Fajnie czasami dla sportu "zaorać":
Rozmowa z "wolnorynkowcem" wahającym się z oddaniem głosu na Konfę Memcena czy Konfę Braunowa:
"Tu rolnicy są ciemiężeni, ta wstrętna unia"
"A kto tobie broni zostać rolnikiem?"
"Śmiej się z przedsiębiorców, bo masz osiem godzin"
"Wy młodzi byście chcieli wszystko dostać itd."
Parę minut później utyskiwanie na służbę zdrowia i że musi iść prywatnie bo lekarze tyle zarabiają.
A ja wtedy:
"To wolny rynek. Szpital tyle płaci ile sobie lekarz wynegocjował a zarazem tyle sobie lekarz liczy w prywatnym gabinecie. Nie możesz mu zabronić"
Zonk.
Potem poprawka że jedzenie drogie:
"No ale to rolnicy sobie ustalają ceny. Wolny rynek".
Bang.
Jakaś gadka, bo ktoś się żali że córka na śmieciówce siedzi. Konfiarz utyskuje na januszy, samemu orząc w januszeksie.
A ja na to:
"To jest wolny rynek. Janusz ci daje taką a nie inną umowę. Albo bierzesz albo przychodzi ktoś inny. Nie możesz, według wolnego rynku, zakazać mu dawania śmieciówek".
Bach.
W najlepszym przypadku przemyśli.
W gorszym zagłosuje na pisiorów.
W najgorszym wleci syndrom sztokholmski.
