W ostatnim dniu maja, podczas ciszy wyborczej, gdy większość Polaków drapała sie po głowie, przy grylu i piwie, nad wyborem nowego prezydenta RP, lawirujác gęstymi myślami między umaczanym w mafijnych strukturach kibolu lub "mniejszym złu" (pijącym piwko z faszyzującą prawicą i kapitalistyczną deweloperką) - nasz anarchistyczny kolektyw nakarmił ponad pięćdziesiąt osób, które w życiu codziennym nie mają za wiele (poza rentą, emeryturą, skromną zapomogą) lub nie mają niczego, nawet dachu nad głową.
A dzieje się tak, gdyż od lat trzymamy się ideii "Pomocy Wzajemnej" (Mutual Aid) zaproponowanej z końcem XIX wieku przez P. Kropotkina, który zauważył, iż „wśród różnych gatunków trwa ogromna ilość walk i eksterminacji; jednocześnie jest tyle samo, a może nawet więcej, wzajemnego wsparcia, wzajemnej pomocy i wzajemnej obrony… A towarzyskość jest w takim samym stopniu prawem natury, jak walka”.
Kropotkinowska wizja współpracy i pomocy wzajemnej to wystarczający argument przeciwko teoriom darwinizmu społecznego, które podkreślają konkurencję i przetrwanie najsilniejszych. Zamiast tego Kropotkin argumentuje, że mutual aid ma pragmatyczne zalety dla przetrwania społeczności ludzkich i zwierzęcych(..)
Dlatego większość z nas, zamiast oddawać swój czas, a przede wszystkim własny los w ręce cwanych polityków - zwyczajnie działa; szczególnie tam, gdzie dominuje niedożywienie i bieda
#pomocwzajemna #foodnotbombs #wybory #anarchizm #wroclaw #kropotkin
