Generalnie – same wtórności, czyli już to kiedyś i gdzieś słyszałem. Są więc chłopcy śpiewający (no, umówmy się, że śpiewają, ok?) ładnie i grzecznie, zahaczając bez mała o granicę wokali disco polo z wczesnych dziewięćdziesiątych, ale dodający jakże modną dziś, niedbałą, olewacką wręcz manierkę. Dalej – dziewczyny z miną i głosem pełnym pretensji do świata (no tu się nie dziwię, popatrzcie na moją grafikę w tle na masto – tam jest napisane dokładnie to, co myślę o dzisiejszym świecie), i z tą również olewacką, nosową i niedbałą manierką a la SanaH (sanah?). A kiedyś mówiło się, że przester maskuje nieumiejętność gry na gitarze – mniejsza. Jakiś zespół grający coś z pogranicza panka i rocka, może nawet by dało radę, ale dziś to wygląda, jakby ekipa udała się do sklepu z punkowymi gadżetami, przebrała się w chińskiej produkcji skóry i welury z metkami na wierzchu i głosiła wokół: "Patrzcie, jesteśmy autentycznymi punkami!". Otóż nie. A język angielski (bo to angielski jest?) wokalistki to też taki tribute do polskich wokalistów z lat 90., którzy myśleli, że śpiewają po angielsku... Jazzująca Omasta i puszczająca oko do popowego stylu retro Julia Rover – tu nawet dałem radę wysłuchać ponad minuty... No bo to taka ciekawostka z odrobiną jakości, ale nadal nic nowego.
Słowem – nic mnie nie przekonuje. Że jestem stary? A tak, owszem, ale to nie znaczy, że muzyka tworzona przez świeżaków mnie nie może urzec. Po prostu jest jałowo i nijako. Sorry. Wylosujcie se wykonawcę i zróbcie z niego laureata, różnica żadna.
https://wyborcza.pl/7,113768,31932811,10-odkryc-polskiej-muzyki-wybierz-swojego-faworyta.html



