@agturcz Dzwonek to jest po to, żeby komuś kulturalnie dać znać, że jedziesz.
Na głuchych debili maszerujących tyralierą DDRem mam tylko omijanie na gazetę 30km/h, żeby się zesrali w gacie.
@ssamulczyk ja to jednak nie chce replikować relacji jakie ludzie mają z samochodami na rowerze. Znaczy wiesz, nie dość, że pieszy musi drżeć że go samochód rozjeździe to jeszcze że rower? Chciałbym żeby rower był postrzegany jako humanitarny środek transportu, który pozwala wszystkim współistnieć. Współpraca, przyjaźń, serdeczność i wyrozumiałość.
@licho Ale ja nie mówię o normalnych sytuacjach, tylko o świętych krowach na środku DDR. Dla ludzi zachowujących się normalnie podchodzę normalnie. Tak samo jak w bezpieczny sposób wyprzedzam na jezdni rowerzystów…
Pieszy nie musi drżeć jak nie będzie łaził tam gdzie nie powinien.
@ssamulczyk dla mnie nadal za ostro. Od zeszłej jesieni zrobiłem 1500km rowerem na dojazdach do pracy, sklepów itd, rowerem jako mój podstawowy środek transportu, nie spotkałem się żeby ktoś ze złej woli tak łaził. Raczej ludzie umykają przed dzwonkiem w przerażeniu i mi przykro że tak przepłaszam. Może to wysoka kultura Białegostoku, ale to brzmi jak sprzeczność. Nie chcę równoważnika jaywalkingu w kulturze rowerowej.
@licho @ssamulczyk @agturcz @stfn @LukaszHorodecki Kiedyś widziałam jak gość podjechał do gluchego typa w sluchafonach na uszach, i po prostu położył mu rękę na ramieniu. Gość się zesrał na maxa i mam wrażenie, że następnym razem będzie uważał.
Tak nauczona zrobiłam to raz z typem, który szedł przez kładkę całą szerokością (z obu stron barierki i chuj) i ani krzyk ani dzwonek nie pomagał (zajebiste ANC) swoją drogą.