Dobra, "przyzwyczaiłam" się do tego, że demokratyczne kraje klepią się po pleckach przy okazji ludobójstwa i przechodzimy nad tym do porządku dziennego, ale gdzie przegapiłam moment, w którym prezydent USA mówi, prawie dosłownie - "bierzemy waszą ziemię, nie bedziecie tu żyć, zbudujmy tu ładne hotele, zapraszam wypierdalać" i nikogo to zbyt szczególnie nie rusza?
Zastanawiacie się czasem, czy w takim położeniu kiedyś może być Polska? "O tu sobie nad morzem nowe hoteliki zbudujemy, a górach fajne obiekty sportowe. Jeśli ktoś tu jeszcze żyje, to idźcie sobie stąd szybciutko?"
