Światła awaryjne to nie peleryna-niewidka. A coraz częściej są używane dokładnie w tym celu — do parkowania gdziekolwiek.
Zatrzymanie sprawnego pojazdu w niedozwolonym miejscu to podwójne wykroczenie: nadużycie świateł awaryjnych i złamanie zakazu zatrzymania.
Za pierwsze grozi 100–300 zł.
Za drugie — kolejne 100–300 zł.
A jeśli dodatkowo utrudniasz ruch, mandat może wynieść nawet 500 zł.
Problem w tym, że wielu kierowców traktuje światła awaryjne jak pelerynę-niewidkę: włączam — i auta nie ma. Albo: włączam — to znaczy „przepraszam”, więc mogę iść załatwiać swoje sprawy.
Tyle że auto nie znika. Wręcz przeciwnie — widzę je jeszcze wyraźniej.
Oczywiście zdarzają się sytuacje awaryjne. Ale awarią nie jest pójście do apteki (patrz: ul. Górnych Wałów) ani szybki skok do paczkomatu (patrz: ul. Kozielska przy pajączku).
Kierowca najczęściej mandatu nie dostaje, a przeprosin i tak nikt nie słyszy.
