Ci którzy koryzstają z ChatGPT. Nie macie wrażenia że to się cofnęło w rozwoju przez ostatni rok?
Odpowiedzi są tragiczne. Muszę po 5 razy zmieniać pytanie żeby zakumał.
Ci którzy koryzstają z ChatGPT. Nie macie wrażenia że to się cofnęło w rozwoju przez ostatni rok?
Odpowiedzi są tragiczne. Muszę po 5 razy zmieniać pytanie żeby zakumał.
NOWE ZAWODY: Propozycje polskich odpowiedników angielskich "nieprzetłumaczalnych" słów. Ktoś ma ochotę się pobawić?
Zacznijmy od angielskiego słowa "feed" oznaczającego strumień postów na głównej stronie / widoku aplikacji. Na przykład feed tiktokowy, feed w X, feed w Mastodonie.
Jakim polskim/polskobrzmiącym (niekoniecznie istniejącym) słowem można by to zastąpić?
Obserwując w ostatnich latach nowe słowa w polskim młodzieżowym slangu i patrząc na listy "młodzieżoweych słów roku wyraźnie widać że duża większość nowych słów to właściwie słowa angielskie albo polskie kalki.
Czy tylko mnie do trochę denerwuje? Czy tylko ja uważam że to w pewnym stopniu przejaw polskiego konsumpcjonizumu kulturowego, "kulturowego pójścia na łatwiznę", zamiast twórczego używania mózgownicy w celu wymyślania fajnych nowych słów w swoim języku?
Dlaczego? Czy inne kraje też tak kopiują? Czy da się temu zaradzić?
Czy amerykanizacja naszej kultury jest nieuchronna?
O co chodzi z agencją ATOMY PR? https://www.atomypr.pl/#oferta
Reprezentują masę kanałów podróżniczych na YT, w tym kanałów które wydawało by się działają solo, bez żadnego wsparcia jak anitawu, vlog casha czy bez planu. Kanały te praktycznie wcale nie wspominają o swojej współpracy z agencją.
To że z agencji korzystają jutuberzy do robienia filmików w stylu frizza to jest jasne ale solo podróżnicy? Śledziłem sporo kanałów tego typu ale jak to się dzisiaj o tym dowiedziałem to mam pewien niesmak. No bo jak wytłumaczysz się z tego że jesteś solo niezależnym podróżnikiem ale za plecami masz agencję pracującą 8h dziennie która ogarnia za ciebie masę tematów? A nie czekaj, nie musisz się tłumaczyć, bo 99% ludzi nigdy się o tym nie dowie jeśli nie będziesz o tym wspominał.
[szybkie przemyślenie]
Problemem wielu nieporozumień jest zbyt szybkie kłapanie językiem i złudna pewność siebie (czy to nie jedna z definicji głupoty?). Ktoś ma jakąś opinię na pewien temat, która w jego mniemaniu jest optymalna/prawidłowa/słuszna, ale gdyby zgłębił temat zmieniłby zdanie o 180 stopni. I tak często się dzieje. Zmiana zdania po 5 minutach researchu w sieci, albo po 10 latach doświadczeń życiowych. W międzyczasie jednak szkoda mogła zostać wyrządzona.
Z drugiej strony jednak nie można całe życie milczeć słuchając innych, czytając książki, badając temat i czekając aż osiągniemy pełnię wiedzy, co jest zresztą nieosiągalne. Wtedy nic nie wniesiemy do dyskusji, a zdobyta wiedza pójdzie na marne. Poza tym czasem zdobywamy wiedzę właśnie przez mówienie głupot, ponieważ ktoś może nas poprawić.
Jak wiele rzeczy, wyrażanie opinii i dyskutowanie w prawdziwym życiu i w sieci to ciągłe balansowanie, decydowanie kiedy powinnismy mówić i co. Czasem lepiej siedzieć cicho, a czasem warto coś powiedzieć. Dobrze by było żeby jakaś część głowy dopuszczała swój błąd (czasem bardziej czasem mniej).
Czasem jednak bycie "ignorantem" może być dobre. I owdrotnie - posiadanie wiedzy może przynieść kłopoty.
spektrum