63 Followers
65 Following
91 Posts

POMAGAJ MĄDRZE! PORADY I LINKI DO SPRAWDZONYCH ZBIÓREK

Choć pomoc dla ofiar klęsk żywiołowych często kojarzy się z darami, pamiętaj, że najskuteczniejsza pomoc to pomoc finansowa wpłacana na zbiórki prowadzone przez sprawdzone fundacje i organizacje. Dlaczego?

• Kupując coś w sklepie, płacisz cenę detaliczną. Fundacja może robić zakupy po cenach hurtowych, a więc taniej. Te same środki przekładają się na większą pomoc.

• Do walki z powodzią potrzebne są nie tylko rzeczy, które można kupić w sklepie, jak wiadra, worki na śmieci, środki dezynfekujące czy gumowe rękawice, ale też profesjonalny sprzęt, np. osuszacze. Jedna osoba nie kupi sprzętu za 10-20 tysięcy złotych, ale już tysiąc osób, które wpłacą po 10-20 złotych, mogą umożliwić taki zakup.

• Organizacje zajmujące się pomocą najlepiej wiedzą, czego w danym momencie brakuje w magazynie, więc nie kupują na ślepo. Nie ryzykują, że będą mieć kilka razy za dużo worków na śmieci, za to za mało wody butelkowanej.

• Wszystkie dary trzeba posegregować, co wymaga wiele pracy. Czas zaoszczędzony na segregowaniu osoby pomagające mogą wykorzystać, by skuteczniej pomagać.

• Łatwiej zapanować nad magazynem, do którego organizacje zamawiały towar samodzielnie. Przykład: buty z darów będą miały różne rozmiary, trzeba je nie tylko oddzielić od reszty produktów, ale posegregować numerami, a także pilnować, żeby się nie rozparowały, bo jeśli jeden zaginie, to drugi do niczego się nie przyda. Organizacja zamawia karton butów w konkretnym rozmiarze, wie, iloma parami dysponuje i że wszystkie są kompletne.

Pomoc rzeczowa jest oczywiście wartościowa, a w szczególności w pierwszych dniach powodzi wręcz ratowała życie. Wiadomo, że jeśli na zbiórkę trafia coś, co masz już w domu (jak używane kalosze w dobrym stanie), można je przekazać tylko fizycznie. Jest też pomoc spontaniczna: „w czasie zakupów wezmę dodatkową parę gumowych rękawic i zostawię w koszu na dary” – szczególnie w przypadku osób nieobsługujących przelewów online (osoby starsze, osoby niepełnoletnie) jest to łatwo dostępna forma zaangażowania się, bez której być może w ogóle nie wzięłyby udziału w akcji pomocowej. Część sieci sklepów oferuje jednak możliwość dodania kilku złotych do rachunku na rzecz pomocy ofiarom powodzi, więc jeśli taka opcja jest dostępna, warto z niej skorzystać. Jeśli jednak wiesz, że zamierzasz wspomóc ofiary powodzi konkretną kwotą, zamiast poświęcać czas na zakupy, wybierz przelew. Wtedy Twoje pieniądze będą pomagać skuteczniej!

Sprawdzone zbiórki na pomoc ofiarom powodzi:

Polska Akcja Humanitarna (PAH):
• przelew na konto: 02 2490 0005 0000 4600 8316 8772, z dopiskiem: Powódź
• BLIK: numer 453 021 973, z tytułem: SOS POWÓDŹ
• online: zrzutka.pl/sospowodz

Polski Czerwony Krzyż (PCK):
• przelew na konto: 16 1160 2202 0000 0002 7718 3060
• BLIK: numer 794 33 22 11
• online: zrzutka.pl/naratunekpowodz

Caritas Polska:
• przelew na konto: 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384, z dopiskiem: POWODZ
• BLIK: numer 668 070 000, z tytułem: POWODZ
• online: caritas.pl

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy (WOŚP):
• przelew na konto: 12 1140 1010 0000 5244 4400 1043
• online: powodz-eskarbonka.wosp.org.pl
• SMS: numer 75565, treść: SERCE
• inne opcje pomocy opisane na stronie: www.wosp.org.pl/pomagamy/powodz

Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM)
• przelew na konto: 18 1140 1010 0000 5228 6800 1001, z tytułem: Pomoc dla powodzian
• online: pcpm.org.pl/powodzianom

Banki Żywności:
• online: bankizywnosci.pl/przekaz-darowizne

Siepomaga.pl:
• online: siepomaga.pl/powodzie

Pomagam.pl:
• online: pomagam.pl/sospowodz

RatujemyZwierzaki:
• online: ratujemyzwierzaki.pl/powodz-zwierzeta

Gmina Kłodzko
• przelew na konto: 49 9523 0001 0000 2264 2000 0203, z dopiskiem: Darowizna na rzecz usuwania klęski żywiołowej powodzi. Pomoc Powodzianom

Gmina Głuchołazy
• przelew na konto: 20 8891 0000 2015 6507 9312 0051

Gmina Lądek Zdrój
• przelew na konto: 96 9588 0004 3900 1111 2000 0780

Gmina Bystrzyca Kłodzka
• przelew na konto 67 9588 0004 9700 0299 2000 0950

Gmina Prudnik
• przelew na konto 73 8905 0000 2001 0000 0215 0204, z dopiskiem: Darowizna-powódź

Gmina Wleń
• przelew na konto 85 8384 0009 0200 0228 2000 0151

Gmina Lewin Brzeski
• przelew na konto 05 8870 0005 1003 0100 1850 0203, z dopiskiem: Pomoc dla powodzian

Miasto Jelenia Góra
• przelew na konto 72 1160 2202 0000 0006 3077 6249, z dopiskiem: Darowizna dla powodzian

***

Zdjęcie: Włodzimierz Karsznia (Wlodek k1), Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

– Byłoby to łamaniem prawa mężczyzn, bo w tą ciążę zachodzi się również przy udziale panów. Byłoby to nie w porządku wobec mężczyzn, gdybyśmy ich wyłączali – twierdzi posłanka Ewa Szymanowska z #Polska2050.

W takim razie proszę o odpowiedź na dwa proste pytania:

1. Co w sytuacji, kiedy ciężarna kobieta chce aborcji, a mężczyzna jest przeciwny?

2. Co w sytuacji, kiedy mężczyzna chce aborcji, a ciężarna kobieta jest przeciwna?

Bo skoro uważa Pani, że nie można mężczyzny wykluczać z tej decyzji, to z pewnością zna Pani odpowiedzi, prawda? To nie tak, że nie zastanawiała się Pani nad konsekwencjami własnych postulatów...

#aborcja #prochoice #mojeciałomójwynór #odmojegociałaksiężapolitycywara #mojapusianieszymusia

Czy już się spisał_ś? 

Trwa czwarta edycja Niebinarnego Spisu Powszechnego prowadzona przez @neutratywy. Z ogromną dumą współtworzę ten projekt, dlatego serdecznie zapraszam wszystkie osoby niebinarne i poszukujące do udziału!

Po czym poznać, że badanie jest dla Ciebie? Jeśli opisujesz swoją płeć jako „gdzieś pomiędzy”, „ani mężczyzna, ani kobieta”, „zależy kiedy”, „więcej niż jedna”, „poza binarnym podziałem” czy po prostu „nie wiem” – właśnie na Ciebie czekamy!

Niebinarny Spis Powszechny, a także raporty z trzech poprzednich edycji, znajdziesz pod adresem: https://zaimki.pl/spis 

Niebinarny Spis Powszechny • Zaimki.pl

Ciekawi Cię, jakiego języka używają polskie osoby niebinarne? Które zaimki, rodzaje gramatyczne i inne formy są najpopularniejsze? Jakimi etykietkami się opisujemy? Jak te trendy…

Zaimki.pl

PRZYPISY

[1] Jacob M. Appel, MD, JD, MPH: „Ethics Consult: Force-Feed Prisoner on Hunger Strike? MD/JD Weighs In”
https://www.medpagetoday.com/opinion/ethics-consult/88820?fbclid=IwAR3YyK4FFQ039XwfSQP06Ij1XbPJGkmY969qnYYRh6dJU-QeYgdJIOyGKqI

[2] „Factsheet: Force-feeding under International Law and Medical Standards”
https://www.addameer.org/publications/factsheet-force-feeding-under-international-law-and-medical-standards

[3] Hernán Reyes, MD: : „Medical and Ethical Aspects of Hunger Strikes in Custodyand the Issue of Torture”
https://www.icrc.org/en/doc/resources/documents/article/other/health-article-010198.htm?fbclid=IwAR2tRkj_IUxOTIohoMXZ1QCQbyYDzYk0K7Wn53Hl5EV2rQDn9MBgA0gqsf4

[4] Wpis Mariusza Kamińskiego na Twitterze/X: https://twitter.com/Kaminski_M_/status/1744352770612756809

[5] PG: „Mariusz Kamiński rozpoczyna protest głodowy”
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/mariusz-kaminski-rozpoczyna-protest-glodowy/sd9b2jt

[6] Wpis Kacpra Kamińskiego na Twitterze/X: https://twitter.com/kjkaminski88/status/1749720070983401925

[7] Tutaj znajdował się wpis Kazimierza Smolińskiego na Twitterze/X: https://twitter.com/KaziSmolinski/status/1749749840492294184

[8] Wpis Stanisława Karczewskiego na Twiterze/X: https://twitter.com/StKarczewski/status/1749727777866027133

[9] Wac//Am: „‘Bulwersujące słowa polityków’. Samorząd lekarski reaguje na słowa o ‘torturach’”
https://tvn24.pl/polska/sprawa-kaminskiego-i-wasika-kaczynski-i-politycy-pis-o-torturach-okregowa-rada-lekarska-reaguje-7741113

[10] Wpis Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie (komentarze Michała Bulsy):
https://www.facebook.com/oilwszczecinie/posts/pfbid02zSy4xuYDtaDb1pAcWiwCnQzrg7zqYexLMfAFhonNY9FjkwfLTTEX9k8FJgJcc4Wkl

[11] Wpis Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie (pisma w sprawie wypowiedzi Stanisława Karczewskiego i Kazimierza Smolińskiego)
https://www.facebook.com/oilwszczecinie/posts/pfbid037ET9D7rCohdii6k9C8cC3NRAvyXJTLEoXBn5ZJaywgGZ8pH1XjyvG4R2WT9BcS2gl

[12] Wpis Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie (pismo w sprawie wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego)
https://www.facebook.com/oilwszczecinie/posts/pfbid0Cb3iHBkfnsMThBkWbkSA8Afucxjof7MoFk8QMx2eK2LseY8gTW48EXzVhjGuV668l

[13] Piotr Halicki: „Dr Moczydłowski: obecność Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika może budzić gniew innych więźniów”
https://wiadomosci.onet.pl/warszawa/ekspert-obecnosc-kaminskiego-i-wasika-moze-budzic-gniew-innych-wiezniow/ccrv16w

[14] Telewizja Republika: „Kamiński: Związano mnie pasami i próbowano włożyć plastikową rurkę do nosa...”
https://www.youtube.com/watch?v=DY51Dc7aKHg

[15] Dyskusja na profilu Pauliny Łopatniuk, część I: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid029tDjfhR3P6L71ps4vqvvDCSH5N6aEE7rmjmCxQdqNVDK5jp5W91HUjbRdJdNdo1il&id=634195760

[16] Dyskusja na profilu Pauliny Łopatniuk, część II:
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid02exkbkjRi33QD8G5hniHgQw2uSLg7ePQbyqFWXkpDTRvqCLdh68jKBStSp3wkYLkXl&id=634195760

[17] Dyskusja na profilu Pauliny Łopatniuk, część III:
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid03v2T5hSjipkVKHaDBKk9kSZiLNcbb8PS1mbeq4cVCiuaUmSkmSu5dRVGCEJaxZp1l&id=634195760

[18] „Wydarzenia roku 2017 – Polska”
https://archiwum.tvn24.pl/magazyn-tvn24/132/tvn24.pl/magazyn-tvn24/glodem-pokonac-radziwilla,132,2373.html

[19] „Przymusowe karmienie sufrażystek” https://www.facebook.com/NewsweekHistoria/posts/pfbid08VdAdMKXgN34Nt3bHjYzXWCZpYFNe29ybJ9S1QiEsrx7z16b5mqvZASgqHM29EKwl

[20] Patryk Michalski: „Jest posłem, korzysta z sondy. Teraz zwrócił się do Kaczyńskiego”
https://wiadomosci.wp.pl/jest-poslem-korzysta-z-sondy-teraz-zwrocil-sie-do-kaczynskiego-6988885317757824a?utm_source=combreak

[21] Anna Tess Gołębiowska: „Nie wierzę, że nadal trzeba tłumaczyć takie podstawy, czyli aborcja jest prawem człowieka, do kurwy nędzy!” (w komentarzu pod tekstem znajduje się bibliografia prezentująca zagrożenia związane z ciążą i porodem)
https://www.facebook.com/AnnaTessOfficial/posts/pfbid02Lx3kQmzXQjcRvvyrVhVLScq59vMYA3kMdf4CErgiBp1UMoriWHymwWou8eKcVW3Dl

Ethics Consult: Force-Feed Prisoner on Hunger Strike? MD/JD Weighs In

You voted, now see the results and an expert's discussion

MedpageToday

Hernán Reyes, MD: „Medyczne i etyczne aspekty strajków głodowych w placówkach penitencjarnych oraz kwestia tortur”

„Osoby przetrzymywane w areszcie mogą podejmować strajki głodowe z różnych powodów. W wielu przypadkach post będzie ograniczony do krótkiego okresu czasu, a jego głównym założeniem będzie zwrócenie uwagi i próba wywarcia nacisku na władze w konkretnym celu. Wielu więźniów, którzy ‘odmawiają jedzenia’, tak naprawdę nie prowadzi strajku głodowego i nie ma zamiaru narażać swojego zdrowia. W rzeczywistości polegają na interwencji lekarza więziennego i podjęciu wszelkich niezbędnych działań, aby utrzymać ich w dobrym zdrowiu. (...)”

„Dla przejrzystości więźniów poszczących należy podzielić na dwie zupełnie odrębne grupy, nawet jeśli wszyscy określają siebie jako ‘prowadzących strajk głodowy’. Więźniowie odmawiający jedzenia mogą być właśnie takimi – osobami odmawiającymi jedzenia (food refuser) – i całkiem odmiennymi od drugiej kategorii, czyli prawdziwymi strajkującymi głodowymi. Te dwie kategorie reprezentują zupełnie różne stany umysłu i mają różne cele. (…) Ważne jest, szczególnie dla zaangażowanego personelu medycznego, aby od samego początku rozróżnić różne rodzaje więźniów, ponieważ sposób podejścia do sytuacji i sposobu jej postępowania będzie również znacznie inny w każdym przypadku.

Należy pamiętać, że wszystkie te kategorie więźniów są często określane przez dyrektorów więzień, opinię publiczną i media mianem ‘prowadzących strajk głodowy’. Więźniowie, których to dotyczy, często uważają się za ‘legalnych’ strajkujących głodowych i podają się za nich. Zespołom MKCK odwiedzającym więźniów często mówi się, że ‘trwa strajk głodowy’. Aby móc zareagować w najbardziej konstruktywny sposób i uniknąć fałszywych założeń, należy dokładnie wiedzieć, jaka jest rzeczywista sytuacja”.

„(…) odmawiający reaguje na konkretną sytuację najczęściej frustracją lub złością i w ramach protestu twierdzi, że prowadzi strajk głodowy. (Doświadczenie pokazuje, że przeważająca większość więźniów w tej kategorii to mężczyźni [...]). Może to być spowodowane odrzuconą apelacją. Ten typ więźnia jest dobrze znany dyrektorom zakładów karnych jako osoba, która (...) robi wielkie zamieszanie i skarży się rodzinie, prawnikowi, radzie nadzorczej lub każdemu, kto chce wysłuchać.

(...) Niezbędne w przypadku tego rodzaju strajku jest to, aby reżim więzienny był na tyle łagodny, aby pozwolić na takie otwarte przejawy protestu i – co ważniejsze – aby wiadomość o strajku rozeszła się poza więzieniem pomimo niekorzystnego rozgłosu dla systemu.

Ten typ osoby odmawiającej jedzenia może rzeczywiście przez jakiś czas odmawiać przyjmowania jedzenia. Może nawet być szczerze przekonany, że jest uprawnionym do strajku głodowego. Różnica między reaktywnym odmawiającym jedzenia a prawdziwym strajkującym głodem polega na tym, że odmawiający nie ma najmniejszego zamiaru pościć aż do śmierci lub sytuacji zbliżonej do śmierci. W rzeczywistości nie ma on zamiaru podejmować poważnego ryzyka dla swojego zdrowia. Świadomie lub podświadomie, w zależności od kontekstu, kultury i intelektu, będzie oczekiwać, że zostanie otoczona opieką na długo przed tym, zanim post będzie stanowił zagrożenie dla jego zdrowia. W tym sensie osoba odmawiająca jedzenia będzie „przylegać” do lekarza więziennego, od którego będzie się spodziewać, że będzie go monitorował, najlepiej umieścił go na obserwacji w szpitalu i podejmie wszelkie niezbędne środki, aby utrzymać go w dobrym zdrowiu.

Reaktywna osoba odmawiająca jedzenia jest stosunkowo powszechna jedynie w krajach, w których w dużym stopniu przestrzegane są podstawowe prawa więźniów. W reżimach prawdziwie przymusowych więźniowie uważani za uciążliwych są rzadko akceptowani (…). Chociaż reaktywna osoba odmawiająca nie zawsze musi być traktowana poważnie, zwykle udaje się osiągnąć pewien modus vivendi. Cele odmawiającego są jednak w pewnym sensie częściowo spełnione, ponieważ władze prawie zawsze nazywają go ‘prowadzącym strajk głodowy’, choć być może ma to zwyczajowy charakter.

Lekarze więzienni w stosunkowo łagodnych systemach będą wykonywać wszelkie obowiązki lekarskie zalecone w takich przypadkach. Doświadczeni lekarze więzienni, którzy całą karierę spędzili pracując w środowiskach więziennych, najlepiej poradzą sobie z takimi więźniami, starannie równoważąc szacunek dla pacjenta ze stanowczym podejściem do tego, co może i powinien zrobić z medycznego punktu widzenia. Zwykle nie będą mieli nic do roboty, ponieważ ‘strajk głodowy’ zazwyczaj kończy się sam. Młodzi, niedoświadczeni lekarze więzienni lub lekarze ‘wypożyczeni’ z zewnętrznych służb medycznych często mogą czuć się zagubieni w obliczu tego typu ‘strajku głodowego’, nie wiedząc, czego się spodziewać od pacjenta”.

„Kwestia karmienia na siłę jest powiązana z sytuacjami przymusu oraz tortur. Jak dobrze wiadomo, Deklaracja Światowego Stowarzyszenia Medycznego z Tokio z 1975 roku zabrania jakiegokolwiek udziału w torturach: czynnie, biernie lub poprzez wykorzystanie wiedzy medycznej. Artykuł 5. Deklaracji Tokijskiej stanowi również, że więźniowie uczestniczący w strajku głodowym nie będą karmieni na siłę, choć niewielu lekarzy wie dokładnie, dlaczego klauzula ta została zawarta.

Jedna z powszechnych interpretacji jest taka, że karmienie na siłę jest postrzegane jako forma tortur, co rzeczywiście może się czasami zdarzać. (...)

Prawdziwy powód stworzenia artykułu 5. jest jednak inny (osobisty komunikat dra André Wynena, byłego i honorowego sekretarza generalnego oraz członka-założyciela WMA). Zakaz karmienia na siłę odnosi się do tła całej deklaracji, czyli sytuacji stosowania tortur. Jeżeli więzień poddawany torturom postanowił zaprotestować przeciwko swojemu losowi, lekarz nie powinien być zobowiązany do podawania pożywienia wbrew woli więźnia, aby go w ten sposób skutecznie ożywić do dalszych tortur. To była kluczowa kwestia włączenia artykułu 5. dotyczącego strajków głodowych”.

„Światowe Stowarzyszenie Medyczne sporządziło Deklarację Tokijską w 1975 r. Podjęta od tego czasu przez wiele oficjalnych organów, w tym Organizację Narodów Zjednoczonych w Konwencji w sprawie zakazu stosowania tortur z 1984 roku, wyraźnie zabrania lekarzowi uczestniczenia w jakiejkolwiek formie tortur. Artykuł 5, który dotyczy strajków głodowych i wyraźnie zabrania karmienia na siłę, miał zapewnić wsparcie lekarzom mającym kontakt z więźniami będącymi ofiarami tortur. Gdyby tacy więźniowie rozpoczęli strajk głodowy, lekarze nie byliby zmuszeni do karmienia ich na siłę ani do reanimacji, dzięki czemu byliby ‘na tyle sprawni’, aby mogli wrócić do sali tortur”.

„Od tego czasu Światowe Stowarzyszenie Medyczne przyjęło Deklarację Maltańską z 1991 roku w sprawie strajków głodowych. Dotyczy to wyłącznie kwestii dobrowolnego całkowitego postu i roli lekarza wobec więźniów w takich okolicznościach, nie wspominając o sytuacjach tortur.

Chociaż określenia ‘Tokio’ i ‘Malta’ odnoszą się do bardzo różnych sytuacji, mają one wspólny mianownik: troska o dobro pacjenta. Lekarze mają obowiązek troszczyć się o swoich pacjentów, także więźniów prowadzących strajk głodowy, w oparciu o zaufanie oparte na prawdziwej relacji ‘lekarz-pacjent’. Jeżeli więzień wyraźnie oświadczył, że nie zgadza się na karmienie na siłę, lekarz musi kierować się swoją kliniczną i moralną oceną, aby zrobić wszystko, co w jego mocy, dla dobra pacjenta. Podjęcie działań na rzecz pacjenta może czasami oznaczać ‘nieposłuszeństwo’ wobec wyrażonych przez niego życzeń i podtrzymanie jego do życia, jeśli lekarz jest przekonany, że pacjent ostatecznie będzie zadowolony, że zostanie zawrócony znad krawędzi śmierci. ‘Malta’ oferuje lekarzom szansę dania poszczącemu więźniowi ostatniej szansy. Jeżeli jednak więzień w zaawansowanym stadium strajku głodowego odzyska przytomność lub sytuację fizjologiczną nie mogącą budzić wątpliwości co do jego stanu psychicznego, a więzień ten wyraźnie wyrazi dezaprobatę dla postępowania lekarza, wówczas lekarz powinien bądź przygotowany na wycofanie się i nieinterweniowanie ponownie. W takich przypadkach można postawić tezę, że zapewnienie dobra pacjenta oznacza zapewnienie więźniom ostatniej szansy na swobodę działania i umożliwienie im przynajmniej godnej śmierci”.

„Lekarze nigdy nie powinni brać udziału w przymusowym karmieniu, polegającym na przywiązywaniu więźniów i wtłaczaniu im kroplówek dożylnych lub rurek przełykowych. Takie działania można uznać za formę tortur i pod żadnym pozorem lekarze nie powinni w nich uczestniczyć pod pretekstem ‘ratowania życia głodującego’. Uwzględnianie świadomej zgody strajkującego głodowego, potwierdzonej zaufaniem w relacji lekarz-pacjent, oraz poszanowanie wewnętrznej godności leczonego przez niego więźnia na czczo, z pewnością należy do obowiązków lekarza w zakresie dbania o dobro pacjenta”.

W narracji wokół przymusowego karmienia Mariusza Kamińskiego jest wiele paskudnych elementów. Straszne jest robienie z medycyny narzędzia politycznego. Lekarz, także lekarz w więzieniu, powinien pamiętać o zasadzie „primum non noncere”, a nie uczestniczyć w łamaniu oporu osadzonego.

Porażająca jest też po prostu głupota polityczna osób, które podjęły decyzję o przymusowym kamieniu – i nie, nie snuję tu teorii spiskowych o tym, że to „przymus z góry”. W sytuacjach, w których torturowano i zabijano ciężarne, odmawiając im aborcji mimo bezpośredniego zagrożenia życia, nikt nie musiał wykonywać telefonu z Żoliborza. Wystarczyło przeświadczenie osób decyzyjnych, że to, co robią, zostanie dobrze przyjęte. Teraz ktoś złożył wniosek o przymusowe karmienie, ktoś go rozpatrzył, ktoś wykonał decyzję… Może każda z tych osób była pewna, że robi coś słusznego, a może wręcz przeciwnie, każda zakładała, że ona tylko robi swoją część, a gdyby to było złe, to kto inny by zareagował?

Maciej Wąsik i Mariusz Kamiński, a wraz z nimi cały PiS, forsowali tezę, że są więźniami politycznymi. Odmowa posiłków była ważną częścią tej narracji; częścią kreowania rzeczywistości, w której zwykli przestępcy są bohaterami. Maszyna propagandowa ruszyła pełną parą. Można było ośmieszać tę narrację, pokazywać farsę z ułaskawieniami, kolekcjonować memy o niepotrafiącej włączyć ogrzewania żonie i o płaczących dzieciach w wieku szkolnych dziwnym trafem zatrudnionych w Banku Światowym. Tyle że przemoc wobec Mariusza Kamińskiego (warto zauważyć, że nie ma żadnego komunikatu, że przymusowe karmienie jest kłamstwem, narracja strony demokratycznej opiera się na tym, że nie było ono niczym złym, więc można dość bezpiecznie przyjąć, że rzeczywiście miało miejsce) nie tylko naruszyła prawa człowieka, ale też – cynicznie patrząc – pozwoliła tej propagandzie rozkwitnąć. To właśnie represjonowanie za pomocą przymusowego karmienia zmieniło zwykłą odsiadkę w sprawę polityczną. Mariusz Kamiński stał się męczennikiem za swoją sprawę – kompletnie w cieniu zostawiając to, jaka była to sprawa. Może składać skargi i pozwy, mając duże szanse powodzenia, a każdy taki sukces będzie kolejną cegiełką do stawianego mu właśnie pomnika. Tortury w więzieniu przykryją to, co do tej pory było istotne – że Maciej Wąsik i Mariusz Kamiński to zwykli przestępcy, którzy mieli odsiadywać prawomocny wyrok i którym udawało się do tej pory unikać tego tylko dzięki politycznym powiązaniom. Trudno płakać nad przestępstwem dwóch polityków, gdy w Polsce zgodnie z literą prawa łamane są prawa człowieka.

Wiem, że kuszące jest uznać, że politycy PiS-u „mają za swoje” – współtworzyli zamordystyczne prawo i sami padli jego ofiarami. Tyle że prawo powinno być narzędziem sprawiedliwości, nie zemsty. Jako prywatne osoby możemy mieć różne paskudne myśli i życzyć krzywdzącym rozmaitych krzywd. Jako społeczeństwo powinniśmy pamiętać o tym, by te krzywdy nie stały się prawem.

Anna Tess Gołębiowska

***

Ilustracja tekstu przedstawia przymusowe karmienie sufrażystki. Wszystkie cytaty z anglojęzycznych materiałów publikuję w moim przekładzie. Poniżej znajdziecie obszerne fragmenty artykułu Hernána Reyesa, a na samym końcu – przypisy.

***

By powstał ten tekst, potrzebnych było wiele godzin mojej pracy: wyszukiwania informacji, uczestniczenia w dyskusjach, tłumaczenia anglojęzycznych artykułów oraz wreszcie samego redagowania. Teksty na moim blogu są i zawsze będą darmowe, ale jeśli masz chęć oraz zasoby, możesz wesprzeć mnie finansowo, wynagradzając w ten sposób wykonaną przeze mnie pracę. Portal Patronite.pl umożliwia wsparcie comiesięczne (patronite.pl/AnnaTess), a Suppi – jednorazowe (suppi.pl/annatess). Jeśli chcesz mnie wspierać w inny sposób, możesz na przykład udostępniać moje teksty, komentować je, podsyłać je znajomym osobom lub namawiać do wspomnianych form mecenatu.

Mogę absolutnie nie zgadzać się z Mariuszem Kamińskim i brzydzić się jego poglądów – ale ma on prawo o nie walczyć. Odmawiając jedzenia, potencjalną krzywdę wyrządza jedynie sobie. Gdy ratujemy osoby w kryzysie suicydalnym czy cierpiące na zaburzenia odżywiania, reagujemy, ponieważ mamy silne przesłanki ku temu, że nie podejmują one decyzji świadomie, tylko że są one wynikiem choroby wpływającej na działanie mózgu. Poglądy polityczne chorobą nie są, nawet jeśli absolutnie się z nimi nie zgadzamy (i np. nazywanie Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego jest dla nas farsą). Odmawianie jedzenia może być jednym ze sposobów prezentacji światopoglądu i jest dość dobrze udokumentowaną historycznie formą protestu.

W październiku 2017 roku strajk głodowy podjęli w Polsce lekarze rezydenci – z początku było ich około 20, 26 października głodowały już 82 osoby. [18] Osoby biorące udział w strajku walczyły o zwiększenie nakładów na publiczną służbę zdrowia z budżetu państwa, zmniejszenie biurokracji czy o poprawę warunków pracy. Skoro strajk głodowy uznajemy za zagrożenie życia, które wymaga interwencji, logiczną konsekwencją byłoby wysłanie służb, które zwiążą i przymusowo nakarmią protestujących. Czy zostałoby to potraktowane jako interwencja medyczna, czy jednak jako dławienie protestu? I skoro w przypadku strajku rezydentów do wiązania oraz karmienia protestujących siłą nie doszło, dlaczego stosujemy te procedury wobec osadzonych? Czy to znaczy, że życie lekarza jest mniej warte niż życie więźnia?

Przymusowe karmienie nie jest oczywiście niczym nowym – opis łamania strajku głodowego sufrażystek jest jednym z wyjątkowo bolesnych obrazów historii ruchu feministycznego. Gdy w latach 90. XIX wieku sufrażystki walczyły o prawa wyborcze, często sięgały po metody nieposłuszeństwa obywatelskiego, w tym aktów wandalizmu czy rzucania kamieniami. Trafiały za to do więzień, gdzie kontynuowały walkę za pomocą strajku głodowego.

„‘Póki żyję nie zapomnę cierpienia, którego doświadczyłam, gdy te przerażające krzyki dzwoniły mi w uszach’ – wspominała dni spędzone w brytyjskim więzieniu Holloway Emmeline Pankhurst, jedna z założycielek ruchu sufrażystek. Krzyczały jej koleżanki, uczestniczki walki o przyznanie kobietom praw wyborczych, poddawane przymusowemu karmieniu.

Ofiary przymusowego karmienia porównywały doświadczenie do gwałtu, uważały za torturę, jedną z najbrutalniejszych form przemocy. Trudno się dziwić, bo zabieg wymagał obezwładnienia, otwarcia ust siłą i wprowadzenia do żołądka gumowej rury, przez którą wlewano pokarm. Był niebezpieczny – siostra Pankhurst zmarła po przymusowym karmieniu, wiele kobiet miało po nim poważne problemy zdrowotne.

Skąd pomysł na tak okrutne traktowanie? Pozornie z troski o życie poddawanych mu osób. Sufrażystki często trafiały do więzień za przestępstwa i wykroczenia popełnione w ramach walki o prawa wyborcze (choćby pisanie na murach, „nagabywanie” polityków, ale też rzucanie w nich kamieniami itp.). W 1909 r. Marion Wallace Dunlop wpadła na pomysł, że zaprotestuje w więzieniu odmawiając jedzenia (po 91 godzinach zupełnego postu zwolniono ją do domu). Tak narodziła się idea strajku głodowego, która szybko upowszechniła się wśród sufrażystek. Żeby zablokować taką formę protestu, prowadzącą do wycieńczenia organizmu, rząd wprowadził przymusowe karmienie. Przez następne cztery lata procedurze poddano dziesiątki kobiet.

Szczególnie złą sławę w związku z przymusowym karmieniem zyskało wspomniane już więzienie Holloway. To do niego trafiła w 1912 r. Emily Davison (…). Za kratami poddawano ją przymusowemu karmieniu wielokrotnie. W ramach protestu próbowała popełnić samobójstwo, skacząc z jednej z więziennych galerii. ‘Pomysł był prosty: jedna wielka tragedia może ocalić wielu innych’ – tłumaczyła potem. Nieudana próba kosztowała ją dwa złamane kręgi i poważny uraz głowy. Podczas leczenia więzienne władze... ponownie poddały ją przymusowemu karmieniu”, możemy przeczytać na profilu „Newsweek Historia”.

To właśnie do wspomnień sufrażystek nawiązywała Paulina Łopatniuk, mówiąc, że w świetle prawa można kogoś zgwałcić – ponieważ dokładnie w ten sposób odczuwały one tę torturę. Czytam gdzieniegdzie, że to erystyczna sztuczka. Tak się składa, że jestem ofiarą gwałtu – tego „klasycznie” definiowanego – i w pełni zgadzam się z tym porównaniem. Procedura przymusowego karmienia stosowana w polskich więzieniach łączy się z brutalnym naruszeniem nietykalności cielesnej. Gwałt oralny nadal jest gwałtem, a gwałcić można przecież butelką czy gałęzią. W tym wypadku mamy do czynienia z przemocowym wpychaniem rury do żołądka – naprawdę trudno nie zauważyć podobieństwa tych dwóch rodzajów przemocy. Jest dla mnie czymś absolutnie przerażającym, że jedna z nich figuruje w przepisach polskiego prawa jako procedura medyczna. A jeszcze gorsze jest to, że kolejne osoby, broniąc tych tortur, twierdzą, że to przecież legalne.

Tak się składa, że w Polsce decydowanie o własnym ciele jest legalne w umiarkowany sposób. Eutanazja jest zakazana całkowicie, zaś aborcja mocno obwarowana (owszem, można wykonać ją samodzielnie z użyciem tabletek, ale już pomoc w aborcji jest karana). Powoływanie się na przepisy jest dla mnie absurdalne – to, że nie mogę komuś wręczyć tabletek aborcyjnych, ponieważ jest to nielegalne, nie jest dowodem na to, że wręczenie tabletek jest czymś złym. Jest dowodem na to, że prawo spisywali fanatycy anti-choice zwani też nie bez powodu pro-torture.

„Moje ciało, mój wybór” to niezwykle często przywoływany cytat – m.in. na demonstracjach w obronie praw reprodukcyjnych. Mam prawo przerwać niechcianą ciążę, ponieważ jest ona silną ingerencją w organizm. Mam prawo kontynuować ciążę wysokiego ryzyka, ponieważ nikt nie ma prawa przerwać jej wbrew mojej woli. Mam prawo do godnej śmierci, jeśli współczesna medycyna będzie całkowicie bezradna i moje życie będzie bolesną agonią rozłożoną na raty. Mam też prawo, by nie wpychano mi do gardła (ani do nosa) rury z „kefirem”, ponieważ ktoś uznał, że mój światopogląd nie jest dość ważny, by narażać się w jego imię. Gdy skandujemy: „Moje ciało, mój wybór”, musimy liczyć się z tym, że są osoby, które podejmą inne wybory. Jest dla mnie niezwykle bolesne, że są osoby, które decydują się rodzić dzieci skazane na śmierć w męczarniach z powodu zespołów Pataua i Edwardsa – skazuje to noworodki na ogromne cierpienie, którego można by w łatwy sposób uniknąć. Nie mam jednak zapędów do wiązania ciężarnych i dłubania im w brzuchach, ponieważ walka o wybór powinna być walką o wybór, a nie o narzucenie przeciwnego światopoglądu. (Choć sądzę, że jako społeczeństwo powinniśmy mieć w takiej sytuacji osoby rzecznicze tychże noworodków, walczące o ich prawo do eutanazji, by nie wydłużać ich cierpienia. One – w odróżnieniu od poczytalnych, dorosłych osób – nie mają możliwości walki o swoją godność).

Oczywiście, że metody przymusowego karmienia są dziś bardziej humanitarne niż w XIX wieku, ale mniej brutalna przemoc to nadal przemoc. Z tego powodu szokuje mnie, że właśnie feministki mogą bronić tej procedury – to nasz ruch jest naznaczony tym bolesnym wspomnieniem.

Kolejną linią obrony tortur stosowanych w polskich więzieniach jest to, że to przecież procedura medyczna.

„Jestem żywiony przez sondę dojelitową, bo choruję na chorobę Leśniowskiego-Crohna. Bez żywienia dojelitowego za pomocą zgłębnika, czyli sondy, nie mógłbym tutaj być. Wielokrotna resekcja jelit spowodowała to, że wchłanialność jest mniejsza i leczenie żywieniowe umożliwia mi normalne życie”, opowiada Adrian Witczak, poseł KO, który w rozmowie z Patrykiem Michalskim z Wirtualnej Polski komentował, jak poruszyły go słowa Jarosława Kaczyńskiego o torturach. [20]

Ani Adrian Witczak, ani dziennikarz ani razu nie odnoszą się do sprawy fundamentalnej – czyli wyrażenia konsentu. Seks, na który wyrażają zgodę wszystkie zainteresowane strony, to po prostu seks. Seks bez zgody to gwałt. Wiele procedur medycznych wiąże się z cierpieniem. Poddajemy się im dobrowolnie, z konkretnego powodu. Cesarskie cięcie może ratować życie rodzącej oraz dziecka ale to nie oznacza, że można skalpelem rozciąć przypadkowej osobie powłoki brzuszne i macicę. Aborcja chroni przed ryzykiem śmierci przy porodzie [21], ale nie mamy prawa podawać tabletek poronnych wszystkim ciężarnym „dla ich dobra”. To, że wyrywanie zębów jest procedurą medyczną nie oznacza, że możemy związać więźnia i przemocą wyrwać mu zęby – nawet jeśli ma próchnicę, a ta przecież może prowadzić do zapalenia mięśnia sercowego! Mnóstwo zabiegów medycznych, nawet mniej inwazyjnych niż wprowadzanie sondy do żołądka, wymaga świadomej zgody wyrażonej na piśmie. Osoba pacjencka potwierdza, że została zapoznana z informacjami na temat ewentualnych powikłań i ryzyka i że świadomie się na nie zgadza. Jak można porównać to z sytuacją, gdzie ktoś zostaje związany i zmuszony do zabiegu siłą?

— Mówi mu się więc: ‘jeżeli nie chcesz, żeby znowu ci wkładać sondę do przełyku, to wypij sam ten kefir’. I często dana osoba wtedy mięknie, widząc bezsens oporu. Owszem, dalej jest to głodówka, ale zamienia się przymus fizyczny na psychiczny, bo wszyscy wokół stoją z tą sondą i czekają, czy sam wypije, czy znowu będę musieli mu pomóc. Przy czym osadzony zachowuje status głodującego. Po pewnym czasie człowiek się trochę przyzwyczaja, uspokaja i zaczyna racjonalnie myśleć — że ci nie ustąpią, a on celów nie osiągnie. Proponuje mu się wtedy zamianę na inną formę protestu, np. pisanie pism do ważnych osób w państwie itp. Wszystkie te głodówki kiedyś się kończą, nawet te zbiorowe, kiedy inni więźniowie nawzajem się stymulują — zaznacza Paweł Moczydłowski”. [13]

Powtórzmy: unieruchomienie głowy i tułowia, użycie rozpornika szczękowego, karmienie siłą, powtarzanie procedury, opis łamania psychicznego , by osadzony „zmiękł”. Procedura tak przemocowa, że lekarze nie biorą w niej udziału osobiście, a jedynie poprzez opracowanie receptury „kefiru”. To jest modelowy opis sytuacji, jaką opisuje Hernán Reyes jako formę tortur, w której lekarze nie powinni uczestniczyć pod żadnym pozorem, także poprzez wykorzystanie wiedzy medycznej, czyli w tym wypadku sporządzenia receptury „kefiru”, co legitymizuje całość jako procedurę medyczną.

Nie ma znaczenia, czy dokładnie tak wyglądało przymusowe karmienie w przypadku Mariusza Kamińskiego – ba, czy w ogóle do przymusowego karmienia doszło! – ponieważ dysponujemy dokładnym opisem procedury stosowanej w Polsce, z wyraźnym przekazem, że jest ona stosowana, by łamać opór więźniów. Tutaj prawdomówność Mariusza Kamińskiego czy polityczne gry Jarosława Kaczyńskiego nie mają znaczenia – dostajemy jasną informację, że w Polsce wobec więźniów są stosowane tortury, a lekarze biorą w nich udział, choć zabraniają tego międzynarodowe konwencje.

Relacja Mariusza Kamińskiego przedstawiona w głównym wydaniu informacji Telewizji Republika w rozmowie z Danutą Holecką odpowiada temu, co opisał Paweł Moczydłowski.

„Otóż jak państwo wiecie, sąd penitencjarny w Radomiu zarządził wobec mnie przymusowe dokarmianie i przed południem doszło do zastosowania tej procedury. Przyjechał sędzia z sądu penitencjarnego i zarządził moje przymusowe dokarmianie, co jest dosyć drastycznym zabiegiem. Otóż zostałem wyprowadzony z celi, związano mnie pasami na łóżku, po czym przez nos usiłowano wsadzić sondę z pokarmem. Ja mam problem jeszcze z dzieciństwa, mam przegrodę nosową niewłaściwie zbudowaną, więc nie byli mi w stanie wsadzić tych sond przez nos, chociaż kilkakrotnie podejmowali działania. No bolesne, niezwykle bolesne jeżeli chodzi o taką stronę fizyczną. W końcu wsadzono mi mniej więcej pół metra takiej plastikowej rury do przełyku i wczoraj usiłowano złamać mój protest. Mówię, usiłowano, bo było to wbrew mojej woli. Powiedziałem jasno, że są wartości najważniejsze takie jak wolność, jak godność, jak moje prawa człowieka, że nie jestem własnością sądów polskich, które mogą decydować o każdej mojej decyzji. Mimo to zostałem związany pasami i dokonano tej czynności zupełnie bez potrzeby, bo przecież już była w przestrzeni publicznej informacja, że to jest kwestia dnia lub dwóch, że prezydent mnie uwolni. Dzień wcześniej miałem pewne problemy kardiologiczne, które zostały uregulowane w szpitalu, w Radomiu, zewnętrznym. Wróciłem, nie uznano potrzeby hospitalizacji mnie tam, wróciłem z powrotem, wszystkie parametry były właściwe”. [14]

Jeśli okaże się, że Mariusz Kamiński mówił prawdę, sytuacja jest tym bardziej skandaliczna, że dzień wcześniej nie stwierdzono potrzeby hospitalizacji i uznano, że może on dalej odbywać karę w zakładzie karnym. Jest to coś, co stosunkowo łatwo zweryfikować – szpital musi dysponować dokumentacją leczenia. Niemniej, podkreślam, nawet gdyby Mariusz Kamiński kłamał, a żadnego przymusowego karmienia w jego przypadku nie było, to nadal mamy do czynienia z sytuacją skandaliczną – że polskie prawo dopuszcza sytuację uznaną za tortury jako zwyczajną procedurę, w ramach której prowadzi się zastraszanie, by więzień „zmiękł”. Wyjątkowo paskudna przemoc odbywająca się w majestacie prawa pod płaszczykiem dbania o czyjeś zdrowie.

Czytam reakcje środowiska lekarskiego, osób aktywistycznych, feministek i widzę absolutne ignorowanie tego faktu. Przyznam, że jest to dla mnie szokujące. Jest dla mnie czymś oczywistym, że prawa człowieka są niezbywalne i dotyczą każdego – także osób o innych poglądach politycznych, także osób, których szczerze nienawidzę. Prawa człowieka nie zwalniają, oczywiście, z konsekwencji, więc Maciej Wąsik i Mariusz Kamiński powinni spędzić długie lata w więzieniu, ale to nie znaczy, że można ich tam torturować! Wiem, że zemsta może dać satysfakcję, ale system penitencjarny nie istnieje po to, by ktoś mógł odczuć satysfakcję, tylko po to, by osoby osadzone nie zagrażały społeczeństwu oraz zostały poddane resocjalizacji. Celem więziennictwa jest resocjalizacja, a nie represje! Więzień, choćby był mordercą, gwałcicielem i najgorszym sadystą, jakiego nosiła ziemia, pozostaje człowiekiem. Jak możemy oskarżać kogoś o stosowanie tortur, jeśli sami – jako państwo – korzystamy z tortur w świetle prawa?

Cytaty z „Deklaracji Światowego Stowarzyszenia Lekarzy z Tokio” i z „Deklaracji Światowego Stowarzyszenia Lekarzy z Malty” są ignorowane, zamiast jego dziesiątki osób debatują „na chłopski rozum”, że skoro ratujemy osoby w kryzysie suicydalnym, to dlaczego nie możemy torturować więźniów, a tak w ogóle jeśli ktoś podejmuje decyzję o strajku głodowym, to można uznać, że jest chory psychicznie i odebrać mu podmiotowość.

Osoby decydujące się na strajk głodowy – zarówno ten będący realnie niebezpiecznym strajkiem mającym zakończyć się śmiercią, jak i po prostu osoby prezentujące postawę food refuser, które okazują w ten sposób tymczasową frustrację, póki ich zdrowiu nic nie zagraża – są to dorosłe, poczytalne osoby. Jeśli te osoby rezygnują z jedzenia, jest to ich wybór i deklaracja światopoglądu. Czy może być ona oczywista dla zdrowia? Oczywiście. Ale dlaczego ma ona być podstawą ubezwłasnowolnienia i naruszania nietykalności cielesnej? Oraz dlaczego nie zastosujemy tej zasady konsekwentnie.

Gdy mamy do czynienia z osobą w ciąży wysokiego ryzyka, która decyduje się tę ciążę kontynuować mimo zagrożenia życia – i nie ma tutaj znaczenia, czy mamy do czynienia z religijną kobietą, która boi się piekła, czy po prostu z osobą, która podjęła decyzję, że swoje przyszłe dziecko kocha tak mocno, że woli umrzeć niż je poświęcić, by ratować siebie – nie wykonujemy przymusowej aborcji. Pozostawiamy wybór ciężarnej (wyłączając fanatyków gotowych zabić ją w imię „obrony życia”). Czy jej decyzja może ją zabić? Tak. Czy z tego powodu uznajemy, że jest niepoczytalna i nie może podejmować decyzji dotyczących własnego organizmu?

„Trochę zbyt łatwo jest popaść w pułapkę zakładania, że jeśli ktoś ma odmienne, sprzeczne z naszymi czy z naszego punktu widzenia absurdalne priorytety, to jest szalony lub nie na tyle świadomy, by mieć prawo sobie decydować. Najpierw budujemy sobie całą kulturę wokół szczytnych ideałów umierania za coś czy dla kogoś, ekscytujemy się tym, jak to dulce et decorum est pro coś tam mori, a potem gdy przychodzi co do czego, szafujemy diagnozami”, zauważa Paulina Łopatniuk, lekarka, członkini Rady Upowszechniania Nauki Polskiej Akademii Nauk (a także blogerka prowadząca Patolodzy na klatce). „(…) Tymczasem czynienie z innych poglądów politycznych choroby brzydko kojarzy się z pewnymi reżimami, ze schizofrenią bezobjawową, etc. Ludzie przez całą swoją historię stawiali pewne wartości wyżej niż swoje życie – szli na głupie wojny czy pozbawione szans powstania, ryzykowali życiem w sportach o istotnie podwyższonym poziomie ryzyka (haha, mam osoby zafascynowane himalaizmem w znajomych), ‘oddawali życie’ za kogoś lub coś, czasem nawet stawia im się za to pomniki i pisze o nich wiersze czy coś tam. Nie mam jakiegoś parcia, by ich za to podziwiać, ale jednak skoro akceptujemy takie decyzje historycznie, to nie róbmy teraz z protestów politycznych choroby wymagającej leczenia. (…) No tak, czyli w świetle prawa można człowieka zgwałcić, bo przecież nie pozwolimy mu dla jakichś jego czy jej fanaberii narażać zdrowia. Bo dulce et decorum to jest umierać za patrię, lokalne bóstwo, dzieciontko czy co tam jeszcze, ale nie za swoje przekonania, o ile akurat nie znajdują powszechnego uznania w okolicy. W oczywisty sposób dziś też byśmy przemocą karmili sufrażystki i wszyscy nieomalże komentujący przyklasnęliby temu bez większych dylematów. Bo tak jest w prawie!” [15] [16] [17]

Czy wyobrażamy sobie sytuację, w których ochotników i ochotniczki zaciągających się do wojska, żeby bronić swojego kraju – nie trzeba szukać daleko, wszak dokładnie to ma miejsce w Ukrainie, gdzie wiele osób sprzeciwia się rosyjskiej agresji i dość powszechnie jest to traktowane jako bohaterstwo – uznaje się za niepoczytalnych i związuje się ich, by nie mogli narażać zdrowia i życia czymś tak nieodpowiedzialnym jak walka zbrojna? Jak to jest, że potencjalna śmierć za swoje ideały z bronią w ręku ma być czymś szczytnym, a potencjalna śmierć za swoje ideały w wyniku głodówki ma być dowodem choroby psychicznej?

W DYSKUSJI O PRZYMUSOWYM KARMIENIU WIĘŹNIÓW NAJMNIEJ WAŻNY JEST KAMIŃSKI

Okręgowa Rada Lekarska w Szczecinie domaga się ukarania Jarosława Kaczyńskiego przez Komisję Etyki Poselskiej za nazwanie przymusowego karmienia więźniów torturami. Problem polega na tym, że polskie prawo rzeczywiście zezwala na torturowanie osób osadzonych, a spora część środowisk w teorii postępowych – z niepojętych dla mnie powodów – broni tej praktyki. Bo nie ma żadnego znaczenia, czy Kamiński kłamał, a Kaczyński bredzi o tym, że Tusk miał dziadka w Wermachcie. Znaczenie ma to, że w polskich przepisach dopuszczane jest traktowanie więźnia w sposób zakazywany w Deklaracjach Światowego Stowarzyszenia Lekarzy.

„(...) Jednak karmienie na siłę, zwłaszcza gdy pacjent stawia opór, nie jest łagodną procedurą. Zarówno Amerykańskie Stowarzyszenie Lekarz (American Medical Association), jak i Światowe Stowarzyszenie Lekarzy (World Medical Association), potępiły tę praktykę, którą wielu obrońców praw człowieka uważa za formę tortur. Większość organizacji zawodowych lekarzy zakazuje swoim członkom udziału w niej”, pisze Jacob M. Appel, specjalista ds. edukacji etycznej, doktor medycyny (Columbia University), doktor prawa (Harvard Law School) i magister bioetyki (Albany Medical College).[1]

„Brytyjskie Stowarzyszenie Lekarzy (British Medical Association) wydało 14 sierpnia 2015 roku oświadczenie: ‘Przymusowe karmienie dorosłych osób zdolnych do podejmowania decyzji w ramach dobrowolnego strajku głosowego stanowi rażące naruszenie międzynarodowych standardów etyki lekarskiej – w tym Deklaracji Światowego Stowarzyszenia Lekarzy z Tokio oraz z Malty (World Medical Association’s Declaration of Tokyo, World Medical Association’s Declaration of Malta) – i jest formą okrutnego, nieludzkiego i poniżającego traktowania’”, przypomina palestyńskie Stowarzyszenie Wsparcia Więźniów i Praw Człowieka „addameer” (Addameer Prisoner Support and Human Rights Association) – Addameer to po arabsku „sumienie”.[2]

Interesujące światło na sytuację w Polsce rzuca artykuł „Medyczne i etyczne aspekty strajków głodowych w placówkach penitencjarnych oraz kwestia tortur” Hernána Reyesa [3] – bynajmniej nie bohatera „Szybkich i wściekłych”, tylko doktora medycyny, byłego koordynatora medycznego ds. zdrowia w więzieniach w Międzynarodowym Komitecie Czerwonego Krzyża (IRCR), obserwatora medycznego MKCK przy Światowym Stowarzyszeniu Medycznym oraz jego Komisji Etyki. Ponieważ cytaty są niezwykle obszerne, przytoczę je pod tekstem. W dużym skrócie – Reyes zwraca uwagę, że większość osób deklarujących strajk głodowy to tak naprawdę osoby doraźnie odmawiające jedzenia (food refuser), które wcale nie zamierzają doprowadzić się do stanu śmierci lub bliskiego śmierci, a ich „strajki” najczęściej kończą się samoistnie. (Szczerze zachęcam do zapoznania się z tymi fragmentami – choć łącznie mają około 10 tysięcy znaków, to oryginał ma ich ponad 40 tysięcy, w dodatku jest dostępny w języku angielskim, co dla wielu osób stanowi utrudnienie).

Co właściwie wydarzyło się w Polsce?

Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik zostali skazani na dwa lata pozbawienia wolności za udział w tak zwanej aferze gruntowej. (Osiem lat wcześniej uniknęli skazania, ponieważ zostali „ułaskawieni” przez Andrzeja Dudę, zanim zapadł wyrok). Mężczyźni nie uznawali wyroku, który zapadł w ich sprawie, podobnie jak wygaśnięcia mandatów poselskich.

„Jestem posłem i tylko przemoc fizyczna może uniemożliwić mi udział w obradach Sejmu. Bezprawie, które mamy teraz w kraju, może doprowadzić do tego, że trafię do więzienia. Ale nawet tam będę walczył i będąc pierwszym więźniem politycznym po 1989 roku pozostanę wolnym człowiekiem”, oświadczył Mariusz Kamiński 8 stycznia. [4]

Następnego dnia mężczyźni zostali aresztowani, a w czasie konferencji prasowej odczytane zostało oświadczenie Mariusza Kamińskiego: „Oświadczam, że skazanie mnie za walkę z korupcją oraz podjęcie bezprawnych działań dot. pozbawienia mnie mandatu poselskiego, traktuję jako akt zemsty politycznej. W związku z tym, jako więzień polityczny, od pierwszego dnia mojego uwięzienia rozpoczynam protest głodowy”. [5]

23 stycznia Kacper Kamiński, syn Mariusza Kamińskiego, opublikował następujący komunikat: „Pilne! Otrzymaliśmy właśnie informację, że do południa zostanie wdrożona procedura przymusowego dokarmiania. Lekarz poinformował mojego ojca, że wybrana zostanie najbardziej niehumanitarna metoda za pomocą sondy przez nos pomimo iż wyraził on zgodę na dokarmianie za pomocą kroplówki. Powiedział, że nie będzie negocjował w tej sprawie ze względu na poglądy polityczne mojego ojca. Może to powodować groźne dla zdrowia powikłania”. [6]

„Ten lekarz to sadysta! Jak się nazywa? To się kwalifikuje na pozew”, napisał na Twitterze/X poseł Kazimierz Smoliński z PiS-u (wpis został już skasowany lub ukryty). [7] „Zapowiedź tortury. Apeluję o odstąpienie od tej nieludzkiej decyzji”, komentował senator Stanisław Karczewski, również z PiS-u. [8]

Stan osadzonego skomentował w rozmowie z osobami reprezentującymi media (jeśli dobrze widzę na nagraniu, pytania zadawały osoby reprezentujące TVN24 oraz Polsat News; rozmowa miała miejsce na korytarzu sejmowym) Jarosław Kaczyński: „Szczególnie jeden z nich czuje się źle, a poza tym zastosowano wobec niego tortury. My się oczywiście – bo jest taka instytucja w Unii europejskiej – my się do niej zwrócimy z oskarżeniem polskich władz o stosowanie tortur, bo decyzja na pewno zapadła na samej górze. Jestem przekonany, że to decyzja osobista Tuska i on osobiście powinien za tortury w Polsce odpowiadać. (…) Na tym, że bez żadnego powodu człowiekowi, który ma pewne wady, jeżeli chodzi o przegrody nosowe, wprowadzono rurę, co powodowało wielki ból. I wiedząc o tym, że on za chwilę wyjdzie z więzienia, została dokonana czynność przymusowego karmienia. To jest tortura i powtarzam, ludzie, którzy stosują takie metody, powinni odpowiedzieć za to i to nie jakimiś tam drobnymi karami, tylko wieloletnimi karami więzienia. (…) Wie pani, tortury bywają różne, no są takie, które widać na zewnątrz i są takie, których nie widać. Mój wuj, który był straszliwie torturowany przez gestapo, był straszliwie torturowany i nie było po nim widać tego, że był przedmiotem no niezwykle brutalnych tortur. (…) Tak, uważam, że można [to porównywać], tym bardziej, że tutaj związki niemieckie pana Tuska pokazują, że uzasadnienie jest pełne”. [9]

„Jak można napisać, że lekarze będą torturować pacjenta? To skandaliczna, niczym nieuzasadniona insynuacja, która podważa odpowiedzialność, kompetencje i intencje dziennikarzy. Skandaliczny komentarz, który mam nadzieje nie przejdzie bez echa. Jako środowisko lekarzy jesteśmy oburzeni”, zareagował Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie. Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie skierowała do Komisji Etyki Poselskiej oraz Komisji Regulaminowej Etyki i Spraw Senatorskich wnioski o ukaranie Jarosława Kaczyńskiego, Kazimierza Smolińskiego oraz Stanisława Karczewskiego. [10] [11] [12]

Otóż przymusowe karmienie jak najbardziej można, jak pokazują przytoczone komentarze, nazwać torturami. Wspomniany już przeze mnie Hernán Reyes zauważa: „Kwestia karmienia na siłę jest powiązana z sytuacjami przymusu oraz tortur. Jak dobrze wiadomo, Deklaracja Światowego Stowarzyszenia Medycznego z Tokio z 1975 roku zabrania jakiegokolwiek udziału w torturach: czynnie, biernie lub poprzez wykorzystanie wiedzy medycznej. Artykuł 5. Deklaracji Tokijskiej stanowi również, że więźniowie uczestniczący w strajku głodowym nie będą karmieni na siłę (…) Lekarze nigdy nie powinni brać udziału w przymusowym karmieniu, polegającym na przywiązywaniu więźniów i wtłaczaniu im kroplówek dożylnych lub rurek przełykowych. Takie działania można uznać za formę tortur i pod żadnym pozorem lekarze nie powinni w nich uczestniczyć pod pretekstem ‘ratowania życia głodującego’.”.

A jak wygląda procedura przymusowego karmienia w Polsce? Opowiedział o tym w rozmowie z Piotrem Halickim z Onetu dr Paweł Moczydłowski, socjolog i kryminolog, były szef Służby Więziennej.

„Protesty głodowe w polskich więzieniach nie są zbyt częste. Nie znam bowiem przypadku, by jakikolwiek z nich odniósł sukces i spowodował ustępstwa, których życzył sobie osadzony. Co ważne, w naszym kraju nie da się umrzeć z głodu w więzieniu. W sytuacji, gdy taki protest zaczyna zagrażać zdrowiu lub życiu, przystępuje się do przymusowego karmienia”, podkreślił Paweł Moczydłowski.

Tak brzmi fragment artykułu Piotra Halickiego poświęcony opisowi procedury: „Jak to przebiega? — Jest to zazwyczaj realizowane przy pomocy sondy, którą wprowadza się do przewodu pokarmowego, wkłada się lejek w jej górną część i wlewa się do żołądka specjalny kefir czy jogurt, będący właściwie mieszanką odżywczą, której skład dobierany jest już indywidualnie. Receptą zajmują się lekarze. I jest to wszystko robione siłą przez funkcjonariuszy Straży Więziennej, a jeżeli jest potrzeba, także z użyciem rozpornika szczękowego. Po unieruchomieniu głowy i tułowia osadzonego, wprowadza się pokarm do jego organizmu. Im bardziej więzień jest przy tym oporny i się rzuca, tym bardziej jest to dla niego bolesne — tłumaczy były szef Służby Więziennej.

Jak dodaje, jeżeli ktoś jest bardziej uparty, to trzeba przeprowadzać kilka kolejnych takich karmień. Przy czym cały czas się z nim negocjuje, bo przecież wiadomo, że nie jest to przyjemne i osadzonemu na pewno też się to nie podoba.

Gdy Michaśka zbliża się wraz z Aldoną do domu Szymka, nie wiemy nic o jej tożsamości – oprócz tego, że używa kobiecego imienia i żeńskiej odmiany słów, tak samo jak jej przyjaciółka. Zamiast tego poznajemy jej poglądy – podejście do afery reprywatyzacyjnej czy deweloperów.

Kilka stron później widzimy jednak Michaśkę oczyma ojca Szymka: „A co to za dziwactwo? (…) Co ty, kurwa, jesteś? Chłop? Baba” Chłopobaba? (…) ten telefonik. Ty myślisz, że ja ci go nie zabiorę? Zabiorę. I jeszcze w dupsko wsadzę. Ale tobie to się pewnie spodoba, co, pedałku?” – i dopiero to pokazuje, że bohaterka nie wpisuje się w cisheteronormatywne środowisko. Ale jaka jest jej tożsamość? To sprawa otwarta. Mogłaby być osobą niebinarną, butch lesbijką, drag queen czy osobą o zupełnie normatywnej tożsamości, która wyraża się poprzez strój. Albo transpłciową kobietą oczywiście.

Właściwa wskazówka pojawia się dopiero kilka rozdziałów później, przy okazji wspomnianego już przeze mnie opisu studiów dziewczyny: „Ignorowanie stało się dla niej absurdalnie męczące i niepokojące. Nawet fakt, że demonstracyjnie zaczęła chodzić do damskiej toalety, wszyscy pomijali milczeniem, a ona szykowała się już do walki z uniwersyteckimi odpowiednikami JK Rowling. (…) W chwilach słabości starała się wmówić sobie, że osiągnęła zwycięstwo. Pokazała wszystkim, że oto, proszę, może chodzić do damskiej toalety i świat się nie zawalił, nikogo nie zgwałciła i nic strasznego się nie wydarzyło. Wszystko jest zwyczajne i normalne. Szybko jednak uprzypomniała sobie, że tylko się okłamuje. Nic się nie zmieniło. Dziewczyny i chłopaki wciąż będą przechodzić przez te same trudności, znosić te same docinki i krzywe spojrzenia wykładowców, tak samo będą stać na korytarzu i zastanawiać się, z której toalety mają prawo korzystać, że o szatniach na zajęciach sportowych Michaśka litościwie już nie wspomni”.

Choć może nie dla każdego oczywisty, ten fragment jasno wskazuje na tożsamość Michaśki. Kilka lat temu J.K. Rowling, wcześniej kojarzona jako autorka „Harry’ego Pottera”, stała się twarzą radykalnego feminizmu wykluczającego osoby transpłciowe (TERF). Wśród poglądów głoszonych przez terfki znajduje się teza, że transpłciowe kobiety to tak naprawdę mężczyźni, którzy chcą podstępem wchodzić do kobiecych toalet, żeby gwałcić tam inne korzystające z toalet kobiety. Opinię tę podzielają także polskie reprezentantki tego ruchu, w tym kilka naukowczyń wykładających na uniwersytetach. Skoro Michaśka wspomina o sobie w tym kontekście, rozwiewa to wszelkie wątpliwości.

Tym krótkim akapitem Wojciech Chmielarz ponownie pokazał, jak dobrze przygotował się do pracy. Dyskusja o prawa osób transpłciowych jest w środowiskach lewicowych niezwykle głośna i prowadzi – niestety – do wielu podziałów. Jest też siłą rzeczy ogromnie przykra dla transpłciowych kobiet. O ile istnieją osoby LGBT+, które mogą nie znać poglądów J.K. Rowling i jej polskich towarzyszek (wystarczy nie bywać często w internecie), to transpłciowa aktywistka nie mogłaby o nich nie słyszeć. Dylemat zaś, z której toalety skorzystać, jest u osób transpłciowych i niebinarnych częsty, ponieważ w zetknięciu z transfobią mogą zostać wyproszone i z damskich, i z męskich przestrzeni.

Żeby napisać ten jeden akapit, Wojciech Chmielarz musiał śledzić lewicowy dyskurs na bieżąco lub poświęcić wiele godzin (dni?) na nadrobienie go i zrozumienie na tyle dogłębnie, bo móc go swobodnie streścić. Dzięki temu, że osobiście orientuję się w nim doskonale, mogę docenić to zaangażowanie, ale jednocześnie zyskać zaufanie do autora – wierzę, że pozostałe kwestie sprawdza równie sumiennie, ufam mu więc np. w zakresie opisów walk, zarówno tych na ringu, jak i tych ulicznych.

Dopełnieniem opisu tożsamości Michaśki jest krótka scena, gdy poznaje Bezimiennego i następuje moment przedstawienia ich sobie. Bohater serii w tym tomie używa imienia Zygmunt – wymyślił ksywę na szybko, gdy płacił czynsz banknotami dwustuzłotowymi i miał przed oczyma wizerunek króla Zygmunta Starego.

„Gdy równo w południe wszedłem do siedziby stowarzyszenia, czekał tam na mnie pulchny chłopak w okularach, z długimi, ciemnymi, zaczesanymi za uszy włosami. Ubrany był w luźne, obszerne ciuchy, jakby chciał się w nich schować, ale kiedy na mój widok się poderwał i ruszył naprzeciwko z wyciągniętą do przywitania ręką, jego postawa i energiczne ruchy zdradzały, że nie ma problemów z nieśmiałością.
– Michaśka.
Potrzebowałem sekundy, a potem podałem jej rękę.
– Zygmunt.
– Nie wyglądasz na Zygmunta – odpowiedziała. (…)
Pokiwałem głową.
– No cóż… Może coś w tym jest, ale ty też nie wyglądasz na Michaśkę.
Cofnęła się o krok, zacisnęła pięści, równocześnie wyciągając w moją stronę głowę i szczerząc drapieżnie zęby, jakby zaraz zamierzała mnie ugryźć.
– A jak kto?
– Powiedziałbym… Gosia?
Całe ciało Michaśki w jednej sekundzie się rozluźniło, a ona sama wybuchnęła śmiechem.
– Skurwiel z ciebie, wiesz?”

Napięcie Michaśki zdradza jasno – była pewna, że „Zygmunt” oświadczy, że wygląda jak mężczyzna; być może, że wygląda bardziej na Michała niż Michaśkę. Może właśnie tak brzmi jej deadname? Nie dowiadujemy się jednak tego i to kolejny jasny punkt tego opisu. Deadname to imię nadane przy narodzeniu, odrzucane przez osobę transpłciową jako niepasujące do jej płci. Można mieć do niego neutralne podejście, ale dla wielu osób jest to bardzo bolesne wspomnienie, mogące prowadzić do dysforii, czyli cierpienia psychicznego związanego z niedopasowaniem tożsamości płciowej do płci przypisanej w chwili urodzenia. Bezimienny okazuje się jednak prawdziwym sojusznikiem i mimo początkowej pomyłki, gdy bierze Michaśkę za chłopaka, przestawia się w sekundę i nawet w myślach mówi o niej już tylko w rodzaju żeńskim. Sytuację, która mogłaby być dla dziewczyny bolesna, obraca w żart afirmujący jej kobiecość. Nie zadaje pytań o deadname ani – mocno przekraczających granice, a niestety popularnych – o to, jakie Michaśka ma genitalia. Przyjmuje informację naturalnie i neutralnie, nie robiąc z niej sensacji. Dwa zdania później przechodzi do dalszej części śledztwa.

Sojusznictwem wobec osób transpłciowych wykazał się nie tylko Bezimienny, ale też sam Wojciech Chmielarz. Opisując pozytywnego bohatera jako otwartego i akceptującego, pisarz dokłada cegiełkę do edukacji społeczeństwa. To kolejny element lewicowego ducha tej książki. Można by też powiedzieć – zwykła przyzwoitość.

Jak wspomniałam, pewne fragmenty „Zwykłej przyzwoitości” można interpretować jako szydzenie z młodych aktywistek – gdy Aldona i Michaśka wygłaszają swoje poglądy w karykaturalny sposób lub gdy same zauważają, że oportunizm ułatwiłby im życie. Wydaje mi się jednak, że wybory głównego bohatera pokazują jasno, że może to i żarty, ale zdecydowanie serdeczne. Bezimienny staje po stronie osób wykluczonych: czy to pana Henryka, któremu grozi eksmisja, czy to Michaśki, którą akceptuje bez żadnego „ale”.

Mogę oczywiście tylko się zastanawiać, na ile poglądy Bezimiennego są poglądami autora, a na ile całość jest po prostu fikcją literacką osadzoną w konkretnym środowisku, ale jakkolwiek by nie brzmiała odpowiedź, jako utwór „Zwykła przyzwoitość” jest przesiąknięta lewicową wrażliwością. Ucieszyłoby mnie, gdyby trafiła do bibliotek organizacji pozarządowych, klubów dyskusyjnych czy squatów – bo to książka właśnie o nas i o naszej przestrzeni. Pasowałaby tam!

Anna Tess Gołębiowska

„Zwykła przyzwoitość”
autor: Wojciech Chmielarz
cykl: Bezimienny (tom 3)
data wydania: 11.10.2023
wydawnictwo: Marginesy

PS. Za podsunięcie mi „Zwykłej przyzwoitości” dziękuję Paulinie Łopatniuk, lekarce i popularyzatorce nauki, autorce książek „Patolodzy. Panie doktorze, czy to rak?” i „Na własnej skórze. Mała książka o wielkim narządzie” oraz bloga „Patolodzy na klatce”.

***

Jeśli uważacie moje teksty za interesujące i macie ku temu zasoby, możecie wspierać mnie na platformach Suppi oraz Patronite (w wyszukiwarkach tych platform wpisując „Anna Tess Gołębiowska” – tak naprawdę już na początku drugiego imienia pojawia się przekierowanie do mojego profilu). Oryginalnie w tym tekście powinny być osadzone konkretne posty z leftbooka, ale to będzie możliwe dopiero na stronie internetowej, nad którą jeszcze pracuję.