Niedawno na moim facebookowym peju jeden ze śledzących go zapytał mnie, co można polecić z niemieckiego ekspresjonizmu.
Pytanie Marka jest fajne, ale trudne, bo wiele zależy od tego, jak szeroko rozumiemy niemiecki ekspresjonizm i na ile komfortowo osobom, które sięgnęłyby po tę polecankę, wchodzi kino nieme w ogóle.
Generalnie rzecz biorąc, sądzę, że na początek lepiej mogą podejść (zwłaszcza osobom, które wcześniej nie miały wiele lub w ogóle do czynienia z kinem niemym) filmy bardziej "teatralne", ze scenografią nie pretendującą do realizmu.
Na początek polecałbym "Gabinet doktora Caligari", jako początek niemieckiego ekspresjonizmu na pełnej, a do tego film, który, przynajmniej z mojej perspektywy, ogląda się dobrze do tej pory ze względu na to, jak bardzo jest odrealniony – "Studenta z Pragi" na start nie polecam, choć sam lubię, bo dla osób nieprzyzwyczajonych do wczesnego kina niemego może być nie tylko powolny, ale i komiczny.
Jeśli "Gabinet doktora Caligari" podejdzie, to dalej ruszyłbym z "Golemem", bo jest fajny wizualnie (bardzo caligaryczne dekoracje), do tego jest ciekawy tematycznie. No i jeśli lubi się filmowe horrory Universalu, to można go oglądać przez pryzmat "Frankensteina" z Karloffem. W dalszej kolejności, idąc tropem caligarycznej scenografii, można sprawdzić "Genuine", ale już niekonieczne.
Po początku z nurtem fantastycznym zrobiłbym drobny skręt w kierunku realizmu społecznego Kammerspiel. Tu polecałbym przede wszystkim wybitnego "Portiera z hotelu Atlantic", żeby przekonać się, jak może wyglądać pełnometrażowy film fabularny z okresu kina niemego pozbawiony plansz tekstowych (co należy podkreślić: już na poziomie konceptu, a nie dlatego, że zaginęły) i czy to działa. Jeśli ekspresjonizm realizmu społecznego podejdzie, to następnie polecałbym sprawdzić "Schody kuchenne".
Po Kammerspiel można ponownie zwrócić się w kierunku kina fantastycznego. Na tym etapie podróży proponowałbym jednak sięgnięcie nie po grozę, lecz po protoplastów kina science-fiction i fantasy. Czyli po dwa widowiskowe filmy Fritza Langa.
Radziłbym zacząć od "Metropolis", bo choć ze współczesnej perspektywy nie jest to kino zbyt dynamiczne, to bardzo fajnie zapowiada późniejszą filmową fantastykę, a tropy, które się tam pojawiają, będą wracać w licznych filmach. I nie chodzi mi tylko o bezpośrednie inspiracje w "Łowcy androidów", ale samą formułę dystopijnej fantastyki oraz motywy, z którymi kino sci-fi się kojarzy (przede wszystkim roboty).
W dalszej kolejności polecałbym dwuczęściowe "Nibelungi", ale oglądanie nie w kluczu adaptacji legendy, lecz prekursora fantasy oraz – a sądzę, że nie jest to przesada – blockbusterów. To również jest rzecz ze współczesnej perspektywy dość niemrawa, ale piękna wizualnie, a i niemrawość można sobie całkiem dobrze wytłumaczyć kontekstem operowym.
Taki mini-przegląd niemieckiego ekspresjonizmu domknąłbym filmem "Nosferatu: Symfonia grozy". Z kilku względów – raz, że zbliża się remake w reżyserii Eggersa, dwa, że to ciekawe doświadczenie w zakresie tego, jak straszyło naprawdę stare kino, a trzy, że odcisnął spory wpływ tego filmu na późniejsze kino grozy, a nawet wampiryczną pop-mitologię (przede wszystkim: Nosferatu jako jedna z odmian wampirów w późniejszych tekstach kultury).
Jeśli taka przebieżka podejdzie, to można szukać dalej.
Wówczas poleciłbym sprawdzić któryś z filmów nowelowych – najlepiej "Zmęczoną śmierć", może "Gabinet figur woskowych" , ale to po "Zmęczonej śmierci", ewentualnie, ze względu na to, że jest to rzecz starsza, "Opowieści niesamowite" z 1919 roku
Później można obejrzeć dwuczęściowego "Doktora Mabuse" w kluczu pierwocin filmu fabularnego – trzeba jednak do tej produkcji podejść ze świadomością, że jest długaśna. A na koniec – jeśli uznamy ten film za przedstawiciela niemieckiego ekspresjonizmu, no ale podobny dylemat można mieć już w odniesieniu do "Doktora Mabuse", który czasem czytany jest jako film zrealizowany w kontrze do formuły ekspresjonistycznej poprzed jego realizm psychologiczny – "M - Morderca", który jest rewelacyjny sam w sobie, a dodatkowo działa dobrze jako protoplasta bardziej współczesnych filmów o seryjnych mordercach. Na koniec – żeby dopełnić przegląd najważniejszych tytułów – dorzuciłbym jeszcze "Fausta".
Tak prezentowałby się pełny plan mojej propozycji podróży przez niemiecki ekspresjonizm filmowy. Ale, jak wiadomo, ile ludzi, tyle opinii. Jeśli macie własne propozycje, co warto sprawdzić i w jakiej kolejności, to podzielcie się opiniami.



