Miałem na dzisiaj plan idealny: szybkie śniadanie, dwie godzinki rypania na łopacie, żeby mieć potem dzień wolny, wypad do miasteczka do okulistki, drugie śniadanie i dłuższe kulanie na rowerze.
Nie wziąłem pod uwagę jednego: w czasie badania miałem zakroplone oczy i teraz muszę odczekać, żeby móc wyraźnie widzieć, co się dzieje na drodze.
Przynajmniej badanie wyszło OK, wzrok mi się nie pogorszył od ostatniego razu, a to, co optometrystka wtedy wzięła za możliwe początki zaćmy, to niewpływająca na widzenie plamka oderwanego pigmentu. Najprawdopodobniej pamiątka po tym, jak w 2015 wywaliłem się na rowerze i przywaliłem głową w beton, aż kask mi pękł.
Gdybym wtedy jechał z gołą głową, to konsekwencje byłyby dużo bardziej poważne, więc dzieciaki drogie, jeździjcie w kaskach!
