Copiątkowe (jak się okazuje) rekomendacje muzyczne.
1. Wiegedood - co ciekawe, ten zespół podpowiedział mi Google Gemini, gdy z ciekawości zapytałem go o polecajki na podstawie moich wskazań. Wiegedood to belgijski black metal nieco w stylu Gaerei, ale zdecydowanie mniej ostry, bardziej melancholijny i z długimi momentami uspokojenia. Moim zdaniem za długimi, ale ma to swój charakter, jest hipnotyczne, a gdy już wejdą blasty, to jest mocno. Nie dla każdego i dla mnie też być może nie, ale sprawdzić na pewno warto.
2. Daidalos, album "Dante" - jest to niemiecki black metal, ale symfoniczny i - co wydawało mi się, że słyszałem - lekko podjeżdżający nawet pod deathcore. Ta symfoniczność jest bardzo słyszalna i muzyka jest wręcz epicka, nasiąknięta blastami, growlem i to wszystko robi fajne wrażenie. Nie ma tutaj długich utworów, jest raczej więcej krótkich kawałków. Nie wiem, czy słuchałbym tego więcej, ale zespół (a raczej jednoosobowy projekt) tą płytą zwrócił na siebie moją uwagę.
3. Lomsk, album "Act II - Of Iron and Blood" - chciałoby się powiedzieć "szwedzka odpowiedź na Mgłę". To kolejny zamaskowany, tajemniczy zespół grający melodyjny BM. I być może dlatego mi się to tak podoba, ale nie zmienia to faktu, że to znakomite, wkręcające granie. Wiadomo, że są melodie, ale tu jest wszystko, co się lubi w Mgle, tylko podlane lekko "bitewnym", epickim (nie aż tak) i nawet nieco greckim sosem. Do tego bardzo wyraźny, groźny growl. Tego nie da się przesuwać, bo jest tak dobre. Oczywiście, o ile ktoś lubi takie granie. Jeśli lubicie Mgłę - to chyba ten najmocniej zafascynowany nim kuzyn.
(1/2)