Gdy lubisz science-fiction, rzadko pamiętasz sny, ale jak już pamiętasz, to są to wszystkie motywy z filmów i książek wrzucone do blendera.
Śniło mi się, że jadę pociągiem pełnym agentów, bo jest jakieś tajne spotkanie w równie tajnej bazie, gdyż inwazja kosmitów. Standardowa procedura, jak w prawie każdym filmie - normalka. Nie wiem czemu akurat mnie zaprosili, no ale to w końcu mój sen, to kogo mieli zaprosić?
Gdy pociąg dojechał na miejsce okazało się, że takich ludzi jak ja jest więcej i personel obiektu kazał nam przejść do miejsca, gdzie mieliśmy czekać na dalsze instrukcje. Po drodze minęliśmy Jeffa Goldbluma, który wyglądał się i zachowywał jak w "Jurassic Parku" nucąc przy tym motyw muzyczny z "Bliskich spotkań trzeciego stopnia".
Tymczasowa poczekalnia okazała się natomiast dość dużym pomieszczeniem, w którego rogu stał fortepian. Ludzie się jakoś naturalnie rozlokowali: część stała w grupkach, część usiadła na podłodze, a ja usadowiłem się za tym fortepianem. Jako, że grać nie umiem, to wciskałem z nudów pojedyncze klawisze, być może żałując trochę, że nie umiem zagrać tego, co nucił wcześniej Goldblum. Nagle usłyszałem, że ktoś robi nam zdjęcie. Oglądam się i widzę żołnierza z jakimś starym aparatem na kliszę. Żołnierz robi kolejne zdjęcie, ale okazuje się, że wcale nie chodziło o nas, bo celuje w miejsce, gdzie nikogo nie ma. Wtedy mój pokręcony, śpiący mózg połączył kropki, stwierdził: "Aha! ONI też już tu SĄ!" i... się obudziłem.