Fajnie czasami dla sportu "zaorać":

Rozmowa z "wolnorynkowcem" wahającym się z oddaniem głosu na Konfę Memcena czy Konfę Braunowa:

"Tu rolnicy są ciemiężeni, ta wstrętna unia"
"A kto tobie broni zostać rolnikiem?"
"Śmiej się z przedsiębiorców, bo masz osiem godzin"
"Wy młodzi byście chcieli wszystko dostać itd."

Parę minut później utyskiwanie na służbę zdrowia i że musi iść prywatnie bo lekarze tyle zarabiają.

A ja wtedy:
"To wolny rynek. Szpital tyle płaci ile sobie lekarz wynegocjował a zarazem tyle sobie lekarz liczy w prywatnym gabinecie. Nie możesz mu zabronić"

Zonk.

Potem poprawka że jedzenie drogie:
"No ale to rolnicy sobie ustalają ceny. Wolny rynek".

Bang.

Jakaś gadka, bo ktoś się żali że córka na śmieciówce siedzi. Konfiarz utyskuje na januszy, samemu orząc w januszeksie.

A ja na to:
"To jest wolny rynek. Janusz ci daje taką a nie inną umowę. Albo bierzesz albo przychodzi ktoś inny. Nie możesz, według wolnego rynku, zakazać mu dawania śmieciówek".

Bach.

W najlepszym przypadku przemyśli.
W gorszym zagłosuje na pisiorów.
W najgorszym wleci syndrom sztokholmski.

@rafalstefaniak
Tak naprawdę to jest dysonans poznawczy, tak przykre doznanie, że nasz pierwszy, "szybki umysł", prymitywny, instynktowny, ID (jak zwał, tak zwał) robi wszystko, żeby nie dopuścić drugiego do niszczącej dla naszej psyche konstatacji, że uzyskaliśmy "wiedzę" od jakichś oszołomów, nawiedzonych, pseudonaukowców itp. i uwierzyliśmy w to na zabój. 😜 Ten "umysł" zrobi wszystko, żebyśmy się dobrze czuli i nie dopuścili do siebie oświecającej refleksji.

Polecam gorąco książkę noblisty "Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym" Daniela Kahnemana i np. na Kanale Zero - cykl "Zero Ściemy".

Łukasz Kaca prowadzący program opowiedział kiedyś dość przerażającą historię:

Pewna pani w US twierdziła, że miała kontakt z obcymi, którzy jej zapowiedzieli, że w określonym terminie zniszczą Ziemię. Ale tych, którzy uwierzą - wezmą ze sobą, a reszta pierdut. Pani zaczęła głosić "dobrą" nowinę i zdołała zgromadzić sporą grupę wierzących. Nie pamiętam czy bliżej kilkadziesiąt czy kilkaset. Wydaje mi się, że P. Łukasz mówił, że nie odnosiła z tego jakichś korzyści, więc trudno to nazwać klasyczną sektą.

W każdym razie ostatecznie ci ludzie pozamykali swoje ziemskie sprawy, porozdawali i wyprzedali itp., a następnie razem z panią udali się gromadnie w jakieś ustronne miejsce nocną porą i zaczęli nabożnie czekać na swoją arkę Obcego.
Mijał czas i nic, i nic, i nic. W końcu pani wymijająco stwierdziła, że widać to jednak nie teraz, ale na pewno się z nią skontaktują ponownie i wtedy "to już na pewno odlecą".

I tu będzie strasznie (właśnie zadziałał dysonans poznawczy):
Nie pamiętam proporcji, ale nie mniej niż po kilkadziesiąt procent:
- jedni nadal (mimo oczywistych faktów, a raczej ich braku) pozostali, bo ich umysł by nie zniósł, że okazali się takimi ... (tu można wpisać dowolne inwektywy)
- drudzy się po prostu odwrócili i w ciszy odeszli - ale tu też zadział dysonans, właściwie nie wiedzieli, co zrobić - rzucić się na panią czy jak. Po prostu jakby odwrócili wzrok - może lepiej nie rozumieć?

#psychologia

@rafalstefaniak oh no polityka kurczo tyż świeta