Tegoroczna edycja Pixel Heaven zostanie zapamiętana na długo. Ale nie przez fajną atmosferę, tonę retro sprzętu czy ciekawe panele, ale kiepską organizację.
Bo jak inaczej nazwać fakt, kiedy okazuje się że PH nie zostało zgłoszone jako impreza masowa, przez co na terenie Zajezdni nie mogło przebywać więcej niż tysiąc osób? Jeszcze przed południem przed wejściem na teren imprezy ustawiła się długa kolejka, a ochrona wpuszczała kolejne osoby tylko wtedy, kiedy ktoś opuszczał teren festiwalu. Z tego co mi wiadomo, to niektórzy zanim weszli do środka musieli odczekać ponad dwie godziny na prażącym słońcu. Inni zaś zostali odesłani z kwitkiem, bo wstrzymano w pewnym momencie sprzedaż biletów (zarówno stacjonarną, jak i internetową). Dodam jeszcze, że nie mogli wejść też sami wystawcy czy prelegenci 🙈
Kiedy jednak udało się wejść do środka, to do czynienia miało się z tym, co zawsze można było zobaczyć na Pixelu - dużą liczbę starych komputerów i konsol, kilka automatów i flipperów, kilka stolików z indykami oraz sporo stoisk, gdzie można było się okupić w giereczkowy stuff.
Największy plus imprezy? Możliwość spotkania się na żywo i przybicie piąteczki z ludźmi, których znałem do tej pory z internetów (m.in. @emill1984, @trocheograch czy @dark_muradin ).
Szkoda tylko, że niesmak pozostaje. I obawiam się, że to mógł być ostatni Pixel Heaven. Bo na kolejny taki cyrk ludzie raczej nie będą chcieli się pisać...



