Zieleń nieśmiało pokrywać zaczęła gałęzie -nieprzystojne nagich dotąd -drzew.
Skołowany przejrzałem notatki, w których znalazłem, by z tego faktu się ucieszyć - co też czynię - zastanawiając jednak, czy aby nie za późno.
Poniedziałek czekał już na mnie za drzwiami. "Buuuu!" - krzyknął, kiedy tylko wystawiłem głowę za próg.
Zawahałem się, lecz na chwilę zaledwie, zdeterminowany by nie dać mu satysfakcji.
"Najlepiej nie zwracać na niego uwagi" -podpowiedział mi mój wewnętrzny glos - "jutro go tutaj nie będzie".
Przewróciłem oczami lecz natychmiast poklepałem ów głos po ramieniu, by pokazać że widzę jak bardzo się stara
Szeptucha ma serce czarne jak jej podniebienie. Mieszka sama w zadymionej chacie na skraju wsi. Lepiej nie prosić jej o pomoc bo zamiast zabierać choroby domalowuje im tylko różne ciapki i zygzaki. I to za grube pieniądze.
Kiedy przez nieuwagę mijam ją gdzieś na ulicy, słyszę jak szepcze, pod nosem, niewyraźnie, a po tym wydarza się coś złego.