Sa na tym świecie małe rzeczy, które wywierają na mnie stanowczo za duży negatywny wpływ, nieodmiennie są to rzeczy łączące się z ludźmi, którzy nie ogarniają otaczającej ich rzeczywistości.
Człowieki, które stoją przy ladzie z mięskami w sklepie 10 minut w kolejce i zamiast poświęcić ten czas na zastanowienie się, co by chcieli jak już będzie ich kolej, to zaczynają dumać na głos dopiero jak już ich sprzedawczyni pyta.
Ludzie, którzy zatrzymują się losowo na środku chodnika i tak stoją. Albo stoją w 2-3 osoby na owym chodniku jak owce i go blokują w całości, bo absolutnie to jest miejsce na pogadanie.
Ale spotkałam wczoraj nowe nemezis na zupełnie nowym poziomie.
Otóż, tytułem wstępu, bilety na zbiorkom można kupić u mnie w mieście na różne sposoby: u kierowcy (kto ma gotówkę?), w kiosku papierowy jak zwierzę, w aplikacji (jest tych aplikacji w chuj i trochę, dla każdego się jakaś znajdzie) albo w pojeździe w takim wspaniałym automaciku, coto się w jednym kliku robi cały proces i przykłada kartę - magicznie wręcz, klik bilet, pac kartą i idziesz dalej. Ale ważnym jest, że ów automat jest jeden na pojazd.
No i dziewczę lat może 20, może 25, ciężko powiedzieć. Wchodzi, na chillu, nie dobiegała do przystanku, podchodzi do automaciku. Już to znajduję dziwnym, bo w tym wieku by człowiek pomyślał, że ma appkę, ale nie ma. Telefon chowa do kieszeni. I zaczyna klikać w automacik. Jako powiedziałam, tam nie ma co klikać. Bilety wsie są od razu, se wybierz. Ona móżdży. Po czym wybrała, autobus dawno już jedzie, oczywiście, ją miota, no bo się nie trzyma, nie. Po czym - jebłam - zaczyna zdejmować (taka miotana pędem) plecaczek. Z plecaczkiem się szarpie, otworzywszy wyciąga portfel. Jesteśmy w połowie drogi na następny przystanek...
Ma ten portfel i nichuja, n i c h u j a nie jest w stanie wydobyć z niego karty, wciśniętą ma w to okienko, gdzie się kiedyś wkładało zdjęcie do legitymacji dziecka, a teraz nie wiem co się tam wkłada, ale NIE KARTĘ DO BANKOMATU.
Ostatecznie wyszarpała, przyłożyła, bilet kupiony, autobus już na następnym przystanku. A ona (autobus w połowie pusty) zostaje przy tym automaciku, magicznym, jedynym, tam będzie stać.
W tylu miejscach można było ten proces poprawić, nawet jeśli nie chcesz aplikacji, jeśli każda z like 5 dostępnych Cię brzydzi, nawet jeśli nie chcesz karty mieć w komórce, z którą to komórką w ręku stałaś na przystanku. Nie ogarniam jak można tak żyć.
Czy to miało na mnie jakiś realny wpływ? Nie, oczywiście, że nie, ja bilet miałam dobowy, w appce, od rana.
Ale wow, jak bardzo można egzystować nieprzygotowanym.