale końcówka -ka w prestiżowych rolach często brzmi infantylnie lub obniża rangę. Nauczycielka w szkole podstawowej? Normalnie. Profesorka na uczelni? Dla wielu brzmi jak zdrobnienie.

Najlepszy przykład tej asymetrii prestiżowej to właśnie świat akademicki. W szkole mówimy „nauczycielka matematyki” i nikt nie ma z tym problemu. Na uczelni mówi się „nauczyciel akademicki” nawet do kobiety – w dokumentach, regulaminach, ogłoszeniach o pracę, umowach i bardzo często w codziennym języku („wszyscy nauczyciele akademiccy”, „jestem nauczycielem akademickim”). Forma „nauczycielka akademicka” prawie nigdy nie pada w bezpośrednim zwrocie – brzmi sztucznie, szkolnie i pozbawia prestiżu. Tu liczy się konkretny tytuł: „jestem profesorem”, „jestem adiunktem”, „jestem doktorem”, „jestem profesorką”, „jestem adiunktką”. Słowo „nauczyciel / nauczycielka akademicki / akademicka” kojarzy się z podstawówką, a nie z badaniami, habilitacją i autonomią naukową. Dlatego nawet kobiety na uczelni wolą męską formę albo konkretny feminatyw stanowiskowy – bo to brzmi poważniej i daje większy autorytet.

W naszym świecie dostępności przykładów nie brakuje.
Weźmy konkretną grupę na Facebooku – „Forum koordynatorek i koordynatorów dostępności” (tak się nazywa popularna grupa zrzeszająca osoby zajmujące się dostępnością cyfrową i fizyczną, licząca ponad 2000 członków). Brzmi sztucznie i na siłę. „Koordynatorzy” gramatycznie wystarcza dla grupy mieszanej lub nieokreślonej płciowo, a dodawanie żeńskiej formy tylko wydłuża nazwę i sygnalizuje „patrzcie, jaka inkluzywność”. Tyle że w środowisku, które codziennie walczy o pełną inkluzywność i usuwanie barier, ta nazwa jest czystą ironią: jest inkluzywna wyłącznie binarna (tylko kobiety i mężczyźni). Dla osób niebinarnych, które nie identyfikują się ani jako kobiety, ani jako mężczyźni, w nazwie grupy nie ma żadnego miejsca. Gdyby naprawdę chcieli być konsekwentni i inkluzywni, to nazwa „Forum koordynatorów dostępności” (generyczne) albo „Forum osób koordynujących dostępność” załatwiłaby sprawę dla wszystkich – bez wydłużania, bez binarnego podziału i bez udawania.

Podobnie z niepełnosprawnością: „osoby z niepełnosprawnościami” zamiast „osoby niepełnosprawne” jest forsowane w komunikatach i poradnikach, ale nazwy instytucji i ustaw zostają po staremu. Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych nadal nazywa się PFRON (nie „Osób z Niepełnosprawnościami”). Ustawa z 1997 r. to wciąż „o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych” – nikt nie zmienia tytułu na „osób z niepełnosprawnościami”, bo to oznaczałoby całą nowelizację, koszty i zamieszanie. Zmiany robi się tam, gdzie łatwo i tanio – reszta zostaje.

A na deser – coś, co pokazuje cały ten cyrk w najczystszej postaci. Mój ulubiony feminatyw? Facetka.

Słowo „facet” – ultra-męskie, chłopackie, od zawsze oznacza mężczyznę. I nagle ktoś dorzucił -kę. I powstała „facetka” na kobietę. I to śmiga od ponad 50 lat: „facetka od polskiego dała kartkówkę”, „patrz, jaka facetka leci na rowerze”, „moja facetka znowu mnie zaorała w dyskusji”. I nikt nie robi afery. Nikt nie krzyczy „to wyklucza facetki!”, „to seksistowskie!”, „trzeba zmienić na kobitkę!”. Działa. Przyjęło się. Bo brzmi głupio, slangowo i zabawnie – nikt nie traktuje tego na poważnie.

Więc powiedzcie mi: skoro feminatywy miałyby być wyłącznie o gramatyce i widoczności – to czemu akurat ten ultra-męski „facet” + -ka przechodzi bez problemu, a „prezeska” czy „chirurżka” wywołuje śmiech albo oburzenie? Bo tu nie o gramatykę chodzi. Tu chodzi o prestiż i chęć pokazania „jestem postępowy”.

W dostępności nie chodzi o to, żeby na siłę zmieniać język na bardziej „wrażliwy”, „inkluzywny” czy „postępowy”. Chodzi o to, żeby ludzie naprawdę mogli korzystać z przestrzeni – fizycznej, cyfrowej, publicznej – bez barier. A językowe akrobacje, które robi się wybiórczo, niekonsekwentnie i często tylko po to, żeby ktoś mógł powiedzieć „patrzcie, jaki jestem świadomy”, nie usuwają żadnej bariery. Wręcz przeciwnie – czasem same stają się nową, małą, ale irytującą przeszkodą.

Jeśli chcemy być naprawdę inkluzywni, zacznijmy od tego, co naprawdę ma znaczenie: czy ktoś na wózku wjedzie do budynku, czy osoba niewidoma przeczyta stronę, czy osoba głucha zrozumie komunikat na lotnisku. Język niech będzie narzędziem, a nie kolejnym polem do popisywania się postawą. Bo jak ktoś naprawdę rozumie, że rodzaj gramatyczny to jedno, a płeć biologiczna to drugie – to nie musi udowadniać swojej wrażliwości przez każdą podwójną formę. Po prostu mówi normalnie, krótko i skutecznie. I wtedy wszyscy wygrywają.

Jeśli ten tekst Ci się spodobał i chcesz, żebym dalej pisał bez ściemy – dorzuć symboliczną kawę:
https://buycoffee.to/rotnicki
Dzięki – to naprawdę pomaga.

https://a11y.report/facetka-przechodzi-prezeska-nie-dlaczego/

#dostępnośćJęzykowa #facetka #feminatywy #inkluzywnośćBinarna #językInkluzywny #płećBiologiczna #prestiżJęzykowy #rodzajGramatyczny

„Gdyby wybory odbyły się w ostatnią niedzielę, zwycięzcą…”. Takimi słowami rozpoczyna się większość najnowszych sondaży przedwyborczych. A gdyby tak kryterium decydującym o wygranej była dostępność stron internetowych ugrupowań startujących w wyborach?

Kiedy raz na kilka lat wielkimi krokami zbliża się dzień głosowania, sam jako osoba z niepełnosprawnością wzroku, profesjonalnie zajmująca się dostępnością, ale i świadomy wyborca, odwiedzam strony internetowe ugrupowań, na które mógłbym oddac swój głos. Jak łatwo sie domyślić, kluczową kwestią jest dla mnie dostępność zawartych tam informacji. To, czy będę mógł zapoznać się z programem, dowiedzieć się więcej o doświadczeniu i poglądach kandydatów, a w efekcie dokonać właściwego wyboru. Dlatego postanowiłem sprawdzić czy poszczególne ugrupowania dbają o dostępność swoich witryn, które tak naprawdę są ich wizytówką i podstawowym źródłem informacji dla wyborców.

Ranking

W poniższej tabeli przedstawiam ranking dostępności stron internetowych ugrupowań, których kandydaci znajdują się na ogólnopolskich listach w wyborach parlamentarnych, które odbędą się już w najbliższą niedzielę 15 października 2023 r. Wybierając link „Czytaj” w ostatniej kolumnie, w nowym oknie otworzy się szczegółowy raport z wynikami badania. Im wyższa pozycja w rankingu tym bardziej dostępna strona internetowa.

MiejscePartiaWynikRaport1Nowa Lewica87,50%Czytaj2Bezpartyjni Samorządowcy75,00%Czytaj3Polska 205068,75%Czytaj4Polskie Stronnictwo Ludowe62,50%Czytaj5Platforma Obywatelska50,00%Czytaj6Nowoczesna50,00%Czytaj7Prawo i Sprawiedliwość43,75%Czytaj8Suwerenna Polska37,50%Czytaj9Polska Jest Jedna37,50%Czytaj10Konfederacja37,50%Czytaj11Razem37,50%Czytaj

Jak powstał ranking?

Powyższy ranking powstał w oparciu o automatyczne badanie dostępności narzędziem Purple Hats wykorzystującym wyspecjalizowaną i uznaną na świecie bibliotekę axe-core przeznaczoną do testowania dostępności. Tworząc ranking przyjąłem następujące założenia:

  • przebadane zostały strony ugrupowań zgłoszonych na listach ogólnopolskich
  • są to strony samodzielnych partii/ugrupowań politycznych (nie komitetów wyborczych czy koalicji)
  • badanych jest do 100 podstron danej witryny internetowej
  • o pozycji w rankingu decyduje procentowa ocena dostępności wskazana przez narzędzie Purple Hats dla danej strony
  • w sytuacji gdy dwie lub więcej partii uzyskało ten sam wynik procentowy, o pozycji w rankingu decydowała mniejsza liczba wykrytych problemów (które muszą być naprawione), a w razie dalszego remisu – ilość wystąpień
  • badanie zostało przeprowadzone w dniach 8 i 9 października 2023 r.

Badanie automatyczne oczywiście nie zastępuje pełnego audytu, jednak z uwagi na to, że wykorzystuje ustandaryzowane testy axe-core (wykrywające podstawowe błędy), a także jest powtarzalne, stanowi możliwie sensowny sposób na porównawcze badanie dostępności wielu witryn internetowych. Dlatego też będąc świadomy jej wad i zalet, zdecydowałem się na wykorzystanie tej metody sprawdzania dostępności do przygotowania powyższego rankingu.

Specjalne podziękowania kieruję do Stefana Wajdy z LepszyWeb.pl za przygotowanie polskiej wersji biblioteki axe-core, spolszczenie szablonów raportów z narzędzia Purple Hats oraz pomoc przy przeprowadzeniu badania.

Dostępnościowe przesłanie wyborcze

Po przejrzeniu rankingu i zapoznaniu się ze szczegółowymi raportami, zapewne każdy będzie miał swoje przemyślenia – jedni będą zaskoczeni, inni niekoniecznie. Być może jescze inaczej – w nowy sposób – spojrzymy na kwestię wyborów dokonywanych w chwili stawiania krzyżyka przy nazwisku konkretnego kandydata z danej listy.

Mam nadzieję, że ranking ten uświadomi zarówno kandydatom jak i wszystkim głosującym, że dostępność stron ugrupowań politycznych może być również istotnym czynnikiem decydującym o tym, na kogo ostatecznie oddajemy nasz głos.

https://a11y.report/dostepnosciowy-ranking-wyborczy-2023/

#2023 #a11y #accessibility #dostępność #elections #głosowanie #kampania #parlament #ranking #sejm #senat #voting #wybory #wybory2023

Hashtagi to słowa lub frazy poprzedzone znakiem # (ang. hash), które służą do oznaczania tematów lub kategorii w mediach społecznościowych. Hashtagi mogą być używane do wyszukiwania, udostępniania i komentowania treści związanych z danym zagadnieniem. Hashtagi mogą być także narzędziem promocji, edukacji lub aktywizmu. Mogą też powodować problemy z dostępnością.

Nie wszystkie hashtagi są łatwe do odczytania i zrozumienia. Często hashtagi składają się z kilku słów połączonych bez spacji, co może utrudniać ich odczytanie zarówno osobom widzącym, jak i niewidomym. Osoby widzące mogą mieć problem z rozróżnieniem poszczególnych słów w długim haśle, a osoby niewidome mogą usłyszeć błędne lub niejasne komunikaty ze swoich czytników ekranu.

Czytniki ekranu to programy, które odczytują na głos tekst wyświetlany na ekranie komputera lub smartfona. Są one niezbędne dla osób niewidomych lub niedowidzących, które chcą korzystać z mediów społecznościowych. Jednak czytniki ekranu nie zawsze poprawnie interpretują hashtagi. Na przykład, czytnik ekranu może odczytać hashtag #superbowl jako „super bowl” lub „superb owl”, co może być mylące lub zabawne.

Hashtag #superbowl odnosi się do Super Bowl, czyli finału ligi futbolu amerykańskiego NFL. Jest to jedno z największych wydarzeń sportowych i telewizyjnych w Stanach Zjednoczonych. Hashtag ten jest używany przez miliony ludzi, którzy chcą śledzić i komentować mecz, reklamy i występy muzyczne. Jednak hashtag ten można było także odczytać jako „super bowl”, co oznacza doskonałą miskę lub miseczkę. Ten zabawny zbieg okoliczności był inspiracją dla wielu memów, żartów i parodii w internecie. Niektórzy ludzie celowo używali tego hashtaga do opisywania swoich ulubionych misek lub miseczek, tworząc kontrast z powagą i emocjami związanymi z Super Bowlem. Jeszcze inna możliwość odczytania tego hashtaga to „superb owl”, co znaczy wspaniała sowa. W 2014 roku organizacja National Audubon Society wykorzystała ten podwójny sens do promocji swojej kampanii na rzecz ochrony sów.

Z kolei #susanalbumparty to hashtag, który miał promować nowy album szkockiej piosenkarki Susan Boyle, znanej z programu Britain’s Got Talent. Hashtag ten został opublikowany na Twitterze w 2012 roku przez jej zespół od public relations. Niestety, hashtag ten można było odczytać także jako „sus anal bum party”, co sugerowało zaproszenie na imprezę o charakterze seksualnym. Ten niezręczny błąd szybko zyskał rozgłos i wywołał wiele żartów i komentarzy w internecie. Hashtag ten jest uważany za jedną z największych wpadek w historii mediów społecznościowych.

Dlatego ważne jest, aby tworzyć i używać hashtagi w sposób dostępny dla wszystkich użytkowników mediów społecznościowych. Jednym ze sposobów na to jest stosowanie tzw. camelCase lub PascalCase. Są to sposoby pisowni, w których poszczególne słowa w haśle zaczynają się wielką literą. Na przykład: #SuperBowl lub #SusanAlbumParty. Taka pisownia ułatwia osobom widzącym odczytanie i zrozumienie hashtagów, a także pomaga czytnikom ekranu poprawnie rozdzielić i wymówić poszczególne słowa.

Nazwa camelCase pochodzi od tego, że wielkie litery w środku wyrazu przypominają garby wielbłąda (ang. camel), zaś PascalCase pochodzi od języka programowania Pascal. Obie konwencje są używane w językach programowania do tworzenia zmiennych i funkcji. Różnica między nimi polega na tym, że w camelCase pierwsze słowo zaczyna się małą literą, a w PascalCase wszystkie słowa zaczynają się wielką literą. W przypadku hashtagów obie metody są akceptowalne i dostępne.

Stosowanie camelCase lub PascalCase to jeden z najprostszych sposobów na poprawę dostępności hashtagów. Nie wymaga to żadnych dodatkowych narzędzi ani umiejętności, a może mieć duży wpływ na jakość komunikacji i interakcji w mediach społecznościowych. Może to także zapobiec nieporozumieniom lub żartom wynikającym z niefortunnej pisowni hashtagów.

https://a11y.report/wielblad-poprawia-dostepnosc-hashtagow/

#a11y #accessibility #camelCase #dostępność #hashtag #hashtagi #hashtags #hasztagi #mediaSpołecznościowe #PascalCase #socialMecia

Wielbłąd poprawia dostępność hashtagów

Hashtagi to słowa lub frazy poprzedzone znakiem # (ang. hash), które służą do oznaczania tematów lub kategorii w mediach społecznościowych. Hashtagi mogą być używane do wyszukiwania, udostępniania …

Raport dostępności