4. Winterfylleth, album "The Unyielding season" - dzisiaj jest w ogóle dzień dobrych premier, bo Winterfylleth też wydał nowy krążek i jest bardzo dobry... w pierwszej połowie. Niezmiennie black metal, ale raczej ten kojarzący się z naturą, wielką przestrzenią, górami, lasami itd. Co nie znaczy, że to jakieś plumkanie - to pojawia się w drugiej połowie, natomiast w pierwszej jest jak najbardziej hipnotyzowanie słuchacza krzykiem oraz blastami. Dobra płyta, choć mówię - końcówka trochę nudnawa, ale tak jest ze mną i akustycznymi momentami.

Wyróżnienia:

- Cold Steel - przyjemny amerykański thrash, miejscami nawet hitowy. Zwłaszcza, że to taki thrash pomieszany z bardziej agresywnymi odmianami mających korzenie w scenie punkowej. Dobrze się słucha, choć nie jest to nic rewelacyjnego czy tym bardziej rewolucyjnego.

- Nocturnis - niemiecki black metal zazwyczaj mi siedzi i tak jest też tutaj. Ciut bardziej zaawansowany niż agresywne darcie mordy, ale nie na tyle, aby przerodzić się w metafizyczne plumkanie - tutaj nadal mamy agresję, ale jest ona wyważona. Nie zachwyciłem się zespołem, ale jest na tyle dobry, że z chęcią będę go słuchał.

- Hellripper, album "Coronach" - kolejny dzisiejszy krążek. Thrashowo-blackowy Szkot znowu atakuje. To płyta dobra, bardzo hitowa, ale nie porwała. Mam wrażenie, że miało być tutaj trochę więcej urozmaiceń i właśnie tej przebojowości i nie jest źle, ale bardziej pasowały mi poprzednie wydawnictwa. Co nie znaczy, że "Coronacha" nie warto posłuchać.

Jakby co, dzisiaj swój nowy album "Autumn Embrace" wydał też Enisum, czyli arpitańska formacja reprezentująca mocno atmosferyczny black metal. To też niezłe wydawnictwo, ale jakieś takie wtórne i mało angażujące, więc nie znalazło się w wyróżnieniach.

(2/2)

@muzykametalowa #muzyka #MetalPany #BlackMetal #Metal

W tym tygodniu było słabo, ale wjechał #piątek i wraz z nim doskonałe premiery. A w czwartek wjechał zespół, po którym nie spodziewałem się, że mnie rozbuja. Ale po kolei.

1. Angine de Poitrine - oglądam sobie spokojnie Maćka z Nebula Studio i to z jego materiału dowiedziałem się o tym nietuzinkowym zespole. Instrumentalny, przebierający się, alternatywny w pełnej krasie, z mikrotonalnymi gitarami - tego nie rozumiem i pewnie nie zrozumiem, ale zwrócę uwagę na coś innego. Normalnie takich udziwnień nie lubię, ale... TO BUJA. I to jak - włączcie sobie np. "Fabienk" czy "Sherpa" i powiedzcie, że się chociaż minimalnie nie ruszacie na krześle. Kanadyjczycy pod tą całą maskaradą grają tak naprawdę eksperymentalny rock, rock matematyczny i naprawdę jestem ciekawy, co dalej ten projekt przyniesie.

2. Primus - przy okazji omawiania powyższego zespołu, Maciek wspomniał też o tej kapeli, której nie znałem, a która odpowiada m.in. za utwór do South Parku. Tutaj mamy rock z dużą domieszką funku i nawet minimalnie heavy metalu. Przez większość utworów nic specjalnie i nudne, ale jak wejdzie groove, to też człowiek się pobuja. I ze względu na te momenty wspominam o tej kapeli.

3. Hamulec, album "Na Śmierć" - piątek zaczął się świetnie, bo od premiery tego albumu. Zespół Hamulec istnieje na naszej scenie od paru lat i stopniowo zdobywa coraz większą popularność swoim thrashowo/punkowym brzmieniem. I tutaj jest jeszcze bardziej brudno, bez rezygnacji z metalu, energicznie, dynamicznie. Gdy to włączyłem - UAAA! Szczególnie pierwsza połowa płyty. Warto i to bardzo, bo to może być kapela, która wejdzie do pierwszego szeregu ostrego grania w Polsce.

(1/2)

#muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal #rock @muzykametalowa

Włączyłem zaledwie dwa pierwsze kawałki świeżutkiego albumu zespołu #Hamulec i już wiem, że to jest miazga. Rewelacyjnie się chłopaki rozwijają.

#rock #muzyka #metal #MetalPany

Zawody (poza tymi, które sprawiam bliskim):

Specjalnie zainicjowałem tę kategorię, aby napisać o tym, co dzisiaj wypuściła Gaerea albumem "Loss". Rozumiem zmianę stylu, jest też kilka kawałków niezłych, ale faktycznie już wynieśli się z nowoczesnego black metalu i poszli bardziej w post-black, modern metal, z wyraźnymi efektami postprocessowymi. Tutaj nadal jest mocno, nadal nie nazwałbym tego czymś lekkim, ale to zupełnie nie jest to, do czego nas przyzwyczaili. Niektórzy powiedzą, że to rozwój i może tak jest. Ale przyznam szczerze, że poczułem się nieco oszukany, szczególnie mając w pamięci świetnie single do tej płyty

(3/3)

@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

5. Graufar, album "Via Necropolis" - ostatnio pisałem o tym austriackim blackowym zespole, że świetnie sprawdzają się w krótszych formach, ale w dłuższych jest nudno lub dziwnie. Z radością mogę stwierdzić, że chłopaki wzięli moje uwagi do serca (żartuję - nie czytali ich) i ta płyta jest naprawdę dobrym długograjem z utworami o solidnej długości, gdzie tej nudy nie ma. Pierwsza połowa jest bardziej agresywna niż druga i przez to lepsza, ale to naprawdę solidny krążek.

Wyróżnienia:

- The Fallen Prophets, album "Slaughtered at the Altar" - nic szczególnego, ale to po prostu dobry death metal, "bezpieczny", nieeksperymentujący, przy którym dobrze jadło mi się śniadanie w postaci skibek chleba z łososiem.

- Far From Finished, album "East Side of Nowhere" - kupa punkowej rozrywki. Mało skomplikowane, trochę na jedno kopyto, ale jak znakomicie wprawia nóżkę pod biurkiem w ruch!

- Black Water County, EP-ka "Second Best" - nic szczególnie, ale lubię ich i nie zawiedli. To taki lżejszy, bardziej folkowy celtic rock, bo może punkiem do końca bym tego nie nazwał, ale rockiem już jak najbardziej. Tutaj jest go nawet całkiem sporo (np. na "Wreckless").

- Bras D'Honneur, album "Hate Speech" - ale buja. Nowy projekt twórców Drudkh (Ukraina), za którymi średnio akurat przepadam, ale tutaj jest zupełnie inne, mocno piwniczne, blackowe, militarne granie, które trudno nazwać skomplikowanym. Takie coś dla odprężenia dla muzyków, gdy muszą się wyszumieć. Jeszcze nie jestem przekonany, ale do obserwacji.

(2/3)

@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

Dzisiaj wyjątkowo wcześnie, ale potem mogę mieć tzw. "niedoczas", więc wolę już teraz. Bo mam co nieco uzbieranych polecajek muzycznych.

1. Joanne Shaw Taylor - ...ale zaczniemy je bardzo nietypowo. Przyznam szczerze, że nie tylko nie słyszałem o tej artystce, ale też myślałem, że to country. A to blues rock, w którym są i solówki, i bywa nostalgicznie, i bywa szybko. To nie jest tak, że jestem fanem, ale przyznam, że od czasu do czasu lubię sobie posłuchać bluesa, a Taylor gra i śpiewa go bardzo dobrze.

2. Black Birch - nauczka dla mnie, że nie zawsze słuchanie na głośnikach (z powodu wygody) jest dobre. Gdy ta szwedzka grupa BM leciała z głośników, to była "meh". Nagle zyskali wiatru w żagle na słuchawkach, gdzie po prostu przyjemnie to chodziło, gdyż już zaczynała się agresja. Tutaj jest ponura wściekłość. Szkoda tylko, że czasem jednak starają się być spokojniejsi, bo to akurat średnio wychodzi.

3. Firtan, album "Niedergang" - niełatwa muzyka, ale dobrze się tego słucha w tle, gdy robi się jakieś zadanie. Dość natchnione darcie mordy, szybka muzyka, ale ma się tutaj takie poczucie napięcia, że nie wiadomo, co zaraz się stanie. I to wszystko bez żadnych muzycznych eksperymentów. Niemiecki pogański black metal, ale nie w klimatach bardziej folkowych (są skrzypce, ale raczej smutne i podniosłe), tylko takich wiejskich, a dokładniej z tych wsi, gdzie na środku jest pal do palenia niewiernych i dezerterów.

4. Heathen Heretic - ale niespodzianka. To taki black ze Szwajcarii (mniej nazwałbym to deathem, ale też są takie momenty), melodyjny, ale też podniosły, taki "zwiewny", z dużym udziałem akustycznej gitary i lekkiego kobiecego śpiewu. Tylko że potem ta pani zaczyna się drzeć przy akompaniamencie blastów i zaczyna się robić dobrze na serduszku, bo powstaje ściana dźwięku, jest to agresywne, mocne i sprawia radochę. Mam wrażenie, że to przełączanie się pomiędzy lekkością a agresją jest trochę na siłę i takie szablonowe, ale i tak warto sprawdzić.

(1/3)

@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

Wyróżnienia:

- We Three Kings, album "By Royal Appointment" - napiszę to samo, co kilka miesięcy temu - przyjemnie spędzony czas, energetyczna muzyka. Trudno coś więcej napisać o tym zespole, to typowa muzyka do posłuchania czegoś fajnego, ale nie delektowania się (przy całym szacunku, bo to kawał dobrego grania, tylko mało oryginalnego).

- Dogstar - nie będę ukrywał, że trafiłem na ten zespół dlatego, że ma bardzo sławnego basistę (Keanu Reevesa). Jednak zaskoczyło mnie, że jest to bardzo dobry rock, nie ciężki, nie ostry, nie szybki, ale pobrzękujący sobie w tle - przyzwoity. Raczej nie zanudzi, choć też mnie nie zachwycił.

- Wormsden, album "Devotion of the Cursed" - mam wrażenie, że już pisałem o tym zespole, ale nie mogę znaleźć. Ich pierwszy pełniak, nierewelacyjny, ale bardzo dobry. Niestety, Rosja.

- Alkhemia, album "Haxen" - francuski zespół, o którym już chyba pisał, a który właśnie wydał nową płytę (a ta brzmi, jakby tę muzykę stworzyli Niemcy). Bardzo dobre, choć czasem wkrada się nuda. Dość wysokie tony gitar, nienachalne blastowanie, atmosfera finałowej sceny jakiegoś dramatu.

(2/2)

@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

Copiątkowe (jak się okazuje) rekomendacje muzyczne.

1. Wiegedood - co ciekawe, ten zespół podpowiedział mi Google Gemini, gdy z ciekawości zapytałem go o polecajki na podstawie moich wskazań. Wiegedood to belgijski black metal nieco w stylu Gaerei, ale zdecydowanie mniej ostry, bardziej melancholijny i z długimi momentami uspokojenia. Moim zdaniem za długimi, ale ma to swój charakter, jest hipnotyczne, a gdy już wejdą blasty, to jest mocno. Nie dla każdego i dla mnie też być może nie, ale sprawdzić na pewno warto.

2. Daidalos, album "Dante" - jest to niemiecki black metal, ale symfoniczny i - co wydawało mi się, że słyszałem - lekko podjeżdżający nawet pod deathcore. Ta symfoniczność jest bardzo słyszalna i muzyka jest wręcz epicka, nasiąknięta blastami, growlem i to wszystko robi fajne wrażenie. Nie ma tutaj długich utworów, jest raczej więcej krótkich kawałków. Nie wiem, czy słuchałbym tego więcej, ale zespół (a raczej jednoosobowy projekt) tą płytą zwrócił na siebie moją uwagę.

3. Lomsk, album "Act II - Of Iron and Blood" - chciałoby się powiedzieć "szwedzka odpowiedź na Mgłę". To kolejny zamaskowany, tajemniczy zespół grający melodyjny BM. I być może dlatego mi się to tak podoba, ale nie zmienia to faktu, że to znakomite, wkręcające granie. Wiadomo, że są melodie, ale tu jest wszystko, co się lubi w Mgle, tylko podlane lekko "bitewnym", epickim (nie aż tak) i nawet nieco greckim sosem. Do tego bardzo wyraźny, groźny growl. Tego nie da się przesuwać, bo jest tak dobre. Oczywiście, o ile ktoś lubi takie granie. Jeśli lubicie Mgłę - to chyba ten najmocniej zafascynowany nim kuzyn.

(1/2)

@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

Lubię ten moment, gdy ni stąd, ni zowąd, dowiaduję się o nieznanym sobie zespole, który właśnie wydał album i ten krążek rozwala mnie na kawałki. Albo inaczej - siedzę przy nim i płynę słuchając.

Tym razem zespół Lomsk i album "Act II - Of Iron and Blood".

@muzykametalowa #muzyka #Metal #MetalPany #BlackMetal

Po tygodniu przerwy myślałem, że będę miał dla Was więcej materiału muzycznego do rekomendacji, ale niestety - raz, że nie miałem za dużo czasu, a dwa, że nie trafiłem na "mięso". Ale i tak coś znalazłem.

1. Lovebites, album "Outstanding Power" - przesłuchałem ten album w tygodniu premiery i nie podszedł mi. Ale potem uświadomiłem sobie, że pewnych utworów nadal słucham z przyjemnością, a moje pierwsze negatywne wrażenie było raczej spowodowane wysokimi oczekiwaniami od tego świetnego japońskiego powermetalowego zespołu. A tu jest po prostu więcej rocka, mocy i szybkości niż wcześniej - jest dobrze, po prostu nie ma jednego hitu, który będzie siedział w głowie (najbliżej był "Wheels on Fire").

2. Dratna - bardzo źle nagrany black metal z Wielkiej Brytanii, z jakiejś pieczary, kiczowatymi klawiszami w tle, kompletnie niezrozumiałym skrzekiem o irlandzkiej mitologii. Podoba mi się. Ma w sobie coś magicznego i takiego "fantasy" (w końcu jest o mitologii), nie ma to typowej, brutalnej dla metalu mocy, ale świetnie siedziało w tle podczas nawalania w Clash Royale.

3. Lightlorn, album "The Ebb and Flow of Galactic Tides" - już kiedyś pisałem o tym zespole ze Szwecji, który prezentuje atmosferyczne, post-blackowe granie. Długie, nudne, wwiercające się, ale dające miłe uczucie. Bo to taki black metal, który jest radośniejszy niż większość na rynku i faktycznie czuć w nim galaktykę, ale w tym pozytywnym, odkrywczym, radosnym znaczeniu, a nie zimnej pustki i emanacji chaosu. Lubię takie granie i ta płyta nie zawiodła.

Wyróżnienia:

- Elektryczne Gitary, album "Stare jak nowe" - czyli kompilacja na 25-lecie. Lubię po prostu, mam sentyment i z tego powodu słuchało mi się tej kompilacji bardzo dobrze.

- Bliss of Flesh - porządny black z Francji, z lekką nutą deatha, bo niektóre patenty pasują właśnie do tego gatunku (uprzedzając pytanie - nie, nie umiem tego opisać słowami). Wokal trochę natchniony i mi nie pasuje, ale muzycznie jest dobrze.

@muzykametalowa #metal #MetalPany #muzyka