Technologia pod kontrolą. Warszawa zyskuje ważne miejsce na mapie cyfrowej edukacji

W świecie, gdzie smartfony są przedłużeniem naszej dłoni, a algorytmy decydują o tym, co nas interesuje, edukacja cyfrowa staje się równie ważna, co nauka czytania i pisania.

W niedzielę 12 kwietnia, przy ulicy Rembielińskiej 20 w Warszawie, uroczyście otwarto ośrodek Fundacji Sensus Vitae. To miejsce, które nie demonizuje technologii, lecz uczy, jak mądrze i świadomie z niej korzystać.

Z problemem nadużywania ekranów mierzymy się niemal wszyscy, jednak to najmłodsi są na niego najbardziej narażeni. Twórcy inicjatywy zauważają, że współczesny system edukacji nie nadąża za tempem technologicznych przemian, a brak kompetencji medialnych stanowi rosnące wyzwanie dla całego społeczeństwa.

Cyfryzacja nie jest zagrożeniem sama w sobie. Problem zaczyna się wtedy, gdy brakuje wiedzy, narzędzi i wsparcia w jej świadomym wykorzystaniu. Naszym celem jest stworzenie miejsca, które łączy świat technologii z realnymi potrzebami dzieci, rodziców i nauczycieli – mówiła podczas otwarcia Donata Urło-Piotrowska, prezes Fundacji Sensus Vitae.

Donata Urło-Piotrowska, prezes Fundacji Sensus Vitae – fot. Agnieszka Serafinowicz / iMagazine

Placówka ma pełnić funkcję punktu wsparcia opartego na wiedzy ekspertów z Uniwersytetu Warszawskiego oraz Akademii Pedagogiki Specjalnej. W praktyce oznacza to m.in. warsztaty dla rodzin, programy profilaktyki uzależnień od smartfonów (i ekranów w ogóle) oraz bezpośrednie wsparcie dla nauczycieli i psychologów, którzy coraz częściej spotykają się z uczniami (nierzadko już w pierwszych klasach szkoły podstawowej) wprost deklarującymi problem z odłożeniem telefonu.

Rok 2011. Moment, w którym zgubiliśmy balans

Prawdziwą wagę problemu uświadomiło zebranym wystąpienie dr Agnieszki Gąstoł, psychologa i eksperta współpracującego z fundacją. Zwróciła ona uwagę na niepokojący trend – po raz pierwszy w historii współczesnej najmłodsze pokolenie osiąga słabsze wyniki w testach zdolności poznawczych (takich jak pamięć czy koncentracja) niż ich rodzice. Granicą tego załamania wydaje się być rok 2011, kiedy to smartfony przestały być biznesowym gadżetem, a stały się masowo dostępnym produktem dla każdego.

Ekspertka w trafny sposób opisała nasz współczesny kontakt z urządzeniami mobilnymi. Porównała go do uciążliwej znajomości, w której „przyjaciel” nie rozstaje się z nami ani na krok, żąda ciągłej uwagi przy każdym posiłku, a rozłąka z nim wywołuje fizyczny niepokój. Jedynym ratunkiem w takiej relacji staje się stanowcze określenie własnych granic.

– Granice nie są po to, żeby zamknąć, tylko żeby chronić – podkreślała dr Gąstoł. Zaznaczyła przy tym, że odcięcie dzieci od cyfrowego świata jest dziś niemożliwe i nierozsądne. Prawdziwa kultura cyfrowa to umiejętność niegubienia samego siebie w oceanie powiadomień.

Świat, do którego warto oderwać wzrok od ekranu

Największym zagrożeniem, według ekspertki, nie jest wcale to, co dzieci widzą na ekranach. Zagrożeniem jest to, jak technologia przebudowuje ich postrzeganie własnej wartości. Żyjemy w kulcie natychmiastowej gratyfikacji, gdzie nie ma miejsca na nudę, samotność czy głębsze przemyślenia. Co gorsza, my – dorośli – przekazujemy ten wzorzec dzieciom, często sami zbywając je, byle tylko móc szybko odpisać na kolejną wiadomość w komunikatorze.

Ośrodek przy ulicy Rembielińskiej ma być przestrzenią, w której dorośli przypomną sobie, jak zbudować rzeczywistość, w której dla dzieci warto będzie odłożyć telefon. Dom, w którym panuje prawdziwa, niepodzielna uwaga i szkołę, w której ceni się ciekawość ponad błyskawiczne podpowiedzi od sztucznej inteligencji.

To nie jest odosobniona inicjatywa. Podobne próby szukania równowagi między technologią a zdrowiem psychicznym (i przeciwdziałania odruchowemu sięganiu po telefon jako remedium na każdą frustrację) pojawiają się dziś w wielu europejskich państwach. Biorąc pod uwagę rosnące statystyki depresji wśród najmłodszych, takie miejsca przestają być luksusem, a stają się absolutną koniecznością.

#dzieciWSieci #edukacjaMedialna #FundacjaSensusVitae #higienaCyfrowa #profilaktykaUzależnień #rozwójPoznawczy #smartfony #uzależnieniaCyfrowe #Warszawa

RE: https://imagazine.pl/2026/03/05/mobywatel-nowa-funkcja-zgloszenie-narodzin-dziecka-online/

Czym bardziej cieszymy się, że wszystko można załatwić w aplikacji, bez wychodzenia z domu i spotykania innych ludzi, tym bardziej będziemy zaskoczeni, że... tak powszechna jest #samotność i #depresja. No, któż by się spodziewał?! 🤓

---

I nie, nie mówcie, że dzięki oszczędności czasu na załatwianiu spraw urzędowych będziecie się częściej spotykać z przyjaciółmi i znajomymi z kółek zainteresowań. Nie będziecie. Będziecie więcej siedzieć przed netfliksem i przeciągać palcem po telefonie.

#zdrowiePsychiczne #psychika #mObywatel #eUrząd #technoidiotyzm #alienacja #higienaCyfrowa #trzeźwośćCyfrowa #govPL

Zdjęciami dzieci w sieci dzieli się ok. 40% polskich rodziców i ok. 75% szkół i przedszkoli.

Dlaczego placówki domagają się, by rodzice wyrazili zgodę na sharenting i dlaczego rodzice tę zgodę podpisują? Czy zamiast wprowadzać zakaz socialmediów dla dzieci nie powinno się go wprowadzić dla szkół?

Zapraszam na drugą część cyklu o sharentingu:

https://didleth.pl/kto-odpowiada-za-dzieci-na-szkolnym-facebooku/

#dzieci #sharenting #szkoła #przedszkole #żłobek #edukacja #higienacyfrowa

Kto odpowiada za dzieci na szkolnym Facebooku? – didleth.pl

Czy zamiast wprowadzać zakaz socialmediów dla dzieci, nie powinno się go wprowadzić dla szkół? Kto odpowiada za sharenting: placówki czy rodzice? A może politycy i społeczeństwo? Zapraszam: didleth.pl/kto-odpowiad... #dzieci #sharenting #szkoła #przedszkole #żłobek #edukacja #higienacyfrowa

Kto odpowiada za dzieci na szk...
Kto odpowiada za dzieci na szkolnym Facebooku? – didleth.pl

🌨️ 🏂 Zima to jest jedyna pora roku, gdy mogę sobie pozwolić na realizację mojego postanowienia o wspieraniu niekorporacyjnych mediów społecznościowych poprzez publikowanie co najmniej jednego wpisu na dobę.

🌥️ W pozostałe trzy pory roku mam tyle pracy, że nie zawsze jest możliwe, żeby zerknąć na Fedi. Szczególnie trudno jest wiosną i latem. Jesienią już trochę się przejaśnia, ale nie na tyle, żeby zawsze mieć czas i siłę na zajrzenie do komputera* i zagłębienia się w #Fediwersum. Taka jest specyfika pracy rolnika.

* Smartfona do mediów społecznościowych nie używam. To byłaby głupota.

#higienaCyfrowa #rolnik #rolnicy #rolnicyFedi

@lukaso666 Acha, jeszcze jedna rzecz: mi pomaga to, że w ogóle nie używam Mastodona przez smartfona. Dzięki temu nie mam tego beznadziejnego poczucia, że mnie mierzi. Wschodzę do Fedi wtedy, gdy się na to faktycznie decyduję (a nie dlatego, że akurat miałem smartfona pod ręką). To mi pomaga w niefrustrowaniu się.

#HigienaCyfrowa #smartfon

Facebook to cybernowotwór, który toczy nasze umysły. Czas na radykalną chemioterapię, a nie pudrowanie gangreny [felieton]

Mamy rok 2026. Świat płonie, a my wciąż pozwalamy, by algorytmy z Doliny Krzemowej dolewały benzyny do ognia. Nie jestem zwolennikiem cenzury. Jestem zwolennikiem przetrwania cywilizacji. A to, co serwuje nam dziś Meta, to egzystencjalne zagrożenie. I nie, nie przesadzam.

Zacznijmy od konkretu, który przelał czarę goryczy. Jestem dziennikarzem technologicznym, staram się zachować higienę cyfrową. Na Facebooku mam garstkę znajomych – tych prawdziwych, z krwi i kości. Nigdy niczego tam nie komentuję. Nie subskrybuję politycznych fanpage’y. Mimo to, algorytm uznał, że musi mi wcisnąć do gardła wpis, który jest kwintesencją manipulacji.

Oto co zobaczyłem (wpis – co znamienne – zniknął potem samoczynnie, jak wirus, który szukał nosiciela i go nie znalazł, więc poszedł dalej):

„ZEBRAŁEM WSZYSTKIE ZNANE ZABURZENIA PSYCHICZNE DONALDA TRUMPA… ZŁOŚLIWY NARCYZM… OTĘPIENIE… FRONTOTEMPORAL DEMENTIA… Nie czyta dokumentów… Nie słucha ludzi… Pomiędzy decyzją o ataku a jej braku stoi tylko jego otoczenie…”

Brzmi groźnie? Owszem. Jest merytoryczne? W żadnym razie. To pseudomedyczny bełkot. Zbiór teorii spiskowych, półprawd i diagnoz stawianych „na oko” przez ludzi, którzy nie widzieli pacjenta na oczy (łamiąc tym samym Zasadę Goldwatera – jeden z fundamentów etyki lekarskiej). To klasyczna „psychiatryzacja wroga” – metoda znana z ZSRR, służąca do odczłowieczania oponenta. Dla Sowietów każdy dysydent był psychicznie chory.

Ale nie o Trumpa tu chodzi. Chodzi o mechanizm.

Algorytm nie szuka prawdy. Szuka ofiary

Dlaczego ten wpis trafił do mnie? Do osoby, która unika politycznych wojenek? Bo algorytm Meta już od dawna nie jest „społecznościowy”. On jest predykcyjny. Nie reaguje na to, co robisz (bo ja nic nie robiłem). Reaguje na to, kim jesteś statystycznie. Wiek, wykształcenie, lokalizacja, model telefonu. System uznał, że jestem „podatnym gruntem” pod testowanie nowej narracji. Wrzucił mi toksynę, zmierzył czas reakcji (zatrzymanie scrolla), a gdy nie chwyciło – zabrał ją i zaniósł komuś innemu.

To nie jest „wolny rynek idei”. To są testy A/B na żywym organizmie społecznym. Testy, które promują treści skrajne, wywołujące lęk i gniew, bo to one najlepiej sprzedają reklamy. To system masowego testowania reakcji poznawczych. Bez zgody, bez etyki, bez odpowiedzialności.

Szybciej niż bomby – i bez wypowiedzenia wojny

Problem polega na tym, że państwa reagują na zagrożenia militarne, bo są widoczne, mają sprawcę i da się je nazwać agresją. Zagrożenia informacyjne są inne: są rozproszone, bez jasnego autora („to tylko błąd algorytmu”), bez widocznej intencji („to tylko optymalizacja zaangażowania”).

A jednak efekt końcowy jest realny: rozpad zaufania społecznego, erozja demokracji, normalizacja przemocy symbolicznej, podatność na autorytaryzm. To dokładnie ten moment w historii, gdy nowy rodzaj broni wyprzedził język, którym potrafimy go opisać. Jak gaz bojowy w I wojnie światowej. Najpierw był „wynalazek”, potem szok, a dopiero na końcu konwencje genewskie.

My jesteśmy w fazie szoku.

Kłócimy się o to, co wisi na ścianie w klasie, a nie zauważamy, że telefon w kieszeni dziecka jest dziś silniejszym narzędziem indoktrynacji niż jakikolwiek polityk, nauczyciel, katecheta czy podręcznik. Deepfake’i i algorytmy wychowują całe pokolenie – bez programu, bez etyki i bez dorosłych przy stole.

„Ale przecież UE nad tym pracuje…”

Słyszę to ciągle. DSA, DMA, AI Act. Bruksela pisze ustawy, powołuje komisje, nakłada kary, które dla Mety są błędem zaokrąglenia w budżecie. To leczenie nowotworu witaminą C. Gdy pacjent ma złośliwego guza mózgu, nie mówisz mu: „proszę głęboko oddychać, legislacja jest w toku”. Wzywasz neurochirurga, a anestezjolog już czeka…

Mówicie, że „nie da się” wyłączyć Facebooka? Że to zbyt skomplikowane? Że gospodarka? Przypomnijmy sobie lekcję historii. Gdy po ataku na Pearl Harbor USA przystąpiły do II Wojny Światowej, amerykańska gospodarka przestawiła się na tryb wojenny w 72 godziny. Trzy dni. Fabryki lodówek zaczęły robić amunicję. Wolny rynek zawieszono. Wprowadzono racjonowanie. TRZY DNI!

Pearl Harbor to nie jest w tym kontekście metafora wojny. To precedens decyzyjny. USA nie przestawiły gospodarki w 72 godziny dlatego, że wojna była „bardziej realna”, ale dlatego, że uznano ją za zagrożenie systemowe dla państwa.

Dziś algorytmy ingerują w procesy wyborcze, destabilizują relacje społeczne, wpływają na zdrowie psychiczne całych pokoleń i są wykorzystywane w wojnach hybrydowych. To spełnia każde kryterium zagrożenia systemowego. Brakuje tylko decyzji politycznej, by to nazwać po imieniu. Da się.

Czas to powiedzieć głośno: algorytmiczna destabilizacja społeczeństw JEST zagrożeniem egzystencjalnym. Facebook, TikTok i ich pochodne to nie „firmy technologiczne”. To operatorzy infrastruktury poznawczej, pozbawieni jakiejkolwiek odpowiedzialności i napędzani zyskiem, który nie ma moralności.

Plan ratunkowy. Trzy opcje „atomowe”

Nie musimy „zamykać internetu”, tak jak trudno nazwać uśmiercenie pacjenta jego wyleczeniem. Musimy odciąć zasilanie maszynie losującej nastroje społeczne. Oto co można zrobić – nie za 5 lat, ale w miesiąc.

Opcja 1: stan wyjątkowy dla algorytmów

Najczystsza opcja. Decyzją administracyjną (na poziomie UE lub krajowym) nakłada się zakaz stosowania algorytmów rekomendacyjnych dla treści niesubskrybowanych.

Zostaje:

  • Chronologiczny feed od znajomych.
  • Treści, które świadomie zaobserwowałeś.
  • Wyszukiwarka.

Znika:

  • „Sugerowane dla Ciebie”,
  • „Możesz to polubić”,
  • „Wpadnij w króliczą norę”.

Efekt? Zasięgi toksycznych treści spadają o 90%. Wiralowość umiera. Facebook staje się nudnym narzędziem do kontaktu z ciocią. I o to chodzi. Ciocia na pewno się ucieszy, a Twój umysł Ci podziękuje.

Opcja 2: algorytm jako broń (Infrastruktura Krytyczna)

Zmiana definicji prawnej. Systemy rekomendacyjne o zasięgu powyżej X milionów użytkowników zostają uznane za infrastrukturę krytyczną (jak elektrownie czy wodociągi). Skutek?

Obowiązkowe audyty kodu w czasie rzeczywistym (na wzór audytów finansowych i bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej) i odpowiedzialność karna zarządów. Nie „firmy”, ale konkretnych ludzi. Oni mają odpowiadać za skutki społeczne. To zmroziłoby Dolinę Krzemową w tydzień.

Zuckerberg dwa razy zastanowiłby się, czy puścić w obieg algorytm promujący nienawiść, gdyby groziło mu za to więzienie, a nie grzywna.

Opcja 3: odcięcie tlenu (zakaz mikrotargetowania)

Model biznesowy Mety opiera się na sprzedawaniu naszych emocji. Wystarczy wprowadzić całkowity zakaz targetowania treści o charakterze politycznym, społecznym i zdrowotnym. Zero boostowania postów o „szczepionkach”, „wyborach” czy „wojnie”. Jeśli nie da się na tym zarobić, farmy trolli i fabryki fake newsów stracą rację bytu.

Czas na decyzję

To nie jest „radykalizm”. Radykalny jest system, który dla zysku napuszcza na siebie sąsiadów, promuje pseudomedycynę i niszczy demokrację. Jesteśmy zmęczeni. Widzimy więcej, niż algorytm by chciał. I mamy prawo żądać, by ktoś w końcu wyciągnął wtyczkę.

Mój felieton nie ugasi pożaru świata. Ale może chociaż przestaniemy udawać, że to, co czujemy – ten ciągły lęk i wkurzenie – to nasza wina. To nie my zwariowaliśmy. To algorytm.

#algorytmy #dezinformacja #DolinaKrzemowa #DonaldTrump #DSA #Facebook #fakeNews #felieton #higienaCyfrowa #infrastrukturaKrytyczna #manipulacja #Meta #socialMedia #zuckerberg

#święta #ekrany #higienacyfrowa

W tym tygodniu rozłożyła mnie choroba, więc nic nowego nie napisałam, w dodatku zbliża się przerwa świąteczna - jutro wychodzi ostatnia prasówka, a w poniedziałek robię na blogu wolne do Nowego Roku. Raz - sama tego potrzebuję, dwa - nie chcę Wam w tym okresie zawracać głowy sprawami cyfrowymi.

Ale...rok temu napisałam artykuł, który wciąż pozostaje aktualny i warto go przypomnieć przed świętami, ku refleksji. Zapraszam do lektury

https://techspresso.cafe/2024/12/23/czy-musimy-uwolnic-swieta-od-ekranow/

Czy musimy uwolnić święta od ekranów? - TECHSPRESSO.CAFE

Za sprawą smartfonów nawet podczas dużych rodzinnych spotkań ludzie siedzą wokół stołów wpatrzeni w telefony, zamiast ze sobą rozmawiać. Czy to jednak powód, aby całkowicie uwolnić święta od ekranów?

TECHSPRESSO.CAFE - pierwszy polski podcast o filozofii technologii. Internet, prywatność, nowe media
Czy musimy uwolnić święta od ekranów? Przypominam mój zeszłoroczny tekst - jest wciąż aktualny. Zachęcam do lektury i refleksji. techspresso.cafe/2024/12/23/c... #święta #higienacyfrowa

Czy musimy uwolnić święta od e...
Czy musimy uwolnić święta od ekranów? - TECHSPRESSO.CAFE

Za sprawą smartfonów nawet podczas dużych rodzinnych spotkań ludzie siedzą wokół stołów wpatrzeni w telefony, zamiast ze sobą rozmawiać. Czy to jednak powód, aby całkowicie uwolnić święta od ekranów?

TECHSPRESSO.CAFE - pierwszy polski podcast o filozofii technologii. Internet, prywatność, nowe media