Wybuchy, kosmiczne śmieci i prywatny wyścig na Marsa. Niedzielny przegląd z orbity

Eksplodujące platformy startowe, rozsiane po orbicie chińskie szczątki rakiet i wielkie plany lądowania na Czerwonej Planecie. Miniony tydzień w branży kosmicznej przypominał scenariusz filmu akcji. Jeśli nie mieliście czasu śledzić doniesień z sektora kosmicznego, zapinamy pasy i nadrabiamy zaległości.

SpaceX szykuje się do trzynastego lotu Starshipa

Wiceprezes SpaceX, Gwynne Shotwell, potwierdziła, że kolejny lot testowy potężnego Starshipa może odbyć się już w przyszłym miesiącu. Zanim to jednak nastąpi, przed inżynierami wciąż sporo pracy. Znamy już jednak plan: trzynasta próba będzie łudząco podobna do poprzedniej, zakładając suborbitalną ścieżkę lotu i wodowanie statku w Oceanie Indyjskim.

Firma wstrzymuje się z pełnym lotem orbitalnym (ten zaplanowano dopiero na misję numer 14), ponieważ podczas ostatniego testu nie udało się ponownie uruchomić kluczowego silnika w próżni.

Ziemia jest już za ciasna dla AI. Google i SpaceX chcą wynieść infrastrukturę na orbitę

Blue Origin odbudowuje zgliszcza, a Amazon liczy na Europę

Mniej niż trzy tygodnie po potężnej eksplozji rakiety New Glenn na przylądku Canaveral, firma Jeffa Bezosa rozpoczęła gorączkową odbudowę zniszczonej platformy startowej Launch Complex 36. Zarząd Blue Origin wciąż zakłada, że rakieta poleci jeszcze w tym roku, choć dla wielu przedstawicieli NASA brzmi to nader optymistycznie.

Opóźnienia Blue Origin to potężny ból głowy dla Amazona, który ma w magazynach setki gotowych satelitów internetowych czekających na wystrzelenie. Przez uziemienie amerykańskich rakiet Vulcan i New Glenn, jedynym ratunkiem dla telekomunikacyjnej konstelacji Amazona okazuje się europejska rakieta Ariane 64, która w zeszłą środę wyniosła na orbitę rekordową paczkę 36 urządzeń, ratując harmonogram firmy.

FCC ratuje kosmiczny internet Amazona. Firma zyskała więcej czasu na walkę ze Starlinkiem

Chińskie śmieci na kursie kolizyjnym

Górny stopień komercyjnej, chińskiej rakiety Zhuque-2E rozpadł się w przestrzeni kosmicznej, rozsiewając chmurę szczątków w mocno zatłoczonym rejonie niskiej orbity okołoziemskiej. To niezwykle niebezpieczna sytuacja: mowa dokładnie o tej samej wysokości, na której operuje Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) oraz tysiące satelitów konstelacji Starlink.

Dowództwo Sił Kosmicznych USA śledzi obecnie ponad 50 fragmentów, ale eksperci z firmy LeoLabs szacują, że w wyniku zdarzenia mogło powstać nawet 150 niebezpiecznych odłamków. Jedyna dobra wiadomość w tej sytuacji: opór atmosferyczny powinien oczyścić orbitę z większości z nich w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy.

Kula ognia na Ziemi czy tykająca bomba w kosmosie? Eksplozja rakiety Bezosa to nic przy tym, co robią Chińczycy

Prywatna misja na Czerwoną Planetę

Firma Relativity Space ogłosiła z kolei śmiały plan: wysłanie prywatnego orbitera na Marsa już w 2028 roku. Projekt (w ramach programu Interplanetary Sciences) realizowany jest przy współpracy z ośrodkiem badawczym NASA Ames.

Na pokładzie marsjańskiej sondy znajdą się instrumenty do badania atmosfery, radar do mapowania lodu pod powierzchnią oraz zaawansowane systemy telekomunikacyjne. Sonda ma zostać wyniesiona w kosmos przez rakietę wielokrotnego użytku Terran R, która wciąż znajduje się w fazie projektowania, a jej dziewiczy lot zaplanowano wstępnie na przyszły rok.

Złośliwi mogliby jednak dodać, że szumne ogłaszanie tak ambitnego planu – i to bez podawania jakichkolwiek technicznych konkretów, kosztów czy masy ładunku – ma obecnie wyłącznie jeden cel: zwrócenie uwagi funduszy VC w nadziei, że któryś z nich zlituje się nad startupem i sypnie upragnionym groszem.

#BlueOrigin #eksplozjaRakiety #JeffBezos #kosmiczneśmieci #Kosmos #misjaNaMarsa #RelativitySpace #SpaceX #Starship #Zhuque2E

Grawitacja (a raczej jej brak) zmienia położenie mózgu. Nowe badania ostrzeżeniem przed misją na Marsa

Podczas gdy SpaceX i NASA prześcigają się w projektowaniu coraz większych rakiet, biolodzy wciąż głowią się nad najsłabszym ogniwem podboju kosmosu: ludzkim ciałem.

Zespół naukowców z Uniwersytetu Florydy potwierdził, że długotrwały pobyt w stanie mikrograwitacji dosłownie zmienia ułożenie mózgu w czaszce. To odkrycie, które może skomplikować marzenia o kolonizacji Czerwonej Planety.

Badania pod kierownictwem prof. Rachael Seidler, oparte na analizie rezonansu magnetycznego (MRI) 26 astronautów, rzucają nowe światło na to, co dzieje się z naszym najważniejszym organem, gdy znika wektor siły ciążenia. Wnioski są jednoznaczne: mózg w kosmosie nie „unosi się” swobodnie, ale ulega trwałemu przesunięciu.

Wielki powrót na Księżyc. NASA celuje w lutowy start misji Artemis 2

3 milimetry, które robią różnicę

Na Ziemi grawitacja ściąga płyny ustrojowe w dół ciała. W kosmosie ten mechanizm przestaje działać, co prowadzi do tzw. przesunięcia płynów w kierunku głowy (to dlatego astronauci na ISS mają często opuchnięte twarze). Zwiększone ciśnienie wewnątrzczaszkowe sprawia, że mózg zostaje wypchnięty ku górze i do tyłu.

Skany MRI wykonane przed i po misjach wykazały przesunięcia rzędu 2-3 milimetrów. W skali neuroanatomii, gdzie wszystko jest upakowane „na styk” w sztywnej puszce czaszki, to spora zmiana. Dotyka ona obszarów odpowiedzialnych za integrację bodźców sensorycznych – czyli tego, jak postrzegamy równowagę i orientację w przestrzeni.

Im dłużej, tym „wyżej”

Badanie wykazało kluczową korelację: czas ma znaczenie. U astronautów spędzających na orbicie 2 tygodnie, zmiany były minimalne. U weteranów, którzy spędzili na ISS pół roku lub rok, przesunięcie było wyraźne i trwałe.

To rodzi pytania o misję na Marsa. Podróż w jedną stronę trwa około 6-9 miesięcy. Do tego dochodzi pobyt na planecie o grawitacji stanowiącej 1/3 ziemskiej i powrót. Jeśli mózg „przebudowuje się” przez rok na orbicie, to jak zareaguje na 3-letnią misję?

Czy jest się czego bać?

Jak zwykle, gdy pojawia się podobny temat, w Sieci nie brakuje nagłówków, które krzyczą o „przerażających skutkach”, ale nauka uspokaja: mózg jest niesamowicie plastyczny. Astronauci po powrocie nie tracą funkcji poznawczych, nie zapominają jak się mówi ani nie tracą IQ. Doświadczają jednak problemów z koordynacją i błędnikiem, co w żargonie nazywa się „chorobą kosmiczną”.

Na Ziemi, gdzie czeka na nich sztab lekarzy, to nie problem. Ale na Marsie, gdzie po lądowaniu trzeba będzie samodzielnie wyjść ze statku i zbudować bazę, zaburzenia równowagi wywołane „przebudową” mózgu mogą być krytycznym zagrożeniem. No chyba, że statek kosmiczny, który zabierze ekipę ludzi na Marsa, będzie mieć grawitację (Stanley Kubrick lubi to), póki co nic się na to nie zanosi.

Ciekawostką jest fakt, że podobny efekt (choć w mniejszej skali) udało się uzyskać na Ziemi, kładąc ochotników na 60 dni w łóżkach z głową pochyloną lekko w dół. Dowodzi to, że winowajcą jest fizyka płynów, a nie np. promieniowanie kosmiczne.

Pomóż nam rozwijać iMagazine – ruszyło badanie czytelnictwa 2026

#medycynaKosmiczna #mikrograwitacja #misjaNaMarsa #news #RachaelSeidler #wpływKosmosuNaMózg #zdrowieAstronautów

Filmy i seriale:
»Pokaz „Misji na Marsa” („Statku niebiański”) w ramach „Festiwalu Filmu Niemego”«

W czwartek, 4 grudnia 2025 r., w Krakowie rozpocznie się 26. "Festiwal Filmu Niemego" pod hasłem "Róża Wiatrów". W piątek 5 grudnia odbędzie się pokaz "Misji na Marsa" ("Statku niebiański").

https://www.fahrenheit.net.pl/film/pokaz-misji-na-marsa-statku-niebianski-w-ramach-festiwalu-filmu-niemego/

#Fahrenheit_zin #film #festiwal #festiwalfilmowy #MisjanaMarsa #MuzeumSztukiiTechnikiJapońskiejManggha #Statekniebiański #FestiwalFilmuNiemego