Fediludki czytający - wśród znajomych słyszę skrajne opinie na temat traktowania książek. Mam takich, od których nie odważyłbym się pożyczyć żadnej, bo mogłaby się okładka lekko przybrudzić. Ja sam akurat bardzo lubię, kiedy książka żyje i to po niej widać 🙂

Jak u Was?

@ksiazki
#ksiazki

@kuba @ksiazki

Szanuję swoje książki, staram się nie łamać grzbietów, nie ubrudzić. Inną kwestią jest czytanie poza domem - wtedy uszkodzenia robią się niejako same i stają się małymi wspomnieniami. Mała rysa na okładce nagle jest pamiątką z jakiegoś wyjazdu, można widzieć jakąś plamę jako owoc jakiejś wyraźnie wspominanej nieostrożności albo nietypowego miejsca w którym książkę czytaliśmy. Słowem, dodaje to charakteru temu konkretnemu egzemplarzowi.

Mam jedną kompletnie przemieloną "Nieznośną lekkość bytu" Kundery i przy ponownej lekturze często się uśmiecham, gdy ją widzę lub wracam do książki, bo niemal wszędzie są wspomnienia z poprzednich lektur i z miejsc. :)

@Voril
W przypadku książek z biblioteki ich zużycie przywołuje myśli o tym, że ktoś czytał te same słowa i jakoś je odbierał.
@ksiazki

@kuba @ksiazki

Taaak, mam dokładnie to samo odczucie. Kocham małe historie życia znajdowane w książkach z biblioteki.