Podsumujmy ostatnie dokonania lidera światowej prawicy Donalda Trumpa. Obraził w zasadzie wszystkich. Lewaków, wiadomo, osoby LGBTQ, wiadomo, mniejszości etniczne, wiadomo. Ale oprócz tego, większość krajów świata, w tym tak blisko związane z USA, jak Kanada (oprócz Rosji i Korei Północnej, do których od dawna ma "miękkie serce"). Ale także weteranów wojennych, dziennikarzy rozmaitych mediów (w tym także ostatnio łajał z nazwiska niektórych influenserów i podkasterów z kręgów MAGA, naukowców... Ateistów chyba nie uważa w ogóle za godnych, ale obraził też katolików (ostatnio zasłynął potyczkami z papieżem), generalnie wielu chrześcijan (przebierając się za Jezusa), muzułmanów. Wychodzi tak mniej więcej parę miliardów ludzi.
My tu jesteśmy na etapie przeżywania, jak prawactwo dewastuje świat, ale tak sobie myślę, że Trump, który miał być "odnowicielem USA" przypomina coraz bardziej późnego Breżniewa. Może jeszcze będzie paru "genseków" po nim, ale to już nie będzie to samo. Potem może pojawi się jakiś Gorbaczow, który będzie próbował to uratować, ale tylko przyspieszy rozkład.
Pewien trend się kończy, choć nie wiadomo, ile jeszcze szkód przyniesie. Jednak już coraz częściej słyszę, że "trumpizm", czy jak to niektórzy nazywają nie do końca trafnie "prawicowy populizm", to NIE JEST PRAWDZIWA PRAWICA LEWAKU. A ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy dla tych samych osób, to była najprawdziwsza prawica i super, że lewaków boli odwłok, jak widzi Trumpa. A teraz jeden po drugim się odcinają, bo wiedzą, że to wszystko zmierza prosto do zsypu.
Cała ta "prawicowa rewolucja" nie generuje już nowych idei, nie niesie obietnicy "antysystemowej zmiany", jak jeszcze dziesięć lat temu. Skończyło się błazenadą i gerontokracją. Już nawet biznes nie jest tak entuzjastyczny, jak na początku. Dostał cięcia podatków, ale teraz awanturnictwo przynosi im straty. Na zapleczu już trwa wojna domowa nad przejęciem masy upadłościowej przez różne frakcje prawicy.
Jedno jest pewne, bycie radykalnym prawicowcem przestaje być tak "seksi" jak jeszcze dziesięć-piętnaście lat temu, choć oczywiście nadal pozostaną jacyś "zawsze wierni". A przecież Trump z ekipą jeszcze nie skończyli. Jeszcze rok, dwa znęcania się nad światem i sytuacja będzie jeszcze trudniejsza dla prawicy na prawo od liberałów, tak bardzo ludziom dadzą w kość, że nawet straszenie migrantami, 5G i demonami może nie pomóc.
Xavier Woliński