List z Rożawy do polskich chłopaków (i nie tylko)
List z Rożawy do polskich chłopaków (i nie tylko)
Mówienie, że obie strony mają się nauczyć postępować lepiej, gdy jedna z nich ma zupełnie inną pozycje społeczną, możliwości, przywileje - jest niezrozumieniem tego, czym jest opresja i jaka jest odpowiedzialność tej strony, która tę opresję stosuje wobec tych osób, które jej doświadczają. Jednym z problemów patriarchatu jest to, że mężczyznom się wydaje, że muszą być nieomylni. A już napewno żadna baba nie będzie im mówić, jak powinni mysleć czy działać. Ani żaden facet, który słucha bab (tutaj: jineolji). Samoorganizacja kobiet ma bardzo długą tradycję, wielotysiącletnią, pewnie zaczęła się wraz z patriarchatem. To nie jest idea jineoloji, tylko zupełnie intuicyjne działanie w sytuacji opresji i niesprawiedliwości, żeby się przed nimi bronić.
To czego mężczyźni muszą się nauczyć, żeby móc pracować z własnym patriarchatem, to pokora i otwartość na głosy innych płci, które mają w tym systemie pod górkę.
Kobiety i pewnie osoby wszystkich połci też nie lubią, żeby do nich mówić z pozycji autorytetu, bo tym autorytetem w naszym doświadczeniu zawsze jest jakiś typ. I też bywają drażliwe. Tylko że w świecie patriarchalnym nikt się nie przejmuje tym, czy i dlaczego kobieta jest drażliwa. Kobieta jest z definicji drażliwa, bo jest głupia, leniwa, złośliwa czy co tam jeszcze.
I najciekawsze jest to, że piszesz o deeskalacji konfliktu. Jakiego konfliktu? Konfliktu który wynika z tego, że jakiś koleś mówi kobietom i osobom o kobiecym doświadczeniu, jak się mają organizować i je obraża z tego powodu? To nie jest konflikt, to jest atak - jednostronny - przeprowadzony przez osobę z przywilejem która chce utrzymać ten przywilej decydowania o tym, co kobiety moga a czego nie mogą robić.
W deeskalacji konfliktu najbardziej by pomogło, gdyby inni kolesie wzięli go na bok i powiedzieli mu, żeby się przestał kompromitować, powtarzając prawicowe argumenty na lewicowych i rzekomo anarchistycznych forach. I żeby się doszkolił z teorii feministycznch, bo to już naprawdę wstyd takie farmazony wypisawac. To nie są lata 80te, tylko 40 lat później. Jeśli rozumieją to na Bliskim Wschodzie, to może i my w Polsce się doczekamy jakiegoś postępu w tym temacie?