Muszę w końcu zebrać się do odnowienia bloga i wrzucania tam komentarzy z social mediów, bo tutaj w końcu zaginą w tłumie.
Tym razem #koszykówka do tych, którzy twierdzą, że #NBA w latach 90 była twardą grą prawdziwych mężczyzn:
Tak, tak. W latach 90 to była gra dla prawdziwych facetów... Taki Rodman, to był twardy gość! On w ogóle nie flopował.
Nikt w latach 90 nie narzekał na to, jak grali Pistonsi i później Knicksi. Nikt nie dyskutował o zmianach zasad gry w obronie, o gwizdaniu "każdego" faulu na niektórych gwiazdach.
Nikt nie kombinował ze zmianą odległości linii za trzy, żeby podbić wyniki punktowe i uatrakcyjnić mecze i powstrzymać spadki oglądalności/sprzedaży biletów.
Wszyscy pamiętamy te niesamowite mecze L.A.Clippers z gwiazdorem Loyem Vaughtem, Bullets z Gugliottą czy Bucks (gdzie Brickowski zdobywał średnio 15 punktów na mecz).
Tak, tak. Lata 90 to były wspaniałe czasy! 🙂



