Ludzie często pytają: ile jest osób z #DSD (albo: ile jest osób #intersex)?
Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa - jak znajdę moment zbiorę i przedstawię różne źródła na ten temat, dające mocno rozbieżne odpowiedzi, i spróbuję dokładniej wyjaśnić na czym polegają rozbieżności.
Ale najpierw, jeszcze przed źródłami, chciałbym zachęcić do refleksji: skąd się w ludziach pojawia to pytanie?
Ono jest dużo bardziej obciążone politycznie, niż powinno być. Ostatecznie, kogo interesuje, ile jest osób z innego rodzaju konkretnymi problemami endokrynologicznymi, rozwojowymi, czy w ogóle medycznymi? Lepiej byłoby pytać: jakie mają potrzeby, czy wiemy wystarczająco dużo, czy i jakie są braki w badaniach przesiewowych, diagnostyce, opiece zdrowotnej? To dużo bardziej przyziemne pytania, które trzeba rozważać osobno dla konkretnych jednostek chorobowych, po prostu tak samo jak się to robi dla wszystkich innych.
Liczba osób z DSD jest tak interesująca, ponieważ temat dotyczy płci i daje się używać w wojnach kulturowych. To budzi niezdrową ekscytację. Osoby z DSD są w tych wojnach bardzo wyraźnie wykorzystywane instrumentalnie jako "dowód" na coś, z pominięciem ich realnych (i zróżnicowanych) potrzeb.
Jedna strona twierdzi, że jest bardzo duża grupa osób "interpłciowych", rozumianych przy tym dosłownie jako istniejących "pomiędzy płciami", a tym samym "podważających binarność" i dowodzących swoim istnieniem "spektrum płci" albo wręcz jej "kulturowości". W tym kontekście widziałem szacowania tak wysokie jak nawet 3% i więcej, choć najczęściej pada liczba 1,7% - przy czym nierzadko do tej grupy osób "pomiędzy płciami" zaliczani są np. mężczyźni ze spodziectwem (tj. wadą polegającą na umiejscowieniu ujścia cewki od spodu penisa, nie na jego czubku).
Inni z kolei zakładają, że mowa u grupie tak małej, że w zasadzie pomijalnej we wszystkich kontekstach - co ma być z kolei dowodem na ścisłą "binarność płci" i jej prostotę. Tu z kolei najczęściej pada liczba 0,018%.
Obie te liczby skądś się biorą - ale różnica jest 1000-krotna!