List z Rożawy do polskich chłopaków (i nie tylko)

https://szmer.info/post/13372994

Gwoli sprostowania: wszędzie gdzie pisze *kobiety mam na myśli osoby socjalizowane jako kobiety i z doświadczeniem kobiecości, w tym osoby trans i queerowe
Kiedy napisałem o transfobii, chodziło mi właśnie o wrzucanie wszystkich osób trans w kategorię “kobiety”, teraz to dodatkowo podkreślasz. Trans mężczyźni istnieją i nie są “w uproszczeniu kobietami”, walczymy o to by być odbieranymi i traktowanymi jak inni mężczyźni.

Rozumiem. Nie tak to miało zabrzmieć. Bynajmniej nie odmawiam istnienia transmężczyznom. Byłoby to conajmniej nieporozumieniem. Kwestie samoorganizacji grup ze względu na doznawane opresje są o tyle pojemne i definiowalne o ile definiować je będą osoby doświadczające podobbych opresji.

W moim doświadczeniu pracy nad tymi kwestiami, osoby trans mają dodatkowe ważne doświadczenia, pozwalające zrozumieć mechanizmy opresji oraz przywilejów z dwóch stron. Przy podziale na grupy ‘męskie’ i ‘żeńskie’, przy pracy nad kwestiami patriarchalnymi na warsztatach, np czasami osoby te wybierały grupy zgodne z własną płcią, bądź tą według ktorych były socjalizowane przed tranzycją, bo mają wgląd w to doświadczenie i mogły pomóc zrozumieć pewne mechanizmy. Same to wybierały. Tu nikt niczego nie narzuca, ani nikogo na siłe nigdzie nie wpycha, za to każda osoba ktora doswiadcza opresji patriarchalnej przez bycie w danej kategorii powinna miec dostęp do przestrzeni wolnej od cis mężczyzn (jako głównych opresorów) do pracy nad tym czy innym tematem.

Rozumiem i nie zakładałem złej woli, chcę zwrócić uwagę na to, że używając w nieprzemyślany sposób inkluzywnego języka nadal można zabrzmieć dyskryminująco.

Kategoria: “kobiety+” jest kategorią otwartą dla tych osób, które chcą w niej być. oprócz cis mężczyzn. Tzn. że jeśli nie czujesz się częścią tej kategorii to nie musisz nią być. Ale jeśli chcesz, to możesz. Chodzi o nie wykluczanie, a nie o narzucanie. Znam osoby trans-męskie, które się organizują w grupach kobiety+ lub jak to nazywają na zachodzie FLINTA, i takie, które wolą się organizować w grupach cis-męskich, jeśli jest akurat propozycja takiego podziału, np. w warsztatach dotyczących patriarchatu. Doświadczenie osób trans jest wyjątkowo cenne dla nas wszystkich, bo osoby trans często mają za sobą doświadczenie tego, jak społeczne oczekiwania i trening osób postrzeganych jako któraś płeć zmienia się wraz z tranzycją.

Najlepiej byłoby znaleźć lepszą nazwę niż kobiety+. np. spolszczając FLINTA na KLINTA. Ale wtedy to jest termin, które rozumiemy tylko my w naszym środowisku. Nie mam lepszych pomysłów, ale może ktoś inny ma. W tym określeniu, czy w tej grupie, chodzi o połączenie osób, które doświadczają opresji ze strony dominującego systemu, w tym konekście systemu patriarchalnego, który wszystkie osoby nie dość cis-męskie (z czyjejś perspektywy) wrzuca do worka: gorsza płeć. Zanim przywróciłyśmy naszą wiedzę o tym, że istnieją i zawsze istniały więcej niż 2 płci, przez stulecia tą gorszą płcią były tylko kobiety i do nich porównywało się osoby, które odstawały od męskiej cis-hetero-normy. “Nie bądź jak baba” “Zniewieściały mężczyzna” i inne bardziej wulgarne których nie będę przywoływać. Teraz tą gorszą płcią są wszystkie płcie, które system odróżnia od cis-męskich. Mamy wspólnego wroga i wspólne, choć nie identyczne, doświadczenie opresji. Możemy się wspónie organizować, żeby ten system obalić, bo on jest opresyjny również dla cis-mężczyzn, nawet jeśli daje im wiele przywilejów. Ale z przywilejów trudno jest rezygnować, trudno jest je zauważyć i trudno jest się do nich przynać, i to odróżnia doświadczenia i rozumienie opresji patrairchalnej przez osoby, które tych przywilejów nie mają, od tych, które je mają.

Absolutnie nie odmawiam nikomu organizowania się w grupach o jakkolwiek arbitralnych zasadach uczestnictwa.

Protestuję przeciwko używaniu pojęcia “kobiety” jako parasola na FLINTA. Kojarzy mi się to z popularnym u transfobek traktowaniem trans facetów jako “zagubionych dziewczyn”. Nie widzę żadnej zalety w takiej komunikacji w kierunku osób spoza środowiska - albo utrwala to niepoważne odbieranie osób transmasc albo i tak wywołuje oburzenie na “nowomowę” przez pisanie o “doświadczeniu kobiecości”.

Jeśli mamy na myśli osoby nie będące cis mężczyznami to można napisać dokładnie to: osoby nie będące cis mężczyznami. Można te osoby wymienić w skrótowcu i wyjaśnić. LGBTQIA jakoś nie zastępujemy “geje”.

“*kobiety (*używam uproszczenia mając na myśli z grubsza osoby nie-cis męskie)” - czy takie definiowanie ludzi jako nie(dostatecznie) męskich nie jest przypadkiem kwintesencją patriarchatu? Na pewno jest transfobiczne.
Nie. Bo słowo ‘niedostatecznie’ jest oceną, a słowo “nie cis” oceną nie jest.
To jest super doświadczenie: móc się samej czegoś uczyć, coś robić politycznego czym wcześniej zawsze zajmował się ktoś inny. Fajnie że są takie pomysły i próby rozszerzania tego pola.
Ok, choć nie wiem czy okopywanie się na ideowych stanowiskach jinelogii pomoże w deeskalacji konfliktu. Faceci, a mówię z doświadczenia, bywają drażliwi gdy ktoś do nich przemawia z pozycji autorytetu rewolucji. Moim zdaniem przedstawianie parytetów jako czysto pragmatycznego rozwiązania wprowadzonego prowizorycznie aż OBIE STRONY nie nauczą się postępować lepiej bardziej sprzyjałyby kompromisowi.
Niby czemu uczucia mężczyzn (są drażliwi) mają być ważniejsze niż uczucia kobiet (są wkurwione)? Czy to nie będzie powtarzanie patriarchatu? Moje wkurzenie jest równie istotne co twoje zmęczenie tym tematem 😜

Mówienie, że obie strony mają się nauczyć postępować lepiej, gdy jedna z nich ma zupełnie inną pozycje społeczną, możliwości, przywileje - jest niezrozumieniem tego, czym jest opresja i jaka jest odpowiedzialność tej strony, która tę opresję stosuje wobec tych osób, które jej doświadczają. Jednym z problemów patriarchatu jest to, że mężczyznom się wydaje, że muszą być nieomylni. A już napewno żadna baba nie będzie im mówić, jak powinni mysleć czy działać. Ani żaden facet, który słucha bab (tutaj: jineolji). Samoorganizacja kobiet ma bardzo długą tradycję, wielotysiącletnią, pewnie zaczęła się wraz z patriarchatem. To nie jest idea jineoloji, tylko zupełnie intuicyjne działanie w sytuacji opresji i niesprawiedliwości, żeby się przed nimi bronić.

To czego mężczyźni muszą się nauczyć, żeby móc pracować z własnym patriarchatem, to pokora i otwartość na głosy innych płci, które mają w tym systemie pod górkę.

Kobiety i pewnie osoby wszystkich połci też nie lubią, żeby do nich mówić z pozycji autorytetu, bo tym autorytetem w naszym doświadczeniu zawsze jest jakiś typ. I też bywają drażliwe. Tylko że w świecie patriarchalnym nikt się nie przejmuje tym, czy i dlaczego kobieta jest drażliwa. Kobieta jest z definicji drażliwa, bo jest głupia, leniwa, złośliwa czy co tam jeszcze.

I najciekawsze jest to, że piszesz o deeskalacji konfliktu. Jakiego konfliktu? Konfliktu który wynika z tego, że jakiś koleś mówi kobietom i osobom o kobiecym doświadczeniu, jak się mają organizować i je obraża z tego powodu? To nie jest konflikt, to jest atak - jednostronny - przeprowadzony przez osobę z przywilejem która chce utrzymać ten przywilej decydowania o tym, co kobiety moga a czego nie mogą robić.

W deeskalacji konfliktu najbardziej by pomogło, gdyby inni kolesie wzięli go na bok i powiedzieli mu, żeby się przestał kompromitować, powtarzając prawicowe argumenty na lewicowych i rzekomo anarchistycznych forach. I żeby się doszkolił z teorii feministycznch, bo to już naprawdę wstyd takie farmazony wypisawac. To nie są lata 80te, tylko 40 lat później. Jeśli rozumieją to na Bliskim Wschodzie, to może i my w Polsce się doczekamy jakiegoś postępu w tym temacie?

Żineolożi wkurwia mężczyzn prawie tak samo jak Ludowa Historia USA / (lub wpisz tu dowolne inne państwo) wkurwia rządzących.

My, mężczyźni, bez walki nie oddamy dominacji nad kobietami.

Ja bym to porównał bardziej do krytycznej teorii rasy i white fragility.
Chwila, FA Lublin? Przecież ta sekcja (jak 3/4 całej FA) nie istnieje od 2016 roku, w 2020 tylko udostępnili parę wpisów o owczesnych protestach, a teraz widzę, że fanpage zniknął.