Jeśli pamiętacie ostatni wpis o telewizorze, to ma on ciąg dalszy.
Moja radość trwała krótko - po jednym dniu wróciliśmy do punktu wyjścia. Znowu krótli błysk podświetlenia na moment po włączeniu i ciemność. Pogłębione badania multimetrem wykazały brak problemów - napięcie dochodziło tam, gdzie miało, i wszystko trzymało się specyfikacji.
A więc wziąłem się za rozbieranie ekranu. Nie polecam nikomu - ciężka fizycznie i wymagająca wielkiej delikatności praca. Gdy dotarłem w końcu do pasków LED, które urosły do rangi głównego podejrzanego, okazało się, że są tak przyklejone do obudowy, że nie ruszę ich bez podgrzewania. I wtedy zdecydowałem, że pora odpuścić.
Zamieszczam tę historię, żebyście mieli pełen obraz tego, na co domowy dłubacz-techniczny nekromanta może się natknąć. Mogłem kombinować, pożyczać dmuchawę gorącego powietrza, i wydać 180 zł na nowe paski, ale to byłaby sztuka dla sztuki. Ten telewizor nie był aż tak specjalny. I również, zgodnie z filozofią mojego ulubionego dłubacza z YT, Adriana Black'a, mówię szczerze również o tym, co mi się nie udało, i gdzie się pomyliłem, zamiast zostawiać półprawdę dla nabicia polubień i swojego ego.
Przy okazji, pozdrawiam czule po same kule miasto Łódź za całkowity brak miejsc do utylizacji elektrośmieci w centrum. Na osiedlach są rozstawione specjalne kontenery, ale w śródmieściu nie. Chciałem być uczciwy i zanieść panel LCD do najbliższego mnie, więc dygałem 2 kilometry z buta ze szklanym żaglem o rozmiarach metr na półtora, tylko po to, żeby się przekonać, że nic tam nie ma, bo mapa na stronie urzędu jest nieaktualna. #nekrotech #naprawa #elektronika