Halo fedi, oglądamy NBA?
Do Rakiet z Houston sentyment czuję już tylko przez pryzmat mojego uwielbienia dla Olajuwona. Lebron nigdy jakoś nie wzbudzał mojego przesadnego entuzjazmu, podobnie jak Jordan.
Dlatego trochę mnie bawią, a trochę irytują nienawiść, jaką wzbudza Lebron i wszystkie te dyskusje, że on nawet nie umywa się do Jordana.
Moje zdanie jest takie - gdyby Jordanowi przyszło grać w dzisiejszych czasach, wzbudzałby chyba jeszcze większą nienawiść niż Lebron.
To, co ten gość wyprawia na parkietach mimo swojego wieku jest naprawdę godne podziwu nawet jeśli zdarzają mu się błędy, czy kiedy wykorzystuje swoją pozycję, żeby sędziowie gwizdali faule.
Swoją drogą zauważyłem wielu kibiców wychowanych na koszykówce lat 90, którzy są fanami gry Rodmana kompletnie ignoruje fakt, że Dennis był jeszcze większym aktorem niż James ;-)

Tymczasem w #NBApl magiczna noc po tym, jak gracz Miami Heat, Bam Adebayo, rzucił... 83 punkty w meczu. To drugi najlepszy wynik w historii, ustępujący jedynie "setce" Wilta Chamberlaina, za to wyprzedzający bliższy historycznie 81-punktowy wyczyn Kobego Bryanta.
Adebayo pobił przy okazji rekord rzutów wolnych, gdyż trafił ich 36.
Wiele złego mogę pisać o NBA2k, co nie znaczy, że nie ma w niej rzeczy dobrych, a nawet świetnych.
Zacznę od wyjaśnienia - w tej grze nie ma niektórych gwiazd NBA, bo te nie zgodziły się na to z różnych powodów. Niemniej tworząc postać do gry np. w karierze, dostajemy bardzo duże możliwości personalizacji swojej postaci. I gracze korzystają z tej możliwości tworząc "awatary" swoich idoli.
I ja ostatnio skorzystałem z tej możliwości, i na podstawie jakiegoś poradnika z YT zrobiłem sobie postać wyglądającą i grającą dosyć podobnie do Charlesa Barkleya. Zamierzam pograć nim karierę, żeby gość miał okazję w końcu zdobyć tytuł mistrzowski, w moim ulubionym Houston Rockets.
(dla porównania wrzucam także zdjęcie prawdziwego Barkleya).