W DYSKUSJI O PRZYMUSOWYM KARMIENIU WIĘŹNIÓW NAJMNIEJ WAŻNY JEST KAMIŃSKI
Okręgowa Rada Lekarska w Szczecinie domaga się ukarania Jarosława Kaczyńskiego przez Komisję Etyki Poselskiej za nazwanie przymusowego karmienia więźniów torturami. Problem polega na tym, że polskie prawo rzeczywiście zezwala na torturowanie osób osadzonych, a spora część środowisk w teorii postępowych – z niepojętych dla mnie powodów – broni tej praktyki. Bo nie ma żadnego znaczenia, czy Kamiński kłamał, a Kaczyński bredzi o tym, że Tusk miał dziadka w Wermachcie. Znaczenie ma to, że w polskich przepisach dopuszczane jest traktowanie więźnia w sposób zakazywany w Deklaracjach Światowego Stowarzyszenia Lekarzy.
„(...) Jednak karmienie na siłę, zwłaszcza gdy pacjent stawia opór, nie jest łagodną procedurą. Zarówno Amerykańskie Stowarzyszenie Lekarz (American Medical Association), jak i Światowe Stowarzyszenie Lekarzy (World Medical Association), potępiły tę praktykę, którą wielu obrońców praw człowieka uważa za formę tortur. Większość organizacji zawodowych lekarzy zakazuje swoim członkom udziału w niej”, pisze Jacob M. Appel, specjalista ds. edukacji etycznej, doktor medycyny (Columbia University), doktor prawa (Harvard Law School) i magister bioetyki (Albany Medical College).[1]
„Brytyjskie Stowarzyszenie Lekarzy (British Medical Association) wydało 14 sierpnia 2015 roku oświadczenie: ‘Przymusowe karmienie dorosłych osób zdolnych do podejmowania decyzji w ramach dobrowolnego strajku głosowego stanowi rażące naruszenie międzynarodowych standardów etyki lekarskiej – w tym Deklaracji Światowego Stowarzyszenia Lekarzy z Tokio oraz z Malty (World Medical Association’s Declaration of Tokyo, World Medical Association’s Declaration of Malta) – i jest formą okrutnego, nieludzkiego i poniżającego traktowania’”, przypomina palestyńskie Stowarzyszenie Wsparcia Więźniów i Praw Człowieka „addameer” (Addameer Prisoner Support and Human Rights Association) – Addameer to po arabsku „sumienie”.[2]
Interesujące światło na sytuację w Polsce rzuca artykuł „Medyczne i etyczne aspekty strajków głodowych w placówkach penitencjarnych oraz kwestia tortur” Hernána Reyesa [3] – bynajmniej nie bohatera „Szybkich i wściekłych”, tylko doktora medycyny, byłego koordynatora medycznego ds. zdrowia w więzieniach w Międzynarodowym Komitecie Czerwonego Krzyża (IRCR), obserwatora medycznego MKCK przy Światowym Stowarzyszeniu Medycznym oraz jego Komisji Etyki. Ponieważ cytaty są niezwykle obszerne, przytoczę je pod tekstem. W dużym skrócie – Reyes zwraca uwagę, że większość osób deklarujących strajk głodowy to tak naprawdę osoby doraźnie odmawiające jedzenia (food refuser), które wcale nie zamierzają doprowadzić się do stanu śmierci lub bliskiego śmierci, a ich „strajki” najczęściej kończą się samoistnie. (Szczerze zachęcam do zapoznania się z tymi fragmentami – choć łącznie mają około 10 tysięcy znaków, to oryginał ma ich ponad 40 tysięcy, w dodatku jest dostępny w języku angielskim, co dla wielu osób stanowi utrudnienie).
Co właściwie wydarzyło się w Polsce?
Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik zostali skazani na dwa lata pozbawienia wolności za udział w tak zwanej aferze gruntowej. (Osiem lat wcześniej uniknęli skazania, ponieważ zostali „ułaskawieni” przez Andrzeja Dudę, zanim zapadł wyrok). Mężczyźni nie uznawali wyroku, który zapadł w ich sprawie, podobnie jak wygaśnięcia mandatów poselskich.
„Jestem posłem i tylko przemoc fizyczna może uniemożliwić mi udział w obradach Sejmu. Bezprawie, które mamy teraz w kraju, może doprowadzić do tego, że trafię do więzienia. Ale nawet tam będę walczył i będąc pierwszym więźniem politycznym po 1989 roku pozostanę wolnym człowiekiem”, oświadczył Mariusz Kamiński 8 stycznia. [4]
Następnego dnia mężczyźni zostali aresztowani, a w czasie konferencji prasowej odczytane zostało oświadczenie Mariusza Kamińskiego: „Oświadczam, że skazanie mnie za walkę z korupcją oraz podjęcie bezprawnych działań dot. pozbawienia mnie mandatu poselskiego, traktuję jako akt zemsty politycznej. W związku z tym, jako więzień polityczny, od pierwszego dnia mojego uwięzienia rozpoczynam protest głodowy”. [5]
23 stycznia Kacper Kamiński, syn Mariusza Kamińskiego, opublikował następujący komunikat: „Pilne! Otrzymaliśmy właśnie informację, że do południa zostanie wdrożona procedura przymusowego dokarmiania. Lekarz poinformował mojego ojca, że wybrana zostanie najbardziej niehumanitarna metoda za pomocą sondy przez nos pomimo iż wyraził on zgodę na dokarmianie za pomocą kroplówki. Powiedział, że nie będzie negocjował w tej sprawie ze względu na poglądy polityczne mojego ojca. Może to powodować groźne dla zdrowia powikłania”. [6]
„Ten lekarz to sadysta! Jak się nazywa? To się kwalifikuje na pozew”, napisał na Twitterze/X poseł Kazimierz Smoliński z PiS-u (wpis został już skasowany lub ukryty). [7] „Zapowiedź tortury. Apeluję o odstąpienie od tej nieludzkiej decyzji”, komentował senator Stanisław Karczewski, również z PiS-u. [8]
Stan osadzonego skomentował w rozmowie z osobami reprezentującymi media (jeśli dobrze widzę na nagraniu, pytania zadawały osoby reprezentujące TVN24 oraz Polsat News; rozmowa miała miejsce na korytarzu sejmowym) Jarosław Kaczyński: „Szczególnie jeden z nich czuje się źle, a poza tym zastosowano wobec niego tortury. My się oczywiście – bo jest taka instytucja w Unii europejskiej – my się do niej zwrócimy z oskarżeniem polskich władz o stosowanie tortur, bo decyzja na pewno zapadła na samej górze. Jestem przekonany, że to decyzja osobista Tuska i on osobiście powinien za tortury w Polsce odpowiadać. (…) Na tym, że bez żadnego powodu człowiekowi, który ma pewne wady, jeżeli chodzi o przegrody nosowe, wprowadzono rurę, co powodowało wielki ból. I wiedząc o tym, że on za chwilę wyjdzie z więzienia, została dokonana czynność przymusowego karmienia. To jest tortura i powtarzam, ludzie, którzy stosują takie metody, powinni odpowiedzieć za to i to nie jakimiś tam drobnymi karami, tylko wieloletnimi karami więzienia. (…) Wie pani, tortury bywają różne, no są takie, które widać na zewnątrz i są takie, których nie widać. Mój wuj, który był straszliwie torturowany przez gestapo, był straszliwie torturowany i nie było po nim widać tego, że był przedmiotem no niezwykle brutalnych tortur. (…) Tak, uważam, że można [to porównywać], tym bardziej, że tutaj związki niemieckie pana Tuska pokazują, że uzasadnienie jest pełne”. [9]
„Jak można napisać, że lekarze będą torturować pacjenta? To skandaliczna, niczym nieuzasadniona insynuacja, która podważa odpowiedzialność, kompetencje i intencje dziennikarzy. Skandaliczny komentarz, który mam nadzieje nie przejdzie bez echa. Jako środowisko lekarzy jesteśmy oburzeni”, zareagował Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie. Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie skierowała do Komisji Etyki Poselskiej oraz Komisji Regulaminowej Etyki i Spraw Senatorskich wnioski o ukaranie Jarosława Kaczyńskiego, Kazimierza Smolińskiego oraz Stanisława Karczewskiego. [10] [11] [12]
Otóż przymusowe karmienie jak najbardziej można, jak pokazują przytoczone komentarze, nazwać torturami. Wspomniany już przeze mnie Hernán Reyes zauważa: „Kwestia karmienia na siłę jest powiązana z sytuacjami przymusu oraz tortur. Jak dobrze wiadomo, Deklaracja Światowego Stowarzyszenia Medycznego z Tokio z 1975 roku zabrania jakiegokolwiek udziału w torturach: czynnie, biernie lub poprzez wykorzystanie wiedzy medycznej. Artykuł 5. Deklaracji Tokijskiej stanowi również, że więźniowie uczestniczący w strajku głodowym nie będą karmieni na siłę (…) Lekarze nigdy nie powinni brać udziału w przymusowym karmieniu, polegającym na przywiązywaniu więźniów i wtłaczaniu im kroplówek dożylnych lub rurek przełykowych. Takie działania można uznać za formę tortur i pod żadnym pozorem lekarze nie powinni w nich uczestniczyć pod pretekstem ‘ratowania życia głodującego’.”.
A jak wygląda procedura przymusowego karmienia w Polsce? Opowiedział o tym w rozmowie z Piotrem Halickim z Onetu dr Paweł Moczydłowski, socjolog i kryminolog, były szef Służby Więziennej.
„Protesty głodowe w polskich więzieniach nie są zbyt częste. Nie znam bowiem przypadku, by jakikolwiek z nich odniósł sukces i spowodował ustępstwa, których życzył sobie osadzony. Co ważne, w naszym kraju nie da się umrzeć z głodu w więzieniu. W sytuacji, gdy taki protest zaczyna zagrażać zdrowiu lub życiu, przystępuje się do przymusowego karmienia”, podkreślił Paweł Moczydłowski.
Tak brzmi fragment artykułu Piotra Halickiego poświęcony opisowi procedury: „Jak to przebiega? — Jest to zazwyczaj realizowane przy pomocy sondy, którą wprowadza się do przewodu pokarmowego, wkłada się lejek w jej górną część i wlewa się do żołądka specjalny kefir czy jogurt, będący właściwie mieszanką odżywczą, której skład dobierany jest już indywidualnie. Receptą zajmują się lekarze. I jest to wszystko robione siłą przez funkcjonariuszy Straży Więziennej, a jeżeli jest potrzeba, także z użyciem rozpornika szczękowego. Po unieruchomieniu głowy i tułowia osadzonego, wprowadza się pokarm do jego organizmu. Im bardziej więzień jest przy tym oporny i się rzuca, tym bardziej jest to dla niego bolesne — tłumaczy były szef Służby Więziennej.
Jak dodaje, jeżeli ktoś jest bardziej uparty, to trzeba przeprowadzać kilka kolejnych takich karmień. Przy czym cały czas się z nim negocjuje, bo przecież wiadomo, że nie jest to przyjemne i osadzonemu na pewno też się to nie podoba.
