Na prośbę @Siemano - krótka historia moich związków z jednośladami :)
Motocyklami interesowałem się od dziecka, ku niemałemu przerażeniu matki (mającej za sobą wypadek motocyklowy w czasach młodości wraz z jej ówczesnym chłopakiem). Kieszonkowe, poza magazynami o grach, szło na "Świat Motocykli", a parter łóżka piętrowego, które dzieliłem z bratem, cały był wyklejony rozkładówkami starych maszyn (tak, do "ŚM" zawsze dodawali plakat). Jakoś tak wyszło, że pasjonowały mnie motocykle zabytkowe i klasyczne, a ścigacze nigdy.
Na wsparcie w kwestii kupna maszyny nie miałem co liczyć - więc dopiero na studiach zrobiłem prawo jazdy, kupiłem starą Pannonię... i po pierwszym przejechaniu się ugrzęzła w garażu na długie lata, bo stwierdziłem, ze będę ją remontował. Czy muszę dodawać, że nie wyjechała nigdy o własnych siłach? ;) Projekt dociągnąłem do połowy, metodą prób i błędów ucząc się lakierowania, obróbki metalu, budowy silników i tak dalej. W międzyczasie kupiłem małą 125-kę Rometa (zdjęcie 1). Ta szybko stała się za mała, więc przesiadłem się na już dość antyczną Hondę 750 Nighthawk (zdj.2), która miała fantastyczną moc i zużycie paliwa małego czołgu. Niestety, po jakimś czasie Nighthawk wyzionął ducha (skrzynia biegów zdechła, a nikt nie chciał zająć się takim antykiem), więc zostałem niejako zmuszony do kupna drugiej Hondy - CB500 (zdj.3). I ona została ze mną najdłużej. Zjeździłem na niej całą Polskę, wielokrotnie bywałem na Woodstockach, a także dowoziła mnie do przyszłej żony :)
Parę lat później straciłem pracę i sprzedałem Miśkę, jak pieszczotliwie nazywalem Hondę, żeby mieć na wyjazd do Anglii. Zaczął się długi i niekoniecznie dobry okres w moim życiu, z którego (oby) ostatecznie wyszedłem w zeszłym roku. Jeszcze nieco wcześniej nabyłem od kumpla polsko-chińskiego Junaka M11 (zdj.4), bo tylko na to miałem kasę. Ale póki co daje radę. W sumie bez moto byłem 10 lat. Teraz zbieram na kolejny, większy, i nie zamierzam się poddawać :) #bikersofmastodon #motocykl #urzekłamnietwojahistoria