Wczoraj wieczorem, kiedy dyndając w hamaku rozwieszonym na jednym ze wzniesień Beskidu Makowskiego, przysłuchując się, jak deszcz bębni w tarp postanowiłem, że rano zrobię test i pokręcę kilka kilometrów w stronę Krakowa. Jeśli będzie boleć, będę miał bliżej do miasta na pociąg, jeśli nie, to odrobię km. Ból, nie odpuścił, ale ja tak. Jestem już w domu, szykuję się do snu i nie mogę uwierzyć, jaka to była piękna przygoda :) .
610/640 km.














