Obserwując w ostatnich latach nowe słowa w polskim młodzieżowym slangu i patrząc na listy "młodzieżoweych słów roku wyraźnie widać że duża większość nowych słów to właściwie słowa angielskie albo polskie kalki.
Czy tylko mnie do trochę denerwuje? Czy tylko ja uważam że to w pewnym stopniu przejaw polskiego konsumpcjonizumu kulturowego, "kulturowego pójścia na łatwiznę", zamiast twórczego używania mózgownicy w celu wymyślania fajnych nowych słów w swoim języku?
Dlaczego? Czy inne kraje też tak kopiują? Czy da się temu zaradzić?
Czy amerykanizacja naszej kultury jest nieuchronna?